http://forum.mieczprawdy.com.pl/

Zakończenie przygód
http://forum.mieczprawdy.com.pl/viewtopic.php?f=112&t=1379
Strona 2 z 2

Autor:  verter88 [ 27 sty 2016, o 18:59 ]
Tytuł:  Re: Zakończenie przygód

Witam
kiedy można się spodziewać książki w formie pdf :?: :?:

Autor:  wisienka91 [ 28 sty 2016, o 18:46 ]
Tytuł:  Re: Zakończenie przygód

Witaj. Premiera ebooka miała miejsce razem z wersją papierową - 19 stycznia. Dostępny do zakupu na stronie wydawnictwa Rebis ;)

Autor:  tommylee [ 1 lut 2016, o 19:33 ]
Tytuł:  Re: Zakończenie przygód

Witam, i ja po przeczytaniu książki chciałem się podzielić swoimi spostrzeżeniami... Uważam że ksiązka sama w sobie super i jest to godne zakończenie całej serii, oczywiście żal ze to koniec A powiedzcie mi jedno bo nie wiem czy mi gdzieś to umknęło czy poprostu autor nie wspomniał nic o opacie Dreierze...może to kolejny przeciwnik na jednak następne części?? :D:D
Pozdrawiam wszystkich miłośników

Autor:  firgus [ 1 lut 2016, o 20:01 ]
Tytuł:  Re: Zakończenie przygód

Dreier został zastrzelony pod koniec Skradzionych dusz przez Kahlan po wytworzeniu mostu łączącego ciało Richarda z zaświatami.

Autor:  Galliranth [ 12 lut 2016, o 00:54 ]
Tytuł:  Re: Zakończenie przygód

Ja to zrozumiałem tak, że każde użycie szkatuł doprowadzi do zagięcia i należało je unicestwić.

Autor:  Mati19 [ 13 lut 2016, o 22:23 ]
Tytuł:  Re: Zakończenie przygód

No właśnie. Nie rozumiem tu pewnej rzeczy. [spoilery] Czy to zagięcie istniało wcześniej? Czy ono pojawiło się wraz z Machiną wróżebną i Szkatułami Ordena? W takim razie czemu Richard mówił, że to on je spowodował używając Ordena by wypędzić IŁ? A jeśli on je spowodował to inna wątpliwość- szkatuły Ordena zostały stworzone jako remedium na chainfire. Jeśli tak, to ktoś musiał już ich kiedyś użyć, by chainfire odczynić. Jeśli tak, to nie wtedy powinno dojść do tego zagięcia? Jezu! Nie wiem już... tak na logikę:
1. Machina i Orden pojawiaja się w świecie życia
2. Sulachan opracowuje swój plan zniszczenia wszechświata
3. Chainfire
4. Tworzą remedium i chyba muszą go użyć? A może chainfire nie zostało nigdy użyte? Tylko dowiedziano się o planach stworzenia tego i ze zwojów odczytali, że zostanie rzucone w czasach Richarda? Wówczas mogli stworzyć remedium i to tłumaczyłoby, że "fazę zmian" wywołał Richard. Bo jeśli oni by użyli Ordena wcześniej to zagięcie powstałoby wcześniej...chyba?
5. Richard kończy Rachubę zmierzchu, naprawia zagięcie.


Trochę Goodkind namieszał, ale i tak mogłoby być gorzej :D ogólnie jestem bardzo zadowolony z finału.

Dorzuciłem spoiler. Shadow.

Autor:  Shadow [ 14 lut 2016, o 13:39 ]
Tytuł:  Re: Zakończenie przygód

Wydaje mi się, że Chainfire i stworzenie Szkatuł było na długo przed Wielką Wojną, zresztą szkatuły chyba nie zostały użyte - w końcu klucz do nich stworzył dopiero Meritt, a w "Pożodze" czy tam "Fantomie" było powiedziane, że czarodzieje stworzyli Chainfire, ale bali się jej użyć, bo mogła zniszczyć świat życia. Poza tym w "Pierwszej Spowiedniczce" zostało wspomniane, że moc Ordena to moc pochodząca sprzed przemieszczenia się gwiazdy - czyli przemieszczenie się gwiady (inaczej zagięcie) musiało już wcześniej nastąpić.

Odnośnie samej książki [spoilery]: Po tym, jak Terry kierował wątkiem Samanthy w TK i SD sposób w jaki go zakończył mnie rozczarował. Zapowiadała się ciekawa postać o potężnej i nieznanej mocy, a w tej części Terry zrobił z niej psychopatkę. Szkoda, wielka szkoda. Inna sprawa - Wątek przywrócenia Richarda do życia - to było tak bardzo do przewidzenia, że aż boli. Niby ładnie opisane, niby wkomponowane w prawa świata przedstawionego, ale bądźmy szczerzy - to zwykły skok na kasę był, żeby SW się lepiej sprzedało. Stworzenie drugiej sylfy - ok, było jak najbardziej uzasadnione, tym bardziej, że ta pierwsza sobie miała spać. Tylko parę rzeczy mi tu nie gra - skąd nagle tamte Mord-Sith mają odpowiednią moc, żeby podróżować? Nagle wszystkie ważne dla fabuły postacie miały w przeszłości okazję trafić na jakąś półmagiczną istotę z magią subtraktywną, jak to się w SW fartnęło Carze? No i sam Richard... Niby mógłby podróżować, bo była w nim zmaza śmierci, ale kurde - on przecież nie miał daru, więc jakim cudem? Na plus rozwiązanie wątku Sulachana i samego jadu - fajnie to Richi zaplanował, dziwi tylko fakt, że po raz kolejny osoba która właściwie nie ogarnia swojej mocy łapie wszelkie zależności w niej panujące lepiej, niż osoby, które zajmują się tym od kilku wieków. Zakończenie wątku półludzi też trochę na siłę, bo jak zostało to wcześniej wspomniane, ich potomkowie dusz odzyskać nie powinni, bo one zwyczajnie nie powstały. No chyba, że w takim wypadku w te ciała wchodziły dusze tych półludzi, którzy wcześniej zginęłi, ale to dosyć słabe by było.

Książka nie była zła, z pewnością lepsza od SD. 7/10.

Autor:  kahlanamnell [ 3 mar 2016, o 18:25 ]
Tytuł:  Re: Zakończenie przygód

Po przeczytaniu tej książki byłam tak zaplatana tymi wszystkimi informacjami, że na końcu zwątpiłam w swoją wiedzę na temat MP. Poza tym do dzisiaj nie mogę ogarnąć o co w tym wszystkim chodzi :( I rozczarowało mnie zakończenie.

Autor:  aguar [ 3 kwi 2016, o 16:36 ]
Tytuł:  Re: Zakończenie przygód

"Bodaj w "Skradzionych Duszach" Richard powiedział pojmanemu Shun-Tuk, że swoje dusze odzyskać mogli i wyłącznie pierwotnie stworzeni przez Sulachana półludzie - takiej szansy mieli nie mieć ich potomkowie. Czyli mamy sugestię, że żyjący w czasach Richarda półludzie są potomkami pierwszych półludzi. [SPOILER] Tymczasem w Sercu Wojny Richard przywraca dusze wszystkim półludziom - albo się mylił wcześniej i za murem przebywali cały czas ci "pierwotni półludzie" (co było możliwe, bo praktycznie się nie starzeli, co było wytłumaczone), albo błąd Terry'ego."

Też zauważyłam tę nieścisłość, z resztą jedyną, jaką zauważyłam w całej serii.

Autor:  eww [ 11 maja 2016, o 07:27 ]
Tytuł:  Re: Zakończenie przygód

*spoilery*
Przykro mi to mówić, ale nie uważam SW za godne zakończenie tej całej wielkiej przygody. Finał epickiej sagi przypominał finał każdego z tomów - gdy już nie ma nadziei, gdy już wszystko zawodzi, Richard kmini sposób, który jest absurdalny i niezrozumiały, ale wystarczy rzucić kilka pojęć jak ,,magia", ,,zaświaty", ,,miecz" i wszystko niby gra. Nie, nie gra. Istnieje milion pytań i niedociągnięć - czy dusze podróżujące w klindze miecza, który związany jest z Richardem, w sylfie nie powinny ulec jakiemus uszkodzeniu, odesłaniu do zaświatów? Czemu Richi przebywający w zaświatach gada sobie z Warrenem, a np. ze swoją zmarłą matką nie? Albo z ojczymem?
Szczerze to konstruujac takie zakończenie, można było zrobić cokolwiek... np. - Richard w zaświatach zmienił swój dar, dzięki czemu mógł go swobodnie używać, następnie wrócił i swoją super mocą wszystkich spalił - i na to m.in. czekałam, finalnej epickiej bitwy... Ale wiadomo, nie da się czegoś takiego zrobić na 300 stronach, z czego 150 to opis korytarzy, jaskiń, krzaków, schodów, korytarzy, pustych pomieszczeń, korytarzy itd. itd. Książkę czytałam wręcz pożerając strony i fakt była dobra sama w sobie, nawet nie czepiam się wątku rachuby zmierzchu, przesunięcia gwiazdy, bo o dziwno wszystko mi się tu zgadzało, wielki plus dla Terrego, że obarczył te trzy ostatnie części nienaciąganym sensem... czego nie można powiedzieć o stricte zakończeniu. Boli rozstanie z serią. Boli zakończenie. Nawet boli mnie, że Richard wesoło zmartwychwstał - genialna postać, wszyscy ją uwielbiali, ale właśnie żal po jego stracie byłby lepszym elementem zwieńczenia serii, niż setki niedopowiedzeń.

Autor:  Livefree [ 20 cze 2016, o 10:59 ]
Tytuł:  Re: Zakończenie przygód

Mam wrażenie, że osoby oceniające pozytywnie ostatni tom zwyczajnie próbują same się okłamać i wmówić sobie, że wszystko jest okey, że moja kochana seria zakończyła się w dobrym stylu.

Come on, to był chyba najgorszy tom w całym cyklu. Wydawało mi się, że Terry trochę spanikował nie wiedząc jak to sensownie skończyć i zaczął okropnie kombinować. Cały ten koncept z rachubą zmierzchu i przesunięciem gwiazdy - szkoda słów, to było po prostu głupie.

Samo zakończenie (pokonanie Sulachana) rozczarowujące. Ostatnie kilkadziesiąt stron czytałem z przerażeniem - ale nie przerażeniem i strachem o losy Richarda, tylko ze strachem, że zostało już tak mało, a tak wiele powinno jeszcze być napisane. To faktycznie wyglądało jak finał tomu z środku serii, a nie jej zwieńczenie.

Nadal kocham Miecz Prawdy i uważam, że to kawał świetnej lektury, ale Serce wojny to kompletne nieporozumienie. Widać ogromną różnicę w poziomie książek od Pierwszego Prawa Magii do Spowiedniczki, a potem od Wróżebnej Machiny do Serca wojny :(

Autor:  Hope [ 23 cze 2016, o 21:39 ]
Tytuł:  Re: Zakończenie przygód

Książkę skończyłam niedawno i pomimo tego że była całkiem nieźle trzymała poziom, mam nieprzyjemne wrażenie. [SPOILER] Powiedzcie mi czy się mylę, ale wygląda mi na to że Terry bardzo się zainspirował pracami Georga R.R. Martina i zabijał postacie na prawo i lewo. Wiem, że robił to już wcześniej w dużej skali. Wspomniana wcześniej była śmierć Warrena czy Ann. Chociaż byli przyjaciółmi głównych bohaterów to nie to samo co zabijanie osób tak blisko związanych z głównymi bohaterami jak Ben, Cara a w szczególności Zedd. Wszystko jest wytłumaczone ale i tak mam to głupie uczucie, że Terry zbyt chciał się przypodobać widowni, która tak polubiła zabijanie tych "lubianych" postaci. Prosze, powiedzcie mi że jestem przewrażliwiona :)

Autor:  kahlanamnell [ 23 cze 2016, o 23:04 ]
Tytuł:  Re: Zakończenie przygód

Dla mnie chyba jedyne wytlumaczenie to fakt, iz Terry musial jakos to zakonczyc i najlepiej bylo usmiercic postac (przy czym chyba zaskakujac czytelnika), niz by wszyscy zyli dlugo i szczesliwie. Przynajmniej ja to tak widze, chociaz baardzo szkoda mi Zedda.

Autor:  Livefree [ 26 lip 2016, o 21:09 ]
Tytuł:  Re: Zakończenie przygód

Też miałem podobne wrażenie - w dwóch ostatnich tomach Terry zaczął ostro eliminować postaci i nadmiernie przywracać do życia.

Ale tak szczerze to jest pikuś przy absurdalnej koncepcji przesunięcia gwiazd, rachuby zmierzchu, zwojów i innych głupot, których nikt (łącznie z autorem) tak naprawdę nie rozumie. Lubię zaskoczenia, ale negacja praktycznie WSZYSTKIEGO co znaliśmy z poprzednich części w połączeniu z mdłym finałem sprawia, że ta seria skończyła się po prostu tragicznie. Goodkind mógł naprawdę wiele, miał co najmniej kilka dobrych opcji jak zwieńczyć dzieło swojego życia. I wiecie co, szczerze z perspektywy czasu myślę iż najlepszym zakończeniem byłoby... zwycięstwo Sulachana. Wyobraźcie to sobie - topnieje nadzieja, półludzie otaczają pałac, Richard łapie się wszystkiego jednak siły zła tłamszą obronę i zwyczajnie wybijają wszystkich. Szkoda, taki depresyjny finał byłby niezły. Liczę na coś podobnego w wykonaniu Białych Wędrowców w pieśni lodu i ognia :D

Strona 2 z 2 Strefa czasowa: UTC + 1
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
http://www.phpbb.com/