Teraz jest 21 sty 2018, o 01:39



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Magiczne Królestwo
PostNapisane: 8 sie 2012, o 09:28  
Avatar użytkownika

Strażnik granicy
Dołączył(a): 5 lip 2012, o 10:19
Posty: 56
Offline

Wczoraj na moim fanpage na facebooku była premiera pierwszego tomu powieści fantasy , którą piszę w oparciu o.. facebookową grę :D . Jeśli ktoś by chciał to udostępniam link do niego :) http://www.facebook.com/pages/Adrian-Ma ... 8475754221 . Ale dla Waszej wygody wklejam tu również "Smoka , jednorożca i inne magiczne stwożenia" , czyli pierwszy tom , który de fakto jest tylko prologiem ;) .

Magiczne Królestwo

Tom Pierwszy -
Smok, jednorożec i inne magiczne stworzenia

Adrian Maniak

Specjalne podziękowania dla Izabelii Jakubowskiej , za pomoc w zrealizowaniu niniejszej książki

Rozdział 1

Patryk wyszedł ze swojego domu, bo usłyszał, że coś dzieje się na zewnątrz.
-Smok! Smok! – krzyczał ktoś, kto przebiegł mu koło nosa.
Gdy tylko się wychylił, zobaczył sześciometrowego gada.
Patryk był jednym z rycerzy Króla Artusia. Nie było ich zbyt wielu, ponieważ Magiczne Królestwo nie miało wrogów ani naturalnych zagrożeń.
Tak naprawdę to prawie nikt tam nie mieszkał, więc Patryk nie miał zbyt wiele do roboty. Nie musiał nawet nosić zbroi. Wolał ubierać się w swoje luźne szaty. Kochał lasy, a jego zielona koszulka i brązowe spodenki świetnie to odzwierciedlały.
Oniemiał gdy zobaczył, że przy zamku, do którego zbliżał się smok, stała księżniczka Izabela. Było to jedyne potomstwo króla. Artuś właśnie się zbliżał do chatki Patryka. Nie było to nic niezwykłego; kamienny domek z drewnianymi drzwiami, parą okien po bokach i dachem ze słomy.
O ile pasował on do Leśnego Rycerza, jak go nazywano Patryka,
o tyle w ogóle nie pasował do władcy, który nadchodził od północy.
Artuś miał na sobie szarobrązowe spodenki, niebieską koszule i taką właśnie pelerynę. Biegł z berłem w prawej dłoni, na której widniał błękitny sygnet. Na głowie, jak zawsze, miał koronę z trzema kryształami. Już z daleka krzyczał do Patryka:
-Smok terroryzuje moje królestwo! Powstrzymaj go, a uczynię Cię władcą Magicznego Królestwa!
-Czemu akurat ja? Przecież on jest ogromny!
-Bo jesteś moim najlepszym człowiekiem! I w tej chwili jedynym...
-Jak to?!
-Zjadł wszystkich Twoich poprzedników... Ale nie zniechęcaj się! Błagam ratuj księżniczkę i królestwo!
-Świetnie... - pomyślał - Czas nakarmić mój miecz!

Rozdział 2
Patryk pobiegł na zachód od zamku, w biegu wyciągając swój miecz z pochwy. Wykorzystał swój pęd i naciął smokowi skórę przy ogonie.
Był zadowolony z tego uderzenia, ponieważ jak na kogoś, kto dawno
nie posługiwał się swoją bronią, było to dobre uderzenie. Nie zrobiło ono jednak na gadzinie wrażenia. Złapał księżniczkę i odleciał.
-Nie! - krzyczał król – Wracaj tu! Walcz jak mężczyzna!
-To nic nie da królu, on odleciał.
-Spójrz Patryku naokoło! Wszystko popalone! Odbuduj wioskę
i uratuj Izabelę, a uczynię cię władcą mego królestwa!
-Tak jest mój królu. - Patryk przykląkł na jedno kolano - Nie spocznę dopóki nie przywrócę Twojemu królestwu świetności.
-Wstań Patryku, nie mamy na to czasu.
Leśny Rycerz wstał i się rozejrzał. Królestwo wyglądało fatalnie.
Został się tylko dom jego i jakiejś nadwornej damy. Patryk nie znał jej imienia. Oba te domu stały na południe od wielkiego zamku.
Na północ, południe oraz zachód od niego prowadziły drogi. Na obrzeżach Magicznego Królestwa rosły drzewa. Wszystko poza tym zakrywała mgła.
Nie była to zwykła niedogodność atmosferyczna. Gdy Patryk był mały, usłyszał od ojca jak to się stało.
Niegdyś Wielkie Królestwo rozchodziło się szerzej niż ktokolwiek mógłby sobie wyobrazić. Było zbyt wielkie, by mógł władać nim jeden władca. Dlatego dawno czarodzieje rozdzielili Wielkie Królestwo na wiele małych rejonów i sprowadziło magiczną mgłę, która zasłaniała wszystko poza granicami rodzimych królestw. Choćby się wydawało, że po za Magicznym Królestwem nie ma prawa istnieć życie, mieszkańcy innych krain mogłyby to samo powiedzieć o dziedzictwie Króla Artusia.
Pomimo nazwy nie było tu już ani odrobiny magii, podobnie jak w żyłach Artusia. Jednak gdy Patryk był mały i wraz z rodzicami wybrał się do zamku (Artuś wtedy dopiero zaczynał panować i zwołał wszystkich poddanych na koronacje), zgubił się w podziemnych bibliotekach. Gdy spojrzał na stół, ujrzał księgę całą pokrytą kleksami. Tylko jedną linijkę dało się odczytać:
„Władca, który nie urodzi się królem, zjednoczy na nowo Wielkie Królestwo”
Dopiero potem Patryk dowiedział się, że to była księga proroctw.

Rozdział 3

-Od czego zaczniemy odbudowę Królu?
-Smok najpierw wylądował na targu... Nikt nie przeżył.
-Pokój niech będzie duszom niewinnym.
-Tak, tak pokój, ale wiesz, targ sam się nie odbuduje. Już wysłałem tam ludzi, zobaczymy jak sobie radzą z usuwaniem zgliszczy.
Powędrowali na zachód jednak nie zobaczyli ani jednej deseczki.
Zamiast targu już zdążyły powstać tam dwa domki.
-Magia czy co? - zdumiał się Leśny Rycerz.
-Nie magia tylko fachowcy. - zaśmiał się król. - Teraz lepiej zobaczymy jak rozwijają się pola. Może nie uwierzysz, ale zanim zostałem królem, pracowałem jako zwykły ogrodnik. To były czasy, cały dzień na świeżym powietrzu.
-Doskonale cię rozumiem Artusiu.
Patryk nie mógł uwierzyć w skuteczność rolników. Już zdążyli nawet zasadzić arbuzy. Między nowymi domami a polami, nie było już żadnych ruin. Istotnie, specjaliści. – pomyślał.
Nagle zza jednego z domostw wyskoczył wielki zielony troll.
-On kradnie materiały potrzebne do odbudowy domów! Zajmij się nim Leśny Rycerzu!
Artuś nie zdążył dokończyć zdania, a Patryk już miał w ręku miecz. Ruszył szybkim krokiem, a klinga lśniła w powietrzu. Zrobił piruet
i odciął trollowi lewą dłoń. Zaatakowany próbował go złapać drugą,
lecz atakujący był szybszy. Zrobił wślizg i wbił mu miecz w plecy.
Troll przeciągle zawył. Dwa kolejne cięcia i już leżał bez ruchu.
Król podszedł do martwego złodzieja materiałów i zaczął mu grzebać
w uchu.
-Z całym szacunkiem królu, ale ... Co ty robisz? - Patryk schował miecz do pochwy, natomiast Artuś wyjął z ucha trolla trochę wosku, odkorkował buteleczkę i włożył tam lepką substancję.
-Wosk z ucha trolla jest doskonałym surowcem na klej. - podał buteleczkę jednemu z pobliskich budowniczych - Twój dom też go zawiera.
Patryk po raz pierwszy w swoim życiu poczuł obrzydzenie na myśl
o swoim domostwie.

Rozdział 4

Odbudowa Magicznego Królestwa szła pełną parą. Na zachodzie,
gdzie wybudowano nowe domy, była już ścieżka łącząca tą część krainy
z resztą. Patryk i Artuś wyszli z zamku i powędrowali na południe.
-Gdzie idziemy?
-Pokaże ci dziś jak ciężko jest być królem Patryku. Ale dość
o obowiązkach. Przyznam, że jako mój rycerz też masz niełatwe życie. Ale pięknie się z tym trollem rozprawiłeś.
-Wiesz co, trochę mnie dziwi, że pojawił się tak nagle po tym jak smok uciekł.
-Uważasz, że byli w zmowie?
-Nie wiem królu, ale myślę, że w tym kryje się coś jeszcze... Nadal nie powiedziałeś gdzie idziemy i po co.
-No więc – król odkaszlnął – idziemy do posesji damy Luny.
-Posesji? Masz na myśli ten dom naprzeciwko mojego? -
Minęli dom Patryka i skręcili w prawo .
-Tak jest. Jako król mam prawo nie tylko odwiedzać moich poddanych, ale i ściągać podatki. Jeżeli jesteś lubiany możesz liczyć na jakieś podarunki. - król przystanął. - Byłbym zapomniał, mam coś dla Ciebie Leśny Rycerzu. - podał Patrykowi plecak.
-Mam już... ale on ciężki, co tam jest?
-Kilka drobiazgów. Uznałem, że skoro pomagasz królowi, należy ci się drobna pomoc. Oczywiście zamkowy skarbiec stoi przed tobą otworem. Ale tylko w sprawach królestwa.
-Tak oczywiście.
Doszli do wielkiej willi otoczonej bujnym żywopłotem. Po obu bokach ogrodu były fiołki, a na środku umieszczono małe jeziorko. Podeszli do drzwi, w które Artuś zastukał.
-Lady Luno, proszę otworzyć drzwi!
Po minucie czekania, ukazała im się niska piegowata postać w błękitnych szatach. Na ten widok Patryk prawie się cofnął.
-Cóż... Nie każda dworka musi być piękna. - szepnął mu na ucho król.
-Moje uszanowanie Luno, czy możemy wejść?
-Oczywiście, zapraszam.
Weszli do środka a Luna zamknęła za sobą dwuskrzydłowe drzwi.
-A kogóż to ze sobą przyprowadziłeś panie?
-To Patryk, Leśny Rycerz. Myślę, że o nim słyszałaś.
-A tak, istotnie – Luna machnęła na to ręką. - W jakiej to sprawie cię goszczę?
-Cóż, pokazuje mojemu przybocznemu strażnikowi. jak to jest,
być królem, a przy okazji chciałbym zebrać czynsz.
„Przyboczny strażnik?” - pomyślał, krzywiąc się Patryk.
-Przybocznemu strażnikowi?!
-A co w tym złego?
Patryk nie wiedział co tak wstrząsnęło Luną w tym tytule. Może i mu się on nie podobał, ale nie widział powodu by tak się oburzyć. A Lunie najwidoczniej się to nie podobało. Podeszła do szafeczki, z której wyjęła mieszek wypełniony brzęczącymi monetami i wręczyła go Artusiowi.
-Kiedy indziej o tym porozmawiamy, oto zaległy czynsz. - wróciła się do szafki, wyjęła z niej flakonik perfum, po czym podeszła szybkim krokiem do króla. - A to mały upominek dla twojej córki. A teraz proszę byście wyszli. Muszę... coś zrobić.
-Na pewno? Nawet nie zostaniemy na herbatkę? Lady Luno czy wszystko...
-Tak tak jest w porządku, po prostu mam coś do załatwienia, dziękuję Waszej Wysokości za odwiedziny, odprowadzę Panów do drzwi.
Gdy wychodzili coś przykuło uwagę Patryka. Po lewej stronie korytarza, były uchylone drzwi do małej biblioteki. Miał dziwne wrażenie, że ją rozpoznaje. Niestety nie zdążył się jej przyjrzeć, bo chwile potem był już za drzwiami .

Rozdział 5

-Dziwne. – rzekł Artuś - Co nią tak wstrząsnęło?
-Skąd przyszedł ci do głowy pomysł z „Przybocznym Strażnikiem”?
-Gdzieś już słyszałem ten tytuł, a skoro chcesz uratować moją córkę i mam tobie podarować moje królestwo, uznałem, że nie mogę go dać po prostu „Leśnemu Rycerzowi”.
-Dokąd teraz królu?
-Mów mi Artuś.
-No dobrze. Więc?
-Ten punkt programu ci się spodoba. Idziemy do lasu.
-Po cóż to? - Patryk podrapał się po skroni.
-Jak wiesz nasz dobytek ciągle się rozwija. Kończy się już miejsce na nowe domy i ...
-Chcesz wykarczować las?
-Nie cały, spokojnie Leśny Rycerzu. - Artuś tak wypowiedział ten tytuł, jakby się z niego śmiał. Po chwili istotnie się zaśmiał.
-Zabieram cię ze sobą byś pokazał, które drzewa można ściąć, bo są stare lub chore. Obiecuje, że zetniemy tylko jedno.
Przyboczny Strażnik króla Artusia zgodził się i obaj poszli na południe. Przez drogę Patryk zastanawiał się, co będzie, gdy skończy się miejsce zarówno dla ludzi jak i dla fauny. Przecież Magiczne Królestwo nie jest nieograniczone. Być może trzeba będzie je poszerzyć. Ta koncepcja wydała mu się niemożliwa przez otaczającą świat mgłę.
Dotarli na południowy skraj królestwa i Patryk zaczął oglądać drzewa.
-Te wygląda na spróchniałe. Twoi ludzie mogą je ściąć.
-Pomyślałem, że sam zechcesz to zrobić ... – na twarzy Artusia zagościł uśmiech - ... więc wziąłem siekierę, zajrzyj do swojego plecaka.
-Faktycznie. - pomyślał Leśny Rycerz.
Wyciągnął ją i zaczął się przymierzać. Drzewo nie było zbyt mocne,
więc dwa, dobrze wymierzone ciosy zupełnie wystarczyły, by powalić martwe drzewo.
-Widzę, że nie tylko mieczem umiesz władać Patryku.
Obaj porozumiewawczo się uśmiechnęli .
Król zastanawiał się, co też jeszcze jego Przyboczny Strażnik potrafi.

Rozdział 6

Przechadzali się po nowo wybudowanym targu i przeglądali stragan z owocami.
-Kiedy będę mógł zająć się smokiem? Wiesz Artusiu, świetnie prosperuje twoja kraina, to chyba pora bym zajął się tym co jest najważniejsze.
-Owszem, ale chyba nie chcesz szukać na oślep? Odwiedziliśmy mnóstwo mieszkańców podczas ściągania czynszu, a po drodze nigdzie nie widziałem smoka. Może ty go zobaczyłeś?
Chłopak pokręcił głową. To prawda, zwiedzili całą krainę wzdłuż i wszerz i nic to nie dało. Nie widział skrzydlatego, zielonego gada w żółte ciapki od feralnego dnia gdy porwał Izabelę.
Zbieranie czynszu nie było zbyt interesując . Czasami dostawali jakieś podarunki, ale zazwyczaj tylko pieniądze. Bywało i tak, że właściciele nie mieli czym zapłacić, wtedy Artuś zgadzał się na połowę stawki.
Ale to nie zaciekawiło Patryka. Nadal myślał o posiadłości Luny.
O ile uznał jej strach przed „Przybocznym Strażnikiem Króla Artysia” za głupotę, o tyle nie mógł oderwać myśli od jej biblioteki. Jednak nie miał pojęcia co go w niej aż tak zainteresowało. Wielokrotnie odtwarzał ją sobie w pamięci. Kilka regałów po brzegi wypełnionych książkami, na środku mały stoliczek i fotel. Nic nadzwyczajnego, a jednak coś – pomyślał.
Nagle od strony straganu z fasolą nadbiegł jakiś mężczyzna .
-Ratujcie poczciwego człowieka!
-Co się stało? - Patryk złapał go za kołnierz.
-Wrócił! Widziałem go, wrócił!
-O czym ty mówisz? Kto wrócił?
-Smok!
Artuś i Patryk spojrzeli na siebie.

Rozdział 7

-Jak się nazywasz młody człowieku?
-Jestem Ben królu. Właśnie pracowałem przy budowie domu na południowym zachodzie, gdy go zauważyłem wysoko na niebie.
Mam nadzieje, że on mnie nie widział. – Ben dygotał ze strachu.
-Musimy to sprawdzić królu.
-Tak chłopcze, musimy. - zwrócił się do robotnika - Zaprowadź nas w to miejsce.
Ben niechętnie ruszył w wyznaczonym przez siebie kierunku. Okrążyli od zachodu zamek i ku południu, między domami Luny i Leśnego Rycerza.
Z czasem trawa była tak wysoka, że Patryk musiał ją usuwać nożem,
by można było dalej iść. W końcu trafili na niewielką polanę, a następnie w okolice budowy.
-Tu go widziałem królu. - rzekł Ben - Dalej nie idę.
-Nie ma potrzeby. - wtrącił się Przyboczny Strażnik - Stąd go powinniśmy zobaczyć ale nie widać go więc ...
-A może spytamy jednorożce?
Obaj popatrzyli na króla jak na osobę niespełna rozumu.
-Jednorożce nie istnieją ...
-To ty tak uważasz Benie. Pamiętaj, że jako król mogę więcej,
niż zwykły robotnik.
Król wsadził rękę do kieszeni i wyciągnął z niej coś, co przypominało połączenie fletu i gwizdka. Artuś nabrał powietrza i tchnął życie w swój instrument.
Gdy przeciągał po nim palcami, zaczynał wydawać piękne dźwięki, które zmieniły się w słodką melodię.
Patryk nigdy nie słyszał tak cudownych dźwięków.
Niemal mógł je zobaczyć.
To, co robił król go otumaniało. Nie interesował go teraz, ani smok, ani księżniczka, ani nic innego .
Zauważył, że Ben również jest upojony tą melodią.
Ku zdumieniu towarzyszom króla, z lasu na południu wybiegł błękitny jednorożec.
-Witaj królu. - odezwał się pomimo zamkniętych warg - Czego potrzebujesz?
-Czy widziałaś może smoka Claro?
-Smoka? - Clara namyślała się chwilę – Tak mój panie. Widziałam go w okolicy trolli.
Przypuszczenia Leśnego Rycerza się potwierdziły. Miał rację uważając,
że to nie przypadek, że po ataku smoka pojawiły się trolle Jednak nadal nie wiedział czym to było spowodowane. Przecież do tej pory najpoważniejsze czym się w swoim życiu zajmował to karanie za zabójstwo. A to zdarzyło się na samym początku jego królewskiej służby.
-Czy wiesz gdzie on teraz jest?
-Niestety nie królu. – odpowiedziała po chwili - Ale trolle będą wiedzieć.
-Hm, problem w tym, że trolle nie są zbyt rozmowne. I gdzie ich szukać?
Nagle od zachodu nadbiegły dwa wygłodniałe okazy gatunku, o którym przed chwilą toczyła się rozmowa.

Rozdział 8

Artuś i Ben schowali się pod drzewem, a Clara gdzieś zniknęła. Teraz byli tylko w czwórkę: oni i dwa trolle. Patryk dobył miecza.
Klinga zalśniła w wieczornym świetle zachodzącego słońca.
Stwory miały plan by go z dwóch stron okrążyć. Nim zdążył do niego podbiec, Leśny Rycerz ściął głowę temu, który nadbiegał z lewej strony. Nim zdążył się okręcić, drugi złapał go w pasie. Chłopak próbował
z całych sił uciec z żelaznego uścisku. W jego oczach zabłysnęła szaleńcza chęć mordu.
-Patryku! - krzyknął król z krzaków – Pamiętaj, że potrzebujemy go żywego!
Chłopak dźgnął go w ramie tak mocno, że troll aż stracił równowagę. Natychmiast po wylądowaniu na ziemi, wciągnął z plecaka line i i związał bestie nim ta się zorientowała, że już nie stoi.
Król Artuś wyszedł chwiejnym krokiem z zarośli, podrapał się tam gdzie plecy się kończą i stanął po prawym boku swojego Przybocznego Strażnika, który świetnie wykonał swoje zadanie.
-To teraz mów, gdzie jest smok!
Troll tylko się odwrócił , beknął i zarechotał.
Nagle po prawej stronie Artusia pojawił się Ben. Spojrzał trollowi mrucząc coś do siebie. Spojrzenie miał tak dzikie jakby chciał go udusić.
Sekundę później bestia padła bez tchu na ziemię.
-Coś ty ... - zaczął Artuś.
-Są na zachodzie królu.
-Myślałem, że nie ma magii w Magicznym Królestwie.
-Magiczne królestwo bez magii? Nonsens. Magia istnieje od zawsze. Po prostu wszyscy się z tym ukrywali.
-Ale... dlaczego?
-Wiąże się to z pewnym proroctwem chłopcze.
Leśnemu Strażnikowi gula utknęła w gardle.
-Jakim, królu?
-„Gdy magia znów będzie na porządku dziennym, zawieje wiar
zmian, przed którym nikt żywy nie ucieknie.”
Patrykowi zjeżyły się włosy na plecach. Lubił proroctwa lecz uważał, że niosą ze sobą wielkie niebezpieczeństwo. Chociaż to dopiero drugie, jakie poznał, oba brzmiały równie dziwnie.
-Więc smok jest na zachodzie. - chłopak przerwał tę głuchą ciszę
-Na co czekamy? Ruszajmy!
-To nie takie proste. Jeżeli ruszysz w podróż, kto będzie bronił królestwa? Trzeba zwerbować więcej rycerzy. Po za tym jest już ciemno. Musimy zaczekać do jutra. - król zwrócił się do robotnika.
-Dziękujemy Benie za Twoją pomoc. Czy zechcesz zamieszkać z nami w zamku? Chciałbym cię mieć na oku.
-To dla mnie zaszczyt Wasza Wysokość.
-Świetnie! Dziś na kolacje wieprzowina!
Wszyscy troje powędrowali na iście królewską ucztę.

Rozdział 9
Następnego popołudnia wszyscy mieszkańcy zebrali się by zobaczyć jak Król Artuś otwiera pierwszy Dom Rycerza w Magicznym Królestwie. Oczywiście nie powstałby on tak szybko, gdyby budowy nie nadzorował Ben.
Za jeszcze nie otwartym obiektem stali Patryk i Artuś. Tłum już się zebra. Dołączył do nich Ben.
-Po co mnie zawołałeś panie? I na co to huczne otwarcie?
-Posłuchaj mnie Benie bardzo uważnie. Chcę się przekonać kto z moich poddanych potrafi władać magią. Gdy ja będę wygłaszał przemówienie, ty wskażesz tych ludzi. Mój pomocnik i przyjaciel, Lucjan, będzie to wszystko notował. Zrozumiano?
-Tak królu.
-Oczywiście. - rzekł Lucjan, który stał po lewicy króla.
-No, to zaczynajmy.
Ruszyli ku zgromadzeniu, gdy Leśny Rycerz coś zauważył.
-O co chodzi Patryku?
-Tam. – wskazał zachód - Chmura burzowa.
-Gdzie? - zaciekawił się Ben – Chwileczkę ... to magiczna chmura!
-Magiczna?
-Tak Patryku. Królu, czy orientujesz się, co się pod nią znajduje?
-Niestety tak. Tam jest wartownia. Mój Przyboczny Strażniku, możesz przy okazji się tym zająć?
-Jasne, nie lubię przemówień. Ruszam.
-Bądź ostrożny!
Patryk obrócił się przez lewe ramię.
-Coś ci pewnego dnia obiecałem Artusiu. Dziś czas by to się wypełniło.
Leśny strażnik złapał kawał drewna, przywiązał wosk z ucha trolla, który miał w plecaku i podpalił. Ruszył na zachód.

Rozdział 10

Patryk przedzierał się przez mgłę. Kilka razy się potknął o wystające korzenie. Ucieszył się, że nadszedł czas. Nie mógł się tego doczekać od kilkunastu dni, gdy ostatni raz widział Izabelę. Czekał na tę chwilę od czasu, gdy zmieniło się jego życie. Miał dość bezczynności.
Jednocześnie cieszył się z tego, co to oznaczało. Mgła dawała się usunąć, więc region zwany Ryzykownymi Preriami należał teraz do Artusia.
I to on, jego Przyboczny Strażnik, zjednoczył te dwa rejony.
Zjednoczył.
Pomyślał o proroctwie, przeczytanym tyle lat temu.
Nagle na jego drodze stanął wielki śmierdzący troll .
Przyboczny Strażnik Króla Artusia stał niewzruszony, patrząc obrzydliwemu stworzeniu natury prosto w oczy.
-Albo ty albo ja. - powiedział Leśny Rycerz, po czym wyjął wyjął miecz z pochwy.
Już miał go pchnąć w serce, gdy ktoś go uprzedził. Stwór padł do przodu, ukazując sylwetkę swojego zabójcy. Był to około 40-letni rycerz w lśniącej zbroi z bujną grzywą rudych włosów.
-Nic ci nie jest? Mam na imię Mieszko. Zamieszkiwałem wartownię, dopóki ktoś nie rzucił na nią uroku. Jak dobrze, że uratowałem ci życie.
-To ja wyruszyłem ci na ratunek ...
-O czym Ty mówisz?
-Jestem Patryk, Leśny Rycerz, przybyłem by ocalić wartownię.
Mieszko i Patryk jednocześnie schowali broń.
-Nic nie zdziałasz tym mieczykiem. Tak jak ja. Jak już mówiłem,
na mój dom rzucono urok.
-Potem się tym zajmę, widziałeś może smoka?
-Tak, jest na północ stąd.
-Świetnie, idziemy.
Patryk ruszył, lecz rycerz z wartowni zagrodził mu drogę.
-Chwila, chcesz zabić smoka? Nie dasz rady.
-Owszem dam. Z twoją pomocą. - wyminął go i ruszył.
-Kto powiedział, że ci pomogę? - Mieszko ruszył za nim.
-Ja.
Rozdział 11

Leśny Rycerz szedł twardo przed siebie, natomiast Mieszko wyglądał, jakby miał paść na zawał nawet przez to, że jakiś kamień się obsunie.
Usuwanie mgły było łatwiejsze, niż się to Patrykowi na początku wydawało.
Przez całą drogę myślał o proroctwie.
„Władca, który nie urodzi się królem, zjednoczy na nowo Wielkie Królestwo.”
Jeśliby wierzyć proroctwu, a one przecież nigdy się nie mylą, ten który zjednoczy Wielkie Królestwo, będzie jego władcą. Miał nadzieję, że to nie o nim. Nie umiał władać nikim po za sobą, a już zwłaszcza Wielkim Królestwem, które rozpadło się właśnie przez to, że było zbyt wielkie by ktokolwiek mógł mieć ten zaszczyt.
Próbował się uspokoić. Przecież to, że przyłączył jeden malutki rejon do tego czym władał Artuś jeszcze nic nie oznaczało.
Po pół godzinie marszu, zobaczyli na widnokręgu zieloną lecącą plamę. Chłopak proponował schować się za drzewem. Mieszko oczywiście nie oponował.
Smok nadleciał i usiadł na pobliskiej skale. Patryk podejrzewał, że jakby beknął, to wyczułby to stąd.
Nagle z południa nadszedł troll i chwycił Mieszka za nogę.
-Ratunkuuuu! Aaaaaaa!
-Przecież jesteś taki dzielny. - rzekł spokojnie Leśny Rycerz
nie przestając obserwować smoka.
-Jestem ... ale tylko wtedy gdy jestem pewny zwycięstwa! Tak naprawdę mówią na mnie Strachliwy Mieszko!
Chłopak wyjął swój miecz z pochwy. Już był gotów ruszyć na trolla, ale smok podszedł do niego od tyłu. Miał w ręku Izabelę. Wyglądała na wycieńczoną. Patryk wątpił, by cokolwiek jadła od porwania.
-Mieszko! Rzuć mi swój miecz!
-Nie ma mowy, też chce się bronić!
Słowa Mieszka miałby sens, jednak nie wyglądało na to, by chciał zrobić użytek ze swojej broni.
-To zrobimy inaczej.
Patryk położył plecak na ziemi i wyjął z niego siekierę.
Podbiegł do smoka i jednym sprawnym ruchem odciął mu siekierą ogon. Zraniony zaskomlał, lecz odwrócił się ku chłopakowi i próbował go zgnieść. Nieoczekiwanie rzucił siekierę księżniczce, a sam ledwo go drasnął mieczem. Izabela złapała broń i wprawnie odcięła smokowi lewe ramię, a sama płynnie się z niego ześlizgnęła. Patryk oniemiał.
-Dziewczyna musi się umieć bronić w tych czasach. - uśmiechnęła się do niego po czym rzuciła toporem o smoka. Wybiła mu oko.
Leśny Rycerz w tym czasie podbiegł do trolla by ratować Mieszka, który dzielnie się bronił. Mimo, że nie dobył nadal miecza. Dźgnął go w udo, następnie w brzuch. Troll upadł, a Mieszko rozłupał mu mieczem czaszkę. Chłopak ucieszył się, że ten wreszcie coś zrobił.
Wszyscy troje uciekali na południe.
Smok nie odstawiał ich na krok.

Rozdział 12

Księżniczka i dwaj rycerze króla Artusia biegli ile sił w nogach. Mieszko wszedł na drzewo, Izabela zaś uciekła na wschód, w kierunku zamku. Tylko Patryk myślał jak zabić smoka. Zaczęło padać, co nie ułatwiało zadania.
Gad ruszył za Leśnym Rycerzem.
Patryk mokry z wysiłku i kropel deszczu, starał się coś wymyślić.
Najważniejsze było zabić bestie.
Gwałtownie się zatrzymał.
Uniósł swój miecz do góry.
Klinga zalśniła w kroplach deszczu.
Smok nie dał rady wyhamować, przebiegł tuż nad nim.
Nie uchronił się przed ostrzem. Patryk rozpruł go od dołu.
Gadzina bez ramienia i oka, z wielką szramą u dołu, leżała ledwo żywa.
Patryk stał nad nim bez wyrazu. Dołączył do niego Mieszko.
-Niesamowite. Dałeś radę.
-Mówiłem ci .
Uniósł swój miecz. Nabrał powietrza w płuca i wygiął plecy. Uciął smokowi głowę jednym ciosem.
Nagle z krzaków wyleciała księżniczka.
-Dokonałeś tego. Bohaterze! - krzyknęła po czym wpadła mu
w ramiona.
-Teraz już wszystko będzie dobrze. Zabiorę cię do ojca.
-Patryku. - Mieszko odkaszlnął - Wszystko miło i fajnie, jesteś bohaterem, ale ... możesz teraz zająć się wartownią?
-Czy to nie może poczekać? Chcę najpierw bezpiecznie odprowadzić księżniczkę do domu.
-To nie może czekać! Nie wiemy kto posłużył się tak silnym czarem by okraść wartownię! Jest tam mnóstwo rzeczy, nawet sobie nie wyobrażasz jakich. Są tam też ...
-Proroctwa. - dokończył za niego Patryk .
-Tak pogromco smoków. Musimy się tam bezzwłocznie udać.
-Idziesz z nami Izabelo?
-Za tobą pójdę wszędzie Patryku.
Troje bohaterów znów ruszyło na południe. Tym razem przynajmniej nie musieli uciekać przed smokiem.

Rozdział 13

-To tutaj. - wskazał Mieszko, zmęczony po długim marszu.
-Jest piękna. - powiedział Patryk.
Istotnie, była piękna. Była to gigantyczna budowla z dwiema wieżami po przeciwnych bokach. Na środku frontowej ściany był herb rodu Mieszka. Miecz na niebieskiej tarczy. Patryk zauważył, że taki był właśnie ekwipunek jego towarzysza. Wartownie oddzielała fosa. Na szczęście most zbył kamienny. Patryk niespokojnie obejrzał się za siebie.
-Co się dzieje?
-Nie wiem, księżniczko, coś jest nie tak.
Leśny Rycerz wpatrywał się między sosny. Zobaczył żółte ślepia. Już wcześniej je widział.
-Trolle ...
-Dużo ich? - zaciekawił się Mieszko.
-Całe setki. Zaraz na nas ruszą. Nie mamy wyjścia. Wchodzimy.
W momencie gdy weszli na kamienny most, stało się jak przewidział. Musieli biec bo inaczej stwory by ich rozszarpały.
Gdy weszli do holu, stało się coś dziwnego. W momencie gdy pierwszy nieproszony gość postawił nogę na moście, od razu się spopielił. To samo dotyczyło następnych.
-O co chodzi? - skrzywił się Patryk
-To zabezpieczenie pozostawione przez czarodzieja z czasów podziału Wielkiego Królestwa. Spopiela każdego, kto jest tu nieproszonym gościem.
-Cóż, przydatny bajer. Rozejrzyjmy się tutaj.
Gospodarz wartowni i dwoje gości ruszyli na górę. Mijali po drodze różne wystawne sale i korytarze pokryte freskami, tapetami i obrazami.
-Powiedz mi Mieszku co dokładnie się stało, gdy ostatnio tutaj byłeś
Rycerz się zamyślił, polizał górną wargę i zaczął opowieść.
-No więc to było poprzedniego dnia, chyba w południe. Usłyszałem jakiś hałas na dachu, więc poszedłem to sprawdzić. Jednak na 5 piętrze poczułem się... nieswojo.
-Czyli, że co?
-Głowa mnie zaczęła boleć. Bolała coraz bardziej gdy zbliżałem się do klapy na strychu. Wtedy postanowiłem zawrócić.
-Co było dalej?
-Wybiegłem stąd i spotkałem ciebie. Resztę znasz.
-Czy teraz towarzyszą ci podobne odczucia?
-Nie, już nie... chodźmy na dach.
-Gdzie pozostali mieszkańcy wartowni? - wtrąciła się Izabela.
-Nie ma innych. Mieszkam tu sam.
-Ale... od jak dawna?
-Od urodzenia. Tak jak mój ojciec a wcześniej jego ojciec.
Bo widzisz, jestem potomkiem jednego z czarodziejów, którzy podzielili niegdyś Wielkie Królestwo. Mercury, bo tak się nazywał mój przodek, był pierwszym strażnikiem Wartowni. Za każdym razem,
gdy któryś strażnik chce przedłużyć swój żywot, udaje się do Magicznego Królestwa i tam znajduje swoją miłość, po czym sprowadza ją do siebie. A jako, że można mieć tylko jedno dziecko,
nie może zdarzyć się kazirodztwo.
-Czemu nie można mieć więcej niż jednego potomka?
-Mało wiesz o przeszłości Patryku. Przywódca Ośmiu Czarodziejów, Richard, zakazał swoim towarzyszom i ich potomstwu, mieć więcej niż jedno dziecko.
-No ale dlaczego?
-”Drugi po spadkobiercy, zechce rościć prawo do Wielkiego Królestwa”. Na co ci to brzmi?
Patryk patrzył w niego jak w śmiertelne zagrożenie.
-Na proroctwo.
Gdy weszli schodami na 7 piętro, Patryk się zaniepokoił. Spojrzał w lewo. Była tam biblioteka. W bibliotece były trolle.
-Schowajcie się, zajmę się nimi!
-Mi to pasuje. - krzyknął Mieszko i uciekł do kuchni po prawej.
-Bądź ostrożny, bohaterze!
-Nie martw się, nie z takimi dawałem sobie radę.
Wyjął miecz, po czym wszedł do ciemnego pomieszczenia.

Rozdział 14

Miał przewagę nad trollami. Co prawda one były dwa, ale on widział
w ciemności. Nauczył się tego jeszcze w młodości gdy nocą chodził do lasu. Dźgnął w plecy pierwszego trolla, który runął na drewnianą posadzkę. Usłyszał to drugi, który coś robił przy kufrze. Nie zdążył nawet się wyprostować gdy stracił głowę. Patryk zapalił krzemieniem świece. Nie mógł uwierzyć własnym oczom. Wyglądało to tak jakby trolle kradły książki. Widział wcześniej jak kradły, ale wtedy były to kamienie lub deski. Wziął do ręki pierwszą książkę z kufra.
Była cała w kleksach.
Tylko jedno zdanie było czytelne.
„Władca , który nie urodzi się królem, zjednoczy na nowo Wielkie Królestwo”
Zrobiło mu się słabo. Skąd się ona tu wzięła? I po co ona trollom? Domyślił się, że reszta ksiąg też była pełna proroctw. Spojrzał na przód książki pełnej kleksów. Widniał tam tytuł Wielkie Królestwo. Schował ją do plecaka.
Otworzył oczy w geście zrozumienia. Ten sam tytuł widział na grzbiecie jednej z ksiąg w bibliotece Luny. Nagle wszystko wydało się zupełnie proste. Jednak na nic mu się ta księga nie przyda. Mimo to postanowił ją zatrzymać.

Wszedł po schodach na strych, podniósł klapę, po czym dostał się na dach. Byli już tam Mieszko i Izabela.
-Jak było w bibliotece? - spytał gospodarz wartowni.
-Trolle chciały ukraść książki.
-Książki? Na co im one?
-Nie wiem księżniczko, ale to wszystko się komplikuje. Co znaleźliście?
Mieszko podał mu zielony stożkowaty kryształ.
-Podejrzewam, że to ma coś z tym wspólnego. Mogło kiedyś być osłoną ale teraz już się wypaliło. Jak to się w ogóle tu dostało? Przecież wejście chroni potężne zaklęcie.
-Izabelo, czy smok pilnował cię cały czas?
Księżniczka namyśliła się chwilę.
-Nie, raz tylko na krótko gdzieś odleciał.
-To by wszystko wyjaśniało. Trolle były w zmowie ze smokiem. Pewnie je tu przyniósł razem z tym czymś.
-Po co smokowi książki?
Patryk namyślał się przez chwilę.
-Nie smokowi. Uważam, że za tym stoi coś więcej. Te księgi to były księgi proroctw.
-Kto mógł chcieć je ukraść?!
-Nie wiem Mieszku. - Leśny Rycerz spojrzał na niego z rezygnacją. Odwrócił się i zerknął na daleki zarys zamku. -Ktokolwiek to był, mam złe przeczucia. Problemy dopiero się zaczynają.
Wszyscy troje patrzyli na wschodzące słońce.
Dzień niósł nowe nadzieje.
Za to przyszłość niosła nowe zagrożenia.


Masz wolną wolę , możesz kochać lub zabić
Wybrać śmierć lub życie , miłość lub nienawiść

Mezo - Kochaj albo giń
Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron

World of Warcraft phpBB template "WoWMaevahEmpire" created by MAËVAH (ex-MOONCLAW) for EMPIRE guild (v3.0.8.0) - wowcr.net : World of Warcraft styles & videos
© World of Warcraft and Blizzard Entertainment are trademarks or registered trademarks of Blizzard Entertainment, Inc. in the U.S. and/or other countries. wowcr.net is in no way associated with Blizzard Entertainment.
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL