Teraz jest 18 lip 2018, o 13:40



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 6 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: ...:)
PostNapisane: 28 cze 2010, o 14:32  
Avatar użytkownika

Łowca
Dołączył(a): 20 mar 2010, o 17:27
Posty: 50
Lokalizacja: Kosmos
Offline

Dla Agnieszki I Piotra
Bo śmierć to dopiero początek...
oraz dla Edyty, tej mojej jedynej...

- Jak myślisz? Daleko jeszcze?
- A bo ja cię wiem... Nigdy nie byłem w tych stronach. Jak kogoś spotkamy po drodzę to się spytamy.
- Hmm... położyłbym nacisk na słowo 'jak'. Od dwóch dni żywej duszy nie widzieliśmy.
- A jak myślisz, czy wielu głupców zapuszcza się w strony, po których szwędają się nieumarli?
- Więc po co tędy jedziemy? No co Immet? Powiedz mi proszę...
- Bo musimy dotrzeć do Koenis, a to jest najkrótsza droga czyż nie? Poza tym... nie mów mi Ven że się boisz nieumarlaków. Taki chłop jak ty, a boi się sterty kości – odparł Immet.
- Nie boję się – wyparł się Ven. - Tylko to miejsce przyprawia mnie o drescze... Gdyby nie ta cała zapłata to w życiu bym nie jechał – dodał.
- Masz rację, to przeklęte miejsce... No ale gdybys po pijaku nie rozwalił karczmy siedzielibyśmy sobie teraz przy gorzałce i zaczepiali panienki. - na twarzy Vena pojawił się uśmieszek.
- Chyba ty. Debra by mnie zabiła gdybym sie za jakimis innymi oglądał... A powiedz mi Immet z iloma kobietami juź spałeś?
- Nie wiem. Straciłem rachubę dwa miesiące od mojego pierwszego razu po skończeniu z tą suką Morgan.
Oboje zaśmiali się donosnie. Zbudziło to wszystkie ptaki w pobliźu do lotu. Oboje umilkli i jechali teraz w ciszy. Jechali stępem, ramie w ramię tak by móc zareagowac w razie gdyby coś się stało. Immet i Ven byli najlepszymi przyjaciółmi juź od dzieciństwa. Zawsze sobie pomagali, podrózowali razem, polowali. Gdy jeden z nich wszczął burdę lub wpadł w tarapaty wtedy drugi mu pomagał. Przewaźnie było tak, że to Ven ratował swojego przyjaciela przed jakim mężem, któremu Immet doprawił rogi z żoną. Ostatnio jednak zdarzyło się na odwrót i to Immet musiał Vena ratować. Ten pod nieobecność Immeta, który pewnie brał akurat jakąś panienkę za dużo sobie pozwolił i po pjanemu wszczął burdę w karczmie. Skonczyło sie na trzech poważnie pobitych, pożarze i zatrzymaniu Vena przez straż. Z opresji uratował go jego przyjaciel, który obiecał karczmarzowi że zapłacą za wszystkie szkody i dorzucą premią za straty moralne, jeśli on da im troche czasu na zdobycie pieniędzy. Następnego dnia do domu Vena przyszedł Immet i kazał mu się brać, ponieważ znalazł idealną robotę. Ven skacowany nie wiedział o co chodzi ale posłuchał i wyruszyli w drogę. Gdy trochę wytrzeźwiał Immet wytłumaczył mu że podjął się pracy od gildii kupieckiej. Mieli wyruszyć najkrótszą drogą do Koenis, spotkać sie tam z jakąś osobą i odeskortować ją tą samą drogą, skąd przybyli. Vena ucieszył fakt że zapłata za tą pracę idealnie pokryje koszty napraw i dodatek obiecany karczmarzowi. Żałował tylko że przystał na to by jechali przez Trakt Rebeliantów.
Trakt został nazwany tak, ponieważ w lasach, które przecinała ta droga w starych czasach król wysłał wojsko, które miało wybić wszystkich rebeliantów. Żołnierze byli okrutni, nie oszczędzali nikogo. Wszystkich rebeliantów wybito, żaden z nich nie przerzył. Teraz błąkają się po lasach pod postacią nieumarłych. Dlatego też nikt nie lubi się zapuszczać w te strony.
- Mam nadzieję że w Koenis są jakieś dobre miejsca w których znajdę spokój i ukojenie... - powiedział Immet, czym przerwał gzwoniącą w uszach ciszę przerywaną tylko przez stukot kopyt koni.
- Co? O czym ty mówisz?
- Burdel.
- Aaa... A ty jak zawsze o panienkach. Ehh... Kiedy ty się zmienisz... - odparł Ven, po czym spojrzał na swojego kompana.
Immet od zawsze miał branie u kobiet. Muskularne ciało, zadbane blond włosy, szarozielone oczy i szlachetne rysy same wystarczyły by kobietom, które na niego patrzą uginały się kolana. Ale serce kobiet zdobywał nie przez to jak wyglądał, ale przez to jak do nich mówił i jak się wobec nich zachowywał. Wygląd był tylko dodatkiem ułatwiającym cały ten proces Immetowego uwodzenia. Trzeba było przyznać że był bardzo elokwentnym człowiekiem.Sprawnie wplatał komplementy w normalną wymiane zdań, potrafił też wyrażać swoje uczucia prostymi słowami. Do kobiet zawsze obchodził się z szacunkiem. Zmieniało to się jednak, gdy żadnej nie było w pobliżu. Każda stawała się dziwką. Immet zawsze traktował kobiety jako zdobycze. Ven zastanawiał się czasami czy aby przypadkiem jego druch nie obrał sobie jako cel życiowy uwodzenie i łamanie serc kobietom. Wiedział że kiedyś było inaczej. Kiedyś była tylko ta jedyna. Tylko ona i żadna więcej. Morgan. Wielka miłość Immeta. Do czasu kiedy zastał ją przełożoną przez ladę sklepu, w którym pracowała brana przez właściciela owego sklepu. Dzień po tym właściciel zniknął, a sklep strawił pożar. I tylko Immet i Ven znali prawdę co się stało z właścicielem i sklepem. Od tego czasu zadna kobieta nie zajęła uwagi Immeta dłużej niź "na ten jeden raz".
Ven był większy i silniejszy od swojego kompana. Krótkowłosy szatyn o niebieskich oczach i opalonej skórze. Miał najmocniejszą głowę w całym Dolnym Reigu, co też często miał okazję sprawdzać. Brakowało mu śmiałości do kobiet, czego często zazdrościł Immetowi, Jednak znalazł sobie kobietę swojego życia. Debra była córką dowódcy wojsk w ich mieście. Nie był on przeciwny remu związku, jednak zawsze powtarzał że dopiero wojsko zrobiłoby z Vena mężczyznę godną jego córki. Ven wiedział jednak że jego powołaniem nie jest armia tylko praca przy koniach. Kochał je i gdy tylko nadarzyła się okazja zaczął pracę w pobliskiej stadninie.
- Stój... - Ven zatrzymał ramieniem jadącego obok Immeta.
- Co się stało? - zapytał.
- Słyszysz?
- Nnnie... A co? - Immet się zaniepokoił. Jego dłoń powędrowała w stronę rękojeści katany przywiazanej do siodła.
- Nie wiem... Coś jakby... Płacz dziecka – odparł Ven.
- Wydaje ci się druchu... Piłeś coś? - zapytał kąśliwie Immet.
- Przestań... Wsłuchaj się...
Immet pokręcił głową i zaczął nasłuchiwać. Wśród szumu liści poruszanych na wietrze było słuchać coś jeszcze. Cos co nie pasowało do lasu. Cos jakby... płacz dziecka.
- Rzeczywiście, Ven, coś tam słychać... może to duchy rebeliantów?
- Nnnie... Wątpię. Idziemy – Ven zeskoczył z konia, a Immet poszedł w jego ślady.
- Immet?
- Tak?
- I kto sie teraz boi duchów i nieumarłych? - na twarzy Vena pojawił się złośliwy uśmiech.
- Ja się nie boję. Nieumarli mnie nie przerażają.
- Haha! Immet nieustraszony! A jest coś czego tak wielki osobnik sie boi? - zapytał Ven.
- Tak. Wiesz czego?
-Nie, oświeć mnie.
- Tego że mnie kiedyś jakaś dziwka zarazi mnie jakimś syfem – odparł Immet.
- Dobra, cicho... Idziemy...
Oboje weszli między drzewa starając się zlokalizować źródło tego płaczu. Z każdym krokiem ten dzwięk się nasilał. Wyglądało to na szloch dziecka. Dotarli na małą polanę i zauważyli szlochającego, skulonego pod drzewem malca.


Przepraszam za moją nieobecność. Problemy prywatne... Niestety przez ten czas Joel się wypalił... Więc powitajcie tych dwóch nowych:) witam spowrotem


Poczuj Ciemną stronę Mocy...
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ...:)
PostNapisane: 28 cze 2010, o 15:10  
Avatar użytkownika

Łowca
Dołączył(a): 20 mar 2010, o 17:27
Posty: 50
Lokalizacja: Kosmos
Offline

poprawka...x|
- Tego że mnie kiedyś jakaś dziwka zarazi syfem albo czymś...

część następna jutro... jeżeli ktoś w ogóle chcę ją...:]

łączę posty. Myxxomatosis


Poczuj Ciemną stronę Mocy...
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ...:)
PostNapisane: 2 lip 2010, o 22:25  
Avatar użytkownika

Nocny Ognik
Dołączył(a): 21 kwi 2010, o 13:04
Posty: 354
Lokalizacja: Zaborze
Offline

Darth gdzie ta druga część? :D


"Nie wymachuj toporem na oślep..."
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ...:)
PostNapisane: 4 lip 2010, o 19:47  
Avatar użytkownika

Łowca
Dołączył(a): 20 mar 2010, o 17:27
Posty: 50
Lokalizacja: Kosmos
Offline

- Ej! Ven, co robisz?! Nie podchodź do niego... A jak to jakiś duch?
- Daj spokój... widzisz że to zwykłe dziecko. Ehh... - pokręcił głową Ven
Ven spojrzał na chłopca. Siedział on skulony pod drzewem ukrywając swoją głowę za kolanami. Był mały i chudy. Po ubiorze Ven stwierdził, że jest to zapewne syn jakiegoś szłachcica. Kucnął przy nim i zapytał.
- Hej mały... Co ci jest? - zapytał Ven.
- Kkkto wyy? - Chłopak podniósł głowę i spojrzał swoimi zielonymi oczami pełnymi łez na dwóch nieznajomych, o krórych obecności widocznie co dopiero zdał sobię sprawę. Zaczął się od nich odsuwać. Przyparł jak tylko mógł do drzewa.
- Spokojnie mały... Nic ci nie zrobimy... Co się stało? Jesteś tu sam?
- Mmmój tata zzzaginął! Chlip... Pppotem końń jjjeszcze uuciekł!
- A może poprostu cię tu tak zostawił, żeby się pozbyć balastu? - zapytał malca stojący a plecami Vena Immet.
- Nnnie prrrrawda!!! - mały całkowicie się rozszlochał.
- Immet! Zamknij kur... - Ven spojrzał na chłopca i zmienił zdanie co do słowa, które chciał wypowiedzieć. - ...cze ten swój głupi dziób! A ty mały nie słuchaj tego idioty, - dodał Ven do chłopca. - Opowiedz dokładnie co się stało.
-Tttata mi zaginął... Iii koń też...
- No to rzeczywiście dużo wiemy... Mówię że on poprostu... - Immet ucichł widząc mordercze spojrzenie wysłane mu przez Vena. - Dobra, dobra juz siedzę cicho...
- Pomożemy ci mały. Tylko musisz nam coś więcej opowiedzieć – Ven usiadł obok malca i spojrzał na niego. - No, mały... Jak to było?
- Nnno bo jechallliśmy zzz tatą ddo miaasta ii tata powiedziaał żżże muusi iiść ww krzaaaki – chłopiec cały czas pochlipywał. - Nno too zesadził mmmnie zz konnia i kkazał mmi go pilnować ii powiedział żże zarraz wróóci... Nno to czeekałem. No iii naggle końń sięę cczegoś wyystraszyył nno ii uuciieekł. Ttttata mnie zzzabijee! - szloch przerodził się w ryczenie.
- Chyba, że go coś wcześniej zabiło... - wymamrotał Immet pod nosem.
- Spokojnie mały... Jesteś głodny? - zapytał Ven.
Chłopiec pokiwał głową na znak aprobaty. Perspektywa kary od ojca za to, że nie dopilnował konia wydawała się chłopcu tak straszna, że nie ryczał i trząsł się skulony pod drzewem/ Ven zastanowił się chwilę i podał malcowi chusteczkę, którą dostał przy odjeździe od Debry. Pomyslał że to idiotyczny gest, tak jakby już więcej nie mieli się spotkać. Chłopiec wziął ją bez słowa i zaczął donośnie w nią smarkać.
- Immet idź do koni i przynieś coś do zjedzenia. Damy mu i przy okazji sami coś zjemy – powiedział Ven.
- Zwariowałeś!? W życiu nigdzie sam nie pójdę...
- Immet – warknął Ven
- No dobra...
Immet podniósł się z ziemi i poszedł w stronę koni. Zastanawiał się po jaką cholerę zatrzymywali się. Gdyby on nie powiedział prawdy że coś słysz to pewnie pojechali by dalej i nie mieli na głowie tego malca. Ale Venuś zawsze musi wszystkim pomagać i wpadać w jakieś gówna przez to. Immet szedł i rozmyślał co zrobią z tym dzieckiem. Jeżeli nie znajdzie się ojciec tego chłopca, to zapewne będą go musieli wziąść ze sobą. Ven nigdy nie pozwoliłby malucha tu tak zostawić. Immet rozmyślając tak nie zważał na drogę. Z zamyślenia wyrwały go ciche szepty.
- Immet...
- Kto tu jest?! – Immet rozejrzał się i zauważył że wszedł w jakąś głębszą partię lasu.
- Immet, chodź do mnie kochanie... – szeptał głos.
- Mama?
- Synku... Chodź...
Immet zaczął się kierować nawołującym go głosem. Po chwili dotarł do jakiejś dziwnej jaskini, z której biło zielone świało. To światło było źródłem głosu.
- Immet łazęgo, gdzie ty się szlajasz?! Musiałem zostawić małego przy koniach. – Ven zauważył w końcu Immeta i zaczął na niego krzyczeć.
- Jja tylko... Mama...
- Immet co jest? Ven podszedł do swojego towarzysza.
- Synku... Chodź do mnie... – odezwał się ponownie głos.
- Słyszysz Ven? To mama... – Immet uśmiechnął się.
- Co ty pieprzysz!?
- Patrz tam. Mama... – Immet wskazał ręką na jaskinie.
- Co to jest? – Ven dopiero teraz zauważył bijącą zielonym światłem jaskinie. - Immet nie podchodź do tego.
- Chodź... Synku...
- Idę mamo... – Immet podszedł bliżej.
- Nie! – krzyknął Ven i złapał Immeta za ramię. W tym samym czasie noga tego drugiego przekroczyła granicę jaskini.
Nagle wszystko rozbłysło. Obu coś szarpnęło do przodu. Poczuli że spadają w dół. Następnie nagły upadek. Teraz była tylko ciemność.


Poczuj Ciemną stronę Mocy...
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ...:)
PostNapisane: 3 paź 2010, o 10:38  
Avatar użytkownika

Strażnik granicy
Dołączył(a): 21 maja 2010, o 15:36
Posty: 68
Lokalizacja: Legnica
Offline

KIEDY NASTĘPNA CZĘŚĆ ?
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ...:)
PostNapisane: 31 sty 2011, o 13:05  
Avatar użytkownika

D'Harański gwardzista
Dołączył(a): 27 lis 2010, o 17:54
Posty: 148
Lokalizacja: miasto pod Poznaniem
Offline

no... fajne


Jestem ulubienicą Lorda Rahla
Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 6 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron

World of Warcraft phpBB template "WoWMaevahEmpire" created by MAËVAH (ex-MOONCLAW) for EMPIRE guild (v3.0.8.0) - wowcr.net : World of Warcraft styles & videos
© World of Warcraft and Blizzard Entertainment are trademarks or registered trademarks of Blizzard Entertainment, Inc. in the U.S. and/or other countries. wowcr.net is in no way associated with Blizzard Entertainment.
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL