Teraz jest 26 kwi 2018, o 10:30



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 12 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Nowe zagrożenie.
PostNapisane: 26 maja 2010, o 18:43  
Avatar użytkownika

Spowiedniczka
Dołączył(a): 12 mar 2010, o 15:07
Posty: 934
Lokalizacja: Węgierska Górka
Offline

W zasadzie ten tekst miałem już opublikować tydzień po poprzednim, ale jakoś mi się o nim zapomniało. ;) Proszę o wytykanie błędów, oklaski, kpiny, mieszanie z błotem czy całowanie z radości po nogach. :D Mam jeszcze drugi rozdział, (co prawda trochę niewykończony) ale jak ten się spodoba, to obiecuję że się nim zajmę.

Rozdział I

Damis młoda, wysoka dziewczyna, o bujnych kasztanowych włosach przyglądała się śladom. Zdziwiło ją to, że ktoś tu przyszedł. Wszyscy uważali każdego, kto się tu zapuszczał za szalonego. Szczególnie ją... ona tu mieszkała. W przeciwieństwie do mieszkańców Beil, Damis uważała to miejsce za najpiękniejsze i najspokojniejsze na świecie. Do dziś. Z łatwością można rozpoznać, iż ten, kto szedł tym lasem, miał ciężkie opancerzenie. Ślady były, bowiem bardzo głębokie. Zbrojny miał towarzysza. A właściwie towarzyszkę gdyż te ślady były płytsze, mniejsze i wyraźnie widać bosą, kobiecą stopę.
- Trzeba ich znaleźć… - wymruczała pod nosem i łapiąc swój cisowy łuk, pognała świeżym tropem.
Po kilku minutach, udało się jej ich dogonić. Zbrojny był nieco lżej ubrany, niż dało się wyczytać ze śladów. Miał tylko kolcze ubranko, pod nim zieloną tunikę i brązowe spodnie. Ten pancerz był zbyt lekki by zostawić tak głębokie ślady. Nadrabiał to posturą. Wielki jak szafa, z kwadratową głową i krótko ostrzyżonymi, blond włosami. W prawej ręce trzymał obnażony, długi miecz. Pewnie usłyszał kroki Damis i czeka na atak. Co innego słyszeć, co innego widzieć. A jej nie widział gdyż był środek nocy. Dodatkowo nosiła strój ze skór czarnych wilków. Owe wilki występowały tylko w tej części lasu. Temu nikt się tu nie zapuszczał. Jak to więc możliwe, że Damis ich widzi? Ano była elfką i dzięki temu, dostała od Matki Natury zdolność infrawizji. Dowodziły tego również jej długie, szpiczaste uszy. Kobieta, towarzyszka tego olbrzyma, ubrana w brązowy strój podróżnicy, szukała czegoś w plecaku. Długie do ramion czarne włosy zasłaniały jej twarz.
Wtem z prawej strony dojrzała trzech żołnierzy w skórzanych zbrojach. Do tego biały płaszcz ze złotą głową tygrysa. Nie znała ich. Odruchowo wyciągnęła dwie strzały z kołczanu na plecach i nasadziła je na cięciwę. Była mistrzynią łuku, więc podwójne strzelanie nie było dla niej problemem. Gdy tylko ci trzej zobaczyli mężczyznę i dziewczynę, dobyli mieczy. Odgłos dobywanego oręża napomniał Damis żeby się pośpieszyła. Napięła łuk i wystrzeliła. Pierwsza strzała pomknęła zgodnie z przeznaczeniem i przebiła szyję pierwszego. Druga natomiast spudłowała. Bez wahania, szybkim ruchem wyjęła kolejne dwie strzały. Napięła łuk i wystrzeliła. Te strzały wcale nie były lepsze. Wszystkie poleciały w ciemną noc. Wyglądało to tak jakby umyślnie omijały cel.
- Psia mać.. – Szepnęła sama do siebie i teraz wyjęła jedną strzałę. Gdy już miała ją nasadzić na cięciwę, usłyszała złowrogi głos.
- Na twoim miejscu bym tego nie próbował, dziewczynko. - Damis obróciła się i zauważyła celującego w nią kusznika, w kolczej zbroi z białym płaszczem.
- Rzuć to. - Zrobiła jak kazał. Nie chciała umierać od bełtu. Kusza to straszliwa broń. Jeśli już miała ginąc, to od łuku. – Nie ładnie tak przeklinać…
- Zdziwiona czemu nie trafiłaś? – Damis właściwie bardziej interesowało to, komu ci ludzie służą, niż jej strzały. Każdemu może się zdarzyć. Choć jej pudła były niepokojące. Były takie… nienaturalne. Z oddali dobiegły ją odgłosy walki.
– Oświecę Cię. Widzisz, nasz miłościwy Lord Regent Darinos, przygotował dla nas miksturę. Ten napój chroni nas przed strzałami i bełtami. Ten, którego zabiłaś był zadufanym głupcem. Uważał, że jak umie świetnie władać mieczem, to nie musi pić mikstury. – Według dziewczyny, ten tutaj wcale nie był mądrzejszy od tamtego. Zdradzanie tylu informacji naraz, nie było mądrym posunięciem. Uśmiech zdradzał, że jest bardzo pewny siebie. Damis zauważyła te mikstury. Miał je przywiązane do pasa. Odpowiedni kształt buteleczki pozwalała na taki zabieg.
- Oczywiście chroni nas też przed pociskami z muszkietów, gdyby te przypadkiem zdobyli nasi wrogowie. – I tutaj elfka się zdziwiła. Co to jest muszkiet? Na pewno służy do zabijania. Ale jak to wygląda? Żołnierzowi najwyraźniej znudziło się dalsze wyjawianie informacji, więc krzyknął.
– Śmierć wszystkim, którzy nie uznają władzy Lorda Regenta!
Żołdak począł unosić kuszę by ją zabić, gdy nagle, za nim pojawiła się postać kobiety. Podeszła go tak cicho, że się nie zorientował. Damis poznała ją po włosach. To była ta, która szukała czegoś w plecaku. Wbiła kusznikowi dwa sztylety w plecy. Mężczyzna wrzasnął, ale nim się osunął na ziemię, wystrzelił z kuszy. Bełt ranił Damis w lewy bark. Dziewczyna padła na kolana a jej oczy zamroczyła ciemność…


Chcesz poznać tajemnicę wiecznego szczęścia? Patrz na stronę 246.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowe zagrożenie.
PostNapisane: 26 maja 2010, o 20:24  
Filar Świata
Dołączył(a): 31 sty 2010, o 11:53
Posty: 885
Offline

Ogólnie podoba mi się. W oczy rzuciły mi się jedynie powtórzenia.
Czekam na następny rozdział

PS. Czemu nie kontynuujesz poprzedniego opowiadania?


Pozdrawiam wszystkich :D
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowe zagrożenie.
PostNapisane: 26 maja 2010, o 23:00  
Avatar użytkownika

Generał
Dołączył(a): 8 lut 2010, o 16:33
Posty: 283
Lokalizacja: Gdynia
Offline

Wszystko co przeczytasz, jest tylko i wyłącznie, tym co ja bym zmienił... ;)
W tym, i wyłącznie tym fragmencie. :)

Xan napisał(a):
Damis młoda, wysoka dziewczyna, o bujnych kasztanowych włosach przyglądała się śladom.

+ Młoda, dość wysoka dziewczyna, o bujnych kasztanowych włosach, przyglądała się śladom. Odkąd pamięta nazywano ją Damis. (Tu ewentualne dzieje lub część jej przeszłości, ble ble ble).

Xan napisał(a):
Zdziwiło ją to, że ktoś tu przyszedł. Wszyscy uważali każdego, kto się tu zapuszczał za szalonego. Szczególnie ją... ona tu mieszkała.


+ Zdziwienie, po oględzinach tropów, które były niczym kubeł zimnej wody, przywracający jasność myślenia - powinien być wskazówką. Przestrogą. Szaleństwo było tylko przykładem - niepoczytalności i niewiedzy - która popychała nieznajomych w te okolice.

Xan napisał(a):
Do dziś. Z łatwością można rozpoznać, iż ten, kto szedł tym lasem, miał ciężkie opancerzenie. Ślady były, bowiem bardzo głębokie. Zbrojny miał towarzysza.


+ Dzisiejszy dzień odstawał od reszty, niczym ślady których nie spodziewałby się nikt, kto nazywał to miejsce swoim domem. Człowiek który zapuścił się tak daleko, odziany w kolczugę, ewentualnie zbroję płytową. Na pewno przemierzał najróżniejsze miejsca i odznaczał się wiedzą wprawionego wędrowca.

To tylko przykłady z błędami, które tworzą drogowskaz, jak można rozwinąć dane zdania.
Nie wzoruj się na nich. Poniżej opinia. ;)

To nie są zmiany - lepsze zastosowania - lecz wskazówka dzięki której, staram się pokazać, że wszytko można ulepszyć. Bo mówiąc szczerze, wieje nędzą i kompletnym brakiem ukształtowanego pomysłu, który powinien sam tętnić życiem. Zawsze chodzi o treść - merytoryka się kłania. Opisy tym bardziej. I chociaż to nie powód do kpin, ale warto przeczekać, wtedy uśmiać się z tego co napisałeś. Dystans, plus krytyczne oko, patrzące na własne wypociny. Czasami warto rzucić coś w internet, bo może ktoś po głębszych oględzinach, wskaże błędy niezauważalne dla ciebie...
Moja rada tak na początek:
Odczekaj 10 dni, popraw 3 razy tekst - dzień po dniu - wtedy ujrzysz ogrom swoich błędów.
Ja staram się tak robić. Szczerze to katorga, ale wyniki takich działań są zauważalne - chociażby w małym stopniu. ;)
Pozdrawiam.


"Mijam ich, jestem świadkiem naocznym.
Jak nie Hagel w windzie, to Platon w nocnym.
Kant wiezie mnie taksówką, Nietzsche mieszka w każdym bloku.
Świat jest pełen filozofów."
— Łona
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowe zagrożenie.
PostNapisane: 28 maja 2010, o 11:56  
Avatar użytkownika

D'Harański gwardzista
Dołączył(a): 4 mar 2010, o 17:28
Posty: 94
Offline

Bardzo mi się podobało.Czekam na kolejny rozdział jak Patiku. :)


"υ¢zυ¢ια яzą∂zą яσzυмєм." - тяzє¢ιє ρяαωσ мαgιι ."
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowe zagrożenie.
PostNapisane: 29 maja 2010, o 16:57  
Avatar użytkownika

Spowiedniczka
Dołączył(a): 12 mar 2010, o 15:07
Posty: 934
Lokalizacja: Węgierska Górka
Offline

@Patiku:
Nie kontynuuje, ponieważ pewnego dnia spojrzałem na to co napisałem i zrobiło mi się strasznie głupio, że takie coś wypuściłem w net. ;d Tekst był pisany, "na fazie" (nie, nie naćpałem się :D ) bez żadnych większych poprawek, itd. Czego bardzo żałuję.

@Ammon:
Twoje rady na pewno bardzo mi się przydadzą. Choć na razie dopiero zaczynam, to myślę że kiedyś się tego nauczę w praktyce. Dzięki. :)
Dlatego moje pierwsze opowiadania wypuszczam w net, inni ludzie wskazują mi błędy których ja nie widzę. ;]

I tu chciałbym nakłonić wszystkich do wytykania owych błędów. Naprawdę bardzo by mi to pomogło. ;]
Jako że rozdział II trochę mi się wydłużył, postanowiłem go podzielić i wrzucić dwa rozdziały.


Rozdział II

Elfka pomału otwarła oczy. Leżała na kocu, a z prawej dochodziły do jej szpiczastych uszu, ostre dźwięki potrzaskującego w ognisku drewna. Ramię pulsowało bólem. Nad głową lśniły delikatne, świetlne łuny, co wskazywało na to, że słonce dopiero wschodziło. Przed oczyma migały jej różnokolorowe plamki. Wiedziała, że za moment, ten objaw szoku ustąpi. Ogromnie się ucieszyła, gdy po kilkunastu sekundach obraz był czysty i przejrzysty. Wzięła głębszy oddech. Przewróciła głowę na prawy bok, w stronę ogniska. Jasne światło niczym nagły błysk pioruna, niemal oślepiło ją. Mrużąc oczy dostosowywała je do nowego oświetlenia. Po chwili mogła już normalnie patrzeć. Za ogniskiem, siedziała plecami do niej owa nieznajoma. Ta dziwna kobieta, która ocaliła jej życie. Jej ruchy dłońmi, wskazywały na to, że coś szyje. Damis, gdy chciała się podnieść, dostrzegła, że nie ma na sobie górnej części swojego skórzanego, czarnego stroju. Ma tylko biustonosz i bandaż na lewym ramieniu. Czuła się strasznie obnażona. O ile w domu dość często chodzi półnaga, to przy obcych, źle jej było, nawet mając na sobie bieliznę. Próba podniesienia się sprowadziła na nią tylko ogromny ból. Aż jęknęła. Kobieta od razu się podniosła i pognała ku Damis.
- Nie podnoś się, leż spokojnie... Rana jeszcze, nie zaczęła się goić. – Powiedziała spokojnym, cichym głosem. Sięgnęła po drewniany kubek, który leżał na kamieniu obok.
- Pij, musisz dużo pić. – Podsunęła jej pod nos naczynie ze słabą herbatą. Choć Damis chciało się pić, niechętnie zrobiła małego łyczka. Chciała pierw podziękować…
- Ty… -Dziewczyna uniosła lekko palec wskazując na czarnowłosą. – Ty mnie uratowałaś… wiedz, że ratując jednego elfa, przysłużyłaś się całej rasie. Ja… dziękuję, jeśli będziesz potrzebować pomocy od elfów… powołaj się na Strażniczkę Damis... a wszyscy od rzeki Nan do gór Langdar ustąpią Ci miejsca i zapewnią schronienie. Jestem twoją dłużniczką…
- Daj spokój, człowiek, elf czy ktokolwiek inny, nie należy go zostawić przebitego bełtem. Szczególnie, jeśli sam starał się komuś pomóc. To był mój obowiązek. – Dziewczyna wstała i zabrała strój, który szyła, po czym wróciła i usiadła koło rannej. Strój Damis. – Jestem Anna.
- Nie możesz tego szyć. – Pewnym i stanowczym głosem powiedziała elfka.
- Dlaczego?
- Bo to mój pancerz. Tylko właściciel może go naprawić… taki mamy zwyczaj.
- Ach.. wybacz. Usunę nici, które już wszyłam.
Potwierdziła to skinieniem głowy. Po tym nagle poczuła się strasznie śpiąca. Mimowolnie oczy się jej zamknęły. Jej umysł odpływał i zatraca się w wszechobecnym mroku. Gorączkowo starała się znaleźć życie, ten punkt, którego mogła się złapać. Nie było żadnego. Tylko ciemność. Nagle, do pustki wdarł się przerażający, demoniczny śmiech. Chwilę po nim przyszedł inny gość-ból, ogarniający całe ciało, od czubka głowy do małych palców u nóg, przy którym zranienie bełtem, było niczym ukłucie igłą.
- Młode dziewczę, sądzisz, że znów mi się wywiniesz? Nareszcie posilę się Twoją krwią, a przy krzykach twej duszy będę tańczyć nad twym zgniłym. – Mówił niewidzialny potwór. Dziewczyna z całej siły próbowała się wyrwać ze szponów śmierci. Piekielne płomienie paliły jej duszę. Nie istniało nic poza bólem, nie było nawet powietrza, przez co płuca okropnie paliły. Elfka szarpała się i krzyczała chcąc się obudzić, ale nie mogła nic zrobić. Zaczęła panikować, a drwiący śmiech tylko wzmagał strach.
Godziny, dni, lata piekielnej tortury. I nagle coś ją wessało z powrotem. Czuła się jakby wielki wir powietrza wyciągał ją z powrotem. Obudziła się z wrzaskiem, natychmiastowo siadając. Nawet bolący bark, nie był dla niej przeszkodą. Dookoła panowały ciemności. Jej wzrok jednak pozwalała jej widzieć w miarę normalnie. Anna pełniła wartę i szybko się znalazła przy zlanej potem dziewczynie. Chwilkę później dołączył do niej jej towarzysz.
- Damis! Na bogów Ty żyjesz! – Czarnowłosa nie mogła powstrzymać, radości. Objęła ją delikatnie uważając na jej bark. W końcu puściła ją i spojrzała w jej niebieskie oczy. – Całą noc nie oddychałaś, myśleliśmy, że nie żyjesz, a teraz krzyknęłaś tak, jakby sam Pan Ciemności Cię wciągał w swe objęcia.
- Bbbo tak byłoo. – zająknęła się. Oddychała szybko i nierówno, a dłonie trzęsły się jej jak u alkoholika. Po kilku głębszych wdechach, jednak udało się jej uspokoić. -Muszę się dostać do mojego domu.
Anna spojrzała na blondyna, a on na nią. Pewnie sobie myśleli, że zwariowała. Wyraźnie, nie podobało im się to. A już na pewno, nie podobało im się bieganie po lesie w nocy. Już raz ostatnio biegli, skończyło się przymusowym postojem z poważnie zranionym nowym kompanem.
- Musisz odpocząć. Dopiero, co zaczęłaś zdrowieć, nie możesz teraz gnać przez las.
- Pomożesz mi włożyć strój?
- Damis, weź się zastanów..
- Już to zrobiłam. Pomożecie mi? – nie czekając na odpowiedź wstała i poczęła wkładać dłoń w rękaw swego stroju. Ból przeszył jej rękę. Westchnęła ciężko i starała się ubrać. Chciała jak najszybciej zasłonić swe ciało. Wstyd nie był jedynym bodźcem, mimo ciepłej nocy, czuła, że zaraz zamarznie. Z pomocą przyszła jej krzepka dłoń wielkoluda.
- Dziękuję.
- Aron – dopowiedział. Głos miał niski, idealnie pasujący do jego postury. Ton ten nadawał mu męskości i stanowczości. – Można wiedzieć, czemu tak Ci śpieszno?
- Muszę, coś odzyskać. Natychmiast.
- To naprawdę jest aż tak ważne, by wyruszać w środku nocy?
- Tak.
- Rozumiem. Ale daj nam czas, chociaż żebyś też mogli się ubrać…
- Dobrze… -Gdy mężczyzna zaczął się oddalać, Damis obejrzała się za nim. – Weź broń.
Elfka sięgnęła po swój długi łuk. Dobrze było mieć go znów w dłoni. Dostała go od matki, jako prezent, gdy wkraczała w dorosły wiek. Przez lewą rękę przełożyła skórzany kołczan ze strzałami. Nim to zrobiła policzyła je. Dwadzieścia sześć. Tyle ile powinno być.


Rozdział III

Po około godzinie dotarli pod dom Damis. Prosty, drewniany domek o ostrym dachu, z różnej wielkości krzakami przed wejściem. Zapewniało to świetny kamuflaż. Cienka, wyraźnie zaznaczona ścieżka, wiła się do drzwi niczym ogromny wąż. Dziewczyna zlustrowała otoczenie dookoła. Niczego nie dostrzegła. No, poza wielką sową, która właśnie upolowała jakiegoś gryzonia. Anna i Aron pomału i najciszej jak umieli, podążali za swoją przewodniczką. Mniej więcej w połowie ścieżki musieli przeskoczyć pułapkę-wilczy dół przykryty liśćmi, która została zastawiona na nieproszonych gości.
Drzwi skrzypnęły, gdy zamglone magią niebieskie oczy Strażniczki zajrzały do środka. Pusto. Cała grupa wpełzła do środka zostawiając lekko uchylone drzwi. Nie mieli świec, więc panowały tu ciemności, prawie tak mroczne jak we śnie elfki. Damis jednak świetnie się czuła w takiej atmosferze, co pozwoliło jej na dokładne oględziny pomieszczenia. Nic się nie zmieniło. Niepościelone łóżko przy oknie po lewej, notatki do swoich zwierzchników i srebrny elfi, połyskujący łuk z księżycowego drewna z pięcioma, specjalnymi strzałami do tego. Mimo mroku, jaki tu panował, doskonale było go widać. Każdy Strażnik posiadał taki łuk i jedną strzałę. Dodatkowe dostawało się za specjalne zadania. Jedno z zadań, prawie skończyło się dla niej śmiertelnie, gdy dźgnięto ją sztyletem w brzuch. Mimo iż było do dobre kilka lat temu, do dziś pamięta to koszmarne wsysanie do świata umarłych. Tej nocy, znów je poczuła i było jeszcze bardziej przerażające niż poprzednie. Musiała wypić ten eliksir. Zanim na dobre umrze... Szybkim susem znalazł się przy komodzie. Przełożyła jesionowy łuk przez ramię. Wysunęła szufladę i zaczęła wyrzucać leżące tam ubrania. Nie ma, następna. Znów pusto. Stos różnego rodzaju koszul, par spodni, bielizny zwiększał się z każdą szufladą.
- Czego ona szuka? – Anna delikatnie szepnęła w stronę Arona.
- Nie mam zielonego pojęcia. Jednak wygląda na bardzo przestraszoną. – Istotnie była, nic tak nie nakręca jak spotkanie się z władcą świata umarłych. Wcześniej czy później każdego to spotka, jednak dobrymi uczynkami można było sobie skrócić czas męk u niego, za to, takie postępowanie wzmagało w nim gniew. Choć dobry człowiek, miał krótszy czas przebywania w podziemiu, cierpiał bardziej niż ci, którzy spędzili tam wieki. Gdy czas dobiega końca, dusza spotyka się z bogami. Każda klasa społeczna ma swojego boga i do niego zanosi swe modły. Bogiem Strażniczek Lasu jest Korea’ti, przedstawiana jako średniego wzrostu, niebieskooka elfica z długimi do pięt lazurowymi włosami, dzierżąca łuk z płonącą strzałą. Bóstwo decyduje wtedy czy zsyła duszę powrotem na ziemię czy pozwala jej wstąpić do raju.
- Może to przez gorączkę.
W końcu znalazła. Średniej wielkości buteleczka z błękitnym płynem w środku. Delikatnie ujęła ją w dłoniach i długo przyglądała się jej. Już miała odkorkować flakonik i wypić połowę zawartości, a drugą połowę wylać na ranę, gdy do jej uszu dotarł stłumiony szelest liści. Potem następny. Odwróciła się do towarzyszy. Przykładając palec do ust nakazała im by byli cicho.
- Ani się ważcie wychodzić na zewnątrz.
- Dlaczego? – Spytała Anna wyraźnie zdziwiona jej nagłą zmianą zachowania.
- Czarne wilki.. Zamknij drzwi. – Oboje zachłysnęli się oddechem. Pośpiesznie wykonali rozkaz.
Nie trzeba było długo czekać by w oknie pośrodku wschodniej ściany pojawiły się jarzące się czerwone ślepia. Te przez dłuższy czas wpatrywały się w sparaliżowanych ze strachu Annę i Arona. Tylko Damis zachowywała pozory, choć serce tłukło jej tak mocno, że bała się że za chwilę wyskoczy z piersi. Zza okna dało się usłyszeć złowrogie warczenie. Dobrze, że jest sam.-pomyślała Damis.
- Jest głodny, nie odejdzie. Muszę go zabić, ale sama nie dam rady. Potrzebuję ochotnika.
- Co planujesz? – Odezwał się prawie szeptem wielkolud.
- Takiego rodzaju stwora można zabić tylko tym. – Wskazała palcem na Księżycowy Łuk – Tylko ja mogę go używać. To magiczna broń. W przeciwieństwie do pancerza, ta broń rozpoznaje właściciela. Gdy obcy go dotknie zostanie porażony silnym wyładowaniem elektrycznym. Muszę zastrzelić wilka. Któreś z was niech po prostu zacznie uciekać.
- Ale twój bark, nie dasz rady napiąć łuku. Musi być inny sposób!
- Masz moje elfie słowo, że zrobię, co w mojej mocy byście przeżyli tę noc. – Odłożyła napój, na szafeczkę koło łóżka i zdjęła broń ze ściany. Łuk błysnął jasnym, błękitnym światłem poznając właściciela. Cały pokój na krótką chwilę był skąpany w błękicie, pozwalając wszystkim dostrzec złote inskrypcje wyryte na łuku. Zaczepiła specjalną strzałę o cięciwę. Dla pewności dodatkową złapała w zębach. Pytająco spojrzała po towarzyszach.
- Dobrze pobiegnę.
- Anna!
Nim zdążył zareagować, czarnowłosa już wybiegła z domu. Przeskoczyła nad pułapką na ścieżce i pognała przed siebie. Damis już miała wychodzić, gdy w progu pojawił się ciemny kształt z czerwonymi oczyma. Czerń wchłaniająca całe światło gwiazd i księżyca. Szybkim ruchem dłonią, wystrzeliła nawet nie celując. Trafiła dokładnie między oczy. Ładunek został wyzwolony i bezwładne truchło wilka, oświetlone przeskakującymi iskrami, poleciało kilka metrów do tyłu ostatecznie lądując w dole-pułapce. Nie czekając ani sekundy dłużej wybiegła z budynku. Dostrzegła uciekającą kobietę i tuż za nią biegnącą śmierć.
Wykorzystując zapasowy pocisk, napięła łuk. Ból przyszył całe ramię. Zignorowała to.
Cel jest ruchomy.
Poprawka ze względu na szybkość.
Ból.
Dotrzyma słowa.
Ból.
Uspokój oddech.
Strzał.
Mknąca ze świstem strzała, poszybowała między drzewami. Przeleciała kilkadziesiąt metrów i wbiła się w futrzasty brzuch. Pęd pocisku i pęd wilka, złączyły się w jedno. Ciało dzikiego zwierza wyprzedziło Annę i przygrzmociło o wielką sosnę, wydając głuche dudnięcie. Posypały się igły. Zwierz jeszcze przez kilka chwil był żywy i skomląc konał rażony ładunkami elektrycznymi, przy okazji oświetlając całe drzewo. Udało się. Dotrzymała słowa. Wróciła się do domu, mijając Arona. Ten był na tyle oszołomiony strzałem, że mógł tylko uśmiechem pogratulować dziewczynie strzału. Odwzajemniła uśmiech i wrzuciła trzy specjalne strzały do kołczanu, przy okazji zabierając buteleczkę. Rana poczeka, trzeba iść do Anny. Wychodząc zajrzała do pułapki. Strzała złamana. Już się nie przyda.
- Weź moją torbę. – oznajmiła po czym ruszyła w stronę przyjaciółki.


Chcesz poznać tajemnicę wiecznego szczęścia? Patrz na stronę 246.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowe zagrożenie.
PostNapisane: 29 maja 2010, o 18:11  
Filar Świata
Dołączył(a): 31 sty 2010, o 11:53
Posty: 885
Offline

Chciałeś, więc masz:
Xan napisał(a):
Przewróciła głowę na prawy bok

Lepiej by pasowało "przekręciła głowę" lub "przekręciła się". I mi ten prawy bok do głowy jakoś nie pasuje.
Xan napisał(a):
Choć Damis chciało się pić, niechętnie zrobiła małego łyczka.

Jak mogła zrobić łyczka? Lepiej by pasowało "łyknęła odrobinkę" bądź "napiła się małego łyczka".
Xan napisał(a):
Choć Damis chciało się pić, niechętnie zrobiła małego łyczka. Chciała pierw podziękować…

Chciało, chciała - powtórzenie
Xan napisał(a):
Jej wzrok jednak pozwalała jej widzieć w miarę normalnie.

Zwykła literówka, powinno być "pozwalał"
Xan napisał(a):
oznajmiła po czym ruszyła w stronę przyjaciółki.

Ledwie ją zna i od razu przyjaciółki?

A tak ogólnie to super :D


Pozdrawiam wszystkich :D
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowe zagrożenie.
PostNapisane: 29 maja 2010, o 18:34  
Avatar użytkownika

Generał
Dołączył(a): 8 lut 2010, o 16:33
Posty: 283
Lokalizacja: Gdynia
Offline

Xan napisał(a):
@Ammon:
Twoje rady na pewno bardzo mi się przydadzą. Choć na razie dopiero zaczynam, to myślę że kiedyś się tego nauczę w praktyce. Dzięki. :)
Dlatego moje pierwsze opowiadania wypuszczam w net, inni ludzie wskazują mi błędy których ja nie widzę. ;]


Pamiętaj, że ja nie muszę mieć racji. Też jestem amatorem, chociaż patrząc na ciebie schodek wyżej... Co się może zmienić dość szybko. Ja na przykład jestem na w punkcie w którym chce się cofnąć do podstawówki. Gdzie cała interpunkcja, gramatyki, składnia wróci do mojej głowy. Najchętniej bym dorwał dzieło, zakupił na własność, napisane językiem który by zrozumiał głupiec. Polecam również.

Co do następnych rozdziałów które wkleiłeś, wykaże błędy, ewentualnie wskazówki - które uda mi się wyłapać bądź dostrzec... ;) Jeśli będę miał chwilę czasu oczywiście... ;)


"Mijam ich, jestem świadkiem naocznym.
Jak nie Hagel w windzie, to Platon w nocnym.
Kant wiezie mnie taksówką, Nietzsche mieszka w każdym bloku.
Świat jest pełen filozofów."
— Łona
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowe zagrożenie.
PostNapisane: 30 maja 2010, o 21:02  
Avatar użytkownika

Spowiedniczka
Dołączył(a): 12 mar 2010, o 15:07
Posty: 934
Lokalizacja: Węgierska Górka
Offline

Dzięki Patiku za wskazanie owych błędów. :) Aż dziw że ich wcześniej nie widziałem... ;p Co do przyjaciółek.. hmm.. zasadniczo, jakby mnie ktoś uratował przed kusznikiem, i zajął się mną, to nazywałbym go przyjacielem. ;p


Chcesz poznać tajemnicę wiecznego szczęścia? Patrz na stronę 246.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowe zagrożenie.
PostNapisane: 2 paź 2010, o 15:14  
D'Harański gwardzista
Dołączył(a): 15 wrz 2010, o 16:36
Posty: 117
Offline

Ciekawe, podoba mi się.

Drobne literówki i powtórzenia, nic więcej. Ładne:)


A to czym żyję, to doświadczenie, nie łzy".
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowe zagrożenie.
PostNapisane: 3 lut 2011, o 18:07  
Avatar użytkownika

D'Harański gwardzista
Dołączył(a): 27 lis 2010, o 17:54
Posty: 148
Lokalizacja: miasto pod Poznaniem
Offline

Mi się podobało :D


Jestem ulubienicą Lorda Rahla
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowe zagrożenie.
PostNapisane: 24 cze 2011, o 11:44  
Avatar użytkownika

Spowiedniczka
Dołączył(a): 12 mar 2010, o 15:07
Posty: 934
Lokalizacja: Węgierska Górka
Offline

I oto nadszedł ten dzień. Dla jednych upragniony, dla drugich... też upragniony? :D Nieważne, w każdym bądź razie dużo wschodów słońca i zachodów trzeba było obejrzeć, zanim postanowiłem kontynuować opowiadanie. na pewno są jakieś błędy. W dodatku amator z zajawką. (pewnie chwilową ;)) Piszę dla przyjemności, dla przyjemności tez posłucham opini i wytykania owych błędów. :P Na razie półtora rozdziału, jednak są pomysłu na dalsze przygody.
Zapraszam do czytania.


Rozdział III (ciąg dalszy)

Anna stała zszokowana nad zastrzelonym wilkiem przyglądając mu się. Niewiarygodne, że ta elfka zdołała go trafić. Właściwie, sama nie wiedziała, czym jest bardziej przejęta, tym, że o mały włos nie została zagryziona przez to coś, czy tą dziwną strzałą. Osobliwe futro tego wilka, które wcześniej wydawało się pochłaniać całe światło tego świata, teraz jakby wyblakło. Było po prostu czarne, jak strój Damis. Czerwone ślepia, będące niczym dwa żarzące się węgielki, również straciły swój blask. Niewątpliwe, że te istoty żyją dzięki magii. Przykucnęła nad truchłem i oglądała jego ostre zębiska. Gdy ich dotknęła, aż jej się zjeżyły włoski na karku. Dopiero teraz zaczęła pojmować jak szalonego czynu dokonała. Aron na pewno będzie się złościć… starsi bracia zawsze się złoszczą jak młodsze siostry robią coś nie po ich myśli.
Anna pochodzi z wielodzietnej rodziny, mieszkającej w Grum. Aron jest najstarszy, potem jest Kern. Chłopak jest prawdziwym kupcem z powołania, dorobił się własnej kuźni, właściwie z niczego. Anna i jej siostra Kadri są bliźniaczkami, więc z całego rodzeństwa, właśnie ją darzy największym uczuciem. Kadri niedawno ożeniła się z miejscowym karczmarzem. Czarnowłosa od początku sądziła, że siostra nie wyszła za niego z miłości. Ten człowiek jest, bowiem o dwadzieścia lat starszy i od jakiegoś czasu ma kłopoty z kręgosłupem. Ponadto jest bezpłodny, co działa na korzyść Kadri. Prędzej chciała udowodnić Kernowi, że też potrafi zdobyć interes.
Po nich jest Peran i Kinstan, najmłodsi bracia. Choć jeszcze mają dużo czasu, od kilku lat uparcie twierdzą, że pójdą w ślady Arona i wstąpią do armii.
-Postradałaś zmysły?! Życie Ci niemiłe? Nie po to uciekam z Tobą, żeby Cię pochować przez Twoją głupotę! – Jego twarz z każdą sekundą robiła się coraz bardziej purpurowa, choć w ciemności nie było tego widać.
-Przecież nic się nie stało, więc nie denerwuj się tak.
-Ale mogło się stać nie rozumiesz?
-Rozumiem, ale… -wymamrotała, jednak nie mogła dokończyć, więc spuściła głowę. Z jednej strony była z siebie zadowolona z drugiej zaś zasmucona. To co mówił Aron było prawdą, ale ktoś musiał pobiec. A może nie musiał?
-Sama widzisz, mogłaś…
-Chodźmy do obozu. –Wtrąciła się Damis.
Obydwoje popatrzyli na nią, potem na jej bark i zgodnie skinęli głową. Za pomysłem Damis, wrócili na chwilę do domu. Zabrali notatki, cisowy łuk i parę rzeczy na zmianę. Gdy już zabrali wszystko, zaryglowali drzwi i ruszyli z wolna w las, w stronę obozu. Po drodze Damis wytłumaczyła towarzyszom zastosowanie eliksiru. Poleciła im też, co mają zrobić na wypadek gdyby zemdlała. Potężny magiczny napój zwany Shatu, jest lekiem gojącym wszystkie rany, nawet te śmiertelne. Ma niestety swoje ograniczenia: można go wypić tylko przy pełni księżyca i tylko trzy razy w ciągu życia. W przeciwnym razie osoba zażywająca go umrze. Na szczęście właśnie była pełnia.



Rozdział IV


Podróż przebiegłą spokojnie. Drużyna zastała obóz taki, jaki zostawiła, nawet w palenisku jeszcze się żarzyło. Dookoła też nie było nic niepokojącego. Jedynie mała sarenka wyskoczyła zza drzewa, gdy tylko usłyszała kroki zbliżających się osób. Na drzewach siedziały trzy ptaki. Jedna sowa wyszukująca gryzoni na kolacje i dwa kruki, oba wyraźnie patrzyły na osoby, które przyszły do obozu. Zwyczajnie były ciekawskie. Elfka miała oko na wszystko dookoła mimo potwornego zmęczenia. Za dużo wysiłku, za dużo nowych osób, za dużo wylanej krwi.
Śmierć jest tuż obok. Kroczy za tobą zawsze, dzień w dzień, minuta po minucie, z sekundy na sekundę, a mimo to, zawsze jest tą złą. Dlaczego tak wiele osób jej nienawidzi? Śmierć jest przyjacielem. Koi ból, zsyła spokój i zapomnienie.
-Ja już wariuję… - wyszeptała elfka siadając na sienniku.
-Co mówiłaś? - spytała Anna przyklękając koło swojego plecaka, sprawdzając jego zawartość.
-Nie, nie, nic. Za chwilę poznacie jeden wielkich elfickich sekretów. A poznacie go dlatego, że zachowaliście się honorowo, tak jak my, elfy. Jesteście na to gotowi? - spytała.
Damis była niezwykle poważna, jak chyba nigdy w życiu. W głębi duszy ciągle się wahała czy aby zbyt szybko nie ufa nieznajomym. W końcu oni tylko ją uratowali. Nieprzyjaciel też mógł ją uratować, udawać miłego, a potem wbić nóż w plecy jak Anna temu kusznikowi. Jednak póki co, byli jej potrzebni. Musiała się dowiedzieć co się tutaj dzieje. Ten Lord Regent wydaje się zbyt niemiłym gościem, a jego żołdacy ośmielili się wejść do tych złowrogich lasów, ścigając tych dwoje. A ci byli wystarczająco zdesperowani by się tu zapuścić…
Anna i Aron wymienili spojrzenia i zgodnie razem potwierdzili swą gotowość, stając przed Damis.
-Dobrze. Przyklęknijcie, musicie złożyć przysięgę. – rzekła z trudem się podnosząc, jej towarzysze zaś uklękli na jedno kolano.
-Ja, córka Iteiri i Tertylida, Strażniczka Lasu i wyznawczyni bogini Korea’ti, przekazuję w obce ręce tajemnicę Dzieci Księżyca. – elfka mówiła spokojnym, lecz stanowczym głosem, patrząc w świecący księżyc. –Teraz powtarzajcie za mną patrząc na księżyc.
-Ja, Ulubieniec Dziecka Księżyca, przyjmuję tajemnicę i przysięgam na wieczne światło księżyca jej dochować oraz nie zdradzać w żadnym wypadku, chyba że, przyczyni się ona do uratowania życia elfa. – elfka powtarzała słowa przysięgi powoli, dokładnie i ze szczerym przeczuciem, iż robi dobrze, jej towarzysze zaś jednym głosem mówili za nią. Wyglądali na przejętych nie bardziej niż Damis.
Słup światła wprost z księżyca przebił się przez korony drzew i skąpał całą trojkę w blasku, by po kilkunastu sekundach zgasnąć. Największe wrażenie zrobiło to na Annie.
-To wszystko. Możecie wstać.
-Trochę nie rozumiem, dlaczego mogę uratować tylko elfa? – spytał Aron.
-Takie zasady. Nie mnie ani Tobie je zmieniać. My trzymamy się waszych zasad, tego samego oczekujemy od ludzi. – wytłumaczyła Damis.
Nastała krótka cisza. Każdy z trojga w duchu zastanowił się nad wypowiedzianymi słowami. Milczenie przerwała elfka, siadając na sienniku oznajmiła, że czas najwyższy pokazać zastosowanie eliksiru
i poprosiła by ktoś pomógł zdjąć jej strój. Z pomocą znów przyszła wielka dłoń Arona. Damis powoli rozwinęła bandaż. Jej oczom ukazała się paskudna ropiejąca rana. Po ramieniu, powoli pociekła strużka krwi. Elfka nie tracąc ani chwili, wzięła buteleczkę i odkorkowała zębami. W powietrzu uniósł słodkawy zapach cynamonu, choć znawca na pewno by nie uznał tego za cynamon. To było coś innego. Dziewczyna wypluła korek, popatrzyła na zawartość, potem na wlepione w nią ludzkie oczy.
-Po wszystkim, zasnę w ciągu dwóch – trzech minut, wstanę rankiem. – uprzedziwszy ich, ponownie zerknęła na buteleczkę i uraczyła ich wypowiedzianym słowem w języku elfów. Aron i Anna słyszeli o tym języku, jednak nigdy nie mieli okazji usłyszeć nawet urywka elfiego słowa. Nic dziwnego, w miastach było mało elfów, a i te pieczołowicie chroniły swej mowy przed innymi.
-Ensha’lah. – rzekła Damis wypijając połowę buteleczki. Położywszy się, drugą połowę nalała wprost do rany. Płyn delikatnie zaświecił na niebiesko, tak samo jak samo jak oczy elfki.
-Zimno… - wyszeptała.
Niewiele musiała czekać, Anna szybko przykryła ją kocem. Robiąc to, widziała działanie eliksiru w ranie. Zniszczone tkanki odnawiały się i łączyły ze sobą powoli lecząc dziewczynę. Czarnowłosa, która już samą przysięgą była zadziwiona, teraz nie mogła uwierzyć własnym oczom. Przez moment nawet się zastanawiała czy to wszystko nie jest wytworem jej wyobraźni. W końcu tyle dni już uciekają.
-Ensha’lah... to… przyja…
-Przyjaciel. – Anna dokończyła za elfkę. Damis już spała. Zasnęła wcześniej niż mówiła. Ludzka dziewczyna okryła ją bardziej i wstała zerkając na równie zdziwionego brata.
Stali w milczeniu nie wiedząc, od czego zacząć. Tę okazję wykorzystały kruki. Obydwa zapikowały w obozowisko. Jeden z nich wyrwał z dłoni Damis buteleczkę, w której jeszcze znajdowała się niewielka ilość leku. Nikogo to nie uleczy, ale jest tego w sam raz by poznać skład. Drugi przeleciał między czarnowłosą a blondynem. Cała scenka trwała ledwie kilka sekund, po czym obydwa ptaki zniknęły w mroku.
-Kruki Regenta. – wyszeptała Anna
-Musimy się stąd zmywać.
-Co z nią?
-Bierzemy ze sobą.


Chcesz poznać tajemnicę wiecznego szczęścia? Patrz na stronę 246.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowe zagrożenie.
PostNapisane: 20 lut 2013, o 19:36  
Avatar użytkownika

Spowiedniczka
Dołączył(a): 12 mar 2010, o 15:07
Posty: 934
Lokalizacja: Węgierska Górka
Offline

// Co prawda napisałem to już jakiś czas temu, ale nie wrzuciłem bo... hmm... po prostu, nie wrzuciłem i już. ;) Zachęcam do przeczytania, ocenienia i skomentowania. Rozdział wygląda na ucięty i taki jest, jakoś mi brakło weny, dopiszę kiedyś. :P

Rozdział V

Damis w długiej, błękitnej sukni z koralikami, dumnie kroczyła wąską, piaszczystą ścieżką przez sam środek sosnowego lasu. Obok dróżki wił się strumyczek, a w nim, leniwie płynęła krystalicznie czysta woda, oddając w eter delikatny, przyjemny dla ucha szum. Wokół niej wiatr delikatnie wyginał wysokie konary drzew, a gnieżdżące się w nim lokalne ptactwo o różnokolorowym ubarwieniu, poczynając od krwistej czerwieniu, a kończąc na purpurze, śpiewało cudowne pieśni ku chwale słonecznego dnia. Przyjemny chłód lasu, pozwalał w pełni rozkoszować się tymi miłymi chwilami absolutnego osamotnienia, z dala od trosk świata codziennego. Idylliczny klimat zmienił się gdy Damis wyszła z lasu, na wielką polanę, która rozciągała się praktycznie po sam horyzont. Stawiając kolejne kroki bosą stopą na miękką poduszkę z trawy, Elfka rozsiewała życie dookoła. Polne kwiaty w mgnieniu oka wyrastały spod ziemi, puszczały pąki i otwierały barwne kwiatostany, na które szybko siadały pszczoły. Małe mrówki szybko biegały w znanych tylko sobie kierunkach, nosząc ze sobą różne potrzebne rzeczy, jak niewielkie kamyczki czy grudki ziemi. Zza pleców dziewczyny wyleciała chmara skrzydlatych przyjaciół które szybko zajęły się radosną zabawą ze sobą.
Mimo iż Damis przeszła już całkiem spory dystans, polana wydawała się nie mieć końca. Zmęczona, przykucnęła na chwilę dając sobie moment na odpoczynek. Gdy tylko to zrobiła, nagle polana zaczęła się kurczyć, a jej miejsce zastąpiła spalona ziemia, z licznymi pęknięciami, śladami po koniach i ludziach. Wraz ze zniszczoną ziemią z obu stron, pojawiali się żołnierze, przyodziani w ciężkie pancerze, a w rękach dzierżyli wszelaką broń. Z jednej strony były wojska w którego skład wychodzili wyłącznie ludzie, a ich ekwipunek zdobiły różnej wielkości złote, tygrysie głowy. W opozycji do nich, stali rodacy Damis. Dumni, wyprostowani, w lśniących lekkich zbrojach, wyposażeni w głównie w łuki oraz lekkie miecze. Między nimi, na równi, ramię przy ramieniu stali inni ludzie. Wyróżniali poza uzbrojeniem, różnymi emblematami świadczącymi służbie swoim rodzinnym miastom, jak przystało na mieszkańców Królestwa Jeemenesu.
Dowódcy obu armii dali sygnał do ataku. Tysiące żyjących istot, chronionych przez kupę żelaza, ruszyły na siebie z chęcią odebrania sobie życia. Na niebie zamiast ptaków, latały świszczące strzały. Co chwilę ktoś krzyczał, wrzeszczał. Ziemię splamiła krew żołnierzy mających mniej szczęścia. Wielki mięśniak odciął dwie głowy za jednym zamachem bastarda, by za chwilę paść od kilku zgrabnych, dobrze wymierzonych cięć sztyletem, sprawnego elfickiego Gońca. Kawałek dalej, odział łuczników był masakrowany przez ciężką ludzką jazdę.
Dookoła Damis trwała krwawa rzeź bez żadnej szansy na zaprzestanie jej, a ona stała w niewielkim okręgu spokojnej polany. W dłoni, zupełnie znikąd pojawił się jej Księżycowy Łuk, a przy nodze wbite strzały do niego. Dziewczyna chwile się zastanowiła, napięła łuk, wycelowała w dowódcę i strzeliła. Potem obrała za cel następnego. I kolejny.
Elfka siała śmierć wprost ze swojego spokojnego świata. Siedemdziesięcio centymetrowe pociski pokoju strącały kolejne cele, jednak bitwa dalej trwała w najlepsze. Damis wystrzeliła ostatnią strzałę. Wzrokiem odprowadzała ją do celu, śledząc jak przecina powietrze. Gdy już miała dotrzeć celu zobaczyła...
Ciemnobrązowy, drewniany sufit.
Damis szybko wstała z siennika, lustrując dokładnie pomieszczenie obcego domu swoimi oczyma. Nie pamięta żeby zasypiała w domu, jeśli ją pamięć nie zawodzi to znajdowała się wtedy w lesie, w obozowisku z Aronem i Anną. Cóż, przynajmniej byli tu we dwoje i spali sobie w najlepsze na swoich miejscach. Elfka ze zdziwieniem stwierdziła, że jest tu też jej łuk, wraz ze strzałami. Jak go zabrali ze sobą? Przecież zginęliby gdyby któreś z nich go dotknęło, chyba że stracił magię...
Damis z lekkim niepokojem podeszła do łuku najciszej jak tylko mogła, żeby nie obudzić towarzyszy i wyciągnęła do niego rękę. Chwilę się wahała, jakby obawiając się tego co mogła zastać, jednak zebrała sie w sobie i złapała łuk pewnym chwytem. Gdy broń błysnęła błękitnym światłem, dziewczynie dosłownie spadł wielki głaz z serca. Wszystko było w najlepszym porządku, poza tym gdzie się znajdowała. Postanowiła obudzić przyjaciół.
-Hej, Anna... obudź się... - mówiła cicho Damis, lekko szturchając dziewczynę.
Ludzka kobieta niezbyt miała ochotę by wychodzić z miłych i ciepłych objęć snu, jednak pod naporem Damis niechętnie się przebudziła pytając co się dzieje.
-Gdzie my jesteśmy? Co to za miejsce?
-To dom naszego przyjaciela, drwa... - Anna ziewnęła - ...drwala Herbera. Jesteśmy tu bezpieczni, chwilowo.
Elfka, musiała wstać i przejść parę kroków po pokoju by zebrać myśli. Jej twarda podeszwa skórzanych butów wybijała głuchy rytm, dudniąc o podłogę wykonaną z bukowych desek. W międzyczasie Czarnowłosa przetarła oczy i przechodząc z pozycji leżącej na siedzącą, rozejrzała sie po pokoju.
-Jak Twoje ramię? - spytała
-W porządku, dziękuję że pytasz. Nic mnie nie boli, a ręka jest sprawna tak samo jak przed zranieniem. - Damis odpowiedziała, pokazując towarzyszce jak sprawnie wymachuje ręką. - Tak właściwie, co zrobiliście z buteleczką po leku?
-Cóż, Damis jest z tym problem...
-Jakiego rodzaju problem?
-Kruki Regenta ukradły buteleczkę zanim się zorientowaliśmy.
-Co?!


Chcesz poznać tajemnicę wiecznego szczęścia? Patrz na stronę 246.
Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 12 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

World of Warcraft phpBB template "WoWMaevahEmpire" created by MAËVAH (ex-MOONCLAW) for EMPIRE guild (v3.0.8.0) - wowcr.net : World of Warcraft styles & videos
© World of Warcraft and Blizzard Entertainment are trademarks or registered trademarks of Blizzard Entertainment, Inc. in the U.S. and/or other countries. wowcr.net is in no way associated with Blizzard Entertainment.
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL