Teraz jest 25 kwi 2018, o 09:56



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 30 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Opowiadanie forumowe
PostNapisane: 27 mar 2011, o 00:01  
Avatar użytkownika

Wiedźma
Dołączył(a): 1 lut 2010, o 00:02
Posty: 447
Lokalizacja: miasto czarownic
Offline

Z wrażenia nad historyczną chwilą nie popełniłam najmniejszego słowa wstępu. Rozpoczynam pierwsze nasze opowiadanie i mam nadzieję, że nie będzie ostatnim. Miłej zabawy!


Deszcz padał nieprzerwanie od pięciu dni. Trudno było wyobrazić sobie, że kiedyś przestanie. Wraz z promieniami słońca brakowało i dozy humoru, bo i ciężko o śmiech, gdy na głównej drodze wóz pełen beczek wina grzęźnie w błocie.


I do believe in fairies! I do! I do!
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie forumowe
PostNapisane: 27 mar 2011, o 12:22  
Avatar użytkownika

Ksieni
Dołączył(a): 31 sty 2010, o 01:41
Posty: 893
Lokalizacja: Elbląg
Offline

Jako że nikt się jeszcze nie odważył, ja totalnie pozbawiona talentu pisarskiego, zacznę :)

Deszcz padał nieprzerwanie od pięciu dni. Trudno było wyobrazić sobie, że kiedyś przestanie. Wraz z promieniami słońca brakowało i dozy humoru, bo i ciężko o śmiech, gdy na głównej drodze wóz pełen beczek wina grzęźnie w błocie.
-Na wszystkich potępieńców pozbawionych światła Stwórcy! - przeklął pod nosem wysoki mężczyzna, próbujący pomóc koniom wyciągnąć balast. - Jak zaraz tego nie wyciągniemy, to spóźnimy się z dostawą do Pałacu.


Ksieni należy tytułować

Tytuł w nagłówku:
Przewielebna Panno Ksieni, Dobrodziejko!
Tytuł w treści: Wasza Przewielebność
Cześć: Waszej Wielebność cześć wyraża
Podpis: uniżony sługa N.N.
Adres: Przewielebna Panna Ksieni Dobrodziejka Margoo


"I do not fear the truth"
- "Atlas chmur"


Dobro czy zło jako takie są równie rzadkie, jak czysta czerń czy biel w przyrodzie.

Vincent van Gogh


"- To wódka? - Słabym głosem zapytała Małgorzata. Kot poczuł się dotknięty i aż podskoczył na krześle.
- Na litość boską, królowo - zachrypał - czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus!"

Michał Bułhakow, "Mistrz i Małgorzata"
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie forumowe
PostNapisane: 27 mar 2011, o 12:45  
Avatar użytkownika

Starszy
Dołączył(a): 2 mar 2010, o 23:19
Posty: 204
Lokalizacja: Soton
Offline

Deszcz padał nieprzerwanie od pięciu dni. Trudno było wyobrazić sobie, że kiedyś przestanie. Wraz z promieniami słońca brakowało i dozy humoru, bo i ciężko o śmiech, gdy na głównej drodze wóz pełen beczek wina grzęźnie w błocie.
-Na wszystkich potępieńców pozbawionych światła Stwórcy! - przeklął pod nosem wysoki mężczyzna, próbujący pomóc koniom wyciągnąć balast. - Jak zaraz tego nie wyciągniemy, to spóźnimy się z dostawą do Pałacu.
Mężczyźni wszelkimi sposobami usiłowali wypchnąć wóz, jednak sytuacja była beznadziejna. Zakapturzona postać, dotychczas stojąca pod niewielkim daszkiem, wypuściła leniwie z ust dym i uśmiechnęła się pod nosem.


All men must die
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie forumowe
PostNapisane: 27 mar 2011, o 14:05  
Avatar użytkownika

Strażnik granicy
Dołączył(a): 21 maja 2010, o 15:36
Posty: 68
Lokalizacja: Legnica
Offline

Deszcz padał nieprzerwanie od pięciu dni. Trudno było wyobrazić sobie, że kiedyś przestanie. Wraz z promieniami słońca brakowało i dozy humoru, bo i ciężko o śmiech, gdy na głównej drodze wóz pełen beczek wina grzęźnie w błocie.
-Na wszystkich potępieńców pozbawionych światła Stwórcy! - przeklął pod nosem wysoki mężczyzna, próbujący pomóc koniom wyciągnąć balast. - Jak zaraz tego nie wyciągniemy, to spóźnimy się z dostawą do Pałacu.
Mężczyźni wszelkimi sposobami usiłowali wypchnąć wóz, jednak sytuacja była beznadziejna. Zakapturzona postać, dotychczas stojąca pod niewielkim daszkiem, wypuściła leniwie z ust dym i uśmiechnęła się pod nosem.
-Pomóc wam mości panowie?
- Nie! potrzeba nam pomocy jakiegoś przybłędy! odparł gburowato
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie forumowe
PostNapisane: 27 mar 2011, o 15:46  
Avatar użytkownika

Nocny Ognik
Dołączył(a): 21 kwi 2010, o 13:04
Posty: 354
Lokalizacja: Zaborze
Offline

Deszcz padał nieprzerwanie od pięciu dni. Trudno było wyobrazić sobie, że kiedyś przestanie. Wraz z promieniami słońca brakowało i dozy humoru, bo i ciężko o śmiech, gdy na głównej drodze wóz pełen beczek wina grzęźnie w błocie.
-Na wszystkich potępieńców pozbawionych światła Stwórcy! - przeklął pod nosem wysoki mężczyzna, próbujący pomóc koniom wyciągnąć balast. - Jak zaraz tego nie wyciągniemy, to spóźnimy się z dostawą do Pałacu.
Mężczyźni wszelkimi sposobami usiłowali wypchnąć wóz, jednak sytuacja była beznadziejna. Zakapturzona postać, dotychczas stojąca pod niewielkim daszkiem, wypuściła leniwie z ust dym i uśmiechnęła się pod nosem.
-Pomóc wam mości panowie?
- Nie! potrzeba nam pomocy jakiegoś przybłędy! odparł gburowato
Mężczyźni nieugięcie próbowali wyciągnąć wóz z błota, ale im bardziej się starali, tym bardziej wóz w nim grzęzł.
- Wypijcie trochę tego zacnego wina, a napewno będzie wam lżej - z uśmiechem na ustach zaproponował tajemniczy przybysz.


"Nie wymachuj toporem na oślep..."
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie forumowe
PostNapisane: 27 mar 2011, o 17:16  
Avatar użytkownika

Strażnik granicy
Dołączył(a): 17 cze 2010, o 18:09
Posty: 79
Lokalizacja: Gdańsk
Offline

Deszcz padał nieprzerwanie od pięciu dni. Trudno było wyobrazić sobie, że kiedyś przestanie. Wraz z promieniami słońca brakowało i dozy humoru, bo i ciężko o śmiech, gdy na głównej drodze wóz pełen beczek wina grzęźnie w błocie.
-Na wszystkich potępieńców pozbawionych światła Stwórcy! - przeklął pod nosem wysoki mężczyzna, próbujący pomóc koniom wyciągnąć balast. - Jak zaraz tego nie wyciągniemy, to spóźnimy się z dostawą do Pałacu.
Mężczyźni wszelkimi sposobami usiłowali wypchnąć wóz, jednak sytuacja była beznadziejna. Zakapturzona postać, dotychczas stojąca pod niewielkim daszkiem, wypuściła leniwie z ust dym i uśmiechnęła się pod nosem.
-Pomóc wam mości panowie?
- Nie! potrzeba nam pomocy jakiegoś przybłędy! odparł gburowato
Mężczyźni nieugięcie próbowali wyciągnąć wóz z błota, ale im bardziej się starali, tym bardziej wóz w nim grzęzł.
- Wypijcie trochę tego zacnego wina, a na pewno będzie wam lżej - z uśmiechem na ustach zaproponował tajemniczy przybysz.
Mężczyzna stojący najbliżej krzyknął:
- Nie potrzebujemy wina tylko silnej ręki, do wyciągnięcia tego wozu!


Wszystko, co istnieje ma dwie strony. Nawet cieniutka kartka papieru.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie forumowe
PostNapisane: 27 mar 2011, o 19:02  
Avatar użytkownika

Czarodziej Wojny
Dołączył(a): 26 maja 2010, o 16:09
Posty: 674
Lokalizacja: Gorzów
Offline

Deszcz padał nieprzerwanie od pięciu dni. Trudno było wyobrazić sobie, że kiedyś przestanie. Wraz z promieniami słońca brakowało i dozy humoru, bo i ciężko o śmiech, gdy na głównej drodze wóz pełen beczek wina grzęźnie w błocie.
-Na wszystkich potępieńców pozbawionych światła Stwórcy! - przeklął pod nosem wysoki mężczyzna, próbujący pomóc koniom wyciągnąć balast. - Jak zaraz tego nie wyciągniemy, to spóźnimy się z dostawą do Pałacu.
Mężczyźni wszelkimi sposobami usiłowali wypchnąć wóz, jednak sytuacja była beznadziejna. Zakapturzona postać, dotychczas stojąca pod niewielkim daszkiem, wypuściła leniwie z ust dym i uśmiechnęła się pod nosem.
-Pomóc wam mości panowie?
- Nie! potrzeba nam pomocy jakiegoś przybłędy! odparł gburowato
Mężczyźni nieugięcie próbowali wyciągnąć wóz z błota, ale im bardziej się starali, tym bardziej wóz w nim grzęzł.
- Wypijcie trochę tego zacnego wina, a na pewno będzie wam lżej - z uśmiechem na ustach zaproponował tajemniczy przybysz.
Mężczyzna stojący najbliżej krzyknął:
- Nie potrzebujemy wina tylko silnej ręki, do wyciągnięcia tego wozu!
- Tego nie mogę wam zaoferować - rzekł zakapturzony - ale spróbuję co da się zrobić. Ale w zamian będę od was chciał pewną przysługę - uśmiechnął się chytrze.


Sprzeczności nie istnieją. Kiedykolwiek myślisz, że masz do czynienia ze sprzecznością, sprawdź przesłanki. Odkryjesz, że jedna z nich jest fałszywa.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie forumowe
PostNapisane: 27 mar 2011, o 19:14  
Avatar użytkownika

Spowiedniczka
Dołączył(a): 12 mar 2010, o 15:07
Posty: 934
Lokalizacja: Węgierska Górka
Offline

Deszcz padał nieprzerwanie od pięciu dni. Trudno było wyobrazić sobie, że kiedyś przestanie. Wraz z promieniami słońca brakowało i dozy humoru, bo i ciężko o śmiech, gdy na głównej drodze wóz pełen beczek wina grzęźnie w błocie.
-Na wszystkich potępieńców pozbawionych światła Stwórcy! - przeklął pod nosem wysoki mężczyzna, próbujący pomóc koniom wyciągnąć balast. - Jak zaraz tego nie wyciągniemy, to spóźnimy się z dostawą do Pałacu.
Mężczyźni wszelkimi sposobami usiłowali wypchnąć wóz, jednak sytuacja była beznadziejna. Zakapturzona postać, dotychczas stojąca pod niewielkim daszkiem, wypuściła leniwie z ust dym i uśmiechnęła się pod nosem.
-Pomóc wam mości panowie?
- Nie! potrzeba nam pomocy jakiegoś przybłędy! odparł gburowato
Mężczyźni nieugięcie próbowali wyciągnąć wóz z błota, ale im bardziej się starali, tym bardziej wóz w nim grzęzł.
- Wypijcie trochę tego zacnego wina, a na pewno będzie wam lżej - z uśmiechem na ustach zaproponował tajemniczy przybysz.
Mężczyzna stojący najbliżej krzyknął:
- Nie potrzebujemy wina tylko silnej ręki, do wyciągnięcia tego wozu!
- Tego nie mogę wam zaoferować - rzekł zakapturzony - ale spróbuję co da się zrobić. Ale w zamian będę od was chciał pewną przysługę - uśmiechnął się chytrze.
- Najpierw możesz nam pomóc, a my się potem zastanowimy czy warto pomagać takiemu, co to zakapturzony łazi, jakby się ukrywał przed własną żonką, która go nakryła z inną babą! - zripostował jeden z pchających wóz. Nie był jakiś specjalnie wyróżniający się. zwykły normalny człek, tyle że język cięty miał. Zwał się Corm.


Chcesz poznać tajemnicę wiecznego szczęścia? Patrz na stronę 246.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie forumowe
PostNapisane: 27 mar 2011, o 19:18  
Avatar użytkownika

Strażnik granicy
Dołączył(a): 17 cze 2010, o 18:09
Posty: 79
Lokalizacja: Gdańsk
Offline

Deszcz padał nieprzerwanie od pięciu dni. Trudno było wyobrazić sobie, że kiedyś przestanie. Wraz z promieniami słońca brakowało i dozy humoru, bo i ciężko o śmiech, gdy na głównej drodze wóz pełen beczek wina grzęźnie w błocie.
-Na wszystkich potępieńców pozbawionych światła Stwórcy! - przeklął pod nosem wysoki mężczyzna, próbujący pomóc koniom wyciągnąć balast. - Jak zaraz tego nie wyciągniemy, to spóźnimy się z dostawą do Pałacu.
Mężczyźni wszelkimi sposobami usiłowali wypchnąć wóz, jednak sytuacja była beznadziejna. Zakapturzona postać, dotychczas stojąca pod niewielkim daszkiem, wypuściła leniwie z ust dym i uśmiechnęła się pod nosem.
-Pomóc wam mości panowie?
- Nie! potrzeba nam pomocy jakiegoś przybłędy! odparł gburowato
Mężczyźni nieugięcie próbowali wyciągnąć wóz z błota, ale im bardziej się starali, tym bardziej wóz w nim grzęzł.
- Wypijcie trochę tego zacnego wina, a na pewno będzie wam lżej - z uśmiechem na ustach zaproponował tajemniczy przybysz.
Mężczyzna stojący najbliżej krzyknął:
- Nie potrzebujemy wina tylko silnej ręki, do wyciągnięcia tego wozu!
- Tego nie mogę wam zaoferować - rzekł zakapturzony - ale spróbuję co da się zrobić. Ale w zamian będę od was chciał pewną przysługę - uśmiechnął się chytrze.
- Najpierw możesz nam pomóc, a my się potem zastanowimy czy warto pomagać takiemu, co to zakapturzony łazi, jakby się ukrywał przed własną żonką, która go nakryła z inną babą! - zripostował jeden z pchających wóz. Nie był jakiś specjalnie wyróżniający się. zwykły normalny człek, tyle że język cięty miał. Zwał się Corm.
-Uważaj co mówisz - powiedział tajemniczo zakapturzony - bo możesz wpaść w większe kłopoty niż pchanie wozu.


Wszystko, co istnieje ma dwie strony. Nawet cieniutka kartka papieru.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie forumowe
PostNapisane: 27 mar 2011, o 19:41  
Avatar użytkownika

Nocny Ognik
Dołączył(a): 21 kwi 2010, o 13:04
Posty: 354
Lokalizacja: Zaborze
Offline

Deszcz padał nieprzerwanie od pięciu dni. Trudno było wyobrazić sobie, że kiedyś przestanie. Wraz z promieniami słońca brakowało i dozy humoru, bo i ciężko o śmiech, gdy na głównej drodze wóz pełen beczek wina grzęźnie w błocie.
-Na wszystkich potępieńców pozbawionych światła Stwórcy! - przeklął pod nosem wysoki mężczyzna, próbujący pomóc koniom wyciągnąć balast. - Jak zaraz tego nie wyciągniemy, to spóźnimy się z dostawą do Pałacu.
Mężczyźni wszelkimi sposobami usiłowali wypchnąć wóz, jednak sytuacja była beznadziejna. Zakapturzona postać, dotychczas stojąca pod niewielkim daszkiem, wypuściła leniwie z ust dym i uśmiechnęła się pod nosem.
-Pomóc wam mości panowie?
- Nie! potrzeba nam pomocy jakiegoś przybłędy! odparł gburowato
Mężczyźni nieugięcie próbowali wyciągnąć wóz z błota, ale im bardziej się starali, tym bardziej wóz w nim grzęzł.
- Wypijcie trochę tego zacnego wina, a na pewno będzie wam lżej - z uśmiechem na ustach zaproponował tajemniczy przybysz.
Mężczyzna stojący najbliżej krzyknął:
- Nie potrzebujemy wina tylko silnej ręki, do wyciągnięcia tego wozu!
- Tego nie mogę wam zaoferować - rzekł zakapturzony - ale spróbuję co da się zrobić. Ale w zamian będę od was chciał pewną przysługę - uśmiechnął się chytrze.
- Najpierw możesz nam pomóc, a my się potem zastanowimy czy warto pomagać takiemu, co to zakapturzony łazi, jakby się ukrywał przed własną żonką, która go nakryła z inną babą! - zripostował jeden z pchających wóz. Nie był jakiś specjalnie wyróżniający się. zwykły normalny człek, tyle że język cięty miał. Zwał się Corm.
-Uważaj co mówisz - powiedział tajemniczo zakapturzony - bo możesz wpaść w większe kłopoty niż pchanie wozu.
- Strasznie pewny siebie jesteś - rzekł Corm - Panowie!
Mężczyźni pozostawili wóz samemu sobie i stanęli za plecami Corma, czekając na dalszy ciąg wydarzeń.


"Nie wymachuj toporem na oślep..."
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie forumowe
PostNapisane: 27 mar 2011, o 19:50  
Avatar użytkownika

Strażnik granicy
Dołączył(a): 17 cze 2010, o 18:09
Posty: 79
Lokalizacja: Gdańsk
Offline

(jest jakaś kolejka , czy można wpisywać po kolei części opowieści?)


Deszcz padał nieprzerwanie od pięciu dni. Trudno było wyobrazić sobie, że kiedyś przestanie. Wraz z promieniami słońca brakowało i dozy humoru, bo i ciężko o śmiech, gdy na głównej drodze wóz pełen beczek wina grzęźnie w błocie.
-Na wszystkich potępieńców pozbawionych światła Stwórcy! - przeklął pod nosem wysoki mężczyzna, próbujący pomóc koniom wyciągnąć balast. - Jak zaraz tego nie wyciągniemy, to spóźnimy się z dostawą do Pałacu.
Mężczyźni wszelkimi sposobami usiłowali wypchnąć wóz, jednak sytuacja była beznadziejna. Zakapturzona postać, dotychczas stojąca pod niewielkim daszkiem, wypuściła leniwie z ust dym i uśmiechnęła się pod nosem.
-Pomóc wam mości panowie?
- Nie! potrzeba nam pomocy jakiegoś przybłędy! odparł gburowato
Mężczyźni nieugięcie próbowali wyciągnąć wóz z błota, ale im bardziej się starali, tym bardziej wóz w nim grzęzł.
- Wypijcie trochę tego zacnego wina, a na pewno będzie wam lżej - z uśmiechem na ustach zaproponował tajemniczy przybysz.
Mężczyzna stojący najbliżej krzyknął:
- Nie potrzebujemy wina tylko silnej ręki, do wyciągnięcia tego wozu!
- Tego nie mogę wam zaoferować - rzekł zakapturzony - ale spróbuję co da się zrobić. Ale w zamian będę od was chciał pewną przysługę - uśmiechnął się chytrze.
- Najpierw możesz nam pomóc, a my się potem zastanowimy czy warto pomagać takiemu, co to zakapturzony łazi, jakby się ukrywał przed własną żonką, która go nakryła z inną babą! - zripostował jeden z pchających wóz. Nie był jakiś specjalnie wyróżniający się. zwykły normalny człek, tyle że język cięty miał. Zwał się Corm.
-Uważaj co mówisz - powiedział tajemniczo zakapturzony - bo możesz wpaść w większe kłopoty niż pchanie wozu.
- Strasznie pewny siebie jesteś - rzekł Corm - Panowie!
Mężczyźni pozostawili wóz samemu sobie i stanęli za plecami Corma, czekając na dalszy ciąg wydarzeń.
Wciąż uśmiechnięty mężczyzna odrzucił kaptur - spod długich śnieżnobiałych włosów, spoglądały czarne jak noc oczy.


Wszystko, co istnieje ma dwie strony. Nawet cieniutka kartka papieru.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie forumowe
PostNapisane: 27 mar 2011, o 19:56  
Avatar użytkownika

Ksieni
Dołączył(a): 31 sty 2010, o 01:41
Posty: 893
Lokalizacja: Elbląg
Offline

(niby miała być kolejka - JDu nie zabij nas :D - ale piszemy jak się uda :D )

Deszcz padał nieprzerwanie od pięciu dni. Trudno było wyobrazić sobie, że kiedyś przestanie. Wraz z promieniami słońca brakowało i dozy humoru, bo i ciężko o śmiech, gdy na głównej drodze wóz pełen beczek wina grzęźnie w błocie.
-Na wszystkich potępieńców pozbawionych światła Stwórcy! - przeklął pod nosem wysoki mężczyzna, próbujący pomóc koniom wyciągnąć balast. - Jak zaraz tego nie wyciągniemy, to spóźnimy się z dostawą do Pałacu.
Mężczyźni wszelkimi sposobami usiłowali wypchnąć wóz, jednak sytuacja była beznadziejna. Zakapturzona postać, dotychczas stojąca pod niewielkim daszkiem, wypuściła leniwie z ust dym i uśmiechnęła się pod nosem.
-Pomóc wam mości panowie?
- Nie! potrzeba nam pomocy jakiegoś przybłędy! odparł gburowato
Mężczyźni nieugięcie próbowali wyciągnąć wóz z błota, ale im bardziej się starali, tym bardziej wóz w nim grzęzł.
- Wypijcie trochę tego zacnego wina, a na pewno będzie wam lżej - z uśmiechem na ustach zaproponował tajemniczy przybysz.
Mężczyzna stojący najbliżej krzyknął:
- Nie potrzebujemy wina tylko silnej ręki, do wyciągnięcia tego wozu!
- Tego nie mogę wam zaoferować - rzekł zakapturzony - ale spróbuję co da się zrobić. Ale w zamian będę od was chciał pewną przysługę - uśmiechnął się chytrze.
- Najpierw możesz nam pomóc, a my się potem zastanowimy czy warto pomagać takiemu, co to zakapturzony łazi, jakby się ukrywał przed własną żonką, która go nakryła z inną babą! - zripostował jeden z pchających wóz. Nie był jakiś specjalnie wyróżniający się. zwykły normalny człek, tyle że język cięty miał. Zwał się Corm.
-Uważaj co mówisz - powiedział tajemniczo zakapturzony - bo możesz wpaść w większe kłopoty niż pchanie wozu.
- Strasznie pewny siebie jesteś - rzekł Corm - Panowie!
Mężczyźni pozostawili wóz samemu sobie i stanęli za plecami Corma, czekając na dalszy ciąg wydarzeń.
Wciąż uśmiechnięty mężczyzna odrzucił kaptur - spod śnieżnobiałych włosów, spoglądały czarne jak noc oczy.
- Uwierzcie mi, nie chcecie ze mną zaczynać - odezwał się tym razem groźnym szeptem.
- Ano nie chcemy Panoczku, ale jak masz ochotę możemy zatańczyć. - powiedział mężczyzna stojący po lewej stronie Corma.


Ksieni należy tytułować

Tytuł w nagłówku:
Przewielebna Panno Ksieni, Dobrodziejko!
Tytuł w treści: Wasza Przewielebność
Cześć: Waszej Wielebność cześć wyraża
Podpis: uniżony sługa N.N.
Adres: Przewielebna Panna Ksieni Dobrodziejka Margoo


"I do not fear the truth"
- "Atlas chmur"


Dobro czy zło jako takie są równie rzadkie, jak czysta czerń czy biel w przyrodzie.

Vincent van Gogh


"- To wódka? - Słabym głosem zapytała Małgorzata. Kot poczuł się dotknięty i aż podskoczył na krześle.
- Na litość boską, królowo - zachrypał - czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus!"

Michał Bułhakow, "Mistrz i Małgorzata"
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie forumowe
PostNapisane: 27 mar 2011, o 20:03  
Avatar użytkownika

Starszy
Dołączył(a): 2 mar 2010, o 23:19
Posty: 204
Lokalizacja: Soton
Offline

Deszcz padał nieprzerwanie od pięciu dni. Trudno było wyobrazić sobie, że kiedyś przestanie. Wraz z promieniami słońca brakowało i dozy humoru, bo i ciężko o śmiech, gdy na głównej drodze wóz pełen beczek wina grzęźnie w błocie.
-Na wszystkich potępieńców pozbawionych światła Stwórcy! - przeklął pod nosem wysoki mężczyzna, próbujący pomóc koniom wyciągnąć balast. - Jak zaraz tego nie wyciągniemy, to spóźnimy się z dostawą do Pałacu.
Mężczyźni wszelkimi sposobami usiłowali wypchnąć wóz, jednak sytuacja była beznadziejna. Zakapturzona postać, dotychczas stojąca pod niewielkim daszkiem, wypuściła leniwie z ust dym i uśmiechnęła się pod nosem.
-Pomóc wam mości panowie?
- Nie! potrzeba nam pomocy jakiegoś przybłędy! odparł gburowato
Mężczyźni nieugięcie próbowali wyciągnąć wóz z błota, ale im bardziej się starali, tym bardziej wóz w nim grzęzł.
- Wypijcie trochę tego zacnego wina, a na pewno będzie wam lżej - z uśmiechem na ustach zaproponował tajemniczy przybysz.
Mężczyzna stojący najbliżej krzyknął:
- Nie potrzebujemy wina tylko silnej ręki, do wyciągnięcia tego wozu!
- Tego nie mogę wam zaoferować - rzekł zakapturzony - ale spróbuję co da się zrobić. Ale w zamian będę od was chciał pewną przysługę - uśmiechnął się chytrze.
- Najpierw możesz nam pomóc, a my się potem zastanowimy czy warto pomagać takiemu, co to zakapturzony łazi, jakby się ukrywał przed własną żonką, która go nakryła z inną babą! - zripostował jeden z pchających wóz. Nie był jakiś specjalnie wyróżniający się. zwykły normalny człek, tyle że język cięty miał. Zwał się Corm.
-Uważaj co mówisz - powiedział tajemniczo zakapturzony - bo możesz wpaść w większe kłopoty niż pchanie wozu.
- Strasznie pewny siebie jesteś - rzekł Corm - Panowie!
Mężczyźni pozostawili wóz samemu sobie i stanęli za plecami Corma, czekając na dalszy ciąg wydarzeń.
Wciąż uśmiechnięty mężczyzna odrzucił kaptur - spod śnieżnobiałych włosów, spoglądały czarne jak noc oczy.
- Uwierzcie mi, nie chcecie ze mną zaczynać - odezwał się tym razem groźnym szeptem.
- Ano nie chcemy Panoczku, ale jak masz ochotę możemy zatańczyć. - powiedział mężczyzna stojący po lewej stronie Corma.
-Ahh, to dobrze się składa, bo tam skąd pochodzę, jestem znany jako mistrz tańca! - odrzekł nieznajomy, wywijając przy tym piękny piruet.


All men must die
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie forumowe
PostNapisane: 27 mar 2011, o 20:05  
Avatar użytkownika

Ksieni
Dołączył(a): 31 sty 2010, o 01:41
Posty: 893
Lokalizacja: Elbląg
Offline

(RR345 ale nie pisz co drugi post - daj się innym wypowiedzieć)


Ksieni należy tytułować

Tytuł w nagłówku:
Przewielebna Panno Ksieni, Dobrodziejko!
Tytuł w treści: Wasza Przewielebność
Cześć: Waszej Wielebność cześć wyraża
Podpis: uniżony sługa N.N.
Adres: Przewielebna Panna Ksieni Dobrodziejka Margoo


"I do not fear the truth"
- "Atlas chmur"


Dobro czy zło jako takie są równie rzadkie, jak czysta czerń czy biel w przyrodzie.

Vincent van Gogh


"- To wódka? - Słabym głosem zapytała Małgorzata. Kot poczuł się dotknięty i aż podskoczył na krześle.
- Na litość boską, królowo - zachrypał - czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus!"

Michał Bułhakow, "Mistrz i Małgorzata"
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie forumowe
PostNapisane: 27 mar 2011, o 20:07  
Avatar użytkownika

Strażnik granicy
Dołączył(a): 17 cze 2010, o 18:09
Posty: 79
Lokalizacja: Gdańsk
Offline

(Spoko ;) )


Wszystko, co istnieje ma dwie strony. Nawet cieniutka kartka papieru.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie forumowe
PostNapisane: 27 mar 2011, o 21:37  
Avatar użytkownika

Spowiedniczka
Dołączył(a): 12 mar 2010, o 15:07
Posty: 934
Lokalizacja: Węgierska Górka
Offline

Coś zastój jest :D

Deszcz padał nieprzerwanie od pięciu dni. Trudno było wyobrazić sobie, że kiedyś przestanie. Wraz z promieniami słońca brakowało i dozy humoru, bo i ciężko o śmiech, gdy na głównej drodze wóz pełen beczek wina grzęźnie w błocie.
-Na wszystkich potępieńców pozbawionych światła Stwórcy! - przeklął pod nosem wysoki mężczyzna, próbujący pomóc koniom wyciągnąć balast. - Jak zaraz tego nie wyciągniemy, to spóźnimy się z dostawą do Pałacu.
Mężczyźni wszelkimi sposobami usiłowali wypchnąć wóz, jednak sytuacja była beznadziejna. Zakapturzona postać, dotychczas stojąca pod niewielkim daszkiem, wypuściła leniwie z ust dym i uśmiechnęła się pod nosem.
-Pomóc wam mości panowie?
- Nie! potrzeba nam pomocy jakiegoś przybłędy! odparł gburowato
Mężczyźni nieugięcie próbowali wyciągnąć wóz z błota, ale im bardziej się starali, tym bardziej wóz w nim grzęzł.
- Wypijcie trochę tego zacnego wina, a na pewno będzie wam lżej - z uśmiechem na ustach zaproponował tajemniczy przybysz.
Mężczyzna stojący najbliżej krzyknął:
- Nie potrzebujemy wina tylko silnej ręki, do wyciągnięcia tego wozu!
- Tego nie mogę wam zaoferować - rzekł zakapturzony - ale spróbuję co da się zrobić. Ale w zamian będę od was chciał pewną przysługę - uśmiechnął się chytrze.
- Najpierw możesz nam pomóc, a my się potem zastanowimy czy warto pomagać takiemu, co to zakapturzony łazi, jakby się ukrywał przed własną żonką, która go nakryła z inną babą! - zripostował jeden z pchających wóz. Nie był jakiś specjalnie wyróżniający się. zwykły normalny człek, tyle że język cięty miał. Zwał się Corm.
-Uważaj co mówisz - powiedział tajemniczo zakapturzony - bo możesz wpaść w większe kłopoty niż pchanie wozu.
- Strasznie pewny siebie jesteś - rzekł Corm - Panowie!
Mężczyźni pozostawili wóz samemu sobie i stanęli za plecami Corma, czekając na dalszy ciąg wydarzeń.
Wciąż uśmiechnięty mężczyzna odrzucił kaptur - spod śnieżnobiałych włosów, spoglądały czarne jak noc oczy.
- Uwierzcie mi, nie chcecie ze mną zaczynać - odezwał się tym razem groźnym szeptem.
- Ano nie chcemy Panoczku, ale jak masz ochotę możemy zatańczyć. - powiedział mężczyzna stojący po lewej stronie Corma.
-Ahh, to dobrze się składa, bo tam skąd pochodzę, jestem znany jako mistrz tańca! - odrzekł nieznajomy, wywijając przy tym piękny piruet.
Wszyscy spojrzeli na nieznajomego z podziwem. Wszyscy poza Corm'em.
-Ha! Swój chłop! - wykrzyczał jeden dryblas, który swojej posturze ma problem z przejściem przez niejedne drzwi. Po czym wyszedł z szeregu i niczym baletnica na paluszkach podszedł do nieznajomego. Pozostali poszli w jego ślady.
-Pięknie k%#$*... - wyszeptał Corm i wlazł pod wóz coby mu na łeb nie kapało.


Chcesz poznać tajemnicę wiecznego szczęścia? Patrz na stronę 246.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie forumowe
PostNapisane: 27 mar 2011, o 21:42  
Avatar użytkownika

Strażnik granicy
Dołączył(a): 17 cze 2010, o 18:09
Posty: 79
Lokalizacja: Gdańsk
Offline

Deszcz padał nieprzerwanie od pięciu dni. Trudno było wyobrazić sobie, że kiedyś przestanie. Wraz z promieniami słońca brakowało i dozy humoru, bo i ciężko o śmiech, gdy na głównej drodze wóz pełen beczek wina grzęźnie w błocie.
-Na wszystkich potępieńców pozbawionych światła Stwórcy! - przeklął pod nosem wysoki mężczyzna, próbujący pomóc koniom wyciągnąć balast. - Jak zaraz tego nie wyciągniemy, to spóźnimy się z dostawą do Pałacu.
Mężczyźni wszelkimi sposobami usiłowali wypchnąć wóz, jednak sytuacja była beznadziejna. Zakapturzona postać, dotychczas stojąca pod niewielkim daszkiem, wypuściła leniwie z ust dym i uśmiechnęła się pod nosem.
-Pomóc wam mości panowie?
- Nie! potrzeba nam pomocy jakiegoś przybłędy! odparł gburowato
Mężczyźni nieugięcie próbowali wyciągnąć wóz z błota, ale im bardziej się starali, tym bardziej wóz w nim grzęzł.
- Wypijcie trochę tego zacnego wina, a na pewno będzie wam lżej - z uśmiechem na ustach zaproponował tajemniczy przybysz.
Mężczyzna stojący najbliżej krzyknął:
- Nie potrzebujemy wina tylko silnej ręki, do wyciągnięcia tego wozu!
- Tego nie mogę wam zaoferować - rzekł zakapturzony - ale spróbuję co da się zrobić. Ale w zamian będę od was chciał pewną przysługę - uśmiechnął się chytrze.
- Najpierw możesz nam pomóc, a my się potem zastanowimy czy warto pomagać takiemu, co to zakapturzony łazi, jakby się ukrywał przed własną żonką, która go nakryła z inną babą! - zripostował jeden z pchających wóz. Nie był jakiś specjalnie wyróżniający się. zwykły normalny człek, tyle że język cięty miał. Zwał się Corm.
-Uważaj co mówisz - powiedział tajemniczo zakapturzony - bo możesz wpaść w większe kłopoty niż pchanie wozu.
- Strasznie pewny siebie jesteś - rzekł Corm - Panowie!
Mężczyźni pozostawili wóz samemu sobie i stanęli za plecami Corma, czekając na dalszy ciąg wydarzeń.
Wciąż uśmiechnięty mężczyzna odrzucił kaptur - spod śnieżnobiałych włosów, spoglądały czarne jak noc oczy.
- Uwierzcie mi, nie chcecie ze mną zaczynać - odezwał się tym razem groźnym szeptem.
- Ano nie chcemy Panoczku, ale jak masz ochotę możemy zatańczyć. - powiedział mężczyzna stojący po lewej stronie Corma.
-Ahh, to dobrze się składa, bo tam skąd pochodzę, jestem znany jako mistrz tańca! - odrzekł nieznajomy, wywijając przy tym piękny piruet.
Wszyscy spojrzeli na nieznajomego z podziwem. Wszyscy poza Corm'em.
-Ha! Swój chłop! - wykrzyczał jeden dryblas, który swojej posturze ma problem z przejściem przez niejedne drzwi. Po czym wyszedł z szeregu i niczym baletnica na paluszkach podszedł do nieznajomego. Pozostali poszli w jego ślady.
-Pięknie k%#$*... - wyszeptał Corm i wlazł pod wóz coby mu na łeb nie kapało.
- Panowie, tylko że ja nie uprawiam klasycznego tańca - zaśmiał się nieznajomy.


Wszystko, co istnieje ma dwie strony. Nawet cieniutka kartka papieru.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie forumowe
PostNapisane: 27 mar 2011, o 21:47  
Avatar użytkownika

Wiedźma
Dołączył(a): 1 lut 2010, o 00:02
Posty: 447
Lokalizacja: miasto czarownic
Offline

Deszcz padał nieprzerwanie od pięciu dni. Trudno było wyobrazić sobie, że kiedyś przestanie. Wraz z promieniami słońca brakowało i dozy humoru, bo i ciężko o śmiech, gdy na głównej drodze wóz pełen beczek wina grzęźnie w błocie.
-Na wszystkich potępieńców pozbawionych światła Stwórcy! - przeklął pod nosem wysoki mężczyzna, próbujący pomóc koniom wyciągnąć balast. - Jak zaraz tego nie wyciągniemy, to spóźnimy się z dostawą do Pałacu.
Mężczyźni wszelkimi sposobami usiłowali wypchnąć wóz, jednak sytuacja była beznadziejna. Zakapturzona postać, dotychczas stojąca pod niewielkim daszkiem, wypuściła leniwie z ust dym i uśmiechnęła się pod nosem.
-Pomóc wam mości panowie?
- Nie! potrzeba nam pomocy jakiegoś przybłędy! odparł gburowato
Mężczyźni nieugięcie próbowali wyciągnąć wóz z błota, ale im bardziej się starali, tym bardziej wóz w nim grzęzł.
- Wypijcie trochę tego zacnego wina, a na pewno będzie wam lżej - z uśmiechem na ustach zaproponował tajemniczy przybysz.
Mężczyzna stojący najbliżej krzyknął:
- Nie potrzebujemy wina tylko silnej ręki, do wyciągnięcia tego wozu!
- Tego nie mogę wam zaoferować - rzekł zakapturzony - ale spróbuję co da się zrobić. Ale w zamian będę od was chciał pewną przysługę - uśmiechnął się chytrze.
- Najpierw możesz nam pomóc, a my się potem zastanowimy czy warto pomagać takiemu, co to zakapturzony łazi, jakby się ukrywał przed własną żonką, która go nakryła z inną babą! - zripostował jeden z pchających wóz. Nie był jakiś specjalnie wyróżniający się. zwykły normalny człek, tyle że język cięty miał. Zwał się Corm.
-Uważaj co mówisz - powiedział tajemniczo zakapturzony - bo możesz wpaść w większe kłopoty niż pchanie wozu.
- Strasznie pewny siebie jesteś - rzekł Corm - Panowie!
Mężczyźni pozostawili wóz samemu sobie i stanęli za plecami Corma, czekając na dalszy ciąg wydarzeń.
Wciąż uśmiechnięty mężczyzna odrzucił kaptur - spod śnieżnobiałych włosów, spoglądały czarne jak noc oczy.
- Uwierzcie mi, nie chcecie ze mną zaczynać - odezwał się tym razem groźnym szeptem.
- Ano nie chcemy Panoczku, ale jak masz ochotę możemy zatańczyć. - powiedział mężczyzna stojący po lewej stronie Corma.
-Ahh, to dobrze się składa, bo tam skąd pochodzę, jestem znany jako mistrz tańca! - odrzekł nieznajomy, wywijając przy tym piękny piruet.
Wszyscy spojrzeli na nieznajomego z podziwem. Wszyscy poza Corm'em.
-Ha! Swój chłop! - wykrzyczał jeden dryblas, który swojej posturze ma problem z przejściem przez niejedne drzwi. Po czym wyszedł z szeregu i niczym baletnica na paluszkach podszedł do nieznajomego. Pozostali poszli w jego ślady.
-Pięknie k%#$*... - wyszeptał Corm i wlazł pod wóz coby mu na łeb nie kapało.
- Panowie, tylko że ja nie uprawiam klasycznego tańca - zaśmiał się nieznajomy.
Po tych słowach oczom Corma ukazało się coś, o czym nigdy nie odważyłby się śnić. Na początku spod wozu dostrzegał jedynie umięśnione, nagie, a co najgorsze włochate łydki, ale gdy tylko wychylił się bardziej, ujrzał coś znacznie gorszego: wszyscy, poza nieznajomym, mieli na sobie kuse spódniczki i wirowali w tańcu, jakby zupełnie tego nieświadomi. Nieznajomy tymczasem uśmiechał się szyderczo, podczas gdy krople deszczu spływały mu po twarzy, co tak naprawdę tylko podkreślało złowrogi wyraz oczu.


I do believe in fairies! I do! I do!
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie forumowe
PostNapisane: 27 mar 2011, o 22:49  
Avatar użytkownika

Ksieni
Dołączył(a): 31 sty 2010, o 01:41
Posty: 893
Lokalizacja: Elbląg
Offline

Deszcz padał nieprzerwanie od pięciu dni. Trudno było wyobrazić sobie, że kiedyś przestanie. Wraz z promieniami słońca brakowało i dozy humoru, bo i ciężko o śmiech, gdy na głównej drodze wóz pełen beczek wina grzęźnie w błocie.
-Na wszystkich potępieńców pozbawionych światła Stwórcy! - przeklął pod nosem wysoki mężczyzna, próbujący pomóc koniom wyciągnąć balast. - Jak zaraz tego nie wyciągniemy, to spóźnimy się z dostawą do Pałacu.
Mężczyźni wszelkimi sposobami usiłowali wypchnąć wóz, jednak sytuacja była beznadziejna. Zakapturzona postać, dotychczas stojąca pod niewielkim daszkiem, wypuściła leniwie z ust dym i uśmiechnęła się pod nosem.
-Pomóc wam mości panowie?
- Nie! potrzeba nam pomocy jakiegoś przybłędy! odparł gburowato
Mężczyźni nieugięcie próbowali wyciągnąć wóz z błota, ale im bardziej się starali, tym bardziej wóz w nim grzęzł.
- Wypijcie trochę tego zacnego wina, a na pewno będzie wam lżej - z uśmiechem na ustach zaproponował tajemniczy przybysz.
Mężczyzna stojący najbliżej krzyknął:
- Nie potrzebujemy wina tylko silnej ręki, do wyciągnięcia tego wozu!
- Tego nie mogę wam zaoferować - rzekł zakapturzony - ale spróbuję co da się zrobić. Ale w zamian będę od was chciał pewną przysługę - uśmiechnął się chytrze.
- Najpierw możesz nam pomóc, a my się potem zastanowimy czy warto pomagać takiemu, co to zakapturzony łazi, jakby się ukrywał przed własną żonką, która go nakryła z inną babą! - zripostował jeden z pchających wóz. Nie był jakiś specjalnie wyróżniający się. zwykły normalny człek, tyle że język cięty miał. Zwał się Corm.
-Uważaj co mówisz - powiedział tajemniczo zakapturzony - bo możesz wpaść w większe kłopoty niż pchanie wozu.
- Strasznie pewny siebie jesteś - rzekł Corm - Panowie!
Mężczyźni pozostawili wóz samemu sobie i stanęli za plecami Corma, czekając na dalszy ciąg wydarzeń.
Wciąż uśmiechnięty mężczyzna odrzucił kaptur - spod śnieżnobiałych włosów, spoglądały czarne jak noc oczy.
- Uwierzcie mi, nie chcecie ze mną zaczynać - odezwał się tym razem groźnym szeptem.
- Ano nie chcemy Panoczku, ale jak masz ochotę możemy zatańczyć. - powiedział mężczyzna stojący po lewej stronie Corma.
-Ahh, to dobrze się składa, bo tam skąd pochodzę, jestem znany jako mistrz tańca! - odrzekł nieznajomy, wywijając przy tym piękny piruet.
Wszyscy spojrzeli na nieznajomego z podziwem. Wszyscy poza Corm'em.
-Ha! Swój chłop! - wykrzyczał jeden dryblas, który swojej posturze ma problem z przejściem przez niejedne drzwi. Po czym wyszedł z szeregu i niczym baletnica na paluszkach podszedł do nieznajomego. Pozostali poszli w jego ślady.
-Pięknie k%#$*... - wyszeptał Corm i wlazł pod wóz coby mu na łeb nie kapało.
- Panowie, tylko że ja nie uprawiam klasycznego tańca - zaśmiał się nieznajomy.
Po tych słowach oczom Corma ukazało się coś, o czym nigdy nie odważyłby się śnić. Na początku spod wozu dostrzegał jedynie umięśnione, nagie, a co najgorsze włochate łydki, ale gdy tylko wychylił się bardziej, ujrzał coś znacznie gorszego: wszyscy, poza nieznajomym, mieli na sobie kuse spódniczki i wirowali w tańcu, jakby zupełnie tego nieświadomi. Nieznajomy tymczasem uśmiechał się szyderczo, podczas gdy krople deszczu spływały mu po twarzy, co tak naprawdę tylko podkreślało złowrogi wyraz oczu.
Mężczyźni na początku rozbawieni, teraz zaczęli już wpadać w panikę.
- Panoczku! Zaprzestań. Nie zdzierżę tego więcej. - krzyczał drągal, pięknie wywijając w różowej sukience.
W tym samym momencie z za rogu wyłoniła się postać. Była nią piękna kobieta o ognistych włosach i lekko zadartym nosku. Zobaczywszy komiczną sytuację, roześmiała się w głos.


Ksieni należy tytułować

Tytuł w nagłówku:
Przewielebna Panno Ksieni, Dobrodziejko!
Tytuł w treści: Wasza Przewielebność
Cześć: Waszej Wielebność cześć wyraża
Podpis: uniżony sługa N.N.
Adres: Przewielebna Panna Ksieni Dobrodziejka Margoo


"I do not fear the truth"
- "Atlas chmur"


Dobro czy zło jako takie są równie rzadkie, jak czysta czerń czy biel w przyrodzie.

Vincent van Gogh


"- To wódka? - Słabym głosem zapytała Małgorzata. Kot poczuł się dotknięty i aż podskoczył na krześle.
- Na litość boską, królowo - zachrypał - czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus!"

Michał Bułhakow, "Mistrz i Małgorzata"
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie forumowe
PostNapisane: 27 mar 2011, o 22:53  
Avatar użytkownika

Nocny Ognik
Dołączył(a): 17 lis 2010, o 19:11
Posty: 330
Offline

Deszcz padał nieprzerwanie od pięciu dni. Trudno było wyobrazić sobie, że kiedyś przestanie. Wraz z promieniami słońca brakowało i dozy humoru, bo i ciężko o śmiech, gdy na głównej drodze wóz pełen beczek wina grzęźnie w błocie.
-Na wszystkich potępieńców pozbawionych światła Stwórcy! - przeklął pod nosem wysoki mężczyzna, próbujący pomóc koniom wyciągnąć balast. - Jak zaraz tego nie wyciągniemy, to spóźnimy się z dostawą do Pałacu.
Mężczyźni wszelkimi sposobami usiłowali wypchnąć wóz, jednak sytuacja była beznadziejna. Zakapturzona postać, dotychczas stojąca pod niewielkim daszkiem, wypuściła leniwie z ust dym i uśmiechnęła się pod nosem.
-Pomóc wam mości panowie?
- Nie! potrzeba nam pomocy jakiegoś przybłędy! odparł gburowato
Mężczyźni nieugięcie próbowali wyciągnąć wóz z błota, ale im bardziej się starali, tym bardziej wóz w nim grzęzł.
- Wypijcie trochę tego zacnego wina, a na pewno będzie wam lżej - z uśmiechem na ustach zaproponował tajemniczy przybysz.
Mężczyzna stojący najbliżej krzyknął:
- Nie potrzebujemy wina tylko silnej ręki, do wyciągnięcia tego wozu!
- Tego nie mogę wam zaoferować - rzekł zakapturzony - ale spróbuję co da się zrobić. Ale w zamian będę od was chciał pewną przysługę - uśmiechnął się chytrze.
- Najpierw możesz nam pomóc, a my się potem zastanowimy czy warto pomagać takiemu, co to zakapturzony łazi, jakby się ukrywał przed własną żonką, która go nakryła z inną babą! - zripostował jeden z pchających wóz. Nie był jakiś specjalnie wyróżniający się. zwykły normalny człek, tyle że język cięty miał. Zwał się Corm.
-Uważaj co mówisz - powiedział tajemniczo zakapturzony - bo możesz wpaść w większe kłopoty niż pchanie wozu.
- Strasznie pewny siebie jesteś - rzekł Corm - Panowie!
Mężczyźni pozostawili wóz samemu sobie i stanęli za plecami Corma, czekając na dalszy ciąg wydarzeń.
Wciąż uśmiechnięty mężczyzna odrzucił kaptur - spod śnieżnobiałych włosów, spoglądały czarne jak noc oczy.
- Uwierzcie mi, nie chcecie ze mną zaczynać - odezwał się tym razem groźnym szeptem.
- Ano nie chcemy Panoczku, ale jak masz ochotę możemy zatańczyć. - powiedział mężczyzna stojący po lewej stronie Corma.
-Ahh, to dobrze się składa, bo tam skąd pochodzę, jestem znany jako mistrz tańca! - odrzekł nieznajomy, wywijając przy tym piękny piruet.
Wszyscy spojrzeli na nieznajomego z podziwem. Wszyscy poza Corm'em.
-Ha! Swój chłop! - wykrzyczał jeden dryblas, który swojej posturze ma problem z przejściem przez niejedne drzwi. Po czym wyszedł z szeregu i niczym baletnica na paluszkach podszedł do nieznajomego. Pozostali poszli w jego ślady.
-Pięknie k%#$*... - wyszeptał Corm i wlazł pod wóz coby mu na łeb nie kapało.
- Panowie, tylko że ja nie uprawiam klasycznego tańca - zaśmiał się nieznajomy.
Po tych słowach oczom Corma ukazało się coś, o czym nigdy nie odważyłby się śnić. Na początku spod wozu dostrzegał jedynie umięśnione, nagie, a co najgorsze włochate łydki, ale gdy tylko wychylił się bardziej, ujrzał coś znacznie gorszego: wszyscy, poza nieznajomym, mieli na sobie kuse spódniczki i wirowali w tańcu, jakby zupełnie tego nieświadomi. Nieznajomy tymczasem uśmiechał się szyderczo, podczas gdy krople deszczu spływały mu po twarzy, co tak naprawdę tylko podkreślało złowrogi wyraz oczu.
Mężczyźni na początku rozbawieni, teraz zaczęli już wpadać w panikę.
- Panoczku! Zaprzestań. Nie zdzierżę tego więcej. - krzyczał drągal, pięknie wywijając w różowej sukience.
W tym samym momencie z za rogu wyłoniła się postać. Była nią piękna kobieta o ognistych włosach i lekko zadartym nosku. Zobaczywszy komiczną sytuację, roześmiała się w głos.

Po czym uciekła, gubiąc pantofelek.Chlopi nie zainteresowani dalej tańczyli break dance'a.


Niechaj stępi się ostry brzeg trzeźwości, niech zmętnieje przejrzystość widzenia, niech zachwieje się równowaga
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie forumowe
PostNapisane: 27 mar 2011, o 23:00  
Avatar użytkownika

Czarodziej Wojny
Dołączył(a): 26 maja 2010, o 16:09
Posty: 674
Lokalizacja: Gorzów
Offline

Deszcz padał nieprzerwanie od pięciu dni. Trudno było wyobrazić sobie, że kiedyś przestanie. Wraz z promieniami słońca brakowało i dozy humoru, bo i ciężko o śmiech, gdy na głównej drodze wóz pełen beczek wina grzęźnie w błocie.
-Na wszystkich potępieńców pozbawionych światła Stwórcy! - przeklął pod nosem wysoki mężczyzna, próbujący pomóc koniom wyciągnąć balast. - Jak zaraz tego nie wyciągniemy, to spóźnimy się z dostawą do Pałacu.
Mężczyźni wszelkimi sposobami usiłowali wypchnąć wóz, jednak sytuacja była beznadziejna. Zakapturzona postać, dotychczas stojąca pod niewielkim daszkiem, wypuściła leniwie z ust dym i uśmiechnęła się pod nosem.
-Pomóc wam mości panowie?
- Nie! potrzeba nam pomocy jakiegoś przybłędy! odparł gburowato
Mężczyźni nieugięcie próbowali wyciągnąć wóz z błota, ale im bardziej się starali, tym bardziej wóz w nim grzęzł.
- Wypijcie trochę tego zacnego wina, a na pewno będzie wam lżej - z uśmiechem na ustach zaproponował tajemniczy przybysz.
Mężczyzna stojący najbliżej krzyknął:
- Nie potrzebujemy wina tylko silnej ręki, do wyciągnięcia tego wozu!
- Tego nie mogę wam zaoferować - rzekł zakapturzony - ale spróbuję co da się zrobić. Ale w zamian będę od was chciał pewną przysługę - uśmiechnął się chytrze.
- Najpierw możesz nam pomóc, a my się potem zastanowimy czy warto pomagać takiemu, co to zakapturzony łazi, jakby się ukrywał przed własną żonką, która go nakryła z inną babą! - zripostował jeden z pchających wóz. Nie był jakiś specjalnie wyróżniający się. zwykły normalny człek, tyle że język cięty miał. Zwał się Corm.
-Uważaj co mówisz - powiedział tajemniczo zakapturzony - bo możesz wpaść w większe kłopoty niż pchanie wozu.
- Strasznie pewny siebie jesteś - rzekł Corm - Panowie!
Mężczyźni pozostawili wóz samemu sobie i stanęli za plecami Corma, czekając na dalszy ciąg wydarzeń.
Wciąż uśmiechnięty mężczyzna odrzucił kaptur - spod śnieżnobiałych włosów, spoglądały czarne jak noc oczy.
- Uwierzcie mi, nie chcecie ze mną zaczynać - odezwał się tym razem groźnym szeptem.
- Ano nie chcemy Panoczku, ale jak masz ochotę możemy zatańczyć. - powiedział mężczyzna stojący po lewej stronie Corma.
-Ahh, to dobrze się składa, bo tam skąd pochodzę, jestem znany jako mistrz tańca! - odrzekł nieznajomy, wywijając przy tym piękny piruet.
Wszyscy spojrzeli na nieznajomego z podziwem. Wszyscy poza Corm'em.
-Ha! Swój chłop! - wykrzyczał jeden dryblas, który swojej posturze ma problem z przejściem przez niejedne drzwi. Po czym wyszedł z szeregu i niczym baletnica na paluszkach podszedł do nieznajomego. Pozostali poszli w jego ślady.
-Pięknie k%#$*... - wyszeptał Corm i wlazł pod wóz coby mu na łeb nie kapało.
- Panowie, tylko że ja nie uprawiam klasycznego tańca - zaśmiał się nieznajomy.
Po tych słowach oczom Corma ukazało się coś, o czym nigdy nie odważyłby się śnić. Na początku spod wozu dostrzegał jedynie umięśnione, nagie, a co najgorsze włochate łydki, ale gdy tylko wychylił się bardziej, ujrzał coś znacznie gorszego: wszyscy, poza nieznajomym, mieli na sobie kuse spódniczki i wirowali w tańcu, jakby zupełnie tego nieświadomi. Nieznajomy tymczasem uśmiechał się szyderczo, podczas gdy krople deszczu spływały mu po twarzy, co tak naprawdę tylko podkreślało złowrogi wyraz oczu.
Mężczyźni na początku rozbawieni, teraz zaczęli już wpadać w panikę.
- Panoczku! Zaprzestań. Nie zdzierżę tego więcej. - krzyczał drągal, pięknie wywijając w różowej sukience.
W tym samym momencie z za rogu wyłoniła się postać. Była nią piękna kobieta o ognistych włosach i lekko zadartym nosku. Zobaczywszy komiczną sytuację, roześmiała się w głos.

Po czym uciekła, gubiąc pantofelek. Chlopi nie zainteresowani dalej tańczyli break dance'a.
- Ludzie! - krzyknął jeden, wywijając hołubce - to jest jakiś pieruński czarodziej! Na wszystkich nas rzucił urok, psia mać!


Sprzeczności nie istnieją. Kiedykolwiek myślisz, że masz do czynienia ze sprzecznością, sprawdź przesłanki. Odkryjesz, że jedna z nich jest fałszywa.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie forumowe
PostNapisane: 27 mar 2011, o 23:03  
Avatar użytkownika

Starszy
Dołączył(a): 2 mar 2010, o 23:19
Posty: 204
Lokalizacja: Soton
Offline

Deszcz padał nieprzerwanie od pięciu dni. Trudno było wyobrazić sobie, że kiedyś przestanie. Wraz z promieniami słońca brakowało i dozy humoru, bo i ciężko o śmiech, gdy na głównej drodze wóz pełen beczek wina grzęźnie w błocie.
-Na wszystkich potępieńców pozbawionych światła Stwórcy! - przeklął pod nosem wysoki mężczyzna, próbujący pomóc koniom wyciągnąć balast. - Jak zaraz tego nie wyciągniemy, to spóźnimy się z dostawą do Pałacu.
Mężczyźni wszelkimi sposobami usiłowali wypchnąć wóz, jednak sytuacja była beznadziejna. Zakapturzona postać, dotychczas stojąca pod niewielkim daszkiem, wypuściła leniwie z ust dym i uśmiechnęła się pod nosem.
-Pomóc wam mości panowie?
- Nie! potrzeba nam pomocy jakiegoś przybłędy! odparł gburowato
Mężczyźni nieugięcie próbowali wyciągnąć wóz z błota, ale im bardziej się starali, tym bardziej wóz w nim grzęzł.
- Wypijcie trochę tego zacnego wina, a na pewno będzie wam lżej - z uśmiechem na ustach zaproponował tajemniczy przybysz.
Mężczyzna stojący najbliżej krzyknął:
- Nie potrzebujemy wina tylko silnej ręki, do wyciągnięcia tego wozu!
- Tego nie mogę wam zaoferować - rzekł zakapturzony - ale spróbuję co da się zrobić. Ale w zamian będę od was chciał pewną przysługę - uśmiechnął się chytrze.
- Najpierw możesz nam pomóc, a my się potem zastanowimy czy warto pomagać takiemu, co to zakapturzony łazi, jakby się ukrywał przed własną żonką, która go nakryła z inną babą! - zripostował jeden z pchających wóz. Nie był jakiś specjalnie wyróżniający się. zwykły normalny człek, tyle że język cięty miał. Zwał się Corm.
-Uważaj co mówisz - powiedział tajemniczo zakapturzony - bo możesz wpaść w większe kłopoty niż pchanie wozu.
- Strasznie pewny siebie jesteś - rzekł Corm - Panowie!
Mężczyźni pozostawili wóz samemu sobie i stanęli za plecami Corma, czekając na dalszy ciąg wydarzeń.
Wciąż uśmiechnięty mężczyzna odrzucił kaptur - spod śnieżnobiałych włosów, spoglądały czarne jak noc oczy.
- Uwierzcie mi, nie chcecie ze mną zaczynać - odezwał się tym razem groźnym szeptem.
- Ano nie chcemy Panoczku, ale jak masz ochotę możemy zatańczyć. - powiedział mężczyzna stojący po lewej stronie Corma.
-Ahh, to dobrze się składa, bo tam skąd pochodzę, jestem znany jako mistrz tańca! - odrzekł nieznajomy, wywijając przy tym piękny piruet.
Wszyscy spojrzeli na nieznajomego z podziwem. Wszyscy poza Corm'em.
-Ha! Swój chłop! - wykrzyczał jeden dryblas, który swojej posturze ma problem z przejściem przez niejedne drzwi. Po czym wyszedł z szeregu i niczym baletnica na paluszkach podszedł do nieznajomego. Pozostali poszli w jego ślady.
-Pięknie k%#$*... - wyszeptał Corm i wlazł pod wóz coby mu na łeb nie kapało.
- Panowie, tylko że ja nie uprawiam klasycznego tańca - zaśmiał się nieznajomy.
Po tych słowach oczom Corma ukazało się coś, o czym nigdy nie odważyłby się śnić. Na początku spod wozu dostrzegał jedynie umięśnione, nagie, a co najgorsze włochate łydki, ale gdy tylko wychylił się bardziej, ujrzał coś znacznie gorszego: wszyscy, poza nieznajomym, mieli na sobie kuse spódniczki i wirowali w tańcu, jakby zupełnie tego nieświadomi. Nieznajomy tymczasem uśmiechał się szyderczo, podczas gdy krople deszczu spływały mu po twarzy, co tak naprawdę tylko podkreślało złowrogi wyraz oczu.
Mężczyźni na początku rozbawieni, teraz zaczęli już wpadać w panikę.
- Panoczku! Zaprzestań. Nie zdzierżę tego więcej. - krzyczał drągal, pięknie wywijając w różowej sukience.
W tym samym momencie z za rogu wyłoniła się postać. Była nią piękna kobieta o ognistych włosach i lekko zadartym nosku. Zobaczywszy komiczną sytuację, roześmiała się w głos.
Po czym uciekła, gubiąc pantofelek.Chlopi nie zainteresowani dalej tańczyli break dance'a.
- Ludzie! - krzyknął jeden, wywijając hołubce - to jest jakiś pieruński czarodziej! Na wszystkich nas rzucił urok, psia mać!
Nieznajomy w mgnieniu oka znalazł się przed Cormem. W życiu by nie pomyślał, że można poruszać się z taką szybkością. Jego ruchy były wręcz nieludzkie. Zakapturzony mężczyzna zastygł z wyciągniętą,w geście zaproszenia do tańca, ręką. Corm nie wiedział czy to coś w oczach tamtego, a może kolejna sztuczka, ale nie był w stanie odmówić.


All men must die
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie forumowe
PostNapisane: 28 mar 2011, o 19:18  
Avatar użytkownika

Strażnik granicy
Dołączył(a): 17 cze 2010, o 18:09
Posty: 79
Lokalizacja: Gdańsk
Offline

Deszcz padał nieprzerwanie od pięciu dni. Trudno było wyobrazić sobie, że kiedyś przestanie. Wraz z promieniami słońca brakowało i dozy humoru, bo i ciężko o śmiech, gdy na głównej drodze wóz pełen beczek wina grzęźnie w błocie.
-Na wszystkich potępieńców pozbawionych światła Stwórcy! - przeklął pod nosem wysoki mężczyzna, próbujący pomóc koniom wyciągnąć balast. - Jak zaraz tego nie wyciągniemy, to spóźnimy się z dostawą do Pałacu.
Mężczyźni wszelkimi sposobami usiłowali wypchnąć wóz, jednak sytuacja była beznadziejna. Zakapturzona postać, dotychczas stojąca pod niewielkim daszkiem, wypuściła leniwie z ust dym i uśmiechnęła się pod nosem.
-Pomóc wam mości panowie?
- Nie! potrzeba nam pomocy jakiegoś przybłędy! odparł gburowato
Mężczyźni nieugięcie próbowali wyciągnąć wóz z błota, ale im bardziej się starali, tym bardziej wóz w nim grzęzł.
- Wypijcie trochę tego zacnego wina, a na pewno będzie wam lżej - z uśmiechem na ustach zaproponował tajemniczy przybysz.
Mężczyzna stojący najbliżej krzyknął:
- Nie potrzebujemy wina tylko silnej ręki, do wyciągnięcia tego wozu!
- Tego nie mogę wam zaoferować - rzekł zakapturzony - ale spróbuję co da się zrobić. Ale w zamian będę od was chciał pewną przysługę - uśmiechnął się chytrze.
- Najpierw możesz nam pomóc, a my się potem zastanowimy czy warto pomagać takiemu, co to zakapturzony łazi, jakby się ukrywał przed własną żonką, która go nakryła z inną babą! - zripostował jeden z pchających wóz. Nie był jakiś specjalnie wyróżniający się. zwykły normalny człek, tyle że język cięty miał. Zwał się Corm.
-Uważaj co mówisz - powiedział tajemniczo zakapturzony - bo możesz wpaść w większe kłopoty niż pchanie wozu.
- Strasznie pewny siebie jesteś - rzekł Corm - Panowie!
Mężczyźni pozostawili wóz samemu sobie i stanęli za plecami Corma, czekając na dalszy ciąg wydarzeń.
Wciąż uśmiechnięty mężczyzna odrzucił kaptur - spod śnieżnobiałych włosów, spoglądały czarne jak noc oczy.
- Uwierzcie mi, nie chcecie ze mną zaczynać - odezwał się tym razem groźnym szeptem.
- Ano nie chcemy Panoczku, ale jak masz ochotę możemy zatańczyć. - powiedział mężczyzna stojący po lewej stronie Corma.
-Ahh, to dobrze się składa, bo tam skąd pochodzę, jestem znany jako mistrz tańca! - odrzekł nieznajomy, wywijając przy tym piękny piruet.
Wszyscy spojrzeli na nieznajomego z podziwem. Wszyscy poza Corm'em.
-Ha! Swój chłop! - wykrzyczał jeden dryblas, który swojej posturze ma problem z przejściem przez niejedne drzwi. Po czym wyszedł z szeregu i niczym baletnica na paluszkach podszedł do nieznajomego. Pozostali poszli w jego ślady.
-Pięknie k%#$*... - wyszeptał Corm i wlazł pod wóz coby mu na łeb nie kapało.
- Panowie, tylko że ja nie uprawiam klasycznego tańca - zaśmiał się nieznajomy.
Po tych słowach oczom Corma ukazało się coś, o czym nigdy nie odważyłby się śnić. Na początku spod wozu dostrzegał jedynie umięśnione, nagie, a co najgorsze włochate łydki, ale gdy tylko wychylił się bardziej, ujrzał coś znacznie gorszego: wszyscy, poza nieznajomym, mieli na sobie kuse spódniczki i wirowali w tańcu, jakby zupełnie tego nieświadomi. Nieznajomy tymczasem uśmiechał się szyderczo, podczas gdy krople deszczu spływały mu po twarzy, co tak naprawdę tylko podkreślało złowrogi wyraz oczu.
Mężczyźni na początku rozbawieni, teraz zaczęli już wpadać w panikę.
- Panoczku! Zaprzestań. Nie zdzierżę tego więcej. - krzyczał drągal, pięknie wywijając w różowej sukience.
W tym samym momencie z za rogu wyłoniła się postać. Była nią piękna kobieta o ognistych włosach i lekko zadartym nosku. Zobaczywszy komiczną sytuację, roześmiała się w głos.
Po czym uciekła, gubiąc pantofelek.Chlopi nie zainteresowani dalej tańczyli break dance'a.
- Ludzie! - krzyknął jeden, wywijając hołubce - to jest jakiś pieruński czarodziej! Na wszystkich nas rzucił urok, psia mać!
Nieznajomy w mgnieniu oka znalazł się przed Cormem. W życiu by nie pomyślał, że można poruszać się z taką szybkością. Jego ruchy były wręcz nieludzkie. Zakapturzony mężczyzna zastygł z wyciągniętą,w geście zaproszenia do tańca, ręką. Corm nie wiedział czy to coś w oczach tamtego, a może kolejna sztuczka, ale nie był w stanie odmówić.
Po złapaniu ręki jego poczuł emanującą z niej moc. Jednak nie zaczął tańczyć i nieznajomy zmarszczył brwi.


Wszystko, co istnieje ma dwie strony. Nawet cieniutka kartka papieru.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie forumowe
PostNapisane: 28 mar 2011, o 20:11  
Avatar użytkownika

Nocny Ognik
Dołączył(a): 17 lis 2010, o 19:11
Posty: 330
Offline

Deszcz padał nieprzerwanie od pięciu dni. Trudno było wyobrazić sobie, że kiedyś przestanie. Wraz z promieniami słońca brakowało i dozy humoru, bo i ciężko o śmiech, gdy na głównej drodze wóz pełen beczek wina grzęźnie w błocie.
-Na wszystkich potępieńców pozbawionych światła Stwórcy! - przeklął pod nosem wysoki mężczyzna, próbujący pomóc koniom wyciągnąć balast. - Jak zaraz tego nie wyciągniemy, to spóźnimy się z dostawą do Pałacu.
Mężczyźni wszelkimi sposobami usiłowali wypchnąć wóz, jednak sytuacja była beznadziejna. Zakapturzona postać, dotychczas stojąca pod niewielkim daszkiem, wypuściła leniwie z ust dym i uśmiechnęła się pod nosem.
-Pomóc wam mości panowie?
- Nie! potrzeba nam pomocy jakiegoś przybłędy! odparł gburowato
Mężczyźni nieugięcie próbowali wyciągnąć wóz z błota, ale im bardziej się starali, tym bardziej wóz w nim grzęzł.
- Wypijcie trochę tego zacnego wina, a na pewno będzie wam lżej - z uśmiechem na ustach zaproponował tajemniczy przybysz.
Mężczyzna stojący najbliżej krzyknął:
- Nie potrzebujemy wina tylko silnej ręki, do wyciągnięcia tego wozu!
- Tego nie mogę wam zaoferować - rzekł zakapturzony - ale spróbuję co da się zrobić. Ale w zamian będę od was chciał pewną przysługę - uśmiechnął się chytrze.
- Najpierw możesz nam pomóc, a my się potem zastanowimy czy warto pomagać takiemu, co to zakapturzony łazi, jakby się ukrywał przed własną żonką, która go nakryła z inną babą! - zripostował jeden z pchających wóz. Nie był jakiś specjalnie wyróżniający się. zwykły normalny człek, tyle że język cięty miał. Zwał się Corm.
-Uważaj co mówisz - powiedział tajemniczo zakapturzony - bo możesz wpaść w większe kłopoty niż pchanie wozu.
- Strasznie pewny siebie jesteś - rzekł Corm - Panowie!
Mężczyźni pozostawili wóz samemu sobie i stanęli za plecami Corma, czekając na dalszy ciąg wydarzeń.
Wciąż uśmiechnięty mężczyzna odrzucił kaptur - spod śnieżnobiałych włosów, spoglądały czarne jak noc oczy.
- Uwierzcie mi, nie chcecie ze mną zaczynać - odezwał się tym razem groźnym szeptem.
- Ano nie chcemy Panoczku, ale jak masz ochotę możemy zatańczyć. - powiedział mężczyzna stojący po lewej stronie Corma.
-Ahh, to dobrze się składa, bo tam skąd pochodzę, jestem znany jako mistrz tańca! - odrzekł nieznajomy, wywijając przy tym piękny piruet.
Wszyscy spojrzeli na nieznajomego z podziwem. Wszyscy poza Corm'em.
-Ha! Swój chłop! - wykrzyczał jeden dryblas, który swojej posturze ma problem z przejściem przez niejedne drzwi. Po czym wyszedł z szeregu i niczym baletnica na paluszkach podszedł do nieznajomego. Pozostali poszli w jego ślady.
-Pięknie k%#$*... - wyszeptał Corm i wlazł pod wóz coby mu na łeb nie kapało.
- Panowie, tylko że ja nie uprawiam klasycznego tańca - zaśmiał się nieznajomy.
Po tych słowach oczom Corma ukazało się coś, o czym nigdy nie odważyłby się śnić. Na początku spod wozu dostrzegał jedynie umięśnione, nagie, a co najgorsze włochate łydki, ale gdy tylko wychylił się bardziej, ujrzał coś znacznie gorszego: wszyscy, poza nieznajomym, mieli na sobie kuse spódniczki i wirowali w tańcu, jakby zupełnie tego nieświadomi. Nieznajomy tymczasem uśmiechał się szyderczo, podczas gdy krople deszczu spływały mu po twarzy, co tak naprawdę tylko podkreślało złowrogi wyraz oczu.
Mężczyźni na początku rozbawieni, teraz zaczęli już wpadać w panikę.
- Panoczku! Zaprzestań. Nie zdzierżę tego więcej. - krzyczał drągal, pięknie wywijając w różowej sukience.
W tym samym momencie z za rogu wyłoniła się postać. Była nią piękna kobieta o ognistych włosach i lekko zadartym nosku. Zobaczywszy komiczną sytuację, roześmiała się w głos.
Po czym uciekła, gubiąc pantofelek.Chlopi nie zainteresowani dalej tańczyli break dance'a.
- Ludzie! - krzyknął jeden, wywijając hołubce - to jest jakiś pieruński czarodziej! Na wszystkich nas rzucił urok, psia mać!
Nieznajomy w mgnieniu oka znalazł się przed Cormem. W życiu by nie pomyślał, że można poruszać się z taką szybkością. Jego ruchy były wręcz nieludzkie. Zakapturzony mężczyzna zastygł z wyciągniętą,w geście zaproszenia do tańca, ręką. Corm nie wiedział czy to coś w oczach tamtego, a może kolejna sztuczka, ale nie był w stanie odmówić.
Po złapaniu ręki jego poczuł emanującą z niej moc. Jednak nie zaczął tańczyć i nieznajomy zmarszczył brwi.
Okazało się że usiadł i nie może wstać bo mu du*a w błocie ugrzęzła.


Niechaj stępi się ostry brzeg trzeźwości, niech zmętnieje przejrzystość widzenia, niech zachwieje się równowaga
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie forumowe
PostNapisane: 30 mar 2011, o 18:12  
Avatar użytkownika

Strażnik granicy
Dołączył(a): 17 cze 2010, o 18:09
Posty: 79
Lokalizacja: Gdańsk
Offline

Deszcz padał nieprzerwanie od pięciu dni. Trudno było wyobrazić sobie, że kiedyś przestanie. Wraz z promieniami słońca brakowało i dozy humoru, bo i ciężko o śmiech, gdy na głównej drodze wóz pełen beczek wina grzęźnie w błocie.
-Na wszystkich potępieńców pozbawionych światła Stwórcy! - przeklął pod nosem wysoki mężczyzna, próbujący pomóc koniom wyciągnąć balast. - Jak zaraz tego nie wyciągniemy, to spóźnimy się z dostawą do Pałacu.
Mężczyźni wszelkimi sposobami usiłowali wypchnąć wóz, jednak sytuacja była beznadziejna. Zakapturzona postać, dotychczas stojąca pod niewielkim daszkiem, wypuściła leniwie z ust dym i uśmiechnęła się pod nosem.
-Pomóc wam mości panowie?
- Nie! potrzeba nam pomocy jakiegoś przybłędy! odparł gburowato
Mężczyźni nieugięcie próbowali wyciągnąć wóz z błota, ale im bardziej się starali, tym bardziej wóz w nim grzęzł.
- Wypijcie trochę tego zacnego wina, a na pewno będzie wam lżej - z uśmiechem na ustach zaproponował tajemniczy przybysz.
Mężczyzna stojący najbliżej krzyknął:
- Nie potrzebujemy wina tylko silnej ręki, do wyciągnięcia tego wozu!
- Tego nie mogę wam zaoferować - rzekł zakapturzony - ale spróbuję co da się zrobić. Ale w zamian będę od was chciał pewną przysługę - uśmiechnął się chytrze.
- Najpierw możesz nam pomóc, a my się potem zastanowimy czy warto pomagać takiemu, co to zakapturzony łazi, jakby się ukrywał przed własną żonką, która go nakryła z inną babą! - zripostował jeden z pchających wóz. Nie był jakiś specjalnie wyróżniający się. zwykły normalny człek, tyle że język cięty miał. Zwał się Corm.
-Uważaj co mówisz - powiedział tajemniczo zakapturzony - bo możesz wpaść w większe kłopoty niż pchanie wozu.
- Strasznie pewny siebie jesteś - rzekł Corm - Panowie!
Mężczyźni pozostawili wóz samemu sobie i stanęli za plecami Corma, czekając na dalszy ciąg wydarzeń.
Wciąż uśmiechnięty mężczyzna odrzucił kaptur - spod śnieżnobiałych włosów, spoglądały czarne jak noc oczy.
- Uwierzcie mi, nie chcecie ze mną zaczynać - odezwał się tym razem groźnym szeptem.
- Ano nie chcemy Panoczku, ale jak masz ochotę możemy zatańczyć. - powiedział mężczyzna stojący po lewej stronie Corma.
-Ahh, to dobrze się składa, bo tam skąd pochodzę, jestem znany jako mistrz tańca! - odrzekł nieznajomy, wywijając przy tym piękny piruet.
Wszyscy spojrzeli na nieznajomego z podziwem. Wszyscy poza Corm'em.
-Ha! Swój chłop! - wykrzyczał jeden dryblas, który swojej posturze ma problem z przejściem przez niejedne drzwi. Po czym wyszedł z szeregu i niczym baletnica na paluszkach podszedł do nieznajomego. Pozostali poszli w jego ślady.
-Pięknie k%#$*... - wyszeptał Corm i wlazł pod wóz coby mu na łeb nie kapało.
- Panowie, tylko że ja nie uprawiam klasycznego tańca - zaśmiał się nieznajomy.
Po tych słowach oczom Corma ukazało się coś, o czym nigdy nie odważyłby się śnić. Na początku spod wozu dostrzegał jedynie umięśnione, nagie, a co najgorsze włochate łydki, ale gdy tylko wychylił się bardziej, ujrzał coś znacznie gorszego: wszyscy, poza nieznajomym, mieli na sobie kuse spódniczki i wirowali w tańcu, jakby zupełnie tego nieświadomi. Nieznajomy tymczasem uśmiechał się szyderczo, podczas gdy krople deszczu spływały mu po twarzy, co tak naprawdę tylko podkreślało złowrogi wyraz oczu.
Mężczyźni na początku rozbawieni, teraz zaczęli już wpadać w panikę.
- Panoczku! Zaprzestań. Nie zdzierżę tego więcej. - krzyczał drągal, pięknie wywijając w różowej sukience.
W tym samym momencie z za rogu wyłoniła się postać. Była nią piękna kobieta o ognistych włosach i lekko zadartym nosku. Zobaczywszy komiczną sytuację, roześmiała się w głos.
Po czym uciekła, gubiąc pantofelek.Chlopi nie zainteresowani dalej tańczyli break dance'a.
- Ludzie! - krzyknął jeden, wywijając hołubce - to jest jakiś pieruński czarodziej! Na wszystkich nas rzucił urok, psia mać!
Nieznajomy w mgnieniu oka znalazł się przed Cormem. W życiu by nie pomyślał, że można poruszać się z taką szybkością. Jego ruchy były wręcz nieludzkie. Zakapturzony mężczyzna zastygł z wyciągniętą,w geście zaproszenia do tańca, ręką. Corm nie wiedział czy to coś w oczach tamtego, a może kolejna sztuczka, ale nie był w stanie odmówić.
Po złapaniu ręki jego poczuł emanującą z niej moc. Jednak nie zaczął tańczyć i nieznajomy zmarszczył brwi.
Okazało się że usiadł i nie może wstać bo mu du*a w błocie ugrzęzła.
- Cholera! - wrzasnął Corm - jeszcze tego brakowało.
Chociaż nieznajomy ciągnął z całych sił nie mógł go wydostać.
- Czuję się jak w jakiejś komedii... - mruknął


Wszystko, co istnieje ma dwie strony. Nawet cieniutka kartka papieru.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie forumowe
PostNapisane: 19 kwi 2011, o 22:08  
Avatar użytkownika

Czarodziej Wojny
Dołączył(a): 26 maja 2010, o 16:09
Posty: 674
Lokalizacja: Gorzów
Offline

Zdaje się, że wszyscy zapomnieli o naszym opowiadaniu. Czy ktoś ma jakiś pomysł na ciąg dalszy?


Sprzeczności nie istnieją. Kiedykolwiek myślisz, że masz do czynienia ze sprzecznością, sprawdź przesłanki. Odkryjesz, że jedna z nich jest fałszywa.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie forumowe
PostNapisane: 20 kwi 2011, o 13:33  
Avatar użytkownika

Starszy
Dołączył(a): 17 wrz 2010, o 15:06
Posty: 216
Lokalizacja: Hrubieszów
Offline

Deszcz padał nieprzerwanie od pięciu dni. Trudno było wyobrazić sobie, że kiedyś przestanie. Wraz z promieniami słońca brakowało i dozy humoru, bo i ciężko o śmiech, gdy na głównej drodze wóz pełen beczek wina grzęźnie w błocie.
-Na wszystkich potępieńców pozbawionych światła Stwórcy! - przeklął pod nosem wysoki mężczyzna, próbujący pomóc koniom wyciągnąć balast. - Jak zaraz tego nie wyciągniemy, to spóźnimy się z dostawą do Pałacu.
Mężczyźni wszelkimi sposobami usiłowali wypchnąć wóz, jednak sytuacja była beznadziejna. Zakapturzona postać, dotychczas stojąca pod niewielkim daszkiem, wypuściła leniwie z ust dym i uśmiechnęła się pod nosem.
-Pomóc wam mości panowie?
- Nie! potrzeba nam pomocy jakiegoś przybłędy! odparł gburowato
Mężczyźni nieugięcie próbowali wyciągnąć wóz z błota, ale im bardziej się starali, tym bardziej wóz w nim grzęzł.
- Wypijcie trochę tego zacnego wina, a na pewno będzie wam lżej - z uśmiechem na ustach zaproponował tajemniczy przybysz.
Mężczyzna stojący najbliżej krzyknął:
- Nie potrzebujemy wina tylko silnej ręki, do wyciągnięcia tego wozu!
- Tego nie mogę wam zaoferować - rzekł zakapturzony - ale spróbuję co da się zrobić. Ale w zamian będę od was chciał pewną przysługę - uśmiechnął się chytrze.
- Najpierw możesz nam pomóc, a my się potem zastanowimy czy warto pomagać takiemu, co to zakapturzony łazi, jakby się ukrywał przed własną żonką, która go nakryła z inną babą! - zripostował jeden z pchających wóz. Nie był jakiś specjalnie wyróżniający się. zwykły normalny człek, tyle że język cięty miał. Zwał się Corm.
-Uważaj co mówisz - powiedział tajemniczo zakapturzony - bo możesz wpaść w większe kłopoty niż pchanie wozu.
- Strasznie pewny siebie jesteś - rzekł Corm - Panowie!
Mężczyźni pozostawili wóz samemu sobie i stanęli za plecami Corma, czekając na dalszy ciąg wydarzeń.
Wciąż uśmiechnięty mężczyzna odrzucił kaptur - spod śnieżnobiałych włosów, spoglądały czarne jak noc oczy.
- Uwierzcie mi, nie chcecie ze mną zaczynać - odezwał się tym razem groźnym szeptem.
- Ano nie chcemy Panoczku, ale jak masz ochotę możemy zatańczyć. - powiedział mężczyzna stojący po lewej stronie Corma.
-Ahh, to dobrze się składa, bo tam skąd pochodzę, jestem znany jako mistrz tańca! - odrzekł nieznajomy, wywijając przy tym piękny piruet.
Wszyscy spojrzeli na nieznajomego z podziwem. Wszyscy poza Corm'em.
-Ha! Swój chłop! - wykrzyczał jeden dryblas, który swojej posturze ma problem z przejściem przez niejedne drzwi. Po czym wyszedł z szeregu i niczym baletnica na paluszkach podszedł do nieznajomego. Pozostali poszli w jego ślady.
-Pięknie k%#$*... - wyszeptał Corm i wlazł pod wóz coby mu na łeb nie kapało.
- Panowie, tylko że ja nie uprawiam klasycznego tańca - zaśmiał się nieznajomy.
Po tych słowach oczom Corma ukazało się coś, o czym nigdy nie odważyłby się śnić. Na początku spod wozu dostrzegał jedynie umięśnione, nagie, a co najgorsze włochate łydki, ale gdy tylko wychylił się bardziej, ujrzał coś znacznie gorszego: wszyscy, poza nieznajomym, mieli na sobie kuse spódniczki i wirowali w tańcu, jakby zupełnie tego nieświadomi. Nieznajomy tymczasem uśmiechał się szyderczo, podczas gdy krople deszczu spływały mu po twarzy, co tak naprawdę tylko podkreślało złowrogi wyraz oczu.
Mężczyźni na początku rozbawieni, teraz zaczęli już wpadać w panikę.
- Panoczku! Zaprzestań. Nie zdzierżę tego więcej. - krzyczał drągal, pięknie wywijając w różowej sukience.
W tym samym momencie z za rogu wyłoniła się postać. Była nią piękna kobieta o ognistych włosach i lekko zadartym nosku. Zobaczywszy komiczną sytuację, roześmiała się w głos.
Po czym uciekła, gubiąc pantofelek.Chlopi nie zainteresowani dalej tańczyli break dance'a.
- Ludzie! - krzyknął jeden, wywijając hołubce - to jest jakiś pieruński czarodziej! Na wszystkich nas rzucił urok, psia mać!
Nieznajomy w mgnieniu oka znalazł się przed Cormem. W życiu by nie pomyślał, że można poruszać się z taką szybkością. Jego ruchy były wręcz nieludzkie. Zakapturzony mężczyzna zastygł z wyciągniętą,w geście zaproszenia do tańca, ręką. Corm nie wiedział czy to coś w oczach tamtego, a może kolejna sztuczka, ale nie był w stanie odmówić.
Po złapaniu ręki jego poczuł emanującą z niej moc. Jednak nie zaczął tańczyć i nieznajomy zmarszczył brwi.
Okazało się że usiadł i nie może wstać bo mu du*a w błocie ugrzęzła.
- Cholera! - wrzasnął Corm - jeszcze tego brakowało.
Chociaż nieznajomy ciągnął z całych sił nie mógł go wydostać.
- Czuję się jak w jakiejś komedii... - mruknął
Mężczyzna ciągną , zapierał się lecz Corm ani drgną. Po chwili nieznajomy zaczą mruczeć coś pod nosem a Corm zaczą lewitować.
- Na Stwórcę co się dzieje!? - Wrzasną Corm - Aaaa Cholera!
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie forumowe
PostNapisane: 20 kwi 2011, o 15:52  
Avatar użytkownika

Strażnik granicy
Dołączył(a): 17 cze 2010, o 18:09
Posty: 79
Lokalizacja: Gdańsk
Offline

Deszcz padał nieprzerwanie od pięciu dni. Trudno było wyobrazić sobie, że kiedyś przestanie. Wraz z promieniami słońca brakowało i dozy humoru, bo i ciężko o śmiech, gdy na głównej drodze wóz pełen beczek wina grzęźnie w błocie.
-Na wszystkich potępieńców pozbawionych światła Stwórcy! - przeklął pod nosem wysoki mężczyzna, próbujący pomóc koniom wyciągnąć balast. - Jak zaraz tego nie wyciągniemy, to spóźnimy się z dostawą do Pałacu.
Mężczyźni wszelkimi sposobami usiłowali wypchnąć wóz, jednak sytuacja była beznadziejna. Zakapturzona postać, dotychczas stojąca pod niewielkim daszkiem, wypuściła leniwie z ust dym i uśmiechnęła się pod nosem.
-Pomóc wam mości panowie?
- Nie! potrzeba nam pomocy jakiegoś przybłędy! odparł gburowato
Mężczyźni nieugięcie próbowali wyciągnąć wóz z błota, ale im bardziej się starali, tym bardziej wóz w nim grzęzł.
- Wypijcie trochę tego zacnego wina, a na pewno będzie wam lżej - z uśmiechem na ustach zaproponował tajemniczy przybysz.
Mężczyzna stojący najbliżej krzyknął:
- Nie potrzebujemy wina tylko silnej ręki, do wyciągnięcia tego wozu!
- Tego nie mogę wam zaoferować - rzekł zakapturzony - ale spróbuję co da się zrobić. Ale w zamian będę od was chciał pewną przysługę - uśmiechnął się chytrze.
- Najpierw możesz nam pomóc, a my się potem zastanowimy czy warto pomagać takiemu, co to zakapturzony łazi, jakby się ukrywał przed własną żonką, która go nakryła z inną babą! - zripostował jeden z pchających wóz. Nie był jakiś specjalnie wyróżniający się. zwykły normalny człek, tyle że język cięty miał. Zwał się Corm.
-Uważaj co mówisz - powiedział tajemniczo zakapturzony - bo możesz wpaść w większe kłopoty niż pchanie wozu.
- Strasznie pewny siebie jesteś - rzekł Corm - Panowie!
Mężczyźni pozostawili wóz samemu sobie i stanęli za plecami Corma, czekając na dalszy ciąg wydarzeń.
Wciąż uśmiechnięty mężczyzna odrzucił kaptur - spod śnieżnobiałych włosów, spoglądały czarne jak noc oczy.
- Uwierzcie mi, nie chcecie ze mną zaczynać - odezwał się tym razem groźnym szeptem.
- Ano nie chcemy Panoczku, ale jak masz ochotę możemy zatańczyć. - powiedział mężczyzna stojący po lewej stronie Corma.
-Ahh, to dobrze się składa, bo tam skąd pochodzę, jestem znany jako mistrz tańca! - odrzekł nieznajomy, wywijając przy tym piękny piruet.
Wszyscy spojrzeli na nieznajomego z podziwem. Wszyscy poza Corm'em.
-Ha! Swój chłop! - wykrzyczał jeden dryblas, który swojej posturze ma problem z przejściem przez niejedne drzwi. Po czym wyszedł z szeregu i niczym baletnica na paluszkach podszedł do nieznajomego. Pozostali poszli w jego ślady.
-Pięknie k%#$*... - wyszeptał Corm i wlazł pod wóz coby mu na łeb nie kapało.
- Panowie, tylko że ja nie uprawiam klasycznego tańca - zaśmiał się nieznajomy.
Po tych słowach oczom Corma ukazało się coś, o czym nigdy nie odważyłby się śnić. Na początku spod wozu dostrzegał jedynie umięśnione, nagie, a co najgorsze włochate łydki, ale gdy tylko wychylił się bardziej, ujrzał coś znacznie gorszego: wszyscy, poza nieznajomym, mieli na sobie kuse spódniczki i wirowali w tańcu, jakby zupełnie tego nieświadomi. Nieznajomy tymczasem uśmiechał się szyderczo, podczas gdy krople deszczu spływały mu po twarzy, co tak naprawdę tylko podkreślało złowrogi wyraz oczu.
Mężczyźni na początku rozbawieni, teraz zaczęli już wpadać w panikę.
- Panoczku! Zaprzestań. Nie zdzierżę tego więcej. - krzyczał drągal, pięknie wywijając w różowej sukience.
W tym samym momencie z za rogu wyłoniła się postać. Była nią piękna kobieta o ognistych włosach i lekko zadartym nosku. Zobaczywszy komiczną sytuację, roześmiała się w głos.
Po czym uciekła, gubiąc pantofelek.Chlopi nie zainteresowani dalej tańczyli break dance'a.
- Ludzie! - krzyknął jeden, wywijając hołubce - to jest jakiś pieruński czarodziej! Na wszystkich nas rzucił urok, psia mać!
Nieznajomy w mgnieniu oka znalazł się przed Cormem. W życiu by nie pomyślał, że można poruszać się z taką szybkością. Jego ruchy były wręcz nieludzkie. Zakapturzony mężczyzna zastygł z wyciągniętą,w geście zaproszenia do tańca, ręką. Corm nie wiedział czy to coś w oczach tamtego, a może kolejna sztuczka, ale nie był w stanie odmówić.
Po złapaniu ręki jego poczuł emanującą z niej moc. Jednak nie zaczął tańczyć i nieznajomy zmarszczył brwi.
Okazało się że usiadł i nie może wstać bo mu du*a w błocie ugrzęzła.
- Cholera! - wrzasnął Corm - jeszcze tego brakowało.
Chociaż nieznajomy ciągnął z całych sił nie mógł go wydostać.
- Czuję się jak w jakiejś komedii... - mruknął
Mężczyzna ciągną , zapierał się lecz Corm ani drgnął. Po chwili nieznajomy zaczął mruczeć coś pod nosem a Corm zaczą lewitować.
- Na Stwórcę co się dzieje!? - Wrzasnął Corm - Aaaa Cholera!
Po chwili spadł na ziemię oszołomiony.
Z wielkimi oczami spojrzał na mężczyznę stojącego przed nim, powoli zdając sobie sprawę kim on jest.


Wszystko, co istnieje ma dwie strony. Nawet cieniutka kartka papieru.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie forumowe
PostNapisane: 20 kwi 2011, o 16:06  
Avatar użytkownika

Starszy
Dołączył(a): 17 wrz 2010, o 15:06
Posty: 216
Lokalizacja: Hrubieszów
Offline

Deszcz padał nieprzerwanie od pięciu dni. Trudno było wyobrazić sobie, że kiedyś przestanie. Wraz z promieniami słońca brakowało i dozy humoru, bo i ciężko o śmiech, gdy na głównej drodze wóz pełen beczek wina grzęźnie w błocie.
-Na wszystkich potępieńców pozbawionych światła Stwórcy! - przeklął pod nosem wysoki mężczyzna, próbujący pomóc koniom wyciągnąć balast. - Jak zaraz tego nie wyciągniemy, to spóźnimy się z dostawą do Pałacu.
Mężczyźni wszelkimi sposobami usiłowali wypchnąć wóz, jednak sytuacja była beznadziejna. Zakapturzona postać, dotychczas stojąca pod niewielkim daszkiem, wypuściła leniwie z ust dym i uśmiechnęła się pod nosem.
-Pomóc wam mości panowie?
- Nie! potrzeba nam pomocy jakiegoś przybłędy! odparł gburowato
Mężczyźni nieugięcie próbowali wyciągnąć wóz z błota, ale im bardziej się starali, tym bardziej wóz w nim grzęzł.
- Wypijcie trochę tego zacnego wina, a na pewno będzie wam lżej - z uśmiechem na ustach zaproponował tajemniczy przybysz.
Mężczyzna stojący najbliżej krzyknął:
- Nie potrzebujemy wina tylko silnej ręki, do wyciągnięcia tego wozu!
- Tego nie mogę wam zaoferować - rzekł zakapturzony - ale spróbuję co da się zrobić. Ale w zamian będę od was chciał pewną przysługę - uśmiechnął się chytrze.
- Najpierw możesz nam pomóc, a my się potem zastanowimy czy warto pomagać takiemu, co to zakapturzony łazi, jakby się ukrywał przed własną żonką, która go nakryła z inną babą! - zripostował jeden z pchających wóz. Nie był jakiś specjalnie wyróżniający się. zwykły normalny człek, tyle że język cięty miał. Zwał się Corm.
-Uważaj co mówisz - powiedział tajemniczo zakapturzony - bo możesz wpaść w większe kłopoty niż pchanie wozu.
- Strasznie pewny siebie jesteś - rzekł Corm - Panowie!
Mężczyźni pozostawili wóz samemu sobie i stanęli za plecami Corma, czekając na dalszy ciąg wydarzeń.
Wciąż uśmiechnięty mężczyzna odrzucił kaptur - spod śnieżnobiałych włosów, spoglądały czarne jak noc oczy.
- Uwierzcie mi, nie chcecie ze mną zaczynać - odezwał się tym razem groźnym szeptem.
- Ano nie chcemy Panoczku, ale jak masz ochotę możemy zatańczyć. - powiedział mężczyzna stojący po lewej stronie Corma.
-Ahh, to dobrze się składa, bo tam skąd pochodzę, jestem znany jako mistrz tańca! - odrzekł nieznajomy, wywijając przy tym piękny piruet.
Wszyscy spojrzeli na nieznajomego z podziwem. Wszyscy poza Corm'em.
-Ha! Swój chłop! - wykrzyczał jeden dryblas, który swojej posturze ma problem z przejściem przez niejedne drzwi. Po czym wyszedł z szeregu i niczym baletnica na paluszkach podszedł do nieznajomego. Pozostali poszli w jego ślady.
-Pięknie k%#$*... - wyszeptał Corm i wlazł pod wóz coby mu na łeb nie kapało.
- Panowie, tylko że ja nie uprawiam klasycznego tańca - zaśmiał się nieznajomy.
Po tych słowach oczom Corma ukazało się coś, o czym nigdy nie odważyłby się śnić. Na początku spod wozu dostrzegał jedynie umięśnione, nagie, a co najgorsze włochate łydki, ale gdy tylko wychylił się bardziej, ujrzał coś znacznie gorszego: wszyscy, poza nieznajomym, mieli na sobie kuse spódniczki i wirowali w tańcu, jakby zupełnie tego nieświadomi. Nieznajomy tymczasem uśmiechał się szyderczo, podczas gdy krople deszczu spływały mu po twarzy, co tak naprawdę tylko podkreślało złowrogi wyraz oczu.
Mężczyźni na początku rozbawieni, teraz zaczęli już wpadać w panikę.
- Panoczku! Zaprzestań. Nie zdzierżę tego więcej. - krzyczał drągal, pięknie wywijając w różowej sukience.
W tym samym momencie z za rogu wyłoniła się postać. Była nią piękna kobieta o ognistych włosach i lekko zadartym nosku. Zobaczywszy komiczną sytuację, roześmiała się w głos.
Po czym uciekła, gubiąc pantofelek.Chlopi nie zainteresowani dalej tańczyli break dance'a.
- Ludzie! - krzyknął jeden, wywijając hołubce - to jest jakiś pieruński czarodziej! Na wszystkich nas rzucił urok, psia mać!
Nieznajomy w mgnieniu oka znalazł się przed Cormem. W życiu by nie pomyślał, że można poruszać się z taką szybkością. Jego ruchy były wręcz nieludzkie. Zakapturzony mężczyzna zastygł z wyciągniętą,w geście zaproszenia do tańca, ręką. Corm nie wiedział czy to coś w oczach tamtego, a może kolejna sztuczka, ale nie był w stanie odmówić.
Po złapaniu ręki jego poczuł emanującą z niej moc. Jednak nie zaczął tańczyć i nieznajomy zmarszczył brwi.
Okazało się że usiadł i nie może wstać bo mu du*a w błocie ugrzęzła.
- Cholera! - wrzasnął Corm - jeszcze tego brakowało.
Chociaż nieznajomy ciągnął z całych sił nie mógł go wydostać.
- Czuję się jak w jakiejś komedii... - mruknął
Mężczyzna ciągną , zapierał się lecz Corm ani drgnął. Po chwili nieznajomy zaczął mruczeć coś pod nosem a Corm zaczą lewitować.
- Na Stwórcę co się dzieje!? - Wrzasnął Corm - Aaaa Cholera!
Po chwili spadł na ziemię oszołomiony.
Z wielkimi oczami spojrzał na mężczyznę stojącego przed nim, powoli zdając sobie sprawę kim on jest.
Nieznajomy uśmiechną się przebiegle.
-Lepiej?
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie forumowe
PostNapisane: 30 paź 2012, o 15:23  
Avatar użytkownika

Generał
Dołączył(a): 18 sty 2012, o 23:08
Posty: 302
Lokalizacja: Kraina Ciemności
Offline

Deszcz padał nieprzerwanie od pięciu dni. Trudno było wyobrazić sobie, że kiedyś przestanie. Wraz z promieniami słońca brakowało i dozy humoru, bo i ciężko o śmiech, gdy na głównej drodze wóz pełen beczek wina grzęźnie w błocie.
- Na wszystkich potępieńców pozbawionych światła Stwórcy! - przeklął pod nosem wysoki mężczyzna, próbujący pomóc koniom wyciągnąć balast. - Jak zaraz tego nie wyciągniemy, to spóźnimy się z dostawą do Pałacu.
Mężczyźni wszelkimi sposobami usiłowali wypchnąć wóz, jednak sytuacja była beznadziejna. Zakapturzona postać, dotychczas stojąca pod niewielkim daszkiem, wypuściła leniwie z ust dym i uśmiechnęła się pod nosem.
- Pomóc wam mości panowie?
- Nie! potrzeba nam pomocy jakiegoś przybłędy! odparł gburowato
Mężczyźni nieugięcie próbowali wyciągnąć wóz z błota, ale im bardziej się starali, tym bardziej wóz w nim grzęzł.
- Wypijcie trochę tego zacnego wina, a na pewno będzie wam lżej - z uśmiechem na ustach zaproponował tajemniczy przybysz.
Mężczyzna stojący najbliżej krzyknął:
- Nie potrzebujemy wina tylko silnej ręki, do wyciągnięcia tego wozu!
- Tego nie mogę wam zaoferować - rzekł zakapturzony - ale spróbuję co da się zrobić. Ale w zamian będę od was chciał pewną przysługę - uśmiechnął się chytrze.
- Najpierw możesz nam pomóc, a my się potem zastanowimy czy warto pomagać takiemu, co to zakapturzony łazi, jakby się ukrywał przed własną żonką, która go nakryła z inną babą! - zripostował jeden z pchających wóz. Nie był jakiś specjalnie wyróżniający się. zwykły normalny człek, tyle że język cięty miał. Zwał się Corm.
-Uważaj co mówisz - powiedział tajemniczo zakapturzony - bo możesz wpaść w większe kłopoty niż pchanie wozu.
- Strasznie pewny siebie jesteś - rzekł Corm - Panowie!
Mężczyźni pozostawili wóz samemu sobie i stanęli za plecami Corma, czekając na dalszy ciąg wydarzeń.
Wciąż uśmiechnięty mężczyzna odrzucił kaptur - spod śnieżnobiałych włosów, spoglądały czarne jak noc oczy.
- Uwierzcie mi, nie chcecie ze mną zaczynać - odezwał się tym razem groźnym szeptem.
- Ano nie chcemy Panoczku, ale jak masz ochotę możemy zatańczyć. - powiedział mężczyzna stojący po lewej stronie Corma.
- Ahh, to dobrze się składa, bo tam skąd pochodzę, jestem znany jako mistrz tańca! - odrzekł nieznajomy, wywijając przy tym piękny piruet.
Wszyscy spojrzeli na nieznajomego z podziwem. Wszyscy poza Corm'em.
- Ha! Swój chłop! - wykrzyczał jeden dryblas, który swojej posturze ma problem z przejściem przez niejedne drzwi. Po czym wyszedł z szeregu i niczym baletnica na paluszkach podszedł do nieznajomego. Pozostali poszli w jego ślady.
- Pięknie k%#$*... - wyszeptał Corm i wlazł pod wóz co by mu na łeb nie kapało.
- Panowie, tylko że ja nie uprawiam klasycznego tańca - zaśmiał się nieznajomy.
Po tych słowach oczom Corma ukazało się coś, o czym nigdy nie odważyłby się śnić. Na początku spod wozu dostrzegał jedynie umięśnione, nagie, a co najgorsze włochate łydki, ale gdy tylko wychylił się bardziej, ujrzał coś znacznie gorszego: wszyscy, poza nieznajomym, mieli na sobie kuse spódniczki i wirowali w tańcu, jakby zupełnie tego nieświadomi. Nieznajomy tymczasem uśmiechał się szyderczo, podczas gdy krople deszczu spływały mu po twarzy, co tak naprawdę tylko podkreślało złowrogi wyraz oczu.
Mężczyźni na początku rozbawieni, teraz zaczęli już wpadać w panikę.
- Panoczku! Zaprzestań. Nie zdzierżę tego więcej. - krzyczał drągal, pięknie wywijając w różowej sukience.
W tym samym momencie z za rogu wyłoniła się postać. Była nią piękna kobieta o ognistych włosach i lekko zadartym nosku. Zobaczywszy komiczną sytuację, roześmiała się w głos.
Po czym uciekła, gubiąc pantofelek. Chlopi nie zainteresowani dalej tańczyli break dance'a.
- Ludzie! - krzyknął jeden, wywijając hołubce - to jest jakiś pieruński czarodziej! Na wszystkich nas rzucił urok, psia mać!
Nieznajomy w mgnieniu oka znalazł się przed Cormem. W życiu by nie pomyślał, że można poruszać się z taką szybkością. Jego ruchy były wręcz nieludzkie. Zakapturzony mężczyzna zastygł z wyciągniętą, w geście zaproszenia do tańca, ręką. Corm nie wiedział czy to coś w oczach tamtego, a może kolejna sztuczka, ale nie był w stanie odmówić.
Po złapaniu ręki jego poczuł emanującą z niej moc. Jednak nie zaczął tańczyć i nieznajomy zmarszczył brwi.
Okazało się że usiadł i nie może wstać bo mu du*a w błocie ugrzęzła.
- Cholera! - wrzasnął Corm - jeszcze tego brakowało.
Chociaż nieznajomy ciągnął z całych sił nie mógł go wydostać.
- Czuję się jak w jakiejś komedii... - mruknął
Mężczyzna ciągnął , zapierał się lecz Corm ani drgnął. Po chwili nieznajomy zaczął mruczeć coś pod nosem, a Corm zaczął lewitować.
- Na Stwórcę co się dzieje!? - Wrzasnął Corm - Aaaa Cholera!
Po chwili spadł na ziemię oszołomiony.
Z wielkimi oczami spojrzał na mężczyznę stojącego przed nim, powoli zdając sobie sprawę kim on jest.
Nieznajomy uśmiechną się przebiegle.
- Lepiej?
Corm wsparły na łokciu rozmasował obolałą rzyć. Już nie tak hardo, jak poprzednio, spojrzał na czarodzieja.
- Lepiej, panie. – odwrócił głowę w kierunku podskakujących towarzyszy, przez moment na jego ustach pojawił się uśmiech – Jaką to mielibyśmy wyświadczyć ci przysługę za ten wóz? Bo, jak widzisz, „You can dance” raczej nie wygramy.


Szkodzę ludziom, rzucam czary
Sprowadzam nieszczęścia
Import - Export


Prawdziwych przyjaciół poznaje się, kiedy jesteś sobą, a nie się dopasowujesz...
Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 30 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron

World of Warcraft phpBB template "WoWMaevahEmpire" created by MAËVAH (ex-MOONCLAW) for EMPIRE guild (v3.0.8.0) - wowcr.net : World of Warcraft styles & videos
© World of Warcraft and Blizzard Entertainment are trademarks or registered trademarks of Blizzard Entertainment, Inc. in the U.S. and/or other countries. wowcr.net is in no way associated with Blizzard Entertainment.
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL