Teraz jest 19 cze 2018, o 11:34



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 52 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Wątek Salyi i Clarka
PostNapisane: 25 lip 2013, o 20:56  
Avatar użytkownika

Ksieni
Dołączył(a): 31 sty 2010, o 01:41
Posty: 893
Lokalizacja: Elbląg
Offline

James Greer odbywał właśnie najbardziej niekonwencjonalny stosunek płciowy w swoim życiu. Był z zawodu wojskowym, dorobił się nawet stopnia kapitana i rozumiał doskonale, że w formacji, w której przyszło mu pełnić służbę improwizacja jest wręcz wymagana, ale takiego cyrku nigdy by się nie spodziewał. Siedział więc na wygodnym a obszernym łożu, usiłując utrzymać usta nad uchem swojej partnerki, rękoma zaś szarpał silnie za ramę posłania powodując skrzypienie drewnianego wezgłowia. Co jakiś czas wydawał z siebie donośne dźwięki: 'o, tak', 'ooo-h', lub inne mniej lub bardziej podobne do ludzkiej mowy artykulacje. Partnerką była młoda, ruda kobieta o obfitych kształtach - co najdziwniejsze w zaistniałej sytuacji, odzianych w suknię. Dziewczyna wykrzykiwała inkantancje różnej maści, to zachęcające, to błagające, to wychwalające pod niebiosa męskość kapitana. Ponadto obiema dłońmi klepała się potężnie po zgrabnym udzie widocznym w wycięciu sukni. Gdyby nie poważna sprawa leżąca w gestii Gwardii Obywatelskiej, z którą przybył był dziś do lupanaru Pod Trzema Liliami, kapitan zapewne umarłby ze śmiechu.
- Nie, kapitanie - szepnęła dziewczyna - to nie jest możliwe. Jeżeli Madame Lilly zdyba mnie, że siedzę na górze, zamiast zabawiać klientów, to wtedy... OOOOHHHHHH!! Mocniej!
- To zrozumiałe - odparł James pomiędzy jednym a drugim 'ohh-ohhem' - A może dasz rady się wymknąć i pójść za nim? Jest szansa, że będzie próbował przekazać wiadomość.
- TY OGIERZE!!! - Rudowłosa ryknęła nagle pełną piersią. Kapitan aż się skulił i na chwilę zapomniał, że ma szarpać łóżko - mogę spróbować. Ale nie obiecuję, to czas, kiedy lokal odwiedza wielu gości.
- Spróbuj, Salya. Wiesz, jakie to dla nas ważne.
- Tak jest .... AAAAAHHHH ... Kapitanie. Dla Midlandów - Salya przyłożyła rękę do czoła, nawet na moment nie gubiąc rytmu.
- A wiadomość zdołasz dziś przekazać?
- W czasie przerwy, nic prostszego. Punkt... oooo oooo oOOOoOoOooOOooooo jest blisko, zdążę.
- Przekaż... Kapitan zastanowił się chwilę - Przekaż tak: "Baumann, Trzy Lilie, dziś, 2 po zachodzie. Podsłuchać. Raport natychmiast." Zapamiętałaś?
- Tak jest.
- No i prawidłowo. Kończmy w takim razie.
Salya natychmiast zmieniła wyklepywany rytm na bardziej agresywny. James doszedł do wniosku, że on również musi się w końcu wykazać zdolnościami wokalnymi, na zmianę sapał więc jak tur po długiej przebieżce pod górę i ryczał jak żubr z nieżytem jelit. W końcu zakwilił bardzo donośnie i równie dalece oryginalnie. Dziewczyna zastanowiła się przelotnie, skąd też kapitan wziął podobny zestaw tonów, przypominający jej jako żywo koncert jarmarczny górskich dudziarzy z północy. Wreszcie mogli pozwolić sobie na chwilę wytchnienia. Greer wstał, otrzepał mundur, poprawił czapkę, szepnął kilka miłych słówek pod adresem ścian (które, jak wiadomo, mają bardzo wielkie uszy). Dziewczyna na powrót założyła perukę o odcieniu identycznym jak kolor jej włosów - zdawało się, że były teraz o wiele dłuższe. James skwitował to szerokim uśmiechem i gestem dłoni wyrażającym aprobatę - ważni klienci, rzecz jasna, wolą kobiety o wysokim statusie. Pobrzękał sakiewką, położył na stole kilka srebrnych monet po czym opuścił pomieszczenie. Salya również zaczęła czynić przygotowania do wyjścia.

Mości żołnierzu! - szefowa lokalu, Madame Lilly, zaczepiła go, kiedy przechodził nieopodal kontuaru - Pozwólcie waćpan na moment!
A czegóż ta stara torba chce ode mnie - pomyślał kapitan, głośno zaś rzekł: - Ależ oczywiście, dla jaśnie panienki wszystko, służę! - Panienką Madame Lilly przestała być dawno temu, ale cóż, trzeba być miłym.
- Nie wiedziałam, że z waści taki chwat. Zapraszam częściej, gorliwych klientów zwykłam obsługiwać... osobiście...
Kapitan starał się wyglądać, jakby pokraśniał z dumy porażony wątpliwym zaszczytem, który go właśnie kopnął.
- O, pani... może w przyszłym tygodniu? - Spróbował, myśląc jednocześnie: Niech mnie kleszcze pogryzą, jeżeli miałbym to przerośnięte straszydło dotknąć choćby kijem...Już ja się postaram, żeby za tydzień ludzkie oko mnie tu nie widziało.
- Naprawdę, zapraszam - Burdelmama wyćwiczonym ruchem uwolniła loczek, dotychczas owinięty wokół palca prawej dłoni. Niesforny kosmyk zwinął sie lekko, po czym rozprostował, lądując dokładnie w przednim wycięciu sukni. Bardzo dużym wycięciu. Kapitan, chcąc nie chcąc, podążył wzrokiem za włosami.
- Oczywiście, dziękuję, madame... Do widzenia. - rzekł, po czym spiesznie opuścił przybytek. Wychodząc, myślał o tym, co przed chwilą zobaczył.
- Hoho, ty podstarzała rozpustnico... Ledwo dwa miesiące, a ty już podpatrujesz sztuczki Salyi? Swoją drogą, muszę powiedzieć chłopakom od szkoleń, że metody których uczą są całkiem dobre, skoro kopiują je baby siedzące dwadzieścia lat w zawodzie...


Ksieni należy tytułować

Tytuł w nagłówku:
Przewielebna Panno Ksieni, Dobrodziejko!
Tytuł w treści: Wasza Przewielebność
Cześć: Waszej Wielebność cześć wyraża
Podpis: uniżony sługa N.N.
Adres: Przewielebna Panna Ksieni Dobrodziejka Margoo


"I do not fear the truth"
- "Atlas chmur"


Dobro czy zło jako takie są równie rzadkie, jak czysta czerń czy biel w przyrodzie.

Vincent van Gogh


"- To wódka? - Słabym głosem zapytała Małgorzata. Kot poczuł się dotknięty i aż podskoczył na krześle.
- Na litość boską, królowo - zachrypał - czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus!"

Michał Bułhakow, "Mistrz i Małgorzata"
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wątek fabularny
PostNapisane: 25 lip 2013, o 20:57  
Avatar użytkownika

Starszy Skryba
Dołączył(a): 22 lut 2010, o 21:36
Posty: 829
Lokalizacja: Elbląg
Offline

Clark wędrował raźno zatłoczonymi ulicami Aydindril. Przed momentem opuścił gwarne wnętrze ulubionej karczmy, gdzie popijał galejskie piwo, gawędził z przyjaciółmi, grał w kości i jak zwykle: słuchał plotek. Przez ramię przewieszony miał przedmiot wzdychań i zazdrości wielu znajomych i nieznajomych - najprawdziwszą sanderiańską lutnię. Pora była jeszcze wczesna, Clark planował przespać się chwilkę i przed wieczorem znów znaleźć się w karczmie.
Skręcając za róg udał, że jest o wiele bardziej pijany, niż wskazywałaby na to ilość spożytego dziś przez niego alkoholu. Zatoczył się szeroko i złapał za słup stojącej w tym miejscu ulicznej latarni. Latarnie takie rozmieszczono w całym mieście dla wygody i bezpieczeństwa mieszkańców - wiadomo wszak nie jednemu, że im jaśniej, tym trudniej wywinąć kozła czy zarobić sztyletem po żebrach.
Na słupie wymalowany był czarny krzyżyk, który sam w sobie nie był niczym nadzwyczajnym. Zdarzało się, że latarnia z tego czy innego powodu nie chciała zapłonąć. A to knot się dopalił, a to skończyła żywica, smoła lub inny komponent paliwa, ktoś ukradł klosz albo ten był rozbity, i wiatr bez przerwy gasł płomień. Latarnicy oznaczali więc krzyżykami zepsute urządzenia, aby potem, przy świetle dziennym, dokonać naprawy. Jednak, jak to zazwyczaj bywa, nie byli w swych działaniach zbyt sumienni i w konsekwencji więcej było latarni niesprawnych, niż świecących.
Clark przyjrzał się dokładnie prawemu narożnikowi krzyżyka. Ktoś wymalował w tym miejscu węglem małą, czarną kropkę. Można to było wykonać błyskawicznie i całkowicie bezpiecznie... To był znak, którego bard oczekiwał. Znak, który mówił mu, że od tej chwili musi postępować niezwykle ostrożnie.
Rozejrzał się niespiesznie -nie zauważył żadnych znajomych twarzy ani takich, które dziś rzuciłyby mu się w oczy. Ruszył dalej, wężowatym, chwiejnym krokiem. Kilka razy obejrzał się za przechodzącą młodą kobietą, co dało mu szansę bezpiecznego odwrócenia się i zlustrowania ulicy za plecami. Nikt go nie śledził, a przynajmniej tak się wydawało trubadurowi.
Z tyłu czysto, z prawej... spojrzał ukradkiem w prawą stronę - czysto... z lewej... to samo... to ruszamy!
Zgiął się w pół wydając odgłosy mogące świadczyć o tym, że treść jego żołądka za moment znajdzie się na bruku. Potykając sie i chwiejąc, wbiegł w zaułek, oparł się o ścianę zbudowaną w tym miejscu z drewnianych belek i splunął siarczyście. Jednocześnie kątem oka zezował w obie strony, wypatrując zagrożenia. Postał tak długą chwilę, po czym szybkim jak myśl, wyćwiczonym ruchem wydobył spod trzeciej od dołu belki malutki skrawek pergaminu, błyskawicznie ukrywając go w rękawie surduta. Zakaszlał, splunął, po czym beknął potężnie i ruszył, zataczając się, w stronę domu.

Trubadur odetchnął z ulgą, zamknąłwszy za sobą dokładnie solidne, dębowe wrota. Włos, zatknięty w szczelinie drzwi, był na swoim miejscu. Niezwłocznie umieścił tam nowy. Zdjął pstrokatą kapotę, uprzednio przekładając pergamin do kieszeni spodni. Surdut powędrował na kołek wbity w ścianę, zaraz po nim na kołku znalazł się też kapelusz. Lutnia zajęła swoje stałe miejsce na specjalnym wieszaku. Clark wszedł po schodach do pomieszczenia, które nazywał gabinetem. Stały tam głownie regały na książki, w większości puste, gdyż bardowie jak wiadomo nie są zbyt majętni. Wiele miejsca zajmowały rękopisy, które mozolnie tworzył w przypływie twórczego natchnienia. W rogu znajdował się mały sekretarzyk, warsztat pracy poety.
Clark zaczął od zamknięcia okiennic. Siadł następnie na krześle przy sekretarzyku, otworzył szufladę i pogmerał w niej chwilę naciskając coraz to inne punkty - denko odskoczyło, odsłaniając leżącą w środku schowka cienką książeczkę. Wyjął ją i przystąpił do pracy, która, jak sam twierdził, była o niebo trudniejsza od komponowania ballad - musiał odczytać tekst zakodowany szyfrem jednorazowym.

Godzinę później, po niezliczonych klątwach, złorzeczeniach i bluzgach, zanotował na szóstym z kolei pergaminie tekst:

Baumann, Trzy Lilie, dziś, 2 po zachodzie. Podsłuchać. Raport natychmiast.

Zastanawiając się, czy dziś to aby na pewno jest dziś, i czy dobrze odczytał wiadomość, spalił wszystkie pergaminy w kominku i przegarnął popiół pogrzebaczem. Następnie udał się w stronę łóżka, aby dobrze wypocząć przed wieczorem. Karczmę odwiedzi innym razem...


Pisałem własną ręką,
Rajek, Pierwszy Skryba.


Zaskakujący w smaku, zapachu i kolorze... Rajek. Orzeźwiający a delikatny, słodki a wyrafinowany, piwny a aromatycznie żurawinowy.
Czarny a czerwony.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wątek fabularny
PostNapisane: 25 lip 2013, o 20:57  
Avatar użytkownika

Ksieni
Dołączył(a): 31 sty 2010, o 01:41
Posty: 893
Lokalizacja: Elbląg
Offline

Zapowiadał się zupełnie standardowy wieczór. Główna sala lupanaru Pod Trzema Liliami powoli wypełniała się gośćmi. W większości byli to stali klienci wywodzący się z bogatszych kast, wysoko postawieni urzędnicy, zamożna szlachta. Czasem trafił się sekretarz lub, co najbardziej cieszyło dziewczyny, ambasador. Ci ostatni byli wprawdzie wymagający, ale też szczodrze płacili za usługi. Za usługi - poprawiła się w myślach Salya - na które musieli najpierw zasłużyć. W tej klasy przybytkach to dziewczynki decydowały bowiem, którego z klientów wybiorą.
Przed wieczorem pojawił się także pan Clark. Trubadur, ubrany w płaszcz przedziwnego kroju, mieniący się setkami kolorów (ah, ci artyści!), w nieodłącznym kapeluszu i z nieodłączną lutnią wkroczył do sali z szerokim uśmiechem i zaraz jął zabawiać rozmową Madame Lilly. Salyi było to jak najbardziej na rękę - zajęta konwersacją z bardem, szefowa nie będzie zwracać bacznej uwagi na swoje podopieczne. Dziewczyna zastanowiła się, jak to się dzieje: bard, biedny jak mysz kościelna, jest w lupanarze przyjmowany serdeczniej niż wielu innych, znacznie od niego zamożniejszych gości. Nierzadko wychodził nie zapłaciwszy ani grosza, zawsze jednak z dobrym słowem, a czasem nawet z pieśnią na ustach. Salya miała nadzieję, że tak będzie i dzisiaj - bardzo lubiła słuchać głębokiego, męskiego głosu pana Clarka. Kiedy przelotnie spojrzał w jej stronę, puściła do niego oko.
Trubadur jakby tego nie dostrzegł, nadal trajkotał w najlepsze zabawiając kierowniczkę oraz siedzące bliżej dziewczyny wyjątkowo długą i równie głupią opowieścią o żonie kupca korzennego, której ktoś ukradł przecudną diamentową kolię. Madame Lilly gromkim głosem zażądała wina, które po chwili podano. Dziewczyny słuchały historyjki z wypiekami na twarzach.
Salya musiała przerwać obserwację, gdyż przysiadł się do niej właściciel największej farmy w okolicach. Prosty jak futerał na cep rolnik był w podeszłym wieku i śmierdział obornikiem. Postawił przed dziewczyną kieliszek z winem i począł snuć opowieść o tym, jakie to piękne źrebię urodziła niedawno jego koronna klacz, Zuzelka, i jakie to dla wszystkich szczęście. Salya w roztargnieniu stwierdziła, że zaiste, szczęśliwie to wielce iż Zuzelka nie powiła jagnięcia. Rolnika wymiotło w tempie bardziej niżli szybkim.
Bard skończył tymczasem opowiadać, spróbował wina, pochwalił aromat, wystrój wnętrza oraz urodę towarzyszek. Dziewczyny bezbłędnie wyczuły nastrój trubadura, więc od słowa do słowa zaczęły nagabywać go o zaśpiewanie kilku ballad. Salya była im za to bardzo wdzięczna. Pan Clark wzbraniał się jak mógł, na zmianę to pąsowiał, to bladł. Wreszcie do ogólnych westchnień przyłączyła się szefowa. Bard w końcu uległ.
- Komu jak komu, ale tobie, Liliano, nie potrafię odmówić - rzekł z błyskiem w oku i począł stroić instrument. Po chwili grał już zaimprowizowaną na poczekaniu strofę, wychwalającą urodę właścicielki przybytku. Salya właśnie dostała odpowiedź na zadane wcześniej pytanie. Ten człowiek był niesłychanie szarmancki, chociaż nie można powiedzieć, że przystojny. Jego maniery w stosunku do kobiet, sposób bycia, spojrzenia, gesty, nieprzebrany zasób komplementów... To niesłychanie groźny przeciwnik, skarciła się w duchu kobieta. Pamiętaj, głupia krowo, że on może udawać, w końcu jest artystą. Nie zapominaj po co tu jesteś.
Bard zaintonował drugą pieśń, dla odmiany skoczną i wesołą. Goście natychmiast ruszyli z miejsc, porywając partnerki do tańca. Na szczęście do Salyi nikt nie podszedł. Kiedy wszyscy bawili się w najlepsze, w drzwiach wejściowych pojawił się...


Ksieni należy tytułować

Tytuł w nagłówku:
Przewielebna Panno Ksieni, Dobrodziejko!
Tytuł w treści: Wasza Przewielebność
Cześć: Waszej Wielebność cześć wyraża
Podpis: uniżony sługa N.N.
Adres: Przewielebna Panna Ksieni Dobrodziejka Margoo


"I do not fear the truth"
- "Atlas chmur"


Dobro czy zło jako takie są równie rzadkie, jak czysta czerń czy biel w przyrodzie.

Vincent van Gogh


"- To wódka? - Słabym głosem zapytała Małgorzata. Kot poczuł się dotknięty i aż podskoczył na krześle.
- Na litość boską, królowo - zachrypał - czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus!"

Michał Bułhakow, "Mistrz i Małgorzata"
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wątek fabularny
PostNapisane: 25 lip 2013, o 20:58  
Avatar użytkownika

Starszy Skryba
Dołączył(a): 22 lut 2010, o 21:36
Posty: 829
Lokalizacja: Elbląg
Offline

Proszę proszę, jaśnie oświecony imć pan Ferdinand Baumann, drugi zastępca ambasadora D'hary. Zgodnie z rozkładem, nawet trochę za wcześnie. Nic to, nieco mu zajmie, zanim wyciągnie na górę tą, dla której tu przyszedł - myślał Clark, nie przerywając koncertu - spokojnie mam jeszcze czas na trzy ballady, może nawet cztery. Wówczas trzeba będzie dać nogę. Dziewczyny będą zawiedzione, ale nie ma tego złego, tym chętniej ugoszczą mnie tu następnym razem...
Zaczął więc grać następną balladę, swoją ulubioną. Traktowała o tym, co młoda dziewczyna może zrobić z pijanym synem młynarza. Zabawa trwała w najlepsze. Clark ze zdziwieniem spostrzegł, że młoda, ruda kobieta z włosami godnymi królowej siedzi pod ścianą zamyślona. Wydało mu się to dziwne, że dziewczyna z nikim nie tańczy, nie miał jednak czasu rozstrząsać dłużej tej kwestii. Obiekt obserwacji ruszył bowiem z miejsca i szybkim krokiem podszedł do Madame Lilly. Chwilę szeptał jej coś do ucha, szefowa pokiwała ze zrozumieniem głową. Wówczas D'harańczyk chwycił za rękę długonogą blondynkę, siedzącą w pobliżu schodów i natychmiast udali się na górę. Clark, zaskoczony takim obrotem spraw, czym prędzej zakończył pieśń.
- Bardzo państwa przepraszam, niestety, nie mam dziś za dużo czasu, także sami rozumiecie... dobrej nocy życzę... - gnąc się w ukłonach i rzucając uśmiechy na prawo i lewo, zaczął się wycofywać w stronę wyjścia. Manewr się nie powiódł - Madame Lilly własnym okazałym ciałem zasłoniła drzwi.
- O nie, Mistrzu Clark. Bez bisu nie wyjdziesz, ja ci to mówię, jakem Lilly! - wypowiedzi towarzyszył chóralny pomruk aprobaty. Cóż było robić - Clark znów spoczął na ławie, pomyślał chwilę i zarżnął od ucha balladę o tym, jak to Opiekun i Stwórca umówili się któregoś razu na piwo, i co z tego faktu wynikło. Zaraz przeszedł płynnie w drugą, nie mniej ciekawą pieśń. Mniej więcej w połowie utworu niby niechcący machnął ręką zbyt mocno. Guzik przy mankiecie zahaczył o strunę, która pękła z głośnym trzaskiem.
Sala zamarła, poeta z wyrazem najgłębszego smutku malującym się na jego twarzy spojrzał na instrument. Poczuł na sobie współczujące spojrzenia gości. Wstał, skłonił się, i ruszył w stronę drzwi, nie słuchając gorących zapewnień szefowej o zwrocie kosztów za naprawę instrumentu. Po chwili opuścił lokal.

Teren rozpoznał jeszcze za dnia. Po lewej stronie stała beczka na deszczówkę - była susza, więc zasobnik był pusty jak głowa Madame Lilly. Co z ciebie za madame... taka z ciebie madame, jak ze mnie, kurna, wicehrabia... - myślał, upychając lutnię do beczki. Nakrył instrument kapeluszem, beczkę przykrył pokrywą. Wiedział że istnieje szansa, iż ktoś podwędzi mu rzeczy, jednak nie znał innego sposobu na bezproblemową obserwację wnętrza burdelu. Bez lutni wyleciałby stamtąd na zbity pysk.
Skręcił za róg, zrzucając po drodze płaszcz. Rozejrzał się ukradkiem, po czym prędko odwrócił odzienie na spodnią stronę - w jednej chwili pstrokata kurta zmieniła się w siwoszarą, ciemną opończę.
Bard chodził w mieniącym się wieloma barwami płaszczu wcale nie z powodu poczucia estetyki. Obca osoba, widząc taki przedziwny strój, w pierwszej kolejności oglądała dokładnie właśnie ten dziwny ni to płaszcz, ni to surdut. Jeżeli później obserwator chciał popatrzeć na lica Clarka, niezmiennie spoglądał najpierw na kapelusz, przyozdobiony wielkim rozłożystym piórem. Zanim ludzie skończyli przyglądać się szczegółom garderoby, bard zazwyczaj był już daleko, bezpieczny. I nie do rozpoznania.
Clark odział się, po czym znowu skręcił, kierując się na tyły budynku, w którym mieścił się lupanar. Doszedł do rogu i zamarł, międląc w ustach przekleństwo. Na tyłach przybytku ustawione były skrzynie oraz różne inne klamoty, stwarzając dogodne warunki do podsłuchiwania odgłosów dochodzących z wewnątrz. Na tych właśnie skrzyniach rozsiedli się wygodnie czterej podchmieleni młodzieńcy, raczący się antałkiem piwa. Clark klął na czym świat stoi, był jednak świadom że z taką widownią nie ma żadnych szans na dostanie się niepostrzeżenie pod okno. Musiał czekać.
Czas leciał, bard zdążył się już dowiedzieć imion wszystkich uczestników balangi, ich ojców, matek oraz dalekich krewnych. Nasłuchał się do bólu o rozmiarach męskości każdego z młodzików który to temat był motywem przewodnim ich żartów i docinków. Poznał powody, dla którego młodzi znaleźli się na podwórzu Trzech Lilii. Mianowicie, piwo na wynos w karczmie było o wiele tańsze niż w ekskluzywnym domu uciech. Clark miał dziś wyjątkowego pecha.
Wreszcie panowie wpadli na pomysł założenia się, który wyżej nasika. Wiele nie dumając udali się wszyscy pod przeciwległą ścianę, wyjęli, jakby tu rzec, sikawki i poczęli rozstrzygać spór.
Teraz! Clark ruszył bezszelestnie przez podwórze, wskoczył na skrzynki i zaczął piąć się w górę. Przycupnął pod skrajnym oknem i zamarł, nasłuchując - pokój okazał się pusty. Mężczyźni na dole, opróżniwszy pęcherze, oddalili się w kierunku wejścia do burdelu. Przesunął się w kierunku drugiego okna. Przez szpary w okiennicach sączyło się światło - bard zdwoił czujność...
- Heidi, horst du mich? jak najszybciej. Unverzuglich!
- Tak jest, panie generale!
Trzask zamykanych drzwi. Cisza w pokoju. Clark zdał sobie sprawę z tego, że zawiódł.
- Kurna żesz jego, w kratkę rżnięta, przez most wieży czarodzieja w te i z powrotem batem pędzona, jebana rasa! -zaklął w myślach. Generał, no myślałby kto, nic dziwnego że centrala tak się paliła aby wiedzieć, o czym tu było mówione... Tylko co ona miała zrobić natychmiast?
Zajrzał przez szparę w okiennicy. Kobieta odwracała właśnie do góry nogami jedyne w pomieszczeniu krzesło. O, a cóż to? Odkręciła nogę... Clark patrzył jak urzeczony. Kobieta wyciągnęła z wdrążonej nogi krzesła zwitek pergaminów, postawiła mebel w funkcjonalnej pozycji, zasiadła na nim, pobrała czysty arkusz i zaczęła pisać.
Szpieg stanął przed nie lada dylematem. Doktryna nakazywała, aby w takim przypadku w żadnym razie nie dekonspirować wroga. Śledząc obcego agenta i poznając jego kontakty, można było, po długim czasie żmudnych obserwacji wykryć całą siatkę wywiadowczą i wyeliminować raz na zawsze. Z drugiej jednak strony, rozkaz centrali brzmiał: raport natychmiast. Takie słowa padały w meldunkach operacyjnych bardzo rzadko, musiało się kroić coś naprawdę ważnego. W takim razie pierwszeństwo ma wiadomość, którą należy niezwłocznie przechwycić, ale jeżeli Heidi jest dobra, a musiał zakładać taką opcję, może go zgubić w labiryncie ciemnych uliczek Aydindril... Nie, trzeba działać już, teraz.
Clark wyjął zza pasa sztylet i zaczął podważać haczyk blokujący okiennice. Przyszło mu to nie bez trudu, bowiem stolarkę wykonywał w lokalu porządny fachowiec, a poza tym trzeba było zachować bezwzględną ciszę. Udało się to wreszcie, teraz tylko szarpnąć... fachowiec był zaiste wysokiej klasy, okiennice nie skrzypiały. Zaczął gramolić się przez framugę, jednocześnie chowając sztylet...
Blondynka usłyszała szmer za sobą , odwróciła się i zamarła z wyrazem bezkresnego zdziwienia na twarzy. Ręce Clarka sięgnęły do jej szyi i ścisnęły silnie. Jednocześnie mężczyzna rzucił okiem na pergamin na biurku i uśmiechnął się. Jego uśmiech był zły. Bardzo zły.
- Ty głupia, leniwa, d'harańska dziwko! - szeptał Clark, dusząc kurtyzanę - nie uczyli was w tym waszym pieprzonym kraju, żeby nigdy, przenigdy nie zapisywać treści meldunku przed szyfrowaniem? Banda nieudaczników! Może przeżyłabyś, gdybyś tego nie zrobiła. Teraz jesteś dla mnie tylko przeszkodą, którą muszę usunąć.
Heidi próbowała walczyć, jednak uścisk mężczyzny był mocny. Za mocny. Jedyny skuteczny w tym przypadku sposób na uwolnienie - cios nogą w krocze - przewidział bezbłędnie i odsunął się, przyjmując uderzenie na udo. Ani na chwilę nie przerwał duszenia. Po dłuższym czasie ciało D'haranki zwiotczało.
Clark dla pewności trzymał kobietę jeszcze przez moment, po czym odłożył delikatnie ciało i rzucił się na pisma. Książka kodowa była niezwykle cenna - schował ją pieczołowicie, dzięki niej uda się odszyfrować przejęte przez centralę d'harańskie meldunki. Zaraz jednak zaczął czytać wiadomość, która miała być nadana przez blondynkę.

Operacja BLOOZ KEGIR w toku. Spotkanie i ewakuacja zgodnie z ustaleniami. Przekazać dalej. Wykonać natychmiast. Nie potwierdzać.

Drogi Stwórco! - szepnął Clark - wycofują agentów? Po co? I dlaczego akurat teraz? - myślał intensywnie, w pośpiechu szukając w pokoju sakiewki. Znalazł ją wreszcie w komodzie z ubraniami, schował w zanadrzu i ewakuował się przez okno, zamknąwszy za sobą okiennice - I dlaczego to jest takie ważne? Przecież to dla nas lepiej, mniej wrogów w mieście, większe bezpieczeństwo... Co to jest Blooz Kegir? Gdzieś już słyszałem te słowa, górnod'harańskie, to pewne...
Clark nie był ani odrobinę mądrzejszy niż przedtem, nic z tego wszystkiego nie rozumiał. Posiadał jednakże książkę kodów, która była wyjątkowo ważna, a poza tym musiał nadać meldunek. Przebrał więc z powrotem płaszcz, z beczki wydobył szczęśliwie nietknięte przedmioty będące jego własnością i ruszył w stronę domu, głęboko zamyślony.


Pisałem własną ręką,
Rajek, Pierwszy Skryba.


Zaskakujący w smaku, zapachu i kolorze... Rajek. Orzeźwiający a delikatny, słodki a wyrafinowany, piwny a aromatycznie żurawinowy.
Czarny a czerwony.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wątek fabularny
PostNapisane: 25 lip 2013, o 20:58  
Avatar użytkownika

Ksieni
Dołączył(a): 31 sty 2010, o 01:41
Posty: 893
Lokalizacja: Elbląg
Offline

Po gwałtownym wyjściu pana Clarka zabawa nie kleiła się jakoś. Madame Lilly postawiła w końcu wszystkim po kolejce Bobra, co trochę rozruszało towarzystwo. W tym czasie Salya dojrzała zbiegającego po schodach Baumanna, który wyszedł spiesznie z lokalu, żegnając się w przelocie.
- Idę się przewietrzyć, wracam za moment - oznajmiła w przestrzeń, po czym nie zaczepiana przez nikogo, opuściła budynek. Herr Ferdinand właśnie znikał za rogiem.
Kobieta upięła włosy wyciągniętą zza pasa długą szpilką, po czym ruszyła w ślad za D'harańczykiem. Ten spieszył się i niespecjalnie kluczył, ale ciężko było śledzić go na dość pustych o tej porze ulicach. Wyminęli trzech podpitych jegomości, donośnie śpiewających durną piosenkę. Baumann skręcił w prawo, kierując się w stronę alei Kingsrow. Dotarła do narożnika, wyjrzała zza węgła po czym szybko cofnęła głowę - Ferdinand stał tuż, rozmawiając ze średniego wzrostu młodym mężczyzną. Próbowali odpalić pochodnie wydobytym przez Baumanna krzesiwem - to miało wyglądać na przypadkowe spotkanie. Salya żałowała, że nie jest w tym momencie niewidzialna. Stanęła pod ścianą i zaczęła nasłuchiwać.
- Pan potrzyma tutaj, wnet zapłonie... Mówił głośno Baumann, po czym znacznie ciszej dodał: BLOOZ KEGIR rozpoczęte, spieprzaj na PE4. Za tydzień będzie tu rządził Lord Rahl. Nikomu ani słowa, bo zaszlachtuję.
- Ależ generale - odrzekł tamten - jak to? a ludzie? - Dziękuję panu bardzo, ciemno tu jak w rzyci u błotnego człeka!
- Gówno mnie obchodzą twoi ludzie! ty jesteś ważny! No, zapalaj się żesz, do stu tysięcy kotłów Opiekuna...
Salya tak była przejęta rozmową odbywającą się nieopodal, że prawie dostała zawału, kiedy poczuła solidne klepnięcie w tyłek. Zachwiała się i wypadła na ulicę, prosto w stronę Baumanna i jego towarzysza. Jednocześnie ktoś z tyłu gromkim głosem oznajmił:
- No, mała, chodź tu do nas, co tak sterczysz pod tą latarnią! - to byli owi trzej podpici jegomoście, których wcześniej zostawiła za plecami. Nie miała pojęcia, jak mogła nie usłyszeć ich kroków.
Informator Baumanna chyba był głupszy, niż na to wyglądał, bowiem uśmiechnął się tylko obleśnie. Natomiast Herr Friedrich w lot zrozumiał sytuację.
- Hans, zabij ją! to wtyka! - wycedził w stronę towarzysza, po czym pobiegł w kierunku ambasady. Hans może myślał wolno, ale wiedział, co to rygor. Ułamek sekundy później trzymał już w dłoni sztylet i szedł powoli w kierunku rudowłosej kurtyzany.
- To my może... już pójdziemy... - usłyszała Salya za plecami. Pijani mężczyźni woleli nie mieszać się do zbrodni.
Kobieta przywołała na twarz wyraz panicznego przestrachu, i zaczęła się cofać w stronę ściany, jednocześnie szepcząc:
- Ale co.... co ja? Panie, pomiłujcie... to przypadek...
- Zamknij się, ladacznico! - wychrypiał napastnik, unosząc sztylet.
- Ależ panie... litości! ja... ja się odwdzięczę! ja... - szeptała cały czas Salya, jednocześnie podnosząc rękę i wydłubując z włosów długą szpilkę. W tym samym czasie lekko pochyliła się do przodu. Rozpuszczone nagle loki wykonały resztę pracy, lądując w wycięciu sukni.
Hans był jednak głupi - spuścił wzrok z twarzy kurtyzany i spojrzał niżej. To był ostatni błąd w jego krótkim życiu - Salya dała krok w przód i uderzyła prostując rękę. Szpilka wbiła się w oko mężczyzny, natychmiast docierając przez oczodół do mózgu. Hans zwalił się na ziemię jak worek zboża, dziewczyna jednak już tego nie widziała - odwróciła się na pięcie i z całych sił pobiegła w kierunku Pałacu Spowiedniczek.


Ksieni należy tytułować

Tytuł w nagłówku:
Przewielebna Panno Ksieni, Dobrodziejko!
Tytuł w treści: Wasza Przewielebność
Cześć: Waszej Wielebność cześć wyraża
Podpis: uniżony sługa N.N.
Adres: Przewielebna Panna Ksieni Dobrodziejka Margoo


"I do not fear the truth"
- "Atlas chmur"


Dobro czy zło jako takie są równie rzadkie, jak czysta czerń czy biel w przyrodzie.

Vincent van Gogh


"- To wódka? - Słabym głosem zapytała Małgorzata. Kot poczuł się dotknięty i aż podskoczył na krześle.
- Na litość boską, królowo - zachrypał - czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus!"

Michał Bułhakow, "Mistrz i Małgorzata"
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wątek fabularny
PostNapisane: 25 lip 2013, o 20:58  
Avatar użytkownika

Starszy Skryba
Dołączył(a): 22 lut 2010, o 21:36
Posty: 829
Lokalizacja: Elbląg
Offline

Clark powoli dreptał w stronę domu, cały czas usiłując zrozumieć sens uzyskanych informacji.
Kryptonim operacji teoretycznie dobiera się tak, aby nie miał on żadnego związku z prowadzonymi działaniami. W teorii, bo w praktyce kryptonimy dobiera się inaczej: aby łatwo je było zapamiętać. To poważne naruszenie procedur bezpieczeństwa w midlandzkim wywiadzie surowo tępione. Czy D'harańczycy poszliby na coś takiego? Może by i poszli, ta dziewuszka, Heidi, nie była zbyt rozgarnięta, może to u nich powszechne...
I dlaczego, do ciężkiej cholery, odwołują agentów? Kiedy odwołuje się agentów? Kiedy są spaleni, albo kiedy nie są potrzebni. Ale przecież ta kurwa nie była spalona, a przynajmniej Baumann nie mógł o tym wiedzieć. Ponadto, osoba dla której przeznaczony był meldunek nie była spalona z całą pewnością, inaczej Heidi nie bawiłaby się z kodowanie wiadomości... Więc przestali być potrzebni. Kiedy agenci nie są potrzebni? Kiedy nie ma kogo szpiegować...
Clark zatrzymał się w pół kroku, po czym zawrócił i pełnym pędem rzucił się w kierunku siedziby centrali, mieszczącej się w Pałacu Spowiedniczek. Lutnia boleśnie obijała mu plecy. Myśl dokończył już w biegu:
Idzie na nas cała chędożona, D'harańska armia. To dlatego ich odwołali - bo są pewni, że niedługo nie będzie tu wrogów, a nie chcą przypadkowo zabijać swoich. Są pewni, że wygrają. W Aydindril zostaną tylko zwolennicy Lorda Rahla.
W następnym przebłysku pamięci przypomniał sobie, co znaczy Blooz Kegir i zyskał całkowitą pewność. Na ile mógł, przyśpieszył kroku.
Rzeczywiście słowa pochodziły z górno'dharańskiego, a oznaczały wojnę błyskawiczną.
Blitzkrieg.


Pisałem własną ręką,
Rajek, Pierwszy Skryba.


Zaskakujący w smaku, zapachu i kolorze... Rajek. Orzeźwiający a delikatny, słodki a wyrafinowany, piwny a aromatycznie żurawinowy.
Czarny a czerwony.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wątek fabularny
PostNapisane: 25 lip 2013, o 20:59  
Avatar użytkownika

Ksieni
Dołączył(a): 31 sty 2010, o 01:41
Posty: 893
Lokalizacja: Elbląg
Offline

Uhhhhhh!!! - Salya nie wiedziała do końca, co się stało. Coś dosłownie zwaliło ją z nóg. Bełt? nie, przecież żyje. Może cios maczugą? Bezładnie zaczęła gramolić się z ziemi.
- Najmocniej panią przepraszam, naprawdę, nie chciałem - ujrzała wyciągniętą dłoń. Chwyciła ją, poczuła silne szarpnięcie i już stała na nogach - Nie może być! Panienka Salya?
- Dobre Duchy! Mistrz Clark! Gdzie pan tak pędzi? - Zapytała, po czym zaczęła myśleć. Ja mu się nie przestawiałam, to pewne. Skąd on zna moje imię? Chciał zwiać z Trzech Lilii akurat wtedy, kiedy wszedł tam Baumann... Baumann był za wcześnie...
- Pan wybaczy, mistrzu, ale muszę... - zerknęła tęsknie w stronę widocznej nad zabudowaniami wieży Pałacu Spowiedniczek. Dokładnie chwilę wcześniej zerknął tam Clark.
- Ano właśnie, wie pani... - Clark przemyślał sprawę równie szybko i podjął decyzję - W Aydindril nigdy nie było takich mrozów -wycedził wolno i wyraźnie.
- O, kurwa! Nie, to niemożliwe! - pomyślała dziewczyna, ale prędko się opanowała. Wiedziała, że musi szybko odpowiedzieć, inaczej umrze - Przebyłam szmat drogi, choć nie miałam wozów.
- Wiesz o Blooz Kegir? Odpowiadaj!
- Wiem! Baumann... D'hara....
- Nie ma czasu! Biegiem! - Ryknął Clark. Ruszyli ramię w ramię, biegnąc najszybciej jak to tylko możliwe.
Kiedy wypadli na główną promenadę, nieliczni przechodnie oglądali się za nimi ze zdziwieniem. Nie obejrzał się tylko jeden - posłaniec, który pędził do pałacu dosiadając okropnie spienionego wierzchowca. Ani on na nich, ani oni na niego nie zwrócili najmniejszej cząstki uwagi.


Ksieni należy tytułować

Tytuł w nagłówku:
Przewielebna Panno Ksieni, Dobrodziejko!
Tytuł w treści: Wasza Przewielebność
Cześć: Waszej Wielebność cześć wyraża
Podpis: uniżony sługa N.N.
Adres: Przewielebna Panna Ksieni Dobrodziejka Margoo


"I do not fear the truth"
- "Atlas chmur"


Dobro czy zło jako takie są równie rzadkie, jak czysta czerń czy biel w przyrodzie.

Vincent van Gogh


"- To wódka? - Słabym głosem zapytała Małgorzata. Kot poczuł się dotknięty i aż podskoczył na krześle.
- Na litość boską, królowo - zachrypał - czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus!"

Michał Bułhakow, "Mistrz i Małgorzata"
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wątek Salyi i Clarka
PostNapisane: 19 sie 2013, o 21:58  
Avatar użytkownika

Poszukiwacz Prawdy
Dołączył(a): 22 lut 2010, o 23:25
Posty: 3253
Lokalizacja: Kraków
Offline

George przysypiał oparty o halabardę na swoim posterunku przy Pałacu Spowiedniczek. Obok podobną czynność wykonywał jego towarzysz, Lucas. Że też musieli wylosować najnudniejszą wartę ze wszystkich możliwych... W nocy przy Pałacu Spowiedniczek nigdy nic się nie działo. No, ale służba nie drużba, jak to mawiał jego Ojciec, niech go dobre duchy mają w swojej opiece. Przynajmniej mógł trochę pospać między obchodami kapitana Larrena.
Właśnie próbował znaleźć sobie wygodniejszą pozycję gdy usłyszał tętent kopyt na bruku. Po chwili na plac przed Pałacem wpadł człowiek dosiadający okrutnie spienionego konia. Jeździec ściągnął gwałtownie wodze; z kamiennego bruku poszły skry, zwierzę aż przysiadło na zadzie. Mężczyzna zeskoczył z wierzchowca, przy czym o mało się nie przewrócił, i zaczął iść w kierunku strażników. Rumak natomiast po chwili padł na ziemię.
Idiota zajechał to biedne zwierzę na śmierć – pomyślał George i szturchnął Lukasa - ten szybko się przebudził i obaj zastąpili drogę przybyszowi, krzyżując halabardy.
- STAĆ! KTO IDZIE!
Dopiero teraz mieli okazje zobaczyć że nieznajomy jest ubrany w mundur, gdyż z daleka jego strój wyglądał jak najgorsze łachmany. Na poszarpanym kaftanie można było dostrzec zaschniętą krew. Mundur był znany Georgowi ale nie mógł na razie dopasować go do żadnej z krain konfederacji Midlandów.

Anderith…, nie… Mardovia… nie, oni mają zielone…

- Bujanie w obłokach – odezwał się przybysz. Widać było po nim, że ledwo stoi.

Lifiania… hmm, nie, oni mają inny krój... Zaraz... co ten idiota powiedział? Bujanie w obłokach? Nie chyba się przesłyszałem, to niemożliwe. Bujanie w obłokach. Hasło alarmowe...

- Jasna cholera! Kapitanie Larren!
Z wnętrza wieży wartowniczej wyłonił się oficer, zapinając po drodze kurtę od munduru. Wprawnym okiem ocenił sytuację na placu, po czym podszedł do zgromadzonych.
- Jestem. Meldujcie.
- Ten człowiek rzekł: Bujanie w obłokach', kapitanie!
Kapitan otworzył usta. Przez dłuższą chwilę wyglądał jak wyciągnięty z wody karp, ale doświadczenie wzięło górę i stary wojak odzyskał rezon.
- Kapralu Lukas, trzy uderzenia w dzwon alarmowy! Wykonać!
- TRZY, panie kapitanie? - Tym razem to Lukasowi opadła szczęka.
- Tak powiedziałem, WYKONAĆ!!
Lukas rzucił się w stronę budki strażniczej, stojącej w pobliżu budynku koszar. W powietrzu zawibrował przejmujący dźwięk dzwonu. Po chwili z koszar zaczęli wysypywać się zaspani żołnierze. Niektórzy dopinali mundury, inni zaciągali pasy, jeszcze inni w pośpiechu poprawiali broń. Wszyscy jednak jak jeden mąż klęli w żywy kamień:
- A żeby tego starego ramola pokręciło, ćwiczeń mu się zachciało, o tej porze, a żeby go Opiekun porwał...
Wszyscy ustawili się jednak karnie w szeregu, tuż przed kapitanem. Ten opanował się już całkowicie i absolutnie nie zamierzał tracić czasu.
Ty - wskazał na pierwszego w szeregu - odnajdziesz natychmiast szambelana Cartera i przekażesz mu by obudził Matkę Spowiedniczkę. Ty i ty - wskazał na następnych - Odszukacie i obudzicie generała Brainarda, Ty generała Sandersona, ty i ty generała Mardale’a, ty pułkownika Skirate. Wszyscy powinni być w swoich komnatach. Ty - wskazał na ostatniego - ruszysz do Wieży Czarodzieja. Będziesz rozmawiał tylko i wyłącznie z Pierwszym Czarodziejem, niech cię do niego zaprowadzą. Wszystkim wymienionym przekażcie hasło 'Kwiat Paproci- zrozumieją. Wykonać!
Żołnierze ruszyli biegiem we wszystkich kierunkach.
A ty... - zwrócił się do posłańca – ty pójdziesz ze mną. George, pomóż mu iść - To powiedziawszy poprowadził ich do wnętrza pałacu.
Szli przeróżnymi korytarzami i krużgankami, aż w końcu dotarli do celu - małego pokoju w którym po bokach znajdowały się ławy. W pomieszczeniu znajdował się jeden ze służących.
- Człowieku usiądź, ledwo się na nogach trzymasz – Zwrócił się Larren do posłańca. Wory pod oczami przybysza wskazywały, że od kilku dni nie spał. – Za chwilę Matka Spowiedniczką i generałowie powinni cię przyjąć.
Kapitan podszedł do służącego i polecił znaleźć coś do picia i jedzenia dla gościa, po czym wraz z Georgem wrócili na posterunek przed pałacem.

Pendisan! No jasne, ten człowiek pochodzi z Kotliny Pendisan - przypomniał sobie po drodze George.

Gdy dotarli na posterunek, zastali tam niemiłosiernie przejętego Lukasa.
- Panie Kapitanie – zapytał go jak tylko podeszli – co znaczy ”Bujanie w obłokach”?
- Zostaliśmy zaatakowani przez imperium D’hary, żołnierzu. Mamy wojnę.
Lukas był wstrząśnięty. W tym właśnie momencie na plac wbiegli kolejni goście. Mężczyzna i kobieta. Sądząc po strojach byli to bard i kurtyzana. Lukas, który nie dotarł jeszcze do siebie po informacji o wojnie otworzył tyko szerzej oczy ze zdumienia.
Co na jaja Opiekuna, niech go kozioł liże…
- STAĆ! W IMIENIU GWARDII OBYWATELSKIEJ AYDINDRIL NAKAZUJE WAM SIĘ ZATRZYMAĆ!


Na początku był Eru, Jedyny,
którego na obszarze Ardy nazywają Ilúvatarem;
On to powołał do życia Ainurów,
Istoty Święte, zrodzone z Jego myśli.
Ci byli z Nim wcześniej, niż powstało wszystko inne.
Rozmawiał z nimi i poddawał im tematy muzyczne.
Ainurowie zaś śpiewali dla Niego i On radował się tą muzyką.


Koło Czasu obraca się, a Wieki nadchodzą i mijają, pozostawiając wspomnienia, które stają się legendą. Legenda staje się mitem, ale nawet mit jest już dawno zapomniany, kiedy nadchodzi Wiek, który go zrodził. W jednym z Wieków, zwanym przez niektórych Trzecim Wiekiem, Wiekiem, który dopiero nadejdzie, Wiekiem dawno już minionym, w Górach Przeznaczenia podniósł się wiatr. Wiatr ten nie był prawdziwym początkiem. W obrotach Koła Czasu nie istnieją początki ani zakończenia. Niemniej był to jakiś początek.

Run...Run you clever boy...and remember - Clara Oswin Oswald
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wątek Salyi i Clarka
PostNapisane: 20 sie 2013, o 21:34  
Avatar użytkownika

Ksieni
Dołączył(a): 31 sty 2010, o 01:41
Posty: 893
Lokalizacja: Elbląg
Offline

W głowie Salyi tłoczyły się myśli.
Wojna… jak to wojna, to niemożliwe. I jeszcze ten Clark. Kim on w ogóle jest? Co on tam robił? Ale to nasz… Cudna przykrywka. Bard! Pięknie. A tyle razy był Pod Trzema Liliami. Nigdy bym go nie podejrzewała. Dobry jest. Nagle Salya skarciła się w myślach: Uspokój się głupia, masz ważniejsze rzeczy na głowie. Skup się. Kapitan James Greer... Salya uśmiechnęła się na wspomnienie poprzedniej rozmowy z kapitanem. Muszę się do niego dostać.
Biegła obok barda. Włosy! Muszę je spiąć… I szybkim, wyćwiczonym już ruchem, wyciągnęła zza paska szpilkę i umieściła ją w naprędce stworzonym koku. Zobaczyła z daleka trzech mężczyzn stojących na placu. Z całą pewnością dwóch strażników i kapitan. Co kapitan tam robił? Obchód?
Po słowach gwardzisty zatrzymała się jak wryta.
- Herba… cia… na ró… ża – ledwie powiedziała zdyszana – Kapitan Geer! Natychmiast!


Ksieni należy tytułować

Tytuł w nagłówku:
Przewielebna Panno Ksieni, Dobrodziejko!
Tytuł w treści: Wasza Przewielebność
Cześć: Waszej Wielebność cześć wyraża
Podpis: uniżony sługa N.N.
Adres: Przewielebna Panna Ksieni Dobrodziejka Margoo


"I do not fear the truth"
- "Atlas chmur"


Dobro czy zło jako takie są równie rzadkie, jak czysta czerń czy biel w przyrodzie.

Vincent van Gogh


"- To wódka? - Słabym głosem zapytała Małgorzata. Kot poczuł się dotknięty i aż podskoczył na krześle.
- Na litość boską, królowo - zachrypał - czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus!"

Michał Bułhakow, "Mistrz i Małgorzata"
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wątek Salyi i Clarka
PostNapisane: 20 sie 2013, o 22:09  
Avatar użytkownika

Starszy Skryba
Dołączył(a): 22 lut 2010, o 21:36
Posty: 829
Lokalizacja: Elbląg
Offline

Zdyszany Clark oparł ręce na kolanach. Trochę był już za stary na takie przebieżki, częste wizyty w karczmach nie poprawiają kondycji. Zadyszka nie wpływała jednak na zdolność obserwacji i wyciągania wniosków.

Niesamowite, panienka Salya agentką Konfederacji... W służbie w Aydindril od jakichś trzech... nie, dwóch miesięcy. Najwyżej druga placówka, wcześniej musieli wysłać ją na jakieś zadupie, żeby liznęła trochę rzemiosła. I tyle. Widać to było wyraźnie po jej reakcji na hasło. Chociaż nie powiem, wyszkolona bardzo dobrze - skoro ja połapałem się tak późno... Ciekawym wielce, kogo pilnowała w tym burdlu. Baumanna? Heidi? Nie, o Heidi chyba nie wiedzieli... A może ślepy traf?

Bard odsapnął nieco, uniósł czoło. Strażnicy byli jakoś dziwnie podenerwowani, normalnie przecież nie reagują w ten sposób... Nawet Larren, coś tu zaszło... O, a cóż tu robi ten koń?

Więcej wydumać nie zdążył, gdyż Salya z marszu odezwała się do strażników:

- Herba… cia… na ró… ża... Kapitan Geer! Natychmiast!

Greer? Nie znam... Łącznik? Ktoś z centrali? Eh, nie ma teraz czasu na pośredników!

Clark nachylił się w stronę ciężko dyszącej Salyi, szepcząc:

- Wybacz, Pani, nie wiem kim jest pan Greer, ale sądzę, że pułkownik będzie w stanie zareagować o wiele szybciej niż kapitan.

To rzekłszy wyprostował się i spokojnym krokiem ruszył w stronę kapitana.

- Kapitanie Larren, bądź łaskaw zaprowadzić tą damę i mnie do komnat pułkownika Briana Shawa. Łzy o poranku. Zrozumiałeś?


Pisałem własną ręką,
Rajek, Pierwszy Skryba.


Zaskakujący w smaku, zapachu i kolorze... Rajek. Orzeźwiający a delikatny, słodki a wyrafinowany, piwny a aromatycznie żurawinowy.
Czarny a czerwony.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wątek Salyi i Clarka
PostNapisane: 21 sie 2013, o 19:16  
Avatar użytkownika

Poszukiwacz Prawdy
Dołączył(a): 22 lut 2010, o 23:25
Posty: 3253
Lokalizacja: Kraków
Offline

George patrzył się osłupiały to na barda to na kurtyzanę.
Bujanie w obłokach, Kwiat Paproci, Herbaciana róża, Łzy o poranku. Czy oni tam w tym wywiadzie do szczętu podurnieli?
Stary strażnik popatrzył się w końcu na kapitana nie wiedząc co robić przecież to on tu był starszym stopniem.
- Na czarnego ch*** opiekuna - zaklął pod nosem kapitan – George zaprowadź ich do pułkownika. I niech ktoś do jasnej cholery zajmie się wreszcie tym koniem.
- TAK JEST SIR – George zasalutował a następnie zwrócił się do przybyszów – Proszę za mną.
Prowadził ich bogato zdobionymi komnatami. Wszędzie w nieładzie biegali ludzie. W głowie Georga kłębiło się tysiące pytań. Czemu biegli jakby ich sam Opiekun ścigał? Czego chcą od pułkownika? I wiele innych. Wiedział jednak że nie może tych pytań zadać bo i tak zapewnie by mu nie odpowiedzieli, nie takiemu prostemu żołnierzowi jak on. Po chwili George zatrzymał się przed prostymi dębowymi drzwiami.
- Proszę tu zaczekać – odezwał się i zapukał do drzwi. Po chwili ze środka dobiegł głos
- WEJŚĆ
Strażnik wszedł do pokoju i zamknął drzwi za sobą. Po chwili Clark i Salya usłyszeli gniewny okrzyk stłumiony przez drzwi i ściany.
- To na co czekać ty wełnianogłowy idioto! Wpuszczaj ich do środka!
Po chwili George wyszedł
- Pułkownik Shaw oczekuje was w środku – poinformował ich po czym im zasalutował i odszedł.
Clark dworsko się skłonił Salyi dając jej znak by poszła przodem. Dziewczyna uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością i przekroczyła próg.
W komnacie było jasno. W środku nerwowo przechadzał się mężczyzna w sile wieku. Zmierzwione włosy i nie do końca zapięty mundur wskazywały że dopiero wstał. Gdy zobaczył Clarka i Salyi’e zatrzymał się i przeczesał ręką włosy.
- Clark, a ty musisz być panienka Salya. Mówcie co się na ognie zaświatów dzieje.


Na początku był Eru, Jedyny,
którego na obszarze Ardy nazywają Ilúvatarem;
On to powołał do życia Ainurów,
Istoty Święte, zrodzone z Jego myśli.
Ci byli z Nim wcześniej, niż powstało wszystko inne.
Rozmawiał z nimi i poddawał im tematy muzyczne.
Ainurowie zaś śpiewali dla Niego i On radował się tą muzyką.


Koło Czasu obraca się, a Wieki nadchodzą i mijają, pozostawiając wspomnienia, które stają się legendą. Legenda staje się mitem, ale nawet mit jest już dawno zapomniany, kiedy nadchodzi Wiek, który go zrodził. W jednym z Wieków, zwanym przez niektórych Trzecim Wiekiem, Wiekiem, który dopiero nadejdzie, Wiekiem dawno już minionym, w Górach Przeznaczenia podniósł się wiatr. Wiatr ten nie był prawdziwym początkiem. W obrotach Koła Czasu nie istnieją początki ani zakończenia. Niemniej był to jakiś początek.

Run...Run you clever boy...and remember - Clara Oswin Oswald
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wątek Salyi i Clarka
PostNapisane: 24 sie 2013, o 16:45  
Avatar użytkownika

Ksieni
Dołączył(a): 31 sty 2010, o 01:41
Posty: 893
Lokalizacja: Elbląg
Offline

- Witaj pułkowniku. Woja! D'Hara wycofuje agentów. Za tydzień mają zamiar podbić Aydindrill. - Salya ogłosiła z wielkim przejęciem. - Muszę zobaczyć się z Kapitanem Greerem. On zna szczegóły mojej misji.


Ksieni należy tytułować

Tytuł w nagłówku:
Przewielebna Panno Ksieni, Dobrodziejko!
Tytuł w treści: Wasza Przewielebność
Cześć: Waszej Wielebność cześć wyraża
Podpis: uniżony sługa N.N.
Adres: Przewielebna Panna Ksieni Dobrodziejka Margoo


"I do not fear the truth"
- "Atlas chmur"


Dobro czy zło jako takie są równie rzadkie, jak czysta czerń czy biel w przyrodzie.

Vincent van Gogh


"- To wódka? - Słabym głosem zapytała Małgorzata. Kot poczuł się dotknięty i aż podskoczył na krześle.
- Na litość boską, królowo - zachrypał - czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus!"

Michał Bułhakow, "Mistrz i Małgorzata"
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wątek Salyi i Clarka
PostNapisane: 24 sie 2013, o 17:19  
Avatar użytkownika

Poszukiwacz Prawdy
Dołączył(a): 22 lut 2010, o 23:25
Posty: 3253
Lokalizacja: Kraków
Offline

- Dobrze
Shaw podszedł do stolika który znajdował się po jego prawej stronie i podniósł z niego mały srebrny dzwoneczek którym zadzwonił. O dziwo dzwoneczek nie wydał żadnego dźwięku jednak po chwili do komnaty wszedł młody strażnik który natychmiast zasalutował pułkownikowi.
- Kapralu znajdźcie kapitana Geera i przyprowadźcie go tu. Powiedzcie mu że sprawa jest pilna.
Kapral ponownie zasalutował.
- Tak jest sir! – po czym odwrócił się na pięcie i opuścił komnatę.
Pułkownik odłożył dzwoneczek i odezwał się do barda.
- A ty Clark? Czego się dowiedziałeś?


Na początku był Eru, Jedyny,
którego na obszarze Ardy nazywają Ilúvatarem;
On to powołał do życia Ainurów,
Istoty Święte, zrodzone z Jego myśli.
Ci byli z Nim wcześniej, niż powstało wszystko inne.
Rozmawiał z nimi i poddawał im tematy muzyczne.
Ainurowie zaś śpiewali dla Niego i On radował się tą muzyką.


Koło Czasu obraca się, a Wieki nadchodzą i mijają, pozostawiając wspomnienia, które stają się legendą. Legenda staje się mitem, ale nawet mit jest już dawno zapomniany, kiedy nadchodzi Wiek, który go zrodził. W jednym z Wieków, zwanym przez niektórych Trzecim Wiekiem, Wiekiem, który dopiero nadejdzie, Wiekiem dawno już minionym, w Górach Przeznaczenia podniósł się wiatr. Wiatr ten nie był prawdziwym początkiem. W obrotach Koła Czasu nie istnieją początki ani zakończenia. Niemniej był to jakiś początek.

Run...Run you clever boy...and remember - Clara Oswin Oswald
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wątek Salyi i Clarka
PostNapisane: 25 sie 2013, o 16:46  
Avatar użytkownika

Starszy Skryba
Dołączył(a): 22 lut 2010, o 21:36
Posty: 829
Lokalizacja: Elbląg
Offline

Clark westchnął. Do tej pory cały czas bił się z myślami, czy dobrze zrobił pędząc do Pałacu, aby przekazać meldunek - wszak oznaczało to dla niego dekonspirację a tym samym daleko posunięte konsekwencje.
Podniósł wzrok i zaczął składać raport. Mówił zwięźle, przytaczając suche fakty oraz opisując własny tok rozumowania i wyciągnięte wnioski.
Kiedy opowiadał o podjęciu pergaminu ze skrytki pod belką, Salya uważniej spojrzała w jego stronę. Bard żadnym gestem nie zdradził, że zauważył cokolwiek, jednak już wiedział, że to dziewczyna była jego łączniczką. Tym bardziej nabrał szacunku do rudej niewiasty oraz dla łowców talentów z wywiadu.
Opowiedział o zamordowaniu d'harańskiej agentki i o przejęciu wrogiego komunikatu. Wspomniał o olśnieniu, którego doznał na pustych ulicach Aydindril i o spotkaniu w Salyą w drodze do Pałacu.
- Podsumowując, Brian, w mojej ocenie wiadomość była na tyle ważna, że kiedy tylko zrozumiałem o co idzie gra, zadecydowałem że muszę dostarczyć ją osobiście. Zresztą, jak widzę, nie tylko ja tak zadedydowałem - tu spojrzał w stronę Salyi i nieznacznie skinął głową. Dziewczyna uśmiechnęła się do niego. - Wiem, Brian, co to dla nas obojga oznacza. W mieście jesteśmy spaleni. Nie ma gwarancji, że ktoś nie widział nas, po pierwsze razem, po drugie gnających na złamanie karku tutaj, do was. Cóż, to była dobra placówka. Całe 9 lat z okładem, odkąd złożyłeś mi propozycję nie do odrzucenia... Zdaję sobie sprawę, że teraz wyślecie mnie na jakieś ciężkie wypizdowo, żebym obserwował który pasterz podpierdzielił innemu kozę... Albo pójdę w odstawkę. Młodą pewnie wrzucicie do centrali - szkoda jej, jest dobra. Bardzo dobra. Mogła by wiele zdziałać... To ten Greer ją wypatrzył? Muszę poznać chłopaka, ma tęgi nochal do talentów. A tymczasem, pozostaje jeszcze sprawa tego...
Clark pogrzebał w zanadrzu i wyjął d'harańską książkę kodową. Położył ją przed sobą na biurku. Pułkownikowi zaświeciły się oczy.
- Daj to szyfrantom, niech się pobawią. Znam życie, przyda się na pewno. Dopóki nie zmienią kodu, Ekipa z działu szyfrów będzie miała ułatwioną robotę.


Pisałem własną ręką,
Rajek, Pierwszy Skryba.


Zaskakujący w smaku, zapachu i kolorze... Rajek. Orzeźwiający a delikatny, słodki a wyrafinowany, piwny a aromatycznie żurawinowy.
Czarny a czerwony.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wątek Salyi i Clarka
PostNapisane: 26 sie 2013, o 21:28  
Avatar użytkownika

Poszukiwacz Prawdy
Dołączył(a): 22 lut 2010, o 23:25
Posty: 3253
Lokalizacja: Kraków
Offline

Pułkownik słuchał raportu Clarka z kamienna twarzą. Gdy skończył milczał przez jakiś czas po czym się odezwał.
- A to wymuskana szuja z tego Baumanna. A tak się uśmiechał i przymilał do rady. Od początku wiedziałem że D’haranczykom nie można ufać. Szkoda że nie udało wam się go ująć, teraz to pewnie jest już w połowie drogi do przełęczy Dobbina. Chętnie sam bym przesłuchał tą spasioną świnię. No ale nic to. Niestety wasze ostrzeżenie jest spóźnione. Tuż przed wami przybył posłaniec z Kotliny Pendisan z informacją że D’haranczycy już zaatakowali.
Brian ponownie się zamyślił przechadzając się po powolnym krokiem po komnacie.
- Co do twojej dekonspiracji Clark. Postąpiłeś jak uważałeś za słuszne a czasu niestety nie możemy cofnąć. Nie mogę cię za to winić. Czasami informacja jaką ma agent do przekazania jest ważniejsza od tożsamości agenta. Po za tym nie mogę sobie pozwolić na stratę jednego z najlepszych agentów jakich miałem. Na pewno nie w takich czasach. A i myślę że dla panienki Salyi znajdzie się jakaś robótka.
W tym właśnie momencie ktoś zapukał do drzwi.
- WEJŚĆ – krzyknął Shaw
Drzwi się otworzyły a w nich stanął kapitan Geer który natychmiast zasalutował pułkownikowi.


Na początku był Eru, Jedyny,
którego na obszarze Ardy nazywają Ilúvatarem;
On to powołał do życia Ainurów,
Istoty Święte, zrodzone z Jego myśli.
Ci byli z Nim wcześniej, niż powstało wszystko inne.
Rozmawiał z nimi i poddawał im tematy muzyczne.
Ainurowie zaś śpiewali dla Niego i On radował się tą muzyką.


Koło Czasu obraca się, a Wieki nadchodzą i mijają, pozostawiając wspomnienia, które stają się legendą. Legenda staje się mitem, ale nawet mit jest już dawno zapomniany, kiedy nadchodzi Wiek, który go zrodził. W jednym z Wieków, zwanym przez niektórych Trzecim Wiekiem, Wiekiem, który dopiero nadejdzie, Wiekiem dawno już minionym, w Górach Przeznaczenia podniósł się wiatr. Wiatr ten nie był prawdziwym początkiem. W obrotach Koła Czasu nie istnieją początki ani zakończenia. Niemniej był to jakiś początek.

Run...Run you clever boy...and remember - Clara Oswin Oswald
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wątek Salyi i Clarka
PostNapisane: 27 sie 2013, o 08:00  
Avatar użytkownika

Ksieni
Dołączył(a): 31 sty 2010, o 01:41
Posty: 893
Lokalizacja: Elbląg
Offline

Salya od razu podeszła do kapitana.
- Herbaciana róża - powiedziała - ale nie wiem czy to już ma jakieś znaczenie skoro przybył posłaniec i wszyscy szykujemy się do wojny. Tak jak Clark mówił pułkownikowi, jestem spalona, do lupanaru nie mogę wrócić. Czekam na instrukcje. - Zamilkła i poważnym, badawczym wzrokiem obserwowała to kapitana, to pułkownika...


Ksieni należy tytułować

Tytuł w nagłówku:
Przewielebna Panno Ksieni, Dobrodziejko!
Tytuł w treści: Wasza Przewielebność
Cześć: Waszej Wielebność cześć wyraża
Podpis: uniżony sługa N.N.
Adres: Przewielebna Panna Ksieni Dobrodziejka Margoo


"I do not fear the truth"
- "Atlas chmur"


Dobro czy zło jako takie są równie rzadkie, jak czysta czerń czy biel w przyrodzie.

Vincent van Gogh


"- To wódka? - Słabym głosem zapytała Małgorzata. Kot poczuł się dotknięty i aż podskoczył na krześle.
- Na litość boską, królowo - zachrypał - czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus!"

Michał Bułhakow, "Mistrz i Małgorzata"
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wątek Salyi i Clarka
PostNapisane: 31 sie 2013, o 14:22  
Avatar użytkownika

Poszukiwacz Prawdy
Dołączył(a): 22 lut 2010, o 23:25
Posty: 3253
Lokalizacja: Kraków
Offline

Po wysłuchaniu kurtyzany kapitan rzekł.
- Mimo wszystko dobrze się spisałaś Salya i owszem do lupanaru już nie wrócisz…
Nagle odezwał się pułkownik.
- Pozwól że ci przerwę James – kapitan skinął głową - Myślę że jednak u mnie znajdzie się dla ciebie jakieś zajęcie. W obecnych czasach każda kolejna osoba z jakimś doświadczeniem jest dla wywiadu na wagę złota. Będzie panienka współpracować z Clarkiem. Widzę że się jakoś dogadujecie. Za kilka dni będę miał dla was pewne zadanie do tego czasu nie będę was potrzebował. Jeżeli nie macie żadnych pytań to możecie odejść.


Na początku był Eru, Jedyny,
którego na obszarze Ardy nazywają Ilúvatarem;
On to powołał do życia Ainurów,
Istoty Święte, zrodzone z Jego myśli.
Ci byli z Nim wcześniej, niż powstało wszystko inne.
Rozmawiał z nimi i poddawał im tematy muzyczne.
Ainurowie zaś śpiewali dla Niego i On radował się tą muzyką.


Koło Czasu obraca się, a Wieki nadchodzą i mijają, pozostawiając wspomnienia, które stają się legendą. Legenda staje się mitem, ale nawet mit jest już dawno zapomniany, kiedy nadchodzi Wiek, który go zrodził. W jednym z Wieków, zwanym przez niektórych Trzecim Wiekiem, Wiekiem, który dopiero nadejdzie, Wiekiem dawno już minionym, w Górach Przeznaczenia podniósł się wiatr. Wiatr ten nie był prawdziwym początkiem. W obrotach Koła Czasu nie istnieją początki ani zakończenia. Niemniej był to jakiś początek.

Run...Run you clever boy...and remember - Clara Oswin Oswald
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wątek Salyi i Clarka
PostNapisane: 8 wrz 2013, o 07:40  
Avatar użytkownika

Ksieni
Dołączył(a): 31 sty 2010, o 01:41
Posty: 893
Lokalizacja: Elbląg
Offline

- Pułkowniku, ale co mamy ze sobą zrobić? Czy dostaniemy jakieś zakwaterowanie do czasu wydania rozkazów? - Salya na moment zamilkła, po czym nieśmiało dodała - Miałam nadzieję, że przydzielisz mi kogoś kto mógłby odzyskać moje rzeczy z Trzech Lilii. Mam tam kilka... przedmiotów, które mogły by mi pomóc w dalszej pracy dla wywiadu. - Salya widziała przed oczami cały zestaw swoich szpilek do włosów, które niejednokrotnie były bardzo przydatne. - Po drugie trzeba jakoś wyjaśnić moje zniknięcie madame Lilly, bo znając życie, ta plotkara zrobi z niego prawdziwe wydarzenie, a tego byśmy nie chcieli...


Ksieni należy tytułować

Tytuł w nagłówku:
Przewielebna Panno Ksieni, Dobrodziejko!
Tytuł w treści: Wasza Przewielebność
Cześć: Waszej Wielebność cześć wyraża
Podpis: uniżony sługa N.N.
Adres: Przewielebna Panna Ksieni Dobrodziejka Margoo


"I do not fear the truth"
- "Atlas chmur"


Dobro czy zło jako takie są równie rzadkie, jak czysta czerń czy biel w przyrodzie.

Vincent van Gogh


"- To wódka? - Słabym głosem zapytała Małgorzata. Kot poczuł się dotknięty i aż podskoczył na krześle.
- Na litość boską, królowo - zachrypał - czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus!"

Michał Bułhakow, "Mistrz i Małgorzata"
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wątek Salyi i Clarka
PostNapisane: 10 wrz 2013, o 17:27  
Avatar użytkownika

Poszukiwacz Prawdy
Dołączył(a): 22 lut 2010, o 23:25
Posty: 3253
Lokalizacja: Kraków
Offline

- Clark ty masz różne kontakty, na pewno uda Ci się znaleźć jakieś tymczasowe lokum dla panienki Salyi. Natomiast co się tyczy twojego zniknięcia z Trzech Lilli i twoich rzeczy to nie możemy pomóc. Dopiero by madame Lilly zaczęła plotkować gdyby moi ludzie zjawili się tam i zażądali twoich rzeczy. Na pewno coś wymyślisz. Z tego co mi kapitan Geer mówił jesteś inteligentną dziewczyną.
I najlepiej będzie jeśli nie będziecie się w ogóle wychylać aż do czasu otrzymania kolejnych rozkazów. Całkowity brak kontaktu. Rozkazy zostaną wam dostarczone tradycyjną metodą.


Na początku był Eru, Jedyny,
którego na obszarze Ardy nazywają Ilúvatarem;
On to powołał do życia Ainurów,
Istoty Święte, zrodzone z Jego myśli.
Ci byli z Nim wcześniej, niż powstało wszystko inne.
Rozmawiał z nimi i poddawał im tematy muzyczne.
Ainurowie zaś śpiewali dla Niego i On radował się tą muzyką.


Koło Czasu obraca się, a Wieki nadchodzą i mijają, pozostawiając wspomnienia, które stają się legendą. Legenda staje się mitem, ale nawet mit jest już dawno zapomniany, kiedy nadchodzi Wiek, który go zrodził. W jednym z Wieków, zwanym przez niektórych Trzecim Wiekiem, Wiekiem, który dopiero nadejdzie, Wiekiem dawno już minionym, w Górach Przeznaczenia podniósł się wiatr. Wiatr ten nie był prawdziwym początkiem. W obrotach Koła Czasu nie istnieją początki ani zakończenia. Niemniej był to jakiś początek.

Run...Run you clever boy...and remember - Clara Oswin Oswald
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wątek Salyi i Clarka
PostNapisane: 11 wrz 2013, o 23:15  
Avatar użytkownika

Starszy Skryba
Dołączył(a): 22 lut 2010, o 21:36
Posty: 829
Lokalizacja: Elbląg
Offline

Clark spojrzał na pułkownika dziwnym wzrokiem. Mniej więcej takim, jakby właśnie odkrył, że pułkownik do szczętu skretyniał.
- Nie no, wyście chyba do szczętu zdurnieli. I kto to mówi? Ty, Brian, co przez wiele lat wbijałeś mi do głowy zasady bezpieczeństwa, z których najważniejsza brzmiała - BEZ RYZYKA? Człowieku, ja rozumiem, że wojna, że masz inne problemy, ale ja ci oświadczam, że jeżeli już zdecydowałem się na ryzyko dekonspiracji, to od tej pory będę postępował tak, jakby dekonspiracja rzeczywiście była faktem. I pani, Panno Salyo, radzę szczerze postępować tak samo. Ja opuszczę gmach tylko w dwóch przypadkach: jeżeli zapewnicie mi odpowiednio zmyślną przykrywkę, albo w drodze do starego świata, gdzie zadekuję się na następne dziesięciolecie, czy wy sobie tego życzycie, czy nie. Nie ma innej opcji. Na ulicy o mnie gadać nie będą, nikt nie zauważy, że zniknąłem. Zdarzało się tak już wcześniej, zresztą czasem umyślnie. Pomyślą, że sie schlałem, albo że tworzę, co w zasadzie na jedno wychodzi - Clark uśmiechnął się przelotnie - A co do tej młodej, zdolnej pani... A, cholera, zapomniałbym: panie Greer, wprawdzie my się nie znamy, ale niech pan wie, że darzę pana ogromnym szacunkiem, przede wszystkim za instynkt. Dział szkoleń to jedno, ale wypatrzeć taki talent, zaprawdę, gratulację się należą. Ja bym to zrobił tak: puścicie z rana człowieka do burdelu, który najpierw popije, potem opowie, że widział jak trupa z rynsztoka wyciągali, bez wątpienia długowłosego, kobiecego, i chyba rudego. Potem zasię pociupcia, i tyle. Panna Salya zniknie. Dajcie nam kawałek kwatery, gdzie możemy zaczekać do czasu opracowania rozkazów - ja rozumiem, że zmieniacie doktrynę - o nic więcej nie proszę. Rzekłem.
Clark zdawał sobie sprawę, że tą mową może zniweczyć sobie, i tak już wiszącą na włosku karierę. Ale naprawdę było mu wszystko jedno, za żadne skarby nie zamierzał wracać na ulice Aydindril - ryzyko było zbyt duże. Gdyby pułkownik odmówił, rzeczywiście wyszedłby, kupił pierwszą lepszą chabetę i ruszył na południe, byle dalej stąd. Byle dalej od ludzi, którzy wiedzieli, kim naprawdę jest.


Pisałem własną ręką,
Rajek, Pierwszy Skryba.


Zaskakujący w smaku, zapachu i kolorze... Rajek. Orzeźwiający a delikatny, słodki a wyrafinowany, piwny a aromatycznie żurawinowy.
Czarny a czerwony.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wątek Salyi i Clarka
PostNapisane: 16 wrz 2013, o 10:25  
Avatar użytkownika

Poszukiwacz Prawdy
Dołączył(a): 22 lut 2010, o 23:25
Posty: 3253
Lokalizacja: Kraków
Offline

- Spokojnie Clark ja wiem że dzisiejszy wieczór był pełen wrażeń ale nie denerwuj się. Po za tym jeżeli ktokolwiek potrafiłby zniknąć bez żadnego śladu to właśnie ty. Mógłbyś też wykorzystać swoje rozliczne kontakty ale skoro twierdzisz że pozostanie w Aydindril jest dla was zbyt niebezpieczne to zaufam twojemu instynktowi. Bezpieczne lokum… daj mi chwile pomyśleć.
Pułkownik przez chwile chodził po pokoju mrucząc coś do siebie. Clark zdołał usłyszeć tylko fragmenty zdań w stylu ”…nie nadaje się…” ”…spalone…” i tym podobne. W końcu zatrzymał się nagle.
- Wiem! Stara kryjówka przemytników w lasach dzień drogi stąd na południe. Kilka lat temu rozbiliśmy siatkę przemytników a ich kryjówkę wykorzystywaliśmy do własnych celów. Od ubiegłej zimy stoi jednak pusta, nieużywana – Kapitan nachylił się nad biurkiem w stronę Clarka - I zanim coś powiesz pozwól że ci przypomnę o czymś. Opuszczenie miasta a co dopiero pałacu tak by nikt o tym nie wiedział to dla nas żaden problem. Pod pałacem jak i pod całym miastem biegną kanały korzystając z których można się dostać praktycznie w każdy zakątek miasta tak by nikt się nie dowiedział. Wprawdzie po wiosennych roztopach część tuneli może być całkowicie zalanych ale w takim wypadku pójdziecie inną drogą. Dam wam przewodnika gdyż idąc sami na pewno pogubicie się w plątaninie korytarzy. Wyprowadzi was tuż poza miejskie mury. Ta droga jest ściśle tajna, wielokrotnie się już przydała, dlatego też dużo ryzykuje wyjawiając wam fakt jej istnienia.


Na początku był Eru, Jedyny,
którego na obszarze Ardy nazywają Ilúvatarem;
On to powołał do życia Ainurów,
Istoty Święte, zrodzone z Jego myśli.
Ci byli z Nim wcześniej, niż powstało wszystko inne.
Rozmawiał z nimi i poddawał im tematy muzyczne.
Ainurowie zaś śpiewali dla Niego i On radował się tą muzyką.


Koło Czasu obraca się, a Wieki nadchodzą i mijają, pozostawiając wspomnienia, które stają się legendą. Legenda staje się mitem, ale nawet mit jest już dawno zapomniany, kiedy nadchodzi Wiek, który go zrodził. W jednym z Wieków, zwanym przez niektórych Trzecim Wiekiem, Wiekiem, który dopiero nadejdzie, Wiekiem dawno już minionym, w Górach Przeznaczenia podniósł się wiatr. Wiatr ten nie był prawdziwym początkiem. W obrotach Koła Czasu nie istnieją początki ani zakończenia. Niemniej był to jakiś początek.

Run...Run you clever boy...and remember - Clara Oswin Oswald
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wątek Salyi i Clarka
PostNapisane: 23 wrz 2013, o 07:28  
Avatar użytkownika

Ksieni
Dołączył(a): 31 sty 2010, o 01:41
Posty: 893
Lokalizacja: Elbląg
Offline

Salya słuchała z zaciekawieniem rozmowy Pułkownika i Clarka. Zgadała się z nim, że nie mogą pokazać się w mieście, ale co z jej rzeczami... Wiedziała że wszystko stracone. Będzie trzeba odbudowywać dobytek. Miała nadzieje, że to szybko nastąpi, bo jak miała walczyć. Nie miała przecież zestawu swoich szpilek. A peruki... została jej tylko ta jedna. Co teraz? - pomyślała - Zobaczymy co przyniesie los.

- Dobrze więc. Ruszajmy. Przydałoby się inne odzienie, żebym w tych sukniach nie rzucała się w oczy. Mam nadzieję, że da się coś załatwić.


Ksieni należy tytułować

Tytuł w nagłówku:
Przewielebna Panno Ksieni, Dobrodziejko!
Tytuł w treści: Wasza Przewielebność
Cześć: Waszej Wielebność cześć wyraża
Podpis: uniżony sługa N.N.
Adres: Przewielebna Panna Ksieni Dobrodziejka Margoo


"I do not fear the truth"
- "Atlas chmur"


Dobro czy zło jako takie są równie rzadkie, jak czysta czerń czy biel w przyrodzie.

Vincent van Gogh


"- To wódka? - Słabym głosem zapytała Małgorzata. Kot poczuł się dotknięty i aż podskoczył na krześle.
- Na litość boską, królowo - zachrypał - czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus!"

Michał Bułhakow, "Mistrz i Małgorzata"
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wątek Salyi i Clarka
PostNapisane: 23 wrz 2013, o 17:01  
Avatar użytkownika

Starszy Skryba
Dołączył(a): 22 lut 2010, o 21:36
Posty: 829
Lokalizacja: Elbląg
Offline

Tą drogę powinieneś mi pokazać wiele lat temu, ty stary zgredzie, wtedy nie musiałbym wpadać jak wariat do pałacu główną bramą. - Myślał Clark. Jednocześnie świadom był faktu, że w wywiadzie jest, jak jest - bez zasadnej potrzeby nie pokazuje się agentom nawet sposobu ustawienia flaszek w barku.
- Salya ma rację, nie ma co zwlekać. Ruszajmy.


Pisałem własną ręką,
Rajek, Pierwszy Skryba.


Zaskakujący w smaku, zapachu i kolorze... Rajek. Orzeźwiający a delikatny, słodki a wyrafinowany, piwny a aromatycznie żurawinowy.
Czarny a czerwony.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wątek Salyi i Clarka
PostNapisane: 25 wrz 2013, o 18:09  
Avatar użytkownika

Poszukiwacz Prawdy
Dołączył(a): 22 lut 2010, o 23:25
Posty: 3253
Lokalizacja: Kraków
Offline

Pułkownik ponownie zadzwonił dzwonkiem który również i tym razem nie wydał dźwięku. Po chwili drzwi się otworzyły i Clark i Salya zobaczyli tego samego żołnierza co poprzednio.
- Kapralu proszę załatwić jakieś ubrania podróżne dla tej damy.
- Tak jest! – widać było że kapral nie był zadowolony robieniem za sługę ale nie skomentował tego tylko opuścił pomieszczenie.
- James pokażesz im drogę w kanałach?
- Ależ oczywiście panie pułkowniku tylko sam pójdę przebrać się w coś odpowiedniego do przemieszczania się po kanałach. Będę czekał przy wejściu. – Kapitan zasalutował pułkownikowi i odszedł


Na początku był Eru, Jedyny,
którego na obszarze Ardy nazywają Ilúvatarem;
On to powołał do życia Ainurów,
Istoty Święte, zrodzone z Jego myśli.
Ci byli z Nim wcześniej, niż powstało wszystko inne.
Rozmawiał z nimi i poddawał im tematy muzyczne.
Ainurowie zaś śpiewali dla Niego i On radował się tą muzyką.


Koło Czasu obraca się, a Wieki nadchodzą i mijają, pozostawiając wspomnienia, które stają się legendą. Legenda staje się mitem, ale nawet mit jest już dawno zapomniany, kiedy nadchodzi Wiek, który go zrodził. W jednym z Wieków, zwanym przez niektórych Trzecim Wiekiem, Wiekiem, który dopiero nadejdzie, Wiekiem dawno już minionym, w Górach Przeznaczenia podniósł się wiatr. Wiatr ten nie był prawdziwym początkiem. W obrotach Koła Czasu nie istnieją początki ani zakończenia. Niemniej był to jakiś początek.

Run...Run you clever boy...and remember - Clara Oswin Oswald
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wątek Salyi i Clarka
PostNapisane: 28 paź 2013, o 09:05  
Avatar użytkownika

Ksieni
Dołączył(a): 31 sty 2010, o 01:41
Posty: 893
Lokalizacja: Elbląg
Offline

Kapral przyniósł Salyi strój podróżny: czarne, wąskie spodnie, wygodne, długie, sięgające połowy ud buty, ciemnozieloną koszulę a na nią dobrze dopasowaną ciemnobrązową, skórzaną kamizelkę, szeroki brązowy pas i ciemny płaszcz.
- Możecie się odwrócić? - zapytała chociaż nie robiło jej to większej różnicy czy się będą na nią gapić... jednak tego wymagały zasady, więc poprosiła.


Ksieni należy tytułować

Tytuł w nagłówku:
Przewielebna Panno Ksieni, Dobrodziejko!
Tytuł w treści: Wasza Przewielebność
Cześć: Waszej Wielebność cześć wyraża
Podpis: uniżony sługa N.N.
Adres: Przewielebna Panna Ksieni Dobrodziejka Margoo


"I do not fear the truth"
- "Atlas chmur"


Dobro czy zło jako takie są równie rzadkie, jak czysta czerń czy biel w przyrodzie.

Vincent van Gogh


"- To wódka? - Słabym głosem zapytała Małgorzata. Kot poczuł się dotknięty i aż podskoczył na krześle.
- Na litość boską, królowo - zachrypał - czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus!"

Michał Bułhakow, "Mistrz i Małgorzata"
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wątek Salyi i Clarka
PostNapisane: 11 lis 2013, o 18:30  
Avatar użytkownika

Poszukiwacz Prawdy
Dołączył(a): 22 lut 2010, o 23:25
Posty: 3253
Lokalizacja: Kraków
Offline

Pułkownik odwrócił się jak tylko do pomieszczenia wszedł kapral niosący ubranie dla kobiety które położyl przed nią na biurku.


Na początku był Eru, Jedyny,
którego na obszarze Ardy nazywają Ilúvatarem;
On to powołał do życia Ainurów,
Istoty Święte, zrodzone z Jego myśli.
Ci byli z Nim wcześniej, niż powstało wszystko inne.
Rozmawiał z nimi i poddawał im tematy muzyczne.
Ainurowie zaś śpiewali dla Niego i On radował się tą muzyką.


Koło Czasu obraca się, a Wieki nadchodzą i mijają, pozostawiając wspomnienia, które stają się legendą. Legenda staje się mitem, ale nawet mit jest już dawno zapomniany, kiedy nadchodzi Wiek, który go zrodził. W jednym z Wieków, zwanym przez niektórych Trzecim Wiekiem, Wiekiem, który dopiero nadejdzie, Wiekiem dawno już minionym, w Górach Przeznaczenia podniósł się wiatr. Wiatr ten nie był prawdziwym początkiem. W obrotach Koła Czasu nie istnieją początki ani zakończenia. Niemniej był to jakiś początek.

Run...Run you clever boy...and remember - Clara Oswin Oswald
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wątek Salyi i Clarka
PostNapisane: 11 lis 2013, o 20:39  
Avatar użytkownika

Starszy Skryba
Dołączył(a): 22 lut 2010, o 21:36
Posty: 829
Lokalizacja: Elbląg
Offline

Clark odwrócił się również, aczkolwiek z nieskrywaną niechęcią.


Pisałem własną ręką,
Rajek, Pierwszy Skryba.


Zaskakujący w smaku, zapachu i kolorze... Rajek. Orzeźwiający a delikatny, słodki a wyrafinowany, piwny a aromatycznie żurawinowy.
Czarny a czerwony.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wątek Salyi i Clarka
PostNapisane: 11 lis 2013, o 20:41  
Avatar użytkownika

Ksieni
Dołączył(a): 31 sty 2010, o 01:41
Posty: 893
Lokalizacja: Elbląg
Offline

Salya szybko przebrała się...

- To jak? Idziemy? - powiedziała, spiesznie zakładając drugiego buta.


Ksieni należy tytułować

Tytuł w nagłówku:
Przewielebna Panno Ksieni, Dobrodziejko!
Tytuł w treści: Wasza Przewielebność
Cześć: Waszej Wielebność cześć wyraża
Podpis: uniżony sługa N.N.
Adres: Przewielebna Panna Ksieni Dobrodziejka Margoo


"I do not fear the truth"
- "Atlas chmur"


Dobro czy zło jako takie są równie rzadkie, jak czysta czerń czy biel w przyrodzie.

Vincent van Gogh


"- To wódka? - Słabym głosem zapytała Małgorzata. Kot poczuł się dotknięty i aż podskoczył na krześle.
- Na litość boską, królowo - zachrypał - czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus!"

Michał Bułhakow, "Mistrz i Małgorzata"
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wątek Salyi i Clarka
PostNapisane: 18 lis 2013, o 18:20  
Avatar użytkownika

Poszukiwacz Prawdy
Dołączył(a): 22 lut 2010, o 23:25
Posty: 3253
Lokalizacja: Kraków
Offline

- Chodźcie za mną - odezwał się pułkownik i skierował się w stronę drzwi. Gdy byli już na korytarzu zamknął za sobą drzwi i zaczął ich prowadzić na niższe poziomy pałacu. Po kilku minutach, w czasie których minęli biegających wszędzie zarówno żołnierzy jak i pałacowych służących, dotarli do celu ich wędrówki - wejścia do kanałów. Oczywiście kapitan Greer już na nich czekał.
- Tu się rozstajemy - powiedział pułkownik - Powodzenia.
Pułkownik odszedł a kapitan uśmiechnął się do Salyi
- Damy przodem - rzekł wskazując wejście.


Na początku był Eru, Jedyny,
którego na obszarze Ardy nazywają Ilúvatarem;
On to powołał do życia Ainurów,
Istoty Święte, zrodzone z Jego myśli.
Ci byli z Nim wcześniej, niż powstało wszystko inne.
Rozmawiał z nimi i poddawał im tematy muzyczne.
Ainurowie zaś śpiewali dla Niego i On radował się tą muzyką.


Koło Czasu obraca się, a Wieki nadchodzą i mijają, pozostawiając wspomnienia, które stają się legendą. Legenda staje się mitem, ale nawet mit jest już dawno zapomniany, kiedy nadchodzi Wiek, który go zrodził. W jednym z Wieków, zwanym przez niektórych Trzecim Wiekiem, Wiekiem, który dopiero nadejdzie, Wiekiem dawno już minionym, w Górach Przeznaczenia podniósł się wiatr. Wiatr ten nie był prawdziwym początkiem. W obrotach Koła Czasu nie istnieją początki ani zakończenia. Niemniej był to jakiś początek.

Run...Run you clever boy...and remember - Clara Oswin Oswald
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wątek Salyi i Clarka
PostNapisane: 18 lis 2013, o 19:20  
Avatar użytkownika

Ksieni
Dołączył(a): 31 sty 2010, o 01:41
Posty: 893
Lokalizacja: Elbląg
Offline

- Ooooo taaak, kapitanie... - zajęczała Salya. Potem uroczo się uśmiechnęła i poszła przodem.


Ksieni należy tytułować

Tytuł w nagłówku:
Przewielebna Panno Ksieni, Dobrodziejko!
Tytuł w treści: Wasza Przewielebność
Cześć: Waszej Wielebność cześć wyraża
Podpis: uniżony sługa N.N.
Adres: Przewielebna Panna Ksieni Dobrodziejka Margoo


"I do not fear the truth"
- "Atlas chmur"


Dobro czy zło jako takie są równie rzadkie, jak czysta czerń czy biel w przyrodzie.

Vincent van Gogh


"- To wódka? - Słabym głosem zapytała Małgorzata. Kot poczuł się dotknięty i aż podskoczył na krześle.
- Na litość boską, królowo - zachrypał - czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus!"

Michał Bułhakow, "Mistrz i Małgorzata"
Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 52 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron

World of Warcraft phpBB template "WoWMaevahEmpire" created by MAËVAH (ex-MOONCLAW) for EMPIRE guild (v3.0.8.0) - wowcr.net : World of Warcraft styles & videos
© World of Warcraft and Blizzard Entertainment are trademarks or registered trademarks of Blizzard Entertainment, Inc. in the U.S. and/or other countries. wowcr.net is in no way associated with Blizzard Entertainment.
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL