Teraz jest 21 lis 2018, o 17:59



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 12 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Szalony Tetryk(Tytuł roboczy xD)
PostNapisane: 26 kwi 2010, o 13:09  
Avatar użytkownika

Generał
Dołączył(a): 8 lut 2010, o 16:33
Posty: 283
Lokalizacja: Gdynia
Offline

I
Stos został podpalony. Nikt nawet nie drgnął. Bali się o własną skórę, żeby nie została przypieczona, niczym wypatroszona ryba. Wrzask przybierał na sile, ogień zaczynał się mocniej rozpalać i podnosić. Plac był zaludniony mieszkańcami ciekawskimi do tego stopnia, że musieli to zobaczyć na własne oczy.
Dość powszechne miejsce dla ludności małej wioski, na urządzanie festynów czy zgromadzeń, nadawało się akurat. Dziś zebrali się w innym celu. Piach ubity dzięki tysiącom kroków stałych bywalców, utworzył niezwykłe prostą nawierzchnię. Ludność bojaźliwa niczym dzieci, starała się nie dostrzegać rzeczywistości. Plac otaczały budynki mieszkalne, gospoda ze stajnią, zapewne dla wędrowców bądź wieśniaków, których domy były zbyt oddalone od centrum wioski.
Kobieta zaczynała się rzucać na wszystkie strony. Jakby próbowała uciec. Bez skutku. Wbity pal mógł oznaczać tylko jedno. Kolejna wiedźma wpadła w ręce Zakonu. Kolejna wyimaginowana wiedźma. Kolejny krzyk.
- Jestem niewinna! Nie możecie tego zrobić – krzyczała zrozpaczona. – Błagam, niech mi ktoś pomoże! Zna mnie większość z was, nie jestem...
- Zamilcz Wiedźmo! - powiedział jeden z trójki członków Zakonu. Wysunął się trzy kroki przed kompanów i przemówił. – Szanowni mieszkańcy! Zebraliśmy się tu aby zakończyć, szerzenie się... - w tym momencie usłyszał świst. Chwilę za nim, kolejny. Jęknięcia za plecami. Obrócił się w stronę towarzyszy. Zaskoczenie odebrało mu mowę. Obydwoje leżeli ze strzałami wbitymi w gardła, spojrzał w stronę z którego mogły zostać wystrzelone. Mrużył oczy wytężając wzrok Ale było już za późno. Trzecia strzała trafiła w to samo miejsce, co dwie poprzednie. To on był celem.

II
Erwin biegł już w stronę stosu, z łukiem zarzuconym na ramię. Kobieta była dość wysoko przywiązana do słupa. Nie znaczyło to jednak niczego dobrego, jakby się wydawało. Ogień rozpalał się nie ubłaganie, ale wciąż miał trochę czasu. Był już blisko.
- Ale czym do cholery, mam niby ugasić ogień? - mruczał sam do siebie, sapiąc.
Dotarłszy w samo centrum placu rozejrzał się. Nie wiedział skąd u licha wziąć wodę.
- Przecież nie ugaszę go śliną... - mruknął, i zerknął na oniemiałych ludzi. – Na co się tak gapicie!? Lepiej szybko przynieście wody, z jakiejś cholernej studni, czy czegokolwiek! Trzeba ugasić to diabelstwo! - ryknął.
Kilka osób zareagowało natychmiast i rozbiegło się w nieznanych kierunkach. Reszta wpatrywała się w niego jakby ujrzeli wybawce, który nie tylko uratował jedną osobę, lecz całe społeczeństwo. Erwin ignorując ich całkowicie, gorączkowo myślał jak uratować kobietę, bez gaszenia ognia. Mógłby spróbować jakoś odsunąć całe drewno. Ale czym? Błądził oczami po całym otoczeniu, w poszukiwaniu jakiejś belki, czegokolwiek. Niczego nie znalazł.
- Proszę, pomóż mi! - krzyk kobiety zwrócił jego uwagę. Spojrzał na stos.
Nie wyglądało to zbyt ciekawie. Pełno dymu. Może się udusić, nim ogień dotrze do niej.
- Staram się, psia mać. Ale przecież nie rzucę się w ogień, dla nieznajomej.
Po tych słowach, zaczęli nadbiegać ludzie z wiadrami, pełnymi wody. Ogień zaczynał maleć z każdą chwilą - z każdym opróżnionym wiadrem. Nie trwało to zbyt długo, dla niego. Jednak osoba przywiązana do pala, miała zapewne inne zdanie. Kilka osób zaczęło odgarniać niedopalone drwa, żeby uwolnić kobietę. Erwin westchnął i podszedł do trzech ciał, osób odpowiedzialnych za całe zamieszanie. Przy pierwszych dwóch, nie znalazł nic ciekawego. No może oprócz paru monet i całkiem niezłego sztyletu. Przy trzecim ciele znalazł list.
- Zapewne był ich przełożonym – powiedział i zaczął czytać.

III
Amon był pod wrażeniem działań, jakich podjął się ten człowiek. Właśnie kogoś takiego szukał. Kogoś impulsywnego. Nie bojącego się konsekwencji. Działającego bez zastanowienia. Wyglądał jak człowiek, który większość życia spędził w lesie.
Ciemno zielona peleryna z kapturem. Brązowe spodnie. Lekkie buty z miękkiej skóry do cichego skradania się. Z obydwu cholew wystawały sztylety. Zapewne przy pasie też ich nie brakowało, lecz zakrywała je peleryna. Łuk nie był najlepszej jakości, ale patrząc na trzy trupy, spełniał swoje zadanie bardzo dobrze.
Do Erwina właśnie podchodziła kobieta, żeby podziękować za uratowanie jej życia. Po wymianie słów których nie usłyszał, ktoś krzyknął. Jego wzrok powędrował w stronę osobnika, który wskazywał palcem na trakt prowadzący do mieściny. Nadciągało sześciu jeźdźców. Gnali jakby ktoś ich ścigał, albo oni na kogoś polowali. Amon spojrzał na Erwina. Ten szybko powiedział coś do kobiety i krzyknął do mieszkańców.
- Uciekajcie jeśli wam życie miłe!
Amona już nie było w okolicy.

IV
Erwin szybko ruszył w stronę swojego konia. Widział dokładnie kim są jeźdźcy i czego tu szukają, a raczej kogo. Miał mało czasu. Dwóch mógłby trafić z łuku, ale z resztą w zwarciu by sobie nie poradził. Dosiadł konia i obejrzał się w stronę nadciągającej śmierci. Byli już blisko, zbyt blisko. Ruszył przez plac w stronę traktu, prowadzącego do „Lasu Włóczni”. Pognał konia, musiał ich zgubić. Wyjechał z centrum mieściny i pędził traktem w stronę lasu. Obejrzał się przez ramię. Prześladowcy nawet nie zwolnili. Musiał działać. Był już blisko pierwszych drzew. Zdecydował. Jeśli się nie uda to go zabiją. Lepsze to niż żywot banity. Zwolnił. Na brzegu lasu przystanął i zawrócił konia. Sięgnął ręką do kołczanu przywiązanego do siodła. Wyciągnął strzałę i założył na cięciwę. Naciągnął łuk. Cel się zbliżał. Wypuścił strzałę i czym prędzej ruszył wydeptaną ścieżką, między drzewami.
Strzała trafiła jeźdźca, który ciągnąc lejce zderzył się z towarzyszem jadącym obok. Obydwoje wypadli z siodeł, jeden martwy ze strzałą w oku, drugi poturbowany, niezdolny do dalszego pościgu. Erwin oglądając się, pogratulował sobie w myślach. Pozostało jeszcze czterech.

V
Amon czekał niecierpliwie na rozstaju dróg. Północno-wschodnia ścieżka prowadziła do małej mieściny, o nazwie Bermont. Natomiast zachodnia na polanę, od której powstała nazwa „Las Włóczni”. Już z oddali widział pędzącego jeźdźca na koniu.
- A więc udało mu się. - szepnął w przestrzeń, a wiatr jakby chcąc odpowiedzieć, dał o sobie znać szelestem liści. - Imponujące...
Zastanawiał się jak zareaguje na jego obecność. Pomoc którą chciał mu zaoferować, nie była zbyt łatwą rzeczą. Czasu też brakowało.

VI
Erwin popędzał konia jak tylko mógł. Nie był pewny miejsca w które uciekał. Chciał znaleźć się na polanie, której nikt nie odwiedzał. Plotki krążyły nad wioskami, niczym sępy nad padliną, że stoczyło tam pojedynek dwóch magów. Nie wiedział ile w tym prawdy, ale nie był na tyle głupi, żeby nie potraktować opowieści poważnie. Zwykłe bajania staruchów, chociażby nie wiadomo jak straszne, raczej nie przyczyniły się do zakazu odwiedzania lasu. Obejrzał się przez ramię, pogoń jeszcze nie wjechała na ścieżkę. Spojrzał przed siebie. Znikąd jakby zmaterializowała się postać. W czarnym płaszczu z kapturem zakrywającym twarz. Stała na rozdrożu. Na lewej ścieżce, skręcającej do Bermont stał koń. Nieznajomy podniósł lewą rękę wskazując drogę na polanę. Dziwne – pomyślał Erwin. Chyba chce mi pomóc.
Nie zastanawiając się, jakby zmuszony, skręcił w prawo. Po chwili jednak się opamiętał, zwolnił tępo i gwałtownie zawrócił konia pewien, że to pułapka. Sięgnął do kołczanu po strzałę i nałożył na cięciwę. Postać nawet nie drgnęła. Zeskoczył z konia. Na twardym gruncie był pewien, że nie chybi. Wycelował w plecy nieznajomego. Ten nie zdając sobie z tego sprawy, nie poruszył się nawet. Celował między łopatki. Wypuścił strzałę.
W tym momencie postać zrobiła dwa kroki w przód, odrzucając płaszcz w tył. Wyglądało to jakby zostawiał za sobą żywy cień. Strzała trafiła w płaszcz porywając go i wbiła się w drzewo. Powiesiłem jego płaszcz na strzale, jak na wieszaku – pomyślał Erwin zdziwiony. Nieznajomy odwrócił się, wyglądał dość młodo, może na dziewiętnaście lat. Ubrany całkowicie na czarno. Bardzo krótko przystrzyżone włosy i lekki zarost na twarzy..
Błękitne oczy patrzyły na niego, jakby kalkulując, czy jest warty poświęcenia. Tliła się w nich jakaś siła, której znaczenia nie można było określić. Erwin prawie pewny, że jego życie jest w rękach tego człowieka, skinął głową. Zarzucił łuk na ramię w geście pojednania.
Nieznajomy również lekko skinął. Odwrócił się, patrząc na ścieżkę z której przed chwilą nadjechał ścigany. Podniósł ręce na wysokość ramion. Zacisnął pięści po czym je otworzył, rozluźniając palce. Przygarbił się lekko, napinając wszystkie mięśnie rąk. Powoli, jakby zbierając siłę, opuszczał je ku ziemi.
- Co on robi? - powiedział Erwin sceptycznie. - Oszalał?

VII
Zamknął oczy. Chciał ujrzeć wszystko. Poczuć wszystko. Zrozumieć wszytko. Zmysłami. Sobą, swoim jestestwem. Czuł niezwykłą moc w tym lesie. Uśpioną, czekającą aż ktoś będzie miał odwagę ją zbudzić. Omijał jej wady. Omijał jej zalety. Szukał. Zagłębiał się w każdą żywą istotę, w każde drzewo. Odczuwał przepływ krwi, bicie serc, każdy wdech i każdy wydech. Czuł każde poruszenie się gałęzi. Z całych sił opuszczał ręce, napięte do granic możliwości. Nie czuł swojego ciała, jakby je opuścił. Był wolny. Był sobą. Otworzył oczy.
Nadjeżdżali. Trzeba im przeszkodzić. Obrócił się. Ujrzał siebie samego w dziwnej pozie, skupionego z przymrużonymi oczami. Ujrzał mężczyznę kilkanaście kroków dalej, pokazującego palcem i mówiącego coś. Krzyknął z całych sił. Jakby las mógł odpowiedzieć.
- Trzeba ich powstrzymać!
Znalazł się w swoim ciele, nawet nie wiedział jak. Patrzył na otoczenie, lecz widział zamazane obrazy. Nie wiedział co się stało. Upadł na kolana. Dotknął rękami ziemi. Palce jakby samoczynnie nabrały garści piasku. Chłód w rękach złagodził doznania. Czuł jakby krew mu wrzała w żyłach. Spojrzał na mężczyznę, ten jakby wbrew sobie, podbiegło do niego. Ostatnie słowa które usłyszał należały do człowieka lasu.
- Coś ty zrobił? Jak do jasn....
Reszta słów jakby zniknęła w oddali. Stracił przytomność.

VIII
Dochodził do siebie. Ciemność zaczynała się rozjaśniać. Słuch się wyostrzał, pierwsze dźwięki docierały jakby ze zdwojoną mocą. Coś jakby pomruki niezadowolenia.
- Psia krew, po co jeszcze czekam?- usłyszał w miarę wyraźnie.
Uśmiech nie wykazywał żadnego zainteresowania, nawet szczypty zrozumienia. Wyrósł na jego twarzy niczym chwast. Nieproszony, niepotrzebny, po prostu odznaczał się istnieniem. Podparł się na łokciu. Zawrót głowy prawie zmusił go do ponownego położenia się. tylko silna wola powstrzymała go od tego. Rozejrzał się dookoła.
Ognisko już się dopalało. Oparty o drzewo Erwin, spoglądał na niego z nieskrywaną pogardą. Znajdowali się tuż koło ścieżki prowadzącej na polanę, na której pojedynek stoczyło dwóch magów, podobno na śmierć i życie. Bajarze powiadają, że ktokolwiek udał się w to miejsce, już nie wrócił.
Amon spojrzał w stronę końca ścieżki. Drzewa, a może ich brak odznaczał się w wielkim stopniu. Prawa i lewa strona poszerzała się, tworząc wjazd na którym sześciu jeźdźców, miało by miejsce na stoczenie walki i manewry dzięki którym, zapewne by wygrali. Spojrzał nieco wyżej, lecz po chwili zamknął oczy, żeby powstrzymać ciemność przed nimi. Po szybkich wdechach i wydechach, zwalczył w sobie chwilową słabość. Otworzył oczy i spojrzał na czyste niebo. Gwiazdy tworzyły konstelacje, których nigdy nie pojął. Nigdy nie starał się dowiedzieć nic na ich temat. Zwyczajnie ignorował wiedzę o nich. W tym momencie jednak, napełniały go spokojem, lekkością bytu. Myśli niczym plany, które musiał zrealizować, ulatniały się i ginęły bez wieści.
- Chyba robię się sentymentalny – mruknął.
- Co? - usłyszał pytanie.
Zerknął na nie proszonego rozmówce. Jednak wcześniejsze stwierdzenia o sztyletach za pasem, były słuszniejsze niż się spodziewał - pomyślał.
- Nic. Głośno myślałem. To leży w mojej naturze, niestety.
- Aha – usłyszał jakże wyczerpującą odpowiedź.
Był pewien, że osobnik wpatrujący się w niego, czeka tylko i wyłącznie na wytłumaczenia. Amon nie miał najmniejszej ochoty na ujawnianie powodów, jakimi się kierował. Sam nie wiedział co stało się na rozstaju dróg. Szczerze, nawet nie chciał wiedzieć. Wiedza przytłacza, im większa tym bardziej człowiek się w niej topi, niczym statki w wirach wodnych.
- Interesuje cię zapewne co się stało? Dlaczego ci pomogłem i dlaczego musiałeś tyle czekać aż się ocknę?
- Tak. Jestem w miarę cierpliwy – mina którą ujrzał Amon, przeczyła wypowiedzianym słowom. - Co żeś zrobił tam, na ścieżce? - pytanie zawisło w powietrzu.
Amon westchnął. Odczekał krótką chwile i odpowiedział pytaniem na pytanie
- A co widziałeś?
- Co widziałem!? - krzyknął Erwin – Widziałem nadciągającą śmierć! Wierzchowce czarniejsze niż noc! Widziałem człowieka i niespotykaną w dzisiejszych czasach, bezinteresowną pomoc! Widziałem korzenie drzew, wyłaniające się z pod ziemi! Mordercze korzenie! Wchłaniające ciała niczym żywność! Żywe drzewa! One żyły! ŻYŁY! - krzyk przybierał formę wrzasku. - Widziałem liście splamione krwią! Ale czyją się pytam!? Skoro ludzi wchłonęła ziemia! A konie spierzchły z miejsca jak najdalej! Bojąc się drzew!? DRZEW!? A ty i twoje cudactwo jakie spowodowałeś, śmiesz mnie pytać, co widziałem!? - już nie opierał się o drzewo. Pochylał się nad Amonem kipiąc z gniewu. Przemowa i targające nim uczucia, osiągnęły stan krytyczny. Już dawno nie dał się ponieść emocjom, tak jak w tej chwili.
Amon patrząc na mężczyznę, sam nie wiedział co o tym myśleć. Bolała go głowa. Wrzaski tylko wzmacniały ból. Musiał się skupić. A ten niewdzięcznik, paplał coś o żywych drzewach. Przecież pozbył się jeźdźców. Nie drzewa – tylko on. Drzewa były tylko narzędziem. Nerwy szukając ujścia, dały o sobie znać cichym gardłowym warknięciem.
- Skończyłeś!?
- Czy skończyłem!? - Erwin wypowiadając słowa, złapał Amona za koszule, podnosząc. - Przez tobie podobnych, nie należących do gildii, zginęła moja żona! A ty śmiesz mnie pytać, czy skończyłem!? - opluł go krzycząc te słowa. - Skończyłem!? Nie! Oj nie powiadam, NIE! JA DOPIERO ZACZYNAM!
Amon czując niewyobrażalne zmęczenie i nasilający się ból głowy, chcąc zakończyć tyradę, powiedział.
- Uspokój się. Puść moją koszulę i odetchnij.
Po chwili, już oswobodzony, spojrzał rozmówcy w oczy. Gniew się ulatniał jak dym przez komin. Erwin westchnął kilka razy, odwrócił się i ruszył w stronę drzewa, o które się opierał. Przechodząc koło ogniska, kopnął gałąź, wystającą poza jego obręb. Czyn ten, zapewne stanowił jakieś zakopanie przysłowiowego topora. Chociaż różnie bywa – pomyślał Amon.
- Przejdźmy się na polanę – powiedział spokojnie. - Nigdy nie widziałem tego miejsca.
Erwin dość niechętnie ruszył się z miejsca i kroczył za nieznajomym. Wyszli na ścieżkę. Ciemność, rozświetlana tylko łuną księżycowego blasku, dzięki czystemu niebu wskazywała im drogę. Otaczające ich drzewa – głównie brzozy, sprawiały wrażenie obserwatorów, którym nie umknie nawet najmniejszy szczegół. Jakby chciały wypędzić podróżników z ich rodzimego domu. Las pełen tajemnic, skrywanych przez stulecia, tętnił własnym, samowystarczalnym żywotem. Najdziwniejsze było, że ścieżka odznaczała się częstą używalnością, niestety mieszkańcy pobliskich wiosek, wzbraniali się nawet od podejścia na skraj lasu. Dziwnym zjawiskiem była również cisza, przeszywająca, aż do ledwie zauważalnego, piszczenia w uszach.
- Dziwny ten las – Erwin nie potrafił już utrzymać obaw pod maską obojętności. - Nigdy jeszcze nie wyczuwałem takiej zgrozy. Nigdy w lesie. Mam uczucie, jakby czas tu stał w miejscu. Miejsce tak upiorne, przeraża człowieka do szpiku kości. Nawet wiatr tu nie wieje, a jeśli już poczuje się go na ciele, to jakby...
Amon już go nie słuchał, miał ten sam brak odczuć - nawet drobnego powiewu wiatru. Jakby zawracał, zderzając się z tym miejscem. A jeśli już poczuł na skórze jego obecność, stwarzało ono wrażenie - zamieci śmierci; przepełnionego grozą i czyhającym niebezpieczeństwem.
Amon przystanął i rozejrzał się. Ścieżka pięła się pod górę. Jakieś sto metrów od nich, znajdowała się polana. Brzozy już występowały rzadko, stanowiły wyjątki. Teraz przewagę liczebną stanowiły buki. Z obu stron blisko drogi, ciągnęły się niczym doborowi wartownicy.
- Jak się nazywasz? - Erwin przerwał mu obserwację tego dziwnego miejsca.
- Amon – padła szybka odpowiedź.
- Mnie zwą Erwin syn Eugeniusza. Przepraszam za ten wybuch. Poniosło mnie.
- Nie ma za co przepraszać, zapomnijmy o tym. - odparł.
Erwin w pełni zadowolony, że został mu wybaczony niekontrolowany wybuch. Nawet nie zwrócił uwagi, że jego kompan ruszył dalej.
- Chodźmy Erwinie. Czas ucieka a musimy jeszcze się przespać przed nastaniem świtu. - Amon był zadowolony, że gniew na jego osobę się ulotnił.
- Nie sądzisz, że nie powinniśmy zostawiać koni i naszych rzeczy tam przy drodze? - Erwin odwrócił się idąc za nim, niepewny słuszności, tak pochopnego porzucanie swej własności.
- Nie przejmuj się. Jeśli wierzyć plotką to nikt na ten las nawet patrzeć nie chce. Tym bardziej zwiedzać go od środka. - uśmiechnął się lekko.
Erwin przemilczał stwierdzenie, że to nie ludzi się boi, lecz drzew.

***
Pierwsza część, mojego pierwszego opowiadania. Leczę na bardzo konstruktywną krytykę. Jak trzeba to mnie nawet zmieszajcie z błotem. ;)


"Mijam ich, jestem świadkiem naocznym.
Jak nie Hagel w windzie, to Platon w nocnym.
Kant wiezie mnie taksówką, Nietzsche mieszka w każdym bloku.
Świat jest pełen filozofów."
— Łona
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Szalony Tetryk(Tytuł roboczy xD)
PostNapisane: 27 kwi 2010, o 22:20  
Avatar użytkownika

Starszy
Dołączył(a): 8 lut 2010, o 16:13
Posty: 186
Lokalizacja: Warszawa
Offline

Nareszcie znalazłem chwilę czasu na przeczytanie tego. I muszę powiedzieć, że nie żałuje. Jeżeli jakieś literówki lub błędy interpunkcyjne są, to ja nie zauważyłem. Skupiłem się bardziej na samej historii. Ogólnie nie mam się tak na prawdę do czego przyczepiać z wyjątkiem drobiazgów jak na przykład:

Cytuj:
do cichego skradania się.

Z definicji skradania się, wynika że jest ono ciche ;) Może nie tak rzucające się w oczy, ale wychodzi tutaj coś takiego jak 'fakt autentyczny'.

No i początek opisu w pierwszym rozdziale jest chyba najsłabszy. Wydaje się taki pokraczny trochę, ale to już moje odczucie.
Dialogi, choć nie są jakieś niesamowite i wydają się trochę sztuczne i tak trzymają się nieźle. Dla pocieszenia powiem, że zdecydowanie lepiej niż w słynnym 'Twilight'. No, a ta cześć pisaniny zdecydowanie nie należy do prostych.

Poza tym widać jakiś ogólny zamysł tego opowiadania. Zaczyna rysować się jakaś oś fabularna czego często brakowało w poprzednich zamieszczanych tutaj opowiadaniach.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Szalony Tetryk(Tytuł roboczy xD)
PostNapisane: 27 kwi 2010, o 22:46  
Avatar użytkownika

Generał
Dołączył(a): 8 lut 2010, o 16:33
Posty: 283
Lokalizacja: Gdynia
Offline

Dziękuję za szczere słowa. Miszczynia mnie już maltretuje co i jak ale prosiłem się o to i nie będę żałował. Nawet będę dopraszał się bardziej. <samobójca> ;)

Co do ogólnego zamysłu, wolałbym stworzyć cały świat, pisząc opowiadania. Wrzucając bohaterów w najróżniejsze sytuacje i miejsca. A na ich podstawie kreować ich i wiedzieć mniej więcej gdzie co jest, jak wygląda i jaką ma historie... :) Cieszy mnie, że ktoś w ogóle jakiś zamysł zauważył. ;)


"Mijam ich, jestem świadkiem naocznym.
Jak nie Hagel w windzie, to Platon w nocnym.
Kant wiezie mnie taksówką, Nietzsche mieszka w każdym bloku.
Świat jest pełen filozofów."
— Łona
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Szalony Tetryk(Tytuł roboczy xD)
PostNapisane: 27 kwi 2010, o 22:59  
Avatar użytkownika

Ksieni
Dołączył(a): 31 sty 2010, o 01:41
Posty: 893
Lokalizacja: Elbląg
Offline

Ja od strony merytorycznej ;) nic nie napisze, ale powiem prosto - PODOBAŁO MI SIĘ :)

Ciekawa historia, aż chce się dowiedzieć więcej, a o to chyba chodzi :)


Ksieni należy tytułować

Tytuł w nagłówku:
Przewielebna Panno Ksieni, Dobrodziejko!
Tytuł w treści: Wasza Przewielebność
Cześć: Waszej Wielebność cześć wyraża
Podpis: uniżony sługa N.N.
Adres: Przewielebna Panna Ksieni Dobrodziejka Margoo


"I do not fear the truth"
- "Atlas chmur"


Dobro czy zło jako takie są równie rzadkie, jak czysta czerń czy biel w przyrodzie.

Vincent van Gogh


"- To wódka? - Słabym głosem zapytała Małgorzata. Kot poczuł się dotknięty i aż podskoczył na krześle.
- Na litość boską, królowo - zachrypał - czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus!"

Michał Bułhakow, "Mistrz i Małgorzata"
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Szalony Tetryk(Tytuł roboczy xD)
PostNapisane: 28 kwi 2010, o 10:30  
Filar Świata
Dołączył(a): 31 sty 2010, o 11:53
Posty: 885
Offline

Tak, zgadzam się z przedmówcami. Historia mnie zaciekawiła i bardzo się podobała. Jednak niestety trochę ciężko mi się czytało (nie bierz tego do siebie, bo mogłam być przegrzana po nauce :P)


Pozdrawiam wszystkich :D
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Szalony Tetryk(Tytuł roboczy xD)
PostNapisane: 28 kwi 2010, o 10:55  
Avatar użytkownika

Nowicjusz(ka)
Dołączył(a): 24 lut 2010, o 19:59
Posty: 17
Offline

"Maltretuje", to łagodna nazwa tego, co mam zamiar zrobić :P
Podoba mi się!
Pierwsze wrażenie, gdy rzuciłam okiem było takie:
-krótkie fragmenty, pewnie będzie jakaś sieczka :D
Przeczytałam i nie odniosłam wrażenia sieczki, zaciekawiło mnie.
Lubicie komiksy? Ja bardzo!
I tu jest akcja pokazana w pokrewny sposób, tak to widzę!
Na razie tyle pochwał ;)
A wady - według mnie - nie dotyczą treści jako takiej, to niewłaściwie dobrane niektóre słowa, literówki, interpunkcja, czasem brak logiki.
Konstrukcja niektórych zdań nie podoba mi się zupełnie.
Przekażę Ci swoje uwagi, możesz być pewny :D
Ale pisz dalej, buduj świat i nie zniechęcaj się ;)


Teraz nie można wierzyć nikomu, nawet sobie. Mnie można!
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Szalony Tetryk(Tytuł roboczy xD)
PostNapisane: 28 kwi 2010, o 17:53  
Avatar użytkownika

Generał
Dołączył(a): 8 lut 2010, o 16:33
Posty: 283
Lokalizacja: Gdynia
Offline

Nie zniechęcam się. ;) Krytyka negatywna mobilizuje. Zresztą przyzwyczajony jestem w jakimś stopniu do każdej.

Dziękuje za wszystkie uwagi. Miszczynio krótkie fragmenty nie oznaczają sieczki, w moim mniemaniu. Zauważ, że są coraz dłuższe, ale nie o tym. Gramatyka słownictwo, składnia i interpunkcja. Jestem w tym cienki jak nasza reprezentacja w piłkę, więc można mi całe wykłady na ten temat pisać. :P

Ciszy mnie, każde słowo, najbardziej te negatywne opinie. :)

Zachęcam do zapoznania się się z tekstem, jeśli ktoś ma wolną chwile. Każda opinia i wytykane błędy, będą jak najbardziej na miejscu. Żadna złe słowa nie są w stanie mnie urazić. :D


"Mijam ich, jestem świadkiem naocznym.
Jak nie Hagel w windzie, to Platon w nocnym.
Kant wiezie mnie taksówką, Nietzsche mieszka w każdym bloku.
Świat jest pełen filozofów."
— Łona
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Szalony Tetryk(Tytuł roboczy xD)
PostNapisane: 28 kwi 2010, o 18:06  
Avatar użytkownika

Spowiedniczka
Dołączył(a): 12 mar 2010, o 15:07
Posty: 934
Lokalizacja: Węgierska Górka
Offline

Opowiadanko dobre, ciekawa fabuła i w ogóle. Dość przyjemnie się czyta. Co prawda trochę się pogubiłem w dwóch ostatnich rozdziałach. Nie bardzo ogarniałem kto jest kto i kto co widział. ;) Jednak kilkukrotne przeczytanie podziałało. ;p
Z błędów utkwił mi w pamięci.:
Ammon napisał(a):
Obydwoje leżeli ze strzałami wbitymi w gardła, spojrzał w stronę z którego mogły zostać wystrzelone.

Mówi się "spojrzał w stronę z której mogły być wystrzelone" a nie z którego. Tak myślę przynajmniej...


Chcesz poznać tajemnicę wiecznego szczęścia? Patrz na stronę 246.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Szalony Tetryk(Tytuł roboczy xD)
PostNapisane: 3 maja 2010, o 18:46  
Avatar użytkownika

Wiedźma
Dołączył(a): 1 lut 2010, o 00:02
Posty: 447
Lokalizacja: miasto czarownic
Offline

Ammon, czuję się zawiedziona, jak nie pamiętam kiedy ostatnio :/ Daj spokój, tylko na tyle Cię stać? Nerwowe, króciutkie zdania, zero gradacji napięcia, poleganie na moich stereotypowych wyobrażeniach w opisach sytuacji? Małe, porwane strzępki. Na dodatek jeszcze te przekleństwa - one mają nadać charakteru postaci? Najpierw daj mu to coś, a potem język. Kiedy się pisze, umysł ma być jak.....niezmącona tafla wody, która widzi wszystko i wszystko czuje. Słowa muszą samoistnie wypływać z Ciebie, wolno aż do bólu, a to ja - czytelnik mam się napawać napięciem i bać do żywego, czytać szybko, by dowiedzieć się co dalej.
A poza tym - co tam opowiadałeś o leżakowaniu, czytaniu i przemyśleniu?


I do believe in fairies! I do! I do!
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Szalony Tetryk(Tytuł roboczy xD)
PostNapisane: 4 maja 2010, o 07:57  
Avatar użytkownika

Generał
Dołączył(a): 8 lut 2010, o 16:33
Posty: 283
Lokalizacja: Gdynia
Offline

JDu napisał(a):
A poza tym - co tam opowiadałeś o leżakowaniu, czytaniu i przemyśleniu?


Tego nie zrozumiałem... Więc mogłabyś wyjaśnić? :D

Co do reszty przyjąłem, ze stoickim spokojem. A czy na tyle mnie tylko stać? Nie wiem, czas pokaże. ;) Sądzę, że może być lepiej, chociaż nie zawsze. Trzeba próbować i dużo pisać. :D


"Mijam ich, jestem świadkiem naocznym.
Jak nie Hagel w windzie, to Platon w nocnym.
Kant wiezie mnie taksówką, Nietzsche mieszka w każdym bloku.
Świat jest pełen filozofów."
— Łona
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Szalony Tetryk(Tytuł roboczy xD)
PostNapisane: 4 maja 2010, o 14:33  
Avatar użytkownika

Wiedźma
Dołączył(a): 1 lut 2010, o 00:02
Posty: 447
Lokalizacja: miasto czarownic
Offline

Ammon napisał(a):
JDu napisał(a):
A poza tym - co tam opowiadałeś o leżakowaniu, czytaniu i przemyśleniu?


Tego nie zrozumiałem... Więc mogłabyś wyjaśnić? :D


Ależ proszę Cię bardzo ;) Mówiłeś, że należy swoje dzieło czytać, pozwolić mu swoje poleżeć, znów przeczytać i przemyśleć je kilka razy.

Popieram: trzeba pisać, pisać, pisać, no i myśleć. I JD nie zawodzić! ;p


I do believe in fairies! I do! I do!
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Szalony Tetryk(Tytuł roboczy xD)
PostNapisane: 18 maja 2010, o 17:31  
Avatar użytkownika

D'Harański gwardzista
Dołączył(a): 4 mar 2010, o 17:28
Posty: 94
Offline

Matko...Już chciałam przestac czytac ale zerknęłam jeszcze na Twoją pracę i od razu po przeczytaniu pierwszego zdania uznała, że to jest too.. :) Ach..Jakie emocje...To było niesamowite...Pisz kolejne!Jesteś niesamowity!!!


"υ¢zυ¢ια яzą∂zą яσzυмєм." - тяzє¢ιє ρяαωσ мαgιι ."
Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 12 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron

World of Warcraft phpBB template "WoWMaevahEmpire" created by MAËVAH (ex-MOONCLAW) for EMPIRE guild (v3.0.8.0) - wowcr.net : World of Warcraft styles & videos
© World of Warcraft and Blizzard Entertainment are trademarks or registered trademarks of Blizzard Entertainment, Inc. in the U.S. and/or other countries. wowcr.net is in no way associated with Blizzard Entertainment.
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL