Teraz jest 22 paź 2018, o 03:32



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 11 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Opowiadanie Gugi
PostNapisane: 16 maja 2011, o 15:57  
Avatar użytkownika

D'Harański gwardzista
Dołączył(a): 5 lut 2010, o 11:51
Posty: 96
Lokalizacja: Wrocław
Offline

Cytuj:
Póki co część mojego opowiadanka w moim własnym świecie.
Kiedyś wspominałem, że chcę napisać książkę i teraz to marzenie realizuję. Jednak jestem początkującym pisarzem i pomimo jak najlepszych chęci różnie wychodzi, więc postanowiłem swoją przygodę z pisaniem rozpocząć od kilku luźnych opowiadań osadzonych w wymyślonym przez siebie świecie fantasy :)

Oto fragment jednego z nich :)

Miłej lektury!

PS. Wszelka krytyka mile widziana :)



Rozdział I

Zbliżał się już wieczór, a ja wciąż siedziałem w tej ciasnej, ponurej knajpie. W „Cichym Zabójcy”, bo tak się zwie.
Dopijałem drugie piwo, przy okazji obserwując biesiadujących chłopów. Karczma jak każda inna.
W sali, w której się znajdowałem, są równo poustawiane stoły, zajęte przez pijanych obywateli tego miasteczka.
Naprzeciw drzwi wejściowych znajdował się bar, w którym obsługiwał łysy, umięśniony mężczyzna.
Nad ladą umieszczone były trofea- głownie jeleni i dzików, na które pewnie polowali zapaleni myśliwi.
Na lewo od kontuaru znajdowały się schody pokoi gościnnych, z miejsca, w którym przebywałem nie były widoczne.
Jednak wiedziałem, że tam są, ponieważ jeden z nich był moją kryjówką. Tutejsi rzadko wynajmują pokój nieznajomym,
ale wystarczy dobrać odpowiedni argument, pięć sztuk złota, żeby stali się otwarci- na samo wspomnienie chytrości karczmarza się uśmiechnąłem.
Reszta gości zajmowała się swoimi sprawami, piła piwo, grała w kości bądź pokera, albo po prostu szukała zaczepki.
Tych ostatnich bałem się najbardziej. Nie szukałem kłopotów,
toteż nie wdawałem się z tymi pijanymi świniami w żadne dyskusje.
Usiadłem w kącie, dzięki czemu nie rzucałem się w oczy i mogłem oddać się poszukiwaniom.
Od dwóch dni siedzę w tej norze, Crown Villiage.
Po co się tu zaciągnąłem? Odpowiedź jest prosta. Wampiry. Od dziecięciu lat poluję na te bestie.
Oddając się zamyśleniom, nie zauważyłem niskiego przestraszonego człowieczka stojącego ze trzy metry ode mnie.
- Dobry wieczór – zagadnął – Jak dobrze widzę, to panie jesteś nietutejszy.
- Zgadza się – odparłem – ale mogę przysiąc, że kłopotów to ja nie szukam – Uśmiechnąłem się do niego tak przyjaźnie jak tylko potrafiłem.
- Chciałbym pana ostrzec! Żeby nie było nie porozumień, jasne?
- Może po prostu przejdzie pan do sedna- Nigdy nie lubiłem gierek na słowa.
- Tutejsi się pana boją, uważają go za… demona…- przeciągnął – Że pan śpi za dnia, a całą noc się włóczy.
- Czy to jakiś problem? Dlaczego akurat demon? – Zagadałem zaciekawiony.
- Mamy tu kłopoty ze znikającymi ludźmi w nocy. Wychodzą z domów i słuch po nich ginie. Niektórzy uważają, że nas opuścili a jeszcze inni twierdzą, ze to wina sił zła.
Tu pękłem ze śmiechu. Wiedziałem o tym. To był główny powód, który zmusił mnie do zaciągnięcia swojego tyłka do tej nory.
- Sił zła powiadasz?! – śmiałem się mówiąc to – W takim razie. Niech im panie lepiej tego nie mówi.
Ale są o krok rozwiązania tej sprawy - Pijany nie zdążyłem się ugryźć w język. Szlag by to Odsłoniłem o jedną kartę za dużo – skarciłem się w myślach.
Śmiesznemu człowieczkowi oczy szeroko się otworzyły.
Zaczął się robić blady na twarzy, więc złapałem go zanim by zemdlał.
- Usiądź! Głęboko oddychaj i nic nie mów! Zaraz wracam.– Poleciłem.
Potaknął i zajął miejsce w przy tym samym stoliku, naprzeciw mnie.
Szedłem pewnym krokiem w kierunku łysego karczmarza. Zauważył mnie w połowie drogi.
Nie dziwota. Mój strój przyciągał uwagę. Skórzany płaszcz. Wiszący u pasa miecz. Kapelusz rodem z westernów.
Cwany uśmieszek tylko podkreślał mój drapieżny wygląd. Plotki rozchodziły się szybciej niż myślałem, więc musiałem kupić sobie czas.
- Pan w jakiej sprawie? Zagadał karczmarz.
- Aaron Lokthor– przedstawiłem się – Wynająłem dwa dni temu u pana pokój.
- W czymś problem? – zapytał.
- Tak. Chciałby dostać ze dwa piwa dla mnie i dla mojego nowego przyjaciela. O, siedzi tam- tu wskazałem dochodzącego do siebie człowieczka.
Mówiąc to wręczyłem barmanowi dwie sztuki złota – oraz, doszły mnie słuchy, że tutejsi się mnie boją.
- Zgadza się- odparł- osobiście panu nie ufam. Ale zysk to zysk.
Póki nie ma kłopotów wynikających z jego obecności. Nie mam nic przeciw – Cwano się uśmiechnął.
- Cieszy mnie to. Jednak dając panu to złoto, proszę o dyskrecje. Oficjalnie mnie tu nie ma.
Nie chcę sprowadzić kłopotów, bo wyglądasz na porządnego człowieka- na te słowa karczmarz się dumnie wyprostował, uśmiech zagościł na jego twarzy i zrozumieniem skinął głową.
I tu go mam. Uśmiechnąłem się, wziąłem zamówione piwa i ruszyłem w stronę stołu.
Nie pokonałem połowy odległości do stołu, gdy nagle wyrósł przede mną szczerbaty goryl.
Miał podbite prawe oko i włosy przyklejone do twarzy. Wybite górne siekacze, krew cieknąca po brodzie i chwiejąca postawa dały mi do zrozumienia, że nie mam do czynienia z trzeźwym człowiekiem. Zacząłem szybko myśleć. Szukać drogi ucieczki. Bójka w tym miejscu byłaby katastrofą. Czułem jak serce wali mi coraz szybciej. Pot zrosił moje czoło. Mięśnie miałem napięte i gotowe na przyjęcie ciosu. Wiedziałem, że z nim bym sobie poradził. Jednak on MIAŁ wsparcie. Dlatego, nie chciałem walczyć na terenie gospody. Postanowiłem działać pierwszy i zaatakować.


Administrator:
Największej Polskiej Strony o Avatarze Jamesa Camerona
www.avatar.net.pl
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie Gugi
PostNapisane: 16 maja 2011, o 16:05  
Avatar użytkownika

Generał
Dołączył(a): 9 mar 2010, o 18:58
Posty: 244
Lokalizacja: Wroclaw
Offline

Błędów nie wypominam, o ile jakieś są, niech ktoś inny poprawia :) jak na początek, to bardzo fajnie się zapowiada, czekam na ciąg dalszy :)


"Why is it that whenever someone says 'with all due respect' they really mean 'kiss my ass'?”



I feel small but so are stars from a distance
Confessor
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie Gugi
PostNapisane: 16 maja 2011, o 16:07  
Avatar użytkownika

D'Harański gwardzista
Dołączył(a): 5 lut 2010, o 11:51
Posty: 96
Lokalizacja: Wrocław
Offline

Założę się, że jest ich pełno :( Niestety obijanie się i wystawianie na prymitywną rozrywkę- gry komputerowe, nie buduje wiedzy...
Jednak z czasem będzie ich coraz mniej :)

Kolejna część.. Pewnie pod koniec tego tygodnia :)


Administrator:
Największej Polskiej Strony o Avatarze Jamesa Camerona
www.avatar.net.pl
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie Gugi
PostNapisane: 16 maja 2011, o 16:48  
Avatar użytkownika

Wiedźma
Dołączył(a): 1 lut 2010, o 00:02
Posty: 447
Lokalizacja: miasto czarownic
Offline

Krakers, pierwsza uwaga: estetyka - poprawiaj wszystko, wyrównuj i dbaj o szczegóły zanim wyślesz czytelnikowi do czytania. Druga - zapoznaj się z formą zapisu dialogów i pamiętaj o przerwach po pauzach. Z tego wynikło parę komplikacji odczytu końcówki.
W tekście widzę chęci, zapał i radość z tworzenia, ale wziąłeś się za tak już oklepaną scenę, że to dyskredytuje tekst. Szukaj siebie pod każdym względem, jeśli chcesz tworzyć oryginalnie. Jeśli oryginalność mieści się w haśle "rodem z westernów" to wołam o pomstę do nieba. Pamiętaj o tym: wyrazy w kręgu świata przedstawionego, a jeśli mieszasz swoją wizję z popkulturą, od razu zarysuj dlaczego. Kolejne zbyt skrótowe słowo, to "goryl". Niestety ponieważ to jest Twój świat, mam prawo pomyśleć o realnym gorylu i wychodzi komedia, a chyba nie taki miałeś zamiar, co?
Kolejna drobna rada: spróbuj wyrzucić ze słownika wyrazy "był, znajdował się i się" - może jakoś Ci to pomoże przy opisach ;)
Jak na rozdział to dla mnie za króciutkie, budowa akcji tendencyjna, wizja Hellsinga pchała mi się do wyobraźni co zdanie.


I do believe in fairies! I do! I do!
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie Gugi
PostNapisane: 16 maja 2011, o 17:00  
Avatar użytkownika

Spowiedniczka
Dołączył(a): 12 mar 2010, o 15:07
Posty: 934
Lokalizacja: Węgierska Górka
Offline

JDu ładnie to określiła, mnie też ukłuło słowo "western". ;) jednak nie zgodzę się z "gorylem". To takie dość popularne słowo na osiłków karczemnych. Ja tam nie widzę w tym nic złego. Guga dam Ci jedną radę którą dał mi kiedyś Ammon na tym forum. Jak napiszesz rozdział, odstaw tekst i pisanie na kilka dni, a potem zajrzyj do niego. Zobaczysz masę błędów, prawie jak kody do gry. :D
Staraj się też dopisać trochę akcji przy dialogach, typu np. -bla bla - spytałem, popijając piwo. Niby małe, a cieszy. ;) Poza tym, było fajnie. :)


Chcesz poznać tajemnicę wiecznego szczęścia? Patrz na stronę 246.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie Gugi
PostNapisane: 16 maja 2011, o 17:05  
Avatar użytkownika

D'Harański gwardzista
Dołączył(a): 5 lut 2010, o 11:51
Posty: 96
Lokalizacja: Wrocław
Offline

:) I to się nazywa pomoc :)

Dzięki Wam :)

Póki co kończę robić blog :P żeby wszystko mieć w jednym miejscu :)

Co do Van Hellsinga :) Trafiłaś. Oo W ogóle o nim nie myślałem, podczas pisania tekstu Oo A podobieństw masa..

Co do dialogów.. i ogólnie wszystkiego.. Nigdy nie pisałem własnego tekstu.. No nie licząc prac z polskiego. Więc się wszystkiego uczę.
Co z tego wyjdzie - zobaczymy później ;)

Jutro na spokojnie przysiądę i naniosę niezbędne poprawki :)

//Na prośbę Gugi usunęłam część posta dotyczącą już nieistniejącego bloga. Margoo

//Połączyłem posty. Eru


Administrator:
Największej Polskiej Strony o Avatarze Jamesa Camerona
www.avatar.net.pl
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie Gugi
PostNapisane: 17 maja 2011, o 11:51  
Avatar użytkownika

Generał
Dołączył(a): 8 lut 2010, o 16:33
Posty: 283
Lokalizacja: Gdynia
Offline

Muszę dodać, że dużą uwagę musisz poświecić konstrukcji zdań. Niema nic gorszego niż źle sformułowane wytrącające z rytmu czytania. I nie wmawiaj sobie, że to twój pierwszy tekst, dlatego wyszedł taki słaby, itd. Im wyżej postawisz sobie poprzeczkę, tym lepszy on będzie. O reszcie już powiedzieli przedmówcy.

Polecam poczytanie poradników pisarskich. Może nie dowiesz się jak najlepiej pisać ale dają bardzo dużo wskazówek.
http://portal-pisarski.pl/readarticle.p ... le_id=3919 - Tutaj na pszykład masz dużo artykułów Pilipiuka w których pisze o pisaniu. xD
http://www.kres.mag.com.pl/kaciki.php - Tutaj znajdują się artykuły Kresa.
Miałem linki jak poprawnie pisać dialogi ale niestety dysk się spalił i mam pusty komp. (Taka strata) :/

Powodzenia w pisaninie... :P


"Mijam ich, jestem świadkiem naocznym.
Jak nie Hagel w windzie, to Platon w nocnym.
Kant wiezie mnie taksówką, Nietzsche mieszka w każdym bloku.
Świat jest pełen filozofów."
— Łona
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie Gugi
PostNapisane: 17 maja 2011, o 18:10  
Filar Świata
Dołączył(a): 31 sty 2010, o 11:53
Posty: 885
Offline

Bardzo mi się podobało, też czekam na dalszy ciąg.
Część błędów wytknęli poprzednicy, a ja jeszcze wspomnę o:
Guga napisał(a):
W sali, w której się znajdowałem, równo poustawiane stoły

Mieszasz czasy, postaraj się tego unikać, bo to nie za bardzo brzmi.


Pozdrawiam wszystkich :D
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie Gugi
PostNapisane: 17 maja 2011, o 18:32  
Avatar użytkownika

D'Harański gwardzista
Dołączył(a): 5 lut 2010, o 11:51
Posty: 96
Lokalizacja: Wrocław
Offline

OK. Dziękuje wszystkim za porady :)
Opowiadanko umieściłem na trzech różnych forach, więc mam ogólny zarys moich błędów i potknięć :)
W przyszłości będę się ich wystrzegać :)
Oraz żeby nie kopiować cały czas tekstu, napiszę adnotację, że na blogu pojawił się nowy post (wraz z linkem)

PS. Opowiadanie jest osadzone w moim świecie.. Ale jeśli chodzi o miejsce (wioskę), wampirów raczej w nim nie będzie..
Póki co się doszkalam. Wiem, że początki są trudne ale z czasem może coś z tego wyjdzie :)


//Na prośbę Gugi usunęłam część posta dotyczącą już nieistniejącego bloga. Margoo


Administrator:
Największej Polskiej Strony o Avatarze Jamesa Camerona
www.avatar.net.pl
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie Gugi
PostNapisane: 20 maja 2011, o 11:57  
Avatar użytkownika

D'Harański gwardzista
Dołączył(a): 5 lut 2010, o 11:51
Posty: 96
Lokalizacja: Wrocław
Offline

Wyciągnąłem schowany w lewym rękawie nóż i rzuciłem się na napastnika.
Gdy ten zrozumiał co zamierzam uczynić, złapał za krzesło, które stało przy stole, zaraz po jego lewicy.
Ruszył w moją stronę. Zamachnął się i cisnął z całej siły nim we mnie.
Jednak zdążyłem się usunąć. Podbiegłem do niego. Odepchnąłem jego rękę,
żeby odsłonić ciało i zatopiłem nóż w jego ramieniu. Gdy poczuł ukłucie odsunął się ode mnie.
Wykorzystałem to, żeby odskoczyć na bezpieczną odległość. Usłyszałem jak przeraźliwie zawył.
W jego ciemnych oczach zapłonęła rządza mordu. Wiedziałem, że już nie ma ucieczki. Był tylko on i ja.
Cały świat się gdzieś rozmazał. Serce mi waliło. Oblany byłem potem na całym ciele.
Oboje wiedzieliśmy, że dzisiejszej nocy, w najlepszym wypadku, tylko jeden z nas opuści karczmę.
Obrzuciłem wzrokiem sale. Nikt się nie ruszył, by pomóc osiłkowi.
-To dobrze- Pocieszyłem się w myślach , wyciągnąłem stalowy miecz wiszący u mojego pasa i wymierzyłem w stronę przeciwnika.
-To koniec!- krzyknąłem, poczym ścisnąłem dłoń na rękojeści tak mocno, że i mnie uwierało. Zacząłem biec pomiędzy stołami w stronę pijanego jegomościa.
Ten wyrwał nóż z własnego ramienia i przyjął postawę obronną. Zasłonił się zdrową ręką tak, żeby mógł odpierać ataki. Posłał mi wredny uśmieszek i splunął w moją stronę.
Szybko uskoczyłem, dałem susa na blat i rzuciłem się na niego, wyprowadzając cięcie w tej samej chwili. Nie spodziewał się takiego ataku i nie zdążył go odparować.
Wylądowałem na jego torsie, zatapiając w nim miecz.
Oczy otworzyły mu się szeroko. Miałem niezbite wrażenie, że chciał coś powiedzieć, ale chyba wbity w jego klatkę piersiową oręż nieco mu utrudniał zadanie.
Zepchnął mnie z siebie i spróbował stanąć o własnych siłach. Z ciekawością obserwowałem to zjawisko.
Gdy to mu się udało, postanowiłem pomóc i zakończyć jego męczarnie. Oddałem celne kopnięcie we wbite w jego cielsko ostrze, które wbiło się jeszcze głębiej. Od uderzenia padł na podłogę.
Przez chwilę dławił się krwią, szarpał. Jednak jego walka nie trwała długo.
Podbiegłem do zwłok, wyciągnąłem broń , przyjąłem postawę gotową do odparcia kolejnych ciosów.
Oddech miałem ciężki a serce mi tłukło jak szalone. Mięśnie drżały z wysiłku . Spodziewałem się najgorszego.
Obawiałem się, że jego kumple zechcą się zemścić. Jednak żaden zamach na moje życie nie nastąpił. Część osób, do których dotarło to co się wydarzyło właśnie wydarzyło, uciekła z knajpy.
Porzucili jedzenie, nawet ubrania, żeby tylko się ratować.
Złapałem kilka głębokich wdechów i zrobiło mi się lepiej. Wyciaszałem się. Jednak byłem czujny.
Wiedziałem, że wieczór dopiero co się zaczął. Odważni, którzy zostali, wściekle na mnie patrzyli. Rozejrzałem się. Karczmarz zrobił się biały na twarzy. Cały się trząsł. Upuścił szklankę, do której lał piwo.
Słychać było dźwięk szkła uderzającego o posadzkę. Wyjął z za kontuaru miecz i pogroził nim potencjalnym rozbójnikom. Wyszedł na środek i zawrzeszczał:
- Wy!! Wynoście się stąd wszyscy!! Karczma zamknięta. Następny, kto podniesie broń, zginie z mojej ręki, a ty- tu wycelował w moją szyje ostrzem- nigdy się tu nie pojawisz!
No chyba, że życie ci niemiłe - powiedział groźnym głosem.
Zrobił się purpurowy i ruszył w stronę ciała, które leżało pośrodku kałuży krwi.
Zabrakło mi słów, a dalszych nieprzyjemności nie szukałem, więc zdecydowałem się wycofać. Kierowałem się do drzwi. Wtedy mój wzrok powędrował po całej sali. Doliczyłem się jeszcze sześciu mężczyzn i jednej kobiety. Siedziała przy stole, który znajdował się zaraz obok wejścia. Nie pamiętałem, żeby wchodziła ani czy była tu już wcześniej. Musiała przyjść niedawno. Jej wygląd nie pasował do tak obskurnej budy. Burza jasnych rozpuszczonych włosów, niebieskie oczy, pełne usta. Wyglądała na młodą, jednak w przypadku kobiet, pozory mogły mylić. Ubrana była w zieloną szatę, długą aż do stóp, z wyhaftowanymi, złotą nicią, dziwnymi wzorami. Strój nie ukrywał jej kształtów, które były kuszące.
Zastanawiałem się co osoba jej pokroju robi w takim miejscu. Mimo masakry, która miała miejsce przed chwilą, nie wyglądała na wystraszoną. Wręcz przeciwnie. Miałem wrażenie, że dobrze się bawiła oglądając walkę. Jej kpiący uśmieszek tylko potęgował moje uczucie. Wstała, puściła mi oczko i opuściła tawernę. Ruszyłem za nią.


Administrator:
Największej Polskiej Strony o Avatarze Jamesa Camerona
www.avatar.net.pl
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Opowiadanie Gugi
PostNapisane: 24 lis 2011, o 21:06  
Avatar użytkownika

D'Harański gwardzista
Dołączył(a): 5 lut 2010, o 11:51
Posty: 96
Lokalizacja: Wrocław
Offline

Poprawiona i poszerzona wersja mojego fanficka ;)


Rozdział I

Zbliżał się już wieczór, a ja wciąż siedziałem w tej ciasnej, ponurej knajpie. „Pod Dzikim Wieprzem”, bo tak się zwie. Dopijałem drugie piwo, przy okazji obserwując biesiadujących chłopów. Karczma jak każda inna.
W sali, w której się znajdowałem, były równo poustawiane stoły, zajęte przez pijanych obywateli tego miasteczka. Naprzeciw drzwi wejściowych umiejscowiony został bar, w którym obsługiwał łysy, umięśniony mężczyzna. Nad ladą wisiały trofea- głównie jeleni i dzików, na które pewnie polowali zapaleni myśliwi. Na lewo od kontuaru znajdowały się schody prowadzące do pokoi gościnnych. Z miejsca, w którym przebywałem, nie były widoczne. Jednak wiedziałem, że tam są, ponieważ jeden z nich był moją kryjówką. Tutejsi rzadko wynajmują pokój nieznajomym, ale wystarczy dobrać odpowiedni argument, pięć sztuk złota, żeby stali się otwarci- na samo wspomnienie chytrości karczmarza się uśmiechnąłem.
Reszta gości zajmowała się swoimi sprawami, piła piwo, grała w kości bądź pokera, albo po prostu szukała zaczepki. Tych ostatnich bałem się najbardziej. Nie szukałem kłopotów, toteż nie wdawałem się z tymi pijanymi świniami w żadne dyskusje. Usiadłem w kącie, dzięki czemu nie rzucałem się w oczy i mogłem oddać się poszukiwaniom.
Od dwóch dni siedzę w tej norze, Crown Villiage.
Po co się tu zaciągnąłem? Odpowiedź jest prosta. Wampiry. Od dziecięciu lat poluję na te bestie.
Oddając się zamyśleniom, nie zauważyłem niskiego przestraszonego człowieczka stojącego ze trzy metry ode mnie. Odstawiłem piwo na ladę i spojrzałem w jego stronę.
- Mogę? – zagadnął – Jak dobrze widzę, to panie jesteś nietutejszy.
- Zgadza się – odparłem – ale mogę przysiąc, że kłopotów to ja nie szukam – Uśmiechnąłem się do niego tak przyjaźnie jak tylko potrafiłem.
- Chciałbym pana ostrzec! Żeby nie było nie porozumień, jasne?
- Może po prostu przejdzie pan do sedna- Nigdy nie lubiłem gierek na słowa.
- Tutejsi się pana boją, uważają go za… demona… – przeciągnął –że pan śpi za dnia, a całą noc się włóczy.
- Czy to jakiś problem? Dlaczego akurat demon? – Zagadałem zaciekawiony.
- Mamy tu kłopoty ze znikającymi ludźmi w nocy. Wychodzą z domów i słuch po nich ginie. Niektórzy uważają, że nas opuścili a jeszcze inni twierdzą, ze to wina sił zła.
Tu pękłem ze śmiechu. Wiedziałem o tym. To był główny powód, który zmusił mnie do zaciągnięcia swojego tyłka do tej nory.
- Sił zła powiadasz?! – śmiałem się mówiąc to – W takim razie. Niech im panie lepiej tego nie mówi. Ale są o krok rozwiązania tej sprawy
– Pijany nie zdążyłem się ugryźć w język. Szlag by to. Odsłoniłem o jedną kartę za dużo – skarciłem się w myślach.
Śmiesznemu człowieczkowi oczy szeroko się otworzyły. Biel zaczynała oblewać jego twarz, więc złapałem go zanim zdążyłby zemdleć.
- Usiądź! Głęboko oddychaj i nic nie mów! Zaraz wracam.– rozkazałem mu i udałem się w stronę lady. Potaknął i zajął miejsce w przy tym samym stoliku, naprzeciw mnie.
Szedłem pewnym krokiem w kierunku łysego karczmarza. Zauważył mnie w połowie drogi. Nie dziwota. Mój strój przyciągał uwagę. Skórzany płaszcz. Wiszący u pasa miecz. Ciemne włosy zapuszczone aż do ramion. Cwany uśmieszek tylko podkreślał mój drapieżny wygląd. Plotki rozchodziły się szybciej niż myślałem, więc musiałem kupić sobie czas.
- Pan w jakiej sprawie? Zagadał karczmarz.
- Aaron Lokthor– przedstawiłem się i podałem mu rękę – Wynająłem dwa dni temu u pana pokój.
- W czymś problem? – zapytał.
- Tak. Chciałby dostać ze dwa piwa dla mnie i dla mojego nowego przyjaciela. O, siedzi tam- tu wskazałem dochodzącego do siebie człowieczka. Mówiąc to wręczyłem barmanowi dwie sztuki złota – oraz, doszły mnie słuchy, że tutejsi się mnie boją.
- Zgadza się- odparł- Osobiście panu nie ufam. Ale zysk to zysk. Póki nie ma kłopotów wynikających z jego obecności. Nie mam nic przeciw – Cwano się uśmiechnął.
- Cieszy mnie to. Jednak dając panu to złoto, proszę o dyskrecje. Oficjalnie mnie tu nie ma. Nie chcę sprowadzić kłopotów, bo wyglądasz na porządnego człowieka- na te słowa karczmarz się dumnie wyprostował, uśmiech zagościł na jego twarzy i zrozumieniem skinął głową.
- I tu go mam- pomyślałem. Uśmiechnąłem się, wziąłem zamówione piwa i ruszyłem w stronę stołu.
Nie pokonałem połowy odległości do stołu, gdy nagle wyrósł przede mną szczerbaty goryl. Miał podbite prawe oko i włosy przyklejone do twarzy. Wybite górne siekacze, krew cieknąca po brodzie i chwiejąca postawa dały mi do zrozumienia, że nie mam do czynienia z trzeźwym człowiekiem. Zacząłem szybko myśleć. Szukać drogi ucieczki. Bójka w tym miejscu byłaby katastrofą. Czułem jak serce wali mi coraz szybciej. Pot zrosił moje czoło. Mięśnie miałem napięte i gotowe na przyjęcie ciosu. Wiedziałem, że z nim bym sobie poradził. Jednak on MIAŁ wsparcie. Dlatego, nie chciałem walczyć na terenie gospody. Postanowiłem jednak działać pierwszy i zaatakować.
Wyciągnąłem schowany w lewym rękawie nóż i rzuciłem się na napastnika. Gdy ten zrozumiał co zamierzam uczynić, złapał za krzesło, które stało przy stole, zaraz po jego lewicy. Ruszył w moją stronę. Zamachnął się i cisnął z całej siły nim we mnie. Jednak zdążyłem się usunąć. Podbiegłem do niego. Odepchnąłem jego rękę, żeby odsłonić ciało i zatopiłem nóż w jego ramieniu. Gdy poczuł ukłucie odsunął się ode mnie. Wykorzystałem to, żeby odskoczyć na bezpieczną odległość. Usłyszałem jak przeraźliwie zawył. W jego ciemnych oczach zapłonęła rządza mordu. Wiedziałem, że już nie ma ucieczki. Był tylko on i ja. Cały świat się gdzieś rozmazał. Serce mi waliło. Oblany byłem potem na całym ciele. Oboje wiedzieliśmy, że dzisiejszej nocy, w najlepszym wypadku, tylko jeden z nas opuści karczmę. Obrzuciłem wzrokiem sale. Nikt się nie ruszył, by pomóc osiłkowi.
-To dobrze- Pocieszyłem się w myślach , wyciągnąłem stalowy miecz wiszący u mojego pasa i wymierzyłem w stronę przeciwnika.
-To koniec!- krzyknąłem, poczym ścisnąłem dłoń na rękojeści tak mocno, że i mnie uwierało. Zacząłem biec pomiędzy stołami w stronę pijanego jegomościa. Ten wyrwał nóż z własnego ramienia i przyjął postawę obronną. Zasłonił się zdrową ręką tak, żeby mógł odpierać ataki. Posłał mi wredny uśmieszek i splunął w moją stronę. Szybko uskoczyłem, dałem susa na blat i rzuciłem się na niego, wyprowadzając cięcie w tej samej chwili. Nie spodziewał się takiego ataku i nie zdążył go odparować.
Wylądowałem na jego torsie, zatapiając w nim miecz. Oczy otworzyły mu się szeroko. Miałem niezbite wrażenie, że chciał coś powiedzieć, ale chyba wbity w jego klatkę piersiową oręż nieco mu utrudniał zadanie. Zepchnął mnie z siebie i spróbował stanąć o własnych siłach.
Z ciekawością obserwowałem to zjawisko. Gdy to mu się udało, postanowiłem pomóc i zakończyć jego męczarnie. Oddałem celne kopnięcie we wbite w jego cielsko ostrze, które wbiło się jeszcze głębiej. Od uderzenia padł na podłogę. Przez chwilę dławił się krwią, szarpał. Jednak jego walka nie trwała długo.
Podbiegłem do zwłok, wyciągnąłem broń , przyjąłem postawę gotową do odparcia kolejnych ciosów. Oddech miałem ciężki a serce mi tłukło jak szalone. Mięśnie drżały z wysiłku . Spodziewałem się najgorszego. Obawiałem się, że jego kumple zechcą się zemścić. Jednak żaden zamach na moje życie nie nastąpił. Część osób, do których dotarło to co się wydarzyło właśnie wydarzyło, uciekła z knajpy. Porzucili jedzenie, nawet ubrania, żeby tylko się ratować. Złapałem kilka głębokich wdechów i zrobiło mi się lepiej. Wyciszałem się. Jednak byłem czujny. Wiedziałem, że wieczór dopiero co się zaczął. Odważni, którzy zostali, wściekle na mnie patrzyli. Rozejrzałem się. Karczmarz zrobił się biały na twarzy. Cały się trząsł. Upuścił szklankę, do której lał piwo. Słychać było dźwięk szkła uderzającego o posadzkę. Wyjął z za kontuaru miecz i pogroził nim potencjalnym rozbójnikom. Wyszedł na środek i zawrzeszczał:
- Wy!! Wynoście się stąd wszyscy!! Karczma zamknięta. Następny, kto podniesie broń, zginie z mojej ręki, a ty- tu wycelował w moją szyje ostrzem- nigdy się tu nie pojawisz! No chyba, że życie ci niemiłe - powiedział groźnym głosem.
Zrobił się purpurowy i ruszył w stronę ciała, które leżało pośrodku kałuży krwi.
Zabrakło mi słów, a dalszych nieprzyjemności nie szukałem, więc zdecydowałem się wycofać. Kierowałem się do drzwi. Wtedy mój wzrok powędrował po całej sali. Doliczyłem się jeszcze sześciu mężczyzn i jednej kobiety. Siedziała przy stole, który znajdował się zaraz obok wejścia. Nie pamiętałem, żeby wchodziła ani czy była tu już wcześniej. Musiała przyjść niedawno. Jej wygląd nie pasował do tak obskurnej budy. Burza jasnych rozpuszczonych włosów, niebieskie oczy, pełne usta. Wyglądała na młodą, jednak w przypadku kobiet, pozory mogły mylić. Ubrana była w zieloną szatę, długą aż do stóp, z wyhaftowanymi, złotą nicią, dziwnymi wzorami. Strój nie ukrywał jej kształtów, które były kuszące.
Zastanawiałem się co osoba jej pokroju robi w takim miejscu. Mimo masakry, która miała miejsce przed chwilą, nie wyglądała na wystraszoną. Wręcz przeciwnie. Miałem wrażenie, że dobrze się bawiła oglądając walkę. Jej kpiący uśmieszek tylko potęgował moje uczucie. Wstała, puściła mi oczko i opuściła tawernę. Ruszyłem za nią.

Rozdział II

Opuściłem „Cichego Zabójcę”. Przytrzymując drzwi stałem w jego progach. Wtedy zauważyłem, że na wyłożonej kamieniami drodze, stali uzbrojeni po zęby mieszkańcy tej zabitej dechami wioski. Ku mojemu zdziwieniu, tajemnicza nieznajoma stała na ich czele.
„Dalej się tajemniczo uśmiecha. Nie wiem czemu ale mam co do niej złe przeczucia” – pomyślałem i ruszyłem w stronę tłumu. Dokładniej w kierunku kobiety w zieleni.
Karczmę wybudowano na wzgórzu. Prowadziła do niej jedna jedyna droga. Akurat pech chciał, że to musiała być ta, którą właśnie podążałem. Było ciemno, zatem wokół głównie widziałem pobliską florę. Teren był otoczony parkiem. Niezbyt gęstym. Jednak samemu o tej porze lepiej było się nie zapuszczać. Całe szczęście, że chociaż pogoda mi dopisywała. Była ciepła bezchmurna noc. Tu i tam gwiazdy świeciły na niebie, księżyc oświetlał drogę.
W oddali wydać było tętniącą życiem osadę. Światła. Słyszałem odgłosy dochodzące z dołu. Wiedziałem, że jestem odcięty. Musiałem jednak minąć gromadzącą się hołotę. Położyłem dłoń na rękojeści miecza i ruszyłem dziarskim krokiem do oczekujących mnie gapiów.
Jednak nie zdążyłem się porządnie wychylić, gdy zza krzaków wyskoczył na mnie myśliwy ubrany w skóry.
Na pierwszy rzut oka mógłbym przysiąc, że wygląda jak niedźwiedź, których nie brakowało w tych rejonach. Twarz miał całą w farbie. Wzory, które sobie namalował nic mi nie mówiły. Uzbrojony był we włócznią, która była wymierzona w moją szyje. Dzieliły nas jakieś dwa.. może trzy kroki..
Napiąłem wszystkie mięśnie mojego ciała. Oddech przyśpieszył. Świat wokół przestał istnieć. Byliśmy tylko my dwaj. Miałem wrażenie, że każda sekunda trwała wieczność. Usłyszawszy dźwięk klingi wyciąganej z pokrowca lekko się cofnął. Przysiągłbym, ze pod tą toną farby gość czuł strach. Wiedział, że nie wywarł na mnie wrażenia strojem. Że dojdzie do walki. Cóż.. To jego pechowy dzień.
Potężnie się zamachnąłem i rzuciłem w niego mieczem. W tym samym momencie rzuciłem się na niego. Po chwili wiedziałem, że mój plan się powiódł. Gość się przestraszył miecza i uskoczył przed nim. Wtedy ja go złapałem za rękę i okręciłem wokół siebie. Prawą ręką chwyciłem noża, który miałem przypięty do pasa. Koleś się szarpał niemiłosiernie. Mógłbym przysiąc, że słyszałem łkanie. Jednak nie.. Nie mogłem go puścić. Nie tej nocy. Serca nam waliły jak opętanym. Oboje stękaliśmy z wysiłku. Każdy z nas wiedział co za chwilę się wydarzy. Zacisnąłem zęby oraz stęknąłem z wysiłku, żeby móc go utrzymać. Był niewiele słabszy ode mnie. Przyłożyłem mu nóż do mu do gardła i rozciąłem je tak głęboko, jak tylko ostrze mi na to pozwalało. Czułem na mojej ręce, na całym ramieniu, którym go trzymałem jego ciepłą krew. Uciekało z niego życie. Koleś po kilku chwilach walki o każdy oddech padł bezwładnie w błoto. Podniosłem brudny miecz. Otrzepałem go z błota i wycelowałem nim w tłum, który się bardzo przerzedził. Pokaz odniósł skutek.
Wrzasnąłem tak głośno ile miałem sił w płucach:
-Widzicie go!? Zaraz większość z Was, jeśli nie wszyscy skończą podobnie! Ci którzy teraz zejdą mi z drogi może przeżyją. Wybór jest Wasz!
Tu i tam słychać było pomruki. Część zgodnie z poleceniem wolała się rozejść nie narażając swojego życia. Z blisko dwudziestoosobowej armii zostały tylko 3 osoby. Nieznajoma i … Moim zdaniem.. Jej dwóch sługusów. Mieli identyczne stroje. Szaty z tego samego dziwnego połyskującego materiału w te same wzory. Jednak w innym kolorze. Nie było zbyt jasno ale miałem wrażenie, że to był ciemny granat.
To nie są zwykli mieszkańcy. Jednak kto? Nie miałem pojęcia… W lewej ręce dzierżyłem miecz a drugiej zakrwawiony nóż. Przygotowałem się na najgorsze. Po kilku głębszych oddechach udałem się w stronę trzech dziwadeł.


Administrator:
Największej Polskiej Strony o Avatarze Jamesa Camerona
www.avatar.net.pl
Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 11 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron

World of Warcraft phpBB template "WoWMaevahEmpire" created by MAËVAH (ex-MOONCLAW) for EMPIRE guild (v3.0.8.0) - wowcr.net : World of Warcraft styles & videos
© World of Warcraft and Blizzard Entertainment are trademarks or registered trademarks of Blizzard Entertainment, Inc. in the U.S. and/or other countries. wowcr.net is in no way associated with Blizzard Entertainment.
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL