Teraz jest 14 gru 2017, o 07:19



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 30 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Koło Czasu - temat ogólny
PostNapisane: 24 sty 2012, o 15:54  
Avatar użytkownika

Starszy Skryba
Dołączył(a): 22 lut 2010, o 21:36
Posty: 828
Lokalizacja: Elbląg
Offline

Po wielu latach prób wreszcie, z braku innych lektur, sięgnąłem po Koło Czasu. Przeczytałem, jak na razie, trzy tomy (czyli tak naprawdę półtora, zgodnie z zamysłem autora) i... ale może po kolei:

Głównym bohaterem sagi jest Rand al'Thor. Młody człowiek, wychowywany przez ojca w wiosce zwanej Pola Emonda, leżącej gdzieś na peryferiach tamtejszego świata. Matka Randa zmarła dawno temu. To jest wersja oficjalna, gdyż po niedługim czasie Rand odkrywa, iż ludzie wychowujący go nie są tak naprawdę jego rodzicami. W trakcie dwóch pierwszych tomów czytelnik dowiaduje się, że Rand to wybraniec, tzw. Smok Odrodzony. Człowiek, którego przeznaczeniem powstrzymanie złego władcy (tego, którego imienia nie wolno wymawiać) przed zawładnięciem światem. Rand nosi przy boku miecz otrzymany od ojca, oręż mistrzowskiego wykonania ozdobiony znakiem Czapli. Jak się okazuje, stworzony przez czarodziejki.
W świecie Koła Czasu czerpać z Jedynego źródła (po naszemu: czarować) moc oraz kontrolować ją potrafią wyłącznie kobiety - Aes Sedai. Mężczyźni, w których budzi się dar, nie potrafią go kontrolować - wyszukiwanie takich mężczyzn i poddawanie ich zabiegowi Poskromienia (utraty daru) to zadanie czerwonych Ajah. Rand ma być ponoć pierwszym od 3000 lat mężczyzną, który potrafi kontrolować moc...

To bardzo oględny opis, ale czy on wam aby czegoś nie przypomina ? :D

A już najbardziej się uśmiałem, kiedy mieszkańcy Fal Dara zaczeli mówić do Randa per 'Lordzie Rand' :-)


Pisałem własną ręką,
Rajek, Pierwszy Skryba.


Zaskakujący w smaku, zapachu i kolorze... Rajek. Orzeźwiający a delikatny, słodki a wyrafinowany, piwny a aromatycznie żurawinowy.
Czarny a czerwony.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Robert Jordan - saga Koło Czasu
PostNapisane: 24 sty 2012, o 16:08  
Avatar użytkownika

Spowiedniczka
Dołączył(a): 12 mar 2010, o 15:07
Posty: 934
Lokalizacja: Węgierska Górka
Offline

Nie czytałem i po opisie jakoś mnie to nie zachęciło. :D "Fal Dara" prawie jak "Fel D'hara" (w wolnym tłumaczeniu upadła D'hara). Podobieństwa że nawet ślepy by zauważył. ;)


Chcesz poznać tajemnicę wiecznego szczęścia? Patrz na stronę 246.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Robert Jordan - saga Koło Czasu
PostNapisane: 24 sty 2012, o 18:26  
Avatar użytkownika

Czarodziej Wojny
Dołączył(a): 26 maja 2010, o 16:09
Posty: 674
Lokalizacja: Gorzów
Offline

Wiecie co, tak sobie sprawdziłem w wikipedii i okazało się, że pierwszy tom z tej serii został wydany w 1990 roku czyli cztery lata przed PPM :P. Czyżby to Terry zerżnął od Jordana? ;)


Sprzeczności nie istnieją. Kiedykolwiek myślisz, że masz do czynienia ze sprzecznością, sprawdź przesłanki. Odkryjesz, że jedna z nich jest fałszywa.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Robert Jordan - saga Koło Czasu
PostNapisane: 24 sty 2012, o 20:13  
Avatar użytkownika

Starszy Skryba
Dołączył(a): 22 lut 2010, o 21:36
Posty: 828
Lokalizacja: Elbląg
Offline

Jest tego więcej, dużo pominąłem, ale teraz będę to sobie notował :-)


Pisałem własną ręką,
Rajek, Pierwszy Skryba.


Zaskakujący w smaku, zapachu i kolorze... Rajek. Orzeźwiający a delikatny, słodki a wyrafinowany, piwny a aromatycznie żurawinowy.
Czarny a czerwony.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Robert Jordan - saga Koło Czasu
PostNapisane: 24 sty 2012, o 20:26  
Avatar użytkownika

Poszukiwacz Prawdy
Dołączył(a): 22 lut 2010, o 23:25
Posty: 3253
Lokalizacja: Kraków
Offline

Ja czytałem jakieś dwa lata temu chyba, przeczytałem pierwszy tom i pół drugiego z powodu braku dostępu do książki (czytałem w empiku i nagle znikneła z półki). Czytałem też fragment prequelu który bodajże nazywa się Nowa Wiosna czy jakoś tak.
W sumie to książke mi się nawet bardzo dobrze czytało, jak znajde czas to z pewnością sobie doczytam do końca, o ile gdzieś będzie dostępne bo na czytanie przy kompie nie mam sił :D


Na początku był Eru, Jedyny,
którego na obszarze Ardy nazywają Ilúvatarem;
On to powołał do życia Ainurów,
Istoty Święte, zrodzone z Jego myśli.
Ci byli z Nim wcześniej, niż powstało wszystko inne.
Rozmawiał z nimi i poddawał im tematy muzyczne.
Ainurowie zaś śpiewali dla Niego i On radował się tą muzyką.


Koło Czasu obraca się, a Wieki nadchodzą i mijają, pozostawiając wspomnienia, które stają się legendą. Legenda staje się mitem, ale nawet mit jest już dawno zapomniany, kiedy nadchodzi Wiek, który go zrodził. W jednym z Wieków, zwanym przez niektórych Trzecim Wiekiem, Wiekiem, który dopiero nadejdzie, Wiekiem dawno już minionym, w Górach Przeznaczenia podniósł się wiatr. Wiatr ten nie był prawdziwym początkiem. W obrotach Koła Czasu nie istnieją początki ani zakończenia. Niemniej był to jakiś początek.

Run...Run you clever boy...and remember - Clara Oswin Oswald
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Robert Jordan - saga Koło Czasu
PostNapisane: 27 sty 2012, o 16:18  
Avatar użytkownika

Starszy Skryba
Dołączył(a): 22 lut 2010, o 21:36
Posty: 828
Lokalizacja: Elbląg
Offline

Cytuj:
- Twoja pierwsza lekcja - powiedziała z naciskiem. W jej głosie nie słychać było
wrogości, wręcz coś, co nieomal przypominało życzliwość. - Tym razem nie będę cię więcej
karać, jako że winnam dbać o nowo schwytaną damane. Zapamiętaj. Jesteś damane, Wzięta
Na Smycz, a ja jestem sul’dam, Dzierżąca Smycz. Gdy damane i sul’dam są połączone, to
każdy ból zadany sul’dam, damane czuje podwójnie. Nawet śmierć. Musisz więc zapamiętać,
że nigdy nie wolno ci w jakikolwiek sposób podnosić ręki na sul’dam i że musisz bronić swej
sul’dam jeszcze zacieklej niż samej siebie. Na imię mi Renna.


Cytuj:
Renna kazała jej zrobić również to - przenieść bransoletę przez pokój. A raczej spróbować. Wiedziała, że
upłynęło zaledwie kilka minut do czasu, gdy sul’dam zatrzasnęła bransoletę na swoim
nadgarstku, ale Egwene miała wrażenie, że te wrzaski i skurcze, od których skręcała się na
podłodze, trwały całymi godzinami.


Cytuj:
Egwene stanęła z dala od okna. Bała się, że któraś z tych kobiet na dole zadrze głowę
do góry i zobaczy łunę, która ją bez wątpienia otaczała, ponieważ przenosiła Jedyną Moc,
delikatnie badając obręcz na swej szyi, na próżno usiłując coś znaleźć. Nawet nie umiała
stwierdzić, czy ta metalowa wstęga została utkana, czy raczej spleciona z kółek - czasami
wydawało jej się, że jest tak, innym razem, że jest inaczej - zawsze jednak miała wrażenie, że
ten przedmiot wykonano z jednego kawałka.


Pozostawiam bez komentarza :-)


Pisałem własną ręką,
Rajek, Pierwszy Skryba.


Zaskakujący w smaku, zapachu i kolorze... Rajek. Orzeźwiający a delikatny, słodki a wyrafinowany, piwny a aromatycznie żurawinowy.
Czarny a czerwony.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Robert Jordan - saga Koło Czasu
PostNapisane: 28 sty 2012, o 22:48  
Avatar użytkownika

Spowiedniczka
Dołączył(a): 12 mar 2010, o 15:07
Posty: 934
Lokalizacja: Węgierska Górka
Offline

A więc Denna jest po prostu literówką z Renna... ciekawe :)


Chcesz poznać tajemnicę wiecznego szczęścia? Patrz na stronę 246.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Robert Jordan - saga Koło Czasu
PostNapisane: 16 lut 2012, o 16:25  
Avatar użytkownika

Starszy Skryba
Dołączył(a): 22 lut 2010, o 21:36
Posty: 828
Lokalizacja: Elbląg
Offline

Cytuj:
Czwartego wieczora woźnica jednego z wozów, podczas rozbijania obozu spłoszył małego brązowego węża. Dwukrok, nazwała go potem Aviendha, a pochodzenie nazwy wyjaśniło się samo. Wrzeszczący człowiek starał się dobiec do wozów, mimo iż Morainie już spieszyła w jego stronę; nie zdążył wszak zrobić nawet drugiego kroku i padł na twarz martwy...


Następna ciekawa rzecz, na którą niestety cytatu nie posiadam, to Synowie Światłości - bractwo rycerskie, posiadające wpływy w wielu krainach, głoszące słowo stwórcy oraz tępiące Sprzymierzeńcó Ciemności. Jak mówi o nich Rand: dla nich każdy, kto nie podziela ich zdania i nie płaszczy się przed nimi, to Sprzymierzeniec Ciemności.

Za dużo tych przypadków, moi drodzy, zdecydowanie już za dużo. Daleko mi jeszcze do połowy sagi, a tych przypadków istnieje o wiele więcej niż ja tu przytaczam. Jak choćby taki, że wg proroctwa Rand'al Thor ma posiadać trzy żony. Nic tylko się uśmiechać i czytać dalej :)

Cytuj:
Ledwo pantofle Amathery dotknęły kamieni bruku, jej służąca, Cara, zeskoczyła na dół i zaczęła układać plisy.


... gęba mi się uśmiecha coraz to bardziej :)

BA, połącz proszę posty.


Pisałem własną ręką,
Rajek, Pierwszy Skryba.


Zaskakujący w smaku, zapachu i kolorze... Rajek. Orzeźwiający a delikatny, słodki a wyrafinowany, piwny a aromatycznie żurawinowy.
Czarny a czerwony.


Ostatnio edytowano 19 lut 2012, o 22:36 przez Margoo, łącznie edytowano 1 raz
Połączyłam :)
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Robert Jordan - saga Koło Czasu
PostNapisane: 21 mar 2012, o 09:58  
Avatar użytkownika

Prorok
Dołączył(a): 25 lip 2011, o 09:26
Posty: 1054
Lokalizacja: Pyrlandia
Offline

O lol... Osobiście podziwiam Rajek że Ci się gęba cieszy - mnie takie rzeczy wkurzają..

Ale to z tego co widzę to TG zerżnął pomysł, tak? Tudzież ładniej to nazywając - inspirował się...

Po tym co pisałeś powiedziałabym że pierwszy tom jest naciągnięty, a potem liczyłam że poszedł swoją drogą, aczkolwiek widzę że cały czas się 'inspirował' zmieniając niektóre rzeczy tylko...

Cholerka, będę musiała to teraz przeczytać :|


"Aure entuluva!" J.R.R.Tolkien

"Miłość, która jest gotowa nawet oddać życie, nie zginie." Jan Paweł II
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Robert Jordan - saga Koło Czasu
PostNapisane: 21 mar 2012, o 12:51  
Avatar użytkownika

Poszukiwacz Prawdy
Dołączył(a): 22 lut 2010, o 23:25
Posty: 3253
Lokalizacja: Kraków
Offline

Zrobiłem sobie drugie podejście do cyklu po kupnie pierwszego tomu w empiku i powiem wam że jak na razie na żałuje a jestem dopiero przy początku trzeciego tomu. :D
Elenwe napisał(a):
O lol... Osobiście podziwiam Rajek że Ci się gęba cieszy - mnie takie rzeczy wkurzają..

Ale to z tego co widzę to TG zerżnął pomysł, tak? Tudzież ładniej to nazywając - inspirował się...

Po tym co pisałeś powiedziałabym że pierwszy tom jest naciągnięty, a potem liczyłam że poszedł swoją drogą, aczkolwiek widzę że cały czas się 'inspirował' zmieniając niektóre rzeczy tylko...

Cholerka, będę musiała to teraz przeczytać :|

Mnie to też smieszy :D
Choć z drugiej strony jest mi smutno bo się okazało że połowę rzeczy Terry zwalił od Jordana. Nieładnie Terry, bardzo nie ładnie.

To ja jeszcze podam parę rzeczy które ja wychwyciłem a nie wspomniał o nich Rajek. W prawdzie mówiłem o niektórych już na czacie ale tutaj podam żeby wszyscy zobaczyli.

Pierwsza rzecz jest związana z Aes Sedai czyli czarodziejkami. Mieszkają w mieście Tar Valon które znajduje się na wyspie (a jakżeby inaczej :P) i tam zajmują się nauczaniem innych Aes Sedai. Aes Sedai dzielą się na Ajah które można rozróżnić po kolorach, każde ugrupowanie ma trochę inne podejście do daru. Oprócz wspomnianych przez Rajka czerwonych Ajah są jeszcze np Brązowe które poświęcają sie nauce. Według legend istnieją również Czarne Ajah które służa Ba'alzamonowi. Oczywiście ich istnienie jest dementowane przez wszystkie Aes Sedai. :D

Kolejną rzeczą jest filozofia Druciarzy (tacy cyganie :P) i tutaj cytacik zapodam
Cytuj:
- Można przeciwstawiać się złu, unikając przemocy.
W jej głosie była prostota konstatacji prawdy oczywistej.
Perrin chrząknął, skrzywił się kwaśno, potem natychmiast wymamrotał przeprosiny..
- Niech będzie, jak powiadasz, pani Leyo.
- Przemoc kaleczy jej sprawcę równie mocno jak ofiarę - ciągnęła spokojnie Leya. - Dlatego właśnie uciekamy przed tymi, którzy robią nam krzywdę, aby ocalić ich od zrobienia krzywdy sobie, w takim samym stopniu jak dla własnego bezpieczeństwa. Gdybyśmy przemocą przeciwstawiali się złu, wkrótce nie różnilibyśmy się niczym od tych, z którymi walczymy. To siłą naszej wiary godzimy w Cień.
Perrin parsknął mimo woli.
- Pani, mam nadzieję, że nigdy nie będziesz musiała stawić czoło trollokom wyłącznie za pomocą siły swojej wiary. Siła ich mieczy posieka cię na kawałki.
- Lepiej umrzeć niż... - zaczęła, ale jego gniew kazał mu jej przerwać. Gniew, że po prostu nie może pojąć. Gniew, że naprawdę wolałaby raczej umrzeć, niż zrobić komuś krzywdę, niezależnie od tego, jak by był zły.

Przypomina wam to coś? :P

I ostatnia rzecz jaką jak na razie podaje. Może później coś dopisze :D
Jarra - miejscowość niedaleko granicy od Amadicii


Na początku był Eru, Jedyny,
którego na obszarze Ardy nazywają Ilúvatarem;
On to powołał do życia Ainurów,
Istoty Święte, zrodzone z Jego myśli.
Ci byli z Nim wcześniej, niż powstało wszystko inne.
Rozmawiał z nimi i poddawał im tematy muzyczne.
Ainurowie zaś śpiewali dla Niego i On radował się tą muzyką.


Koło Czasu obraca się, a Wieki nadchodzą i mijają, pozostawiając wspomnienia, które stają się legendą. Legenda staje się mitem, ale nawet mit jest już dawno zapomniany, kiedy nadchodzi Wiek, który go zrodził. W jednym z Wieków, zwanym przez niektórych Trzecim Wiekiem, Wiekiem, który dopiero nadejdzie, Wiekiem dawno już minionym, w Górach Przeznaczenia podniósł się wiatr. Wiatr ten nie był prawdziwym początkiem. W obrotach Koła Czasu nie istnieją początki ani zakończenia. Niemniej był to jakiś początek.

Run...Run you clever boy...and remember - Clara Oswin Oswald
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Robert Jordan - saga Koło Czasu
PostNapisane: 21 mar 2012, o 13:26  
Avatar użytkownika

Prorok
Dołączył(a): 25 lip 2011, o 09:26
Posty: 1054
Lokalizacja: Pyrlandia
Offline

Nie ładnie? W moich oczach w tym momencie stracił wszystko. To za co go lubiłam w dużej mierze to oryginalność, a tu się okazuje że jest jakąś podróbką...
W dużej mierze za 'czerpanie' nie lubię Sapkowskiego, a z kolei za twórczość kocham Tolkiena. Dla mnie wyjątkowość jest bardzo ważna, oczywiście w takim gatunku jak fantasy muszą pojawiać się te same rzeczy, ale nie żeby fabuła się na tym opierała...

Zdobyłam pierwszy tom Koła Czasu - zabieram się dziś za czytanie, gdyż nie da mi to spokoju.


"Aure entuluva!" J.R.R.Tolkien

"Miłość, która jest gotowa nawet oddać życie, nie zginie." Jan Paweł II
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Robert Jordan - saga Koło Czasu
PostNapisane: 21 mar 2012, o 16:54  
Avatar użytkownika

Starszy Skryba
Dołączył(a): 22 lut 2010, o 21:36
Posty: 828
Lokalizacja: Elbląg
Offline

Elen, nie do końca masz rację. Możemy trochę podyskutować... Oczywiście będziemy mogli podyskutować bardziej, jak już dziabniesz ten pierwszy tom :)
Absolutnie Terry w moich oczach nie stracił. Znaczy może odrobinę stracił, ale bardzo niewiele. Zresztą serio mam ubaw, wynajdując podobieństwa między obiema powieściami. O co tu się gniewać? wprost nie zerżnął. O jakiejś tam podróbce nie możemy mówić, bo facet oprócz tego że ma podobną koncepcje magii, ochrony Richarda i więźniów MS na smyczy, i jeszcze tych nieszczęsnych Aes Sedai, zmontował od podstaw cały świat i wrypał w niego całą kupę swoich pomysłów.
Zresztą obaj panowie, jak wspominałem w recenzji PPM, piszą tak diametralnie innym językiem, że gdyby nie te podobieństwa to nawet nie pokusiłbym się o porównywanie. Jordan pisze tak, jak Tolkien - równie wiele co o teraźniejszości mówi o historii, a jeżeli chodzi o styl to odnoszę wrażenie że to historyjka dla 14letnich dzieci. A Goodkind? Owszem, pisze grzecznie, ale jak już dowali, to grubo.
Co w Tolkienie jest takiego wyjątkowego, poza tym, że był pierwszy, i poza tym, że popełnił Silmarillion, pisząc historię świata na wiele lat, er wstecz. Legendy, mitologie. Przyznam się więc szczerze, że mnie to nie ruszyło, a przez Silmarillion przekopałem się z bólem i raczej dla świętego spokoju. Za duży suchar jak na mój gust - gusta są jak widać różne ;)
A co i gdzie zerżnął Sapkowski? Oprócz oczywiście ras, które po Tolkienie zerżnęła większość pisarzy fantasy? Nie da się ukryć że im bardziej dumam tym mniej mi do głowy przychodzi...
Jeszcze taka dygresja - Choćby Sapkowski zerżnął nie wiadomo ile kluczowych motywów swoich książek, i tak będę go cenił. Dlaczego? Ano dlatego, że podczas czytania pierwszych stu stronic Wiedźmina uśmiechnąłem się więcej razy, niż podczas czytania 14 tomów MP, 13 tomów Koła czasu i 3 tomów Władcy Pierścieni razem wziętych. Ot, kwestia gustu ;)


Pisałem własną ręką,
Rajek, Pierwszy Skryba.


Zaskakujący w smaku, zapachu i kolorze... Rajek. Orzeźwiający a delikatny, słodki a wyrafinowany, piwny a aromatycznie żurawinowy.
Czarny a czerwony.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Robert Jordan - saga Koło Czasu
PostNapisane: 21 mar 2012, o 17:46  
Avatar użytkownika

Prorok
Dołączył(a): 25 lip 2011, o 09:26
Posty: 1054
Lokalizacja: Pyrlandia
Offline

Widzisz, mnie takie rzeczy rażą - nie czytam kogoś po to by przeczytać inną wersję czegoś co znam, co już ktoś kiedyś zrobił. Czy to jest lepsza wersja czy gorsza. Jak mam na to ochotę sięgam po Pretchetta, tu mam humor i nikt nie ukrywa że to jest zwykła parodia wszystkiego co już ktoś kiedyś wymyślił.
Ja od autora oczekuję czegoś czym by mnie zaskoczył, zobaczenia innego spojrzenia na świat, pokazania tej szarości w bardziej miłych aspektach (nie chodzi mi tu o fakt słodzenia na siłe, czy wiecznych happy endów). Od razu podkreślę że nie jestem fanką fantasy - broń Boże! Mnie poruszają dane książki nie gatunek sam w sobie.
Oczywiście nie jestem teraz w stanie powiedzieć do jakiego stopnia 'inspiracji' Terry się dopuścił, przeczytam to będę miała klarowniejsze zdanie na ten temat. Jednak z tego co piszecie i z tego co wyczytałam na Wiki trochę tego jest.

Co do Sapka - z racji tematu maturalnego trochę musiałam o nim poczytać. Sama z siebie nie szukałabym takich informacji, gdyż mnie odpycha jego styl, spojrzenie na świat. Nie wspominając o tym jakim jest bucem sam w sobie i jak traktuje swoich czytelników. To co mnie raziło:
- zapożyczenia starych dobrych bajek dla dzieci i zrobienie je po swojemu (głównie w opowiadaniach)
- zapożyczenia słów z różnych języków nowożytnych - Cintra jest np z hiszpańskiego.
Żeby nie było, jest coś za co Sapka podziwiam - jest to kreacja Wiedźminów. Jednakże jest tego trochę mało by go lubić. Aczkolwiek nie żałuję że przeczytałam sagę, jestem przynajmniej pewna swego spostrzeżenia.
Osobiście nie pamiętam by cokolwiek w sadze wywołało na mnie banana na mordzie, choc miłe fragmenty na pewno były, jednakże wzruszyłam się tylko raz - pod koniec.
W Tolkienie, poza tym że faktycznie długo się czytało praktycznie cały czas albo się śmiałam na głos, albo prawie że płakałam. Tolkien poza tym że był pierwszy (choć już przed nim ludzie łapali się za ten gatunek) do dziś jest niezastąpiony, gdyż nikt tak bardzo nie poświęcił się tworzeniu swego dzieła jak on i nie dopracował go tak.
Ale faktycznie koniec dygresji - konkluzja jest taka że ja od książek oczekuję że pokaże mi coś nowego.
A Goodkind mnie zawiódł z tego względu gdyż szanowałam go bardzo za sagę MP, a nie wiedziałam że nie wszystko jest jego pomysłem. Gdybym czytała odwrotnie pewnie bym inaczej reagowała, możliwe że bawiły by mnie te podobieństwa.
Zresztą zobaczymy jak przeczytam ;)
I faktycznie


"Aure entuluva!" J.R.R.Tolkien

"Miłość, która jest gotowa nawet oddać życie, nie zginie." Jan Paweł II
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Robert Jordan - saga Koło Czasu
PostNapisane: 21 mar 2012, o 22:26  
Avatar użytkownika

Spowiedniczka
Dołączył(a): 12 mar 2010, o 15:07
Posty: 934
Lokalizacja: Węgierska Górka
Offline

Tak może z innej beczki, ale nie dajmy się zwariować. Zapożyczenia były, są i będą. Trochę się nie zgadzam z Tobą Elen żeby kogoś lub coś skreślać tylko dlatego że jest podobne do kogoś innego. Przykładowo, czy należy przestać kupować Fiaty bo dużo nazw konkretnych modeli to... nazwy miejscowości we Włoszech. (ciekawostka :P) Czy z tego powodu tracą te autka na wartości bo komuś się nie chciało wymyślać nazwy? Oczywiście że nie, są nawet żywą reklamą tych miejscowości. Tak samo może być z Terrym i Jordanem. Zawarli sobie taką dżentelmeńską umowę. Terry może wykorzystać parę motywów z Sagi Koła Czasu. Po co? Bo taki czytelnik który czyta sobie MP, a nigdy nie usłyszał o KC może gdzieś na forum wygrzebać że Terry coś zerżnął. Dowie się o innym cyklu, kupi i przeczyta. A pieniążki lecą dla obu panów. :)


Chcesz poznać tajemnicę wiecznego szczęścia? Patrz na stronę 246.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Robert Jordan - saga Koło Czasu
PostNapisane: 22 mar 2012, o 10:29  
Avatar użytkownika

Prorok
Dołączył(a): 25 lip 2011, o 09:26
Posty: 1054
Lokalizacja: Pyrlandia
Offline

Ok, Xan, tylko nazwa samochodu to chyba co innego. Wiesz, ja też mogę sobie nazwać psa imieniem Królowej Angli bo tak sobie wymyślę, ale to się nie ma nijak do twórczości własnej.
Pisarz tworzy pewną historię i za tą historię dostaje siano. Nie za to żeby przedstawił czyjąś historię w nowszej wersji, chyba że takie jest założenie odgórne to ok. Chodzi mi tu bardziej o uczciwość w stosunku do swoich czytelników.
Zresztą nie mówię tu o skreślaniu. Powiedziałam że Terry u mnie stracił wszystko, z tego względu że lubiłam go tylko i wyłącznie za to co się okazało że nie jest jego.. Nie podoba mi się jego styl pisania, nie jest w żaden sposób wyszukany. Jest zwykły. Takie zdania to ja potrafię sklecać. Ciągłe przypominanie o czymś co się wydarzyło w tomie wcześniej i to pare razy, też mnie irytowało bo zjadało mi czas. Tłumaczenie rzeczy ewidentnych, omija tłumaczeń rzeczy istotnych. Filozofia jaką przekazuje, powiedzmy że trochę do mnie przemawia, aczkolwiek pewnie bardziej by do mnie przemówiła pare lat temu, kiedy potrzebowałam tego.
Od zawsze widziałam wiele minusów tych książek i akceptowałam je tylko i wyłącznie dlatego iż poruszyło mnie piękno tych historii..
Może przegięłam stwierdzeniem że stracił w moich oczach wszystko - to było pierwsze odczucie, gdyż się zdziebko załamałam.
Mam zamiar przebrnąć przez Koło Czasu by mieć jakiś konkretniejszy pogląd na to, aczkolwiek powiem szczerze że ta książka jest tak nudna że nie mogę przebrnąć przez pierwsze strony ;P

A i wątpie by takowa umowa była, jak dla mnie to jest dorabianie ideologi.

A i jeszcze co do tych zapożyczeń nazw - w fantasy kreuje się jakiś świat, bądź wykorzystuje się już jakiś istniejący, gdy się tworzy coś to nie zapożycza się nazw tylko po to żeby ładnie brzmiało, chyba że takowe jest założenie odgórne i to tak by czytelnik był tego świadom. Wiesz jak mnie irytuje banda dzieciaków która się zachwyca złożonością nazw w Sapku? Jaki on jest fantastycznym pisarzem bo potrafi wymyślać takie nazwy...
Wiem że wiele osób ma takie rzeczy w dupie, mi jednak to przeszkadza.


"Aure entuluva!" J.R.R.Tolkien

"Miłość, która jest gotowa nawet oddać życie, nie zginie." Jan Paweł II
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Robert Jordan - saga Koło Czasu
PostNapisane: 22 mar 2012, o 10:52  
Avatar użytkownika

Poszukiwacz Prawdy
Dołączył(a): 22 lut 2010, o 23:25
Posty: 3253
Lokalizacja: Kraków
Offline

No właśnie w dzisiejszej literaturze fantasy nie da się uniknąć zapożyczeń od innych twórców. Niektórzy autorzy niewiele biorą pomysłów natomiast inni czerpią wręcz garściami. Nawet pionier współczesnej fantastyki Tolkien czerpał pomysły od innych. Dobrym przykładem jest tutaj chociażby scena nad brodem Bruinen :D.
Jakoś nikt nie czepia się obecności u Goodkinda obecności Smoków albo tego że filozofia Imperialnego Ładu czerpie wiele z komunizmu :P
Po za tym Ela ty na te zaczerpnięcia źle patrzysz. One są naprawdę niewielkie. Co z tego że parę pomysłów zostało wziętych od Jordana (w tym większość tylko powierzchownie a potem rozbudowana i zmieniona) skoro to co najważniejsze w książce czyli fabuła została stworzona przez Terrego?
Po za tym to że Terry zgapia od Jordana można tak samo i drugiej stronie zarzucić z tym że zgapia od Tolkiena :D
Xan napisał(a):
Tak samo może być z Terrym i Jordanem. Zawarli sobie taką dżentelmeńską umowę. Terry może wykorzystać parę motywów z Sagi Koła Czasu. Po co? Bo taki czytelnik który czyta sobie MP, a nigdy nie usłyszał o KC może gdzieś na forum wygrzebać że Terry coś zerżnął. Dowie się o innym cyklu, kupi i przeczyta. A pieniążki lecą dla obu panów.

No niestety ale to w Polsce cykl KC jest mało znany i nie wiele osób o nim słyszałem. W Ameryce jest bardzo znany i wielu twórców szanuje bardzo Jordana. Ot taki przykład R.R Martin oddał hołd Jordanowi tworząc w Dorne ród który nazywa sie Jordayne a głowa tego rodu nazywa się Trebor :D
Elenwe napisał(a):
To co mnie raziło:
- zapożyczenia starych dobrych bajek dla dzieci i zrobienie je po swojemu (głównie w opowiadaniach)
- zapożyczenia słów z różnych języków nowożytnych - Cintra jest np z hiszpańskiego.

A dla mnie to właśnie było najlepsze u Sapka. Potrafił pokazać daną bajkę czy baśń zupełnie od innej strony. I dla mnie wyszukiwanie tych wszystkich nawiązań w jego twórczości sprawiało olbrzymią frajdę (tak samo jak teraz u Jordana szukając podobieństw :D) Miałem nawet założyć o tym temat ale stwierdziłem że nie ma sensu :D
Za to drugi zarzut jest nie-fair. Skąd mają brać nazwy jak nie z innych języków? Myślisz ze tak prosto wymyślać miliony nazw które zostaną wykorzystane w książce? Zapewniam cię że nie. Dla mnie ważniejsze jest to by skupiali się na fabule zamiast tracić na tak mało istotne sprawy czas. W końcu co za różnica że królestwo nazywa się Cintra a nie na przykład powiedzmy na to Kozia Wólka.
Rajek napisał(a):
Jeszcze taka dygresja - Choćby Sapkowski zerżnął nie wiadomo ile kluczowych motywów swoich książek, i tak będę go cenił. Dlaczego? Ano dlatego, że podczas czytania pierwszych stu stronic Wiedźmina uśmiechnąłem się więcej razy, niż podczas czytania 14 tomów MP, 13 tomów Koła czasu i 3 tomów Władcy Pierścieni razem wziętych. Ot, kwestia gustu

Zgadzam się z tym, ten jeden powód wystarczy do tego by szanować tego autora :D


Na początku był Eru, Jedyny,
którego na obszarze Ardy nazywają Ilúvatarem;
On to powołał do życia Ainurów,
Istoty Święte, zrodzone z Jego myśli.
Ci byli z Nim wcześniej, niż powstało wszystko inne.
Rozmawiał z nimi i poddawał im tematy muzyczne.
Ainurowie zaś śpiewali dla Niego i On radował się tą muzyką.


Koło Czasu obraca się, a Wieki nadchodzą i mijają, pozostawiając wspomnienia, które stają się legendą. Legenda staje się mitem, ale nawet mit jest już dawno zapomniany, kiedy nadchodzi Wiek, który go zrodził. W jednym z Wieków, zwanym przez niektórych Trzecim Wiekiem, Wiekiem, który dopiero nadejdzie, Wiekiem dawno już minionym, w Górach Przeznaczenia podniósł się wiatr. Wiatr ten nie był prawdziwym początkiem. W obrotach Koła Czasu nie istnieją początki ani zakończenia. Niemniej był to jakiś początek.

Run...Run you clever boy...and remember - Clara Oswin Oswald
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Robert Jordan - saga Koło Czasu
PostNapisane: 22 mar 2012, o 17:36  
Avatar użytkownika

Wiedźma
Dołączył(a): 1 lut 2010, o 00:02
Posty: 447
Lokalizacja: miasto czarownic
Offline

Dla mnie koncentracja na fabule bez uwzględniania szczegółów to nie jest tworzenie. Z takiego podejścia właśnie rodzą się dzisiejsze piśmidła, które równie dobrze mogłyby ukazywać się w "Pani domu". Twórca, artysta - to jest określenie, które waży i wymaga, za którym stoi pewne znaczenie. Taka pani Rowling na przykład nie ma z owymi pojęciami nic wspólnego. Artysta nie odniesie się do elementów czyjejś prozy, nie popłynie w zapożyczenia, by na ich podstawie napisać coś, czy namalować. Artysta sięga w siebie, w swój wgląd w świat, kulturę i społeczeństwo. A jego narzędziami są odniesienia do tych rzeczy. Wymyślenie wtedy nazw jest przyjemnością i drobiazgiem, ponieważ to kolejny środek własnego wyrazu, przekazania swojej idei.
Terry artystą nie jest. Wziął filozofię Rand, powielił jej powieść, przekładając ją na realia własnego świata, użył zapożyczeń z Jordana i zalał to powtórzeniami powtórzeń własnych akapitów. Coś, co stworzył w PPMie, było formą sztuki - bo jeszcze tam wykorzystane elementy służyły oddaniu jego własnych odczuć i nastawienia do życia. Wydaje mi się, że każdy z nas tutaj odczuł tę różnicę.


I do believe in fairies! I do! I do!
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Robert Jordan - saga Koło Czasu
PostNapisane: 22 mar 2012, o 19:42  
Avatar użytkownika

Prorok
Dołączył(a): 25 lip 2011, o 09:26
Posty: 1054
Lokalizacja: Pyrlandia
Offline

I właśnie o to JDu mi chodziło. Cieszę się że ktoś potrafił to lepiej ująć w słowa niż ja.

Eru - pokaż mi jakie pomysły czerpał Tolkien od innych? Bo jeśli masz na myśli inspiracje mitologią skandynawską to trochę nie to porównanie..


"Aure entuluva!" J.R.R.Tolkien

"Miłość, która jest gotowa nawet oddać życie, nie zginie." Jan Paweł II
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Robert Jordan - saga Koło Czasu
PostNapisane: 23 mar 2012, o 11:41  
Avatar użytkownika

Poszukiwacz Prawdy
Dołączył(a): 22 lut 2010, o 23:25
Posty: 3253
Lokalizacja: Kraków
Offline

Elenwe napisał(a):
Ciągłe przypominanie o czymś co się wydarzyło w tomie wcześniej i to pare razy, też mnie irytowało bo zjadało mi czas.

No ta bo inni pisarze nie przuypominają przecież co sie działo w ich poprzednich książkach. U wspomnianej już przez JDu pani Rowling tych "wspomnien" jest o wiele więcej a jakoś nikt się tego nie czepia i wszyscy sie zachwycaja HP.
Elenwe napisał(a):
Od zawsze widziałam wiele minusów tych książek i akceptowałam je tylko i wyłącznie dlatego iż poruszyło mnie piękno tych historii..

A to już przecież sam wymyślił :P
JDu napisał(a):
Dla mnie koncentracja na fabule bez uwzględniania szczegółów to nie jest tworzenie. Z takiego podejścia właśnie rodzą się dzisiejsze piśmidła, które równie dobrze mogłyby ukazywać się w "Pani domu". Twórca, artysta - to jest określenie, które waży i wymaga, za którym stoi pewne znaczenie. Taka pani Rowling na przykład nie ma z owymi pojęciami nic wspólnego. Artysta nie odniesie się do elementów czyjejś prozy, nie popłynie w zapożyczenia, by na ich podstawie napisać coś, czy namalować. Artysta sięga w siebie, w swój wgląd w świat, kulturę i społeczeństwo. A jego narzędziami są odniesienia do tych rzeczy. Wymyślenie wtedy nazw jest przyjemnością i drobiazgiem, ponieważ to kolejny środek własnego wyrazu, przekazania swojej idei.
Terry artystą nie jest. Wziął filozofię Rand, powielił jej powieść, przekładając ją na realia własnego świata, użył zapożyczeń z Jordana i zalał to powtórzeniami powtórzeń własnych akapitów. Coś, co stworzył w PPMie, było formą sztuki - bo jeszcze tam wykorzystane elementy służyły oddaniu jego własnych odczuć i nastawienia do życia. Wydaje mi się, że każdy z nas tutaj odczuł tę różnicę.

Czyli w takim razie ja nie znam żadnego pisarza artysty. I wątpie by takowy gdzieś był. I wiecie co wam powiem na to? G***o mnie to obchodzi :D Nie oczekuje od by pisarz był artystą, oczekuje by czytanie książki sprawiło mi przyjemność bądz skłoniło do refleksji. Gdybym chciał artyzmu to bym sobie przeczytał tomik poezji a nie książke :P.
Elenwe napisał(a):
Eru - pokaż mi jakie pomysły czerpał Tolkien od innych? Bo jeśli masz na myśli inspiracje mitologią skandynawską to trochę nie to porównanie..

Przeciez podałem przykład i jest to prykład zerźnięcia od innego pisarza:P


Na początku był Eru, Jedyny,
którego na obszarze Ardy nazywają Ilúvatarem;
On to powołał do życia Ainurów,
Istoty Święte, zrodzone z Jego myśli.
Ci byli z Nim wcześniej, niż powstało wszystko inne.
Rozmawiał z nimi i poddawał im tematy muzyczne.
Ainurowie zaś śpiewali dla Niego i On radował się tą muzyką.


Koło Czasu obraca się, a Wieki nadchodzą i mijają, pozostawiając wspomnienia, które stają się legendą. Legenda staje się mitem, ale nawet mit jest już dawno zapomniany, kiedy nadchodzi Wiek, który go zrodził. W jednym z Wieków, zwanym przez niektórych Trzecim Wiekiem, Wiekiem, który dopiero nadejdzie, Wiekiem dawno już minionym, w Górach Przeznaczenia podniósł się wiatr. Wiatr ten nie był prawdziwym początkiem. W obrotach Koła Czasu nie istnieją początki ani zakończenia. Niemniej był to jakiś początek.

Run...Run you clever boy...and remember - Clara Oswin Oswald
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Robert Jordan - saga Koło Czasu
PostNapisane: 23 mar 2012, o 17:22  
Avatar użytkownika

Wiedźma
Dołączył(a): 1 lut 2010, o 00:02
Posty: 447
Lokalizacja: miasto czarownic
Offline

Eruanno napisał(a):
Czyli w takim razie ja nie znam żadnego pisarza artysty. I wątpie by takowy gdzieś był. I wiecie co wam powiem na to? G***o mnie to obchodzi :D Nie oczekuje od by pisarz był artystą, oczekuje by czytanie książki sprawiło mi przyjemność bądz skłoniło do refleksji. Gdybym chciał artyzmu to bym sobie przeczytał tomik poezji a nie książke :P.



I tu masz rację - w powieściach fantasy czy s-f artystów nie znajdziesz, chyba żeby... Artyści dostają Nagrody Nobla, to jest najprostszy wskaźnik. Chyba nie muszę mówić, że otrzymują je tak poeci, jak i prozaicy. I wiesz, to Twoje podejście jest przykre, ale to już mówię z punktu widzenia osoby piszącej, bo w ten sposób czytelnicy zaniżają nasze ambicje.


I do believe in fairies! I do! I do!
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Robert Jordan - saga Koło Czasu
PostNapisane: 23 mar 2012, o 21:49  
Avatar użytkownika

Prorok
Dołączył(a): 25 lip 2011, o 09:26
Posty: 1054
Lokalizacja: Pyrlandia
Offline

Ok, Eru faktycznie podałeś przykład jednak bez szczegółów. Z czego niby tę scenę zerżnął?

Co do powtórzeń - mówię o tym co mi przeszkadza więc sorry ale mam gdzieś że Pani Rowlingowa ma rzesze fanów, ja jej nie mogę zdzierżyć.
Powiem szczerze że nie zauważyłam jeszcze w żadnej książce takiej ilości tych przypomnień jak u TG. Nie porównuję w tym momencie Goodkinda do innych pisarzy, piszę co moim zdaniem jest w nim słabe.

Co jeszcze mi się teraz przypomniało - takie zapożyczenie kojarzy mi się z takim raczkującym pisarzem, który próbuje na czymś co zna wyrobić sobie styl. Pamiętam jak za starych dobrych lat w gimnazjum miałam kumpele, która napisała dużo opowiadań o naszej paczce wrzuconych w realia Harry'ego Pottera i Pratchetta. W liceum zaczęła przenosić nasze perypetie na swój świat - niestety nie dokończyła tego nigdy, a szkoda bo kawał dobrej książki by z tego był.
Tak powinien dojrzewać pisarz, nie odwrotnie.

A i jeszcze chciałam wspomnieć iż rozumiem co Rajek miałeś na myśli pisząc że Jordna pisze jak do 14latków. Co prawda wolno mi idzie czytanie jednakże widzę jakąś taką naiwność... kurde nie wiem jak to nazwać. W każdym razie nawet jeśli Goodkind jest lepszym pisarzem, nie znajdę usprawiedliwienia na takie zerżnięcia (gdyby to był jeden motyw, ale aż tyle?).
Może i stracił w moich oczach to jednak jestem pewna że będę chciała czytać dalsze losy Kahlan i Richarda, gdyż ich po prostu pokochałam. No i TG dał mi coś za co zawsze będę wdzięczna - zawitanie na tym forum ;) (nie, nie podlizuje się :P)


"Aure entuluva!" J.R.R.Tolkien

"Miłość, która jest gotowa nawet oddać życie, nie zginie." Jan Paweł II
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Robert Jordan - saga Koło Czasu
PostNapisane: 24 mar 2012, o 17:09  
Avatar użytkownika

Poszukiwacz Prawdy
Dołączył(a): 22 lut 2010, o 23:25
Posty: 3253
Lokalizacja: Kraków
Offline

JDu napisał(a):
Eruanno napisał(a):
Czyli w takim razie ja nie znam żadnego pisarza artysty. I wątpie by takowy gdzieś był. I wiecie co wam powiem na to? G***o mnie to obchodzi :D Nie oczekuje od by pisarz był artystą, oczekuje by czytanie książki sprawiło mi przyjemność bądz skłoniło do refleksji. Gdybym chciał artyzmu to bym sobie przeczytał tomik poezji a nie książke :P.



I tu masz rację - w powieściach fantasy czy s-f artystów nie znajdziesz, chyba żeby... Artyści dostają Nagrody Nobla, to jest najprostszy wskaźnik. Chyba nie muszę mówić, że otrzymują je tak poeci, jak i prozaicy. I wiesz, to Twoje podejście jest przykre, ale to już mówię z punktu widzenia osoby piszącej, bo w ten sposób czytelnicy zaniżają nasze ambicje.


Chyba trochę za mocno to powiedziałem :D. To co napisałem nie znaczy jednak że nie doceniam pięknych misternych zdań i na pewno wolałbym książkę tak napisaną (oczywiście bez przesady by każde zdanie było artystycznym majstersztykiem) od takiej napisanej prostackim językiem.

Elenwe napisał(a):
Ok, Eru faktycznie podałeś przykład jednak bez szczegółów. Z czego niby tę scenę zerżnął?


To skoro tak bardzo chcesz wiedzieć to od Lewisa. Nie podam co byście mogli sami sobie znaleźć i mieć frajdę :P

Elenwe napisał(a):
Co do powtórzeń - mówię o tym co mi przeszkadza więc sorry ale mam gdzieś że Pani Rowlingowa ma rzesze fanów, ja jej nie mogę zdzierżyć.Powiem szczerze że nie zauważyłam jeszcze w żadnej książce takiej ilości tych przypomnień jak u TG. Nie porównuję w tym momencie Goodkinda do innych pisarzy, piszę co moim zdaniem jest w nim słabe.


Terry jakoś pod tym względem nie wyróżnia się spośród innych pisarzy fantasy. W wielu książkach przypomnień było o wiele więcej. Po za tym nie da się napisać wielotomowej powieści bez powtórzeń. Ty miałaś szczęście i zaczęłaś czytać wtedy kiedy wyszły wszystkie tomy, a więc mogłaś czytać każdą część od razu po poprzedniej. Zauważ że między wydaniem kolejnej części mijało kilka lat i zanim wyszła kolejna część to nie pamiętało się już co było w poprzedniej. Jakbyś tak właśnie czytała to pewnie nawet nie zwróciłabyś na to uwagi.

Elenwe napisał(a):
W każdym razie nawet jeśli Goodkind jest lepszym pisarzem, nie znajdę usprawiedliwienia na takie zerżnięcia (gdyby to był jeden motyw, ale aż tyle?).


Czepiasz się tego tak jakby połowę fabuły zgapił a to były tylko pojedyncze postacie, przedmioty itp, na dodatek nigdy w 100% skopiowane tylko zawsze zmienione, rozbudowane. Jak na razie czytając KC nie znalazłem żadnych wydarzeń które mógł Terry zgapić i wpleść do swojej fabuły. Chyba że chodzi o to co napisał Rajek w pierwszym poście że Rand jest wyczekiwanym wybrańcem który jako jedyny od 3000 lat potrafi się posługiwać darem? Sorry ale większość książek fantasy zaczyna się tak że zwykły farmer, biedny chłopak okazuje się oczekiwanym od iluś tysięcy lat wybrańcem który ma uratować świat przed wielkim złym. I przeważnie w trakcie swoich przygód dowiaduje się że nie został wychowany przez swoich rodziców :P
Trochę zboczyliśmy z tematu :P


Na początku był Eru, Jedyny,
którego na obszarze Ardy nazywają Ilúvatarem;
On to powołał do życia Ainurów,
Istoty Święte, zrodzone z Jego myśli.
Ci byli z Nim wcześniej, niż powstało wszystko inne.
Rozmawiał z nimi i poddawał im tematy muzyczne.
Ainurowie zaś śpiewali dla Niego i On radował się tą muzyką.


Koło Czasu obraca się, a Wieki nadchodzą i mijają, pozostawiając wspomnienia, które stają się legendą. Legenda staje się mitem, ale nawet mit jest już dawno zapomniany, kiedy nadchodzi Wiek, który go zrodził. W jednym z Wieków, zwanym przez niektórych Trzecim Wiekiem, Wiekiem, który dopiero nadejdzie, Wiekiem dawno już minionym, w Górach Przeznaczenia podniósł się wiatr. Wiatr ten nie był prawdziwym początkiem. W obrotach Koła Czasu nie istnieją początki ani zakończenia. Niemniej był to jakiś początek.

Run...Run you clever boy...and remember - Clara Oswin Oswald
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Robert Jordan - saga Koło Czasu
PostNapisane: 24 mar 2012, o 18:31  
Avatar użytkownika

Starszy Skryba
Dołączył(a): 22 lut 2010, o 21:36
Posty: 828
Lokalizacja: Elbląg
Offline

Nie, to też nie do końca tak z tym darem. W tamtym świecie rodziło się wielu mężczyzn którzy potrafili przenosić (czarować), ale to wiązało się z nieuchronnym popadaniem w obłęd. Im silniejszy był dar, tym dłużej pozostawali przy zdrowych zmysłach. Natomiast Rand jest pierwszym od 3000 lat mężczyzną, który ma szansę zapanować nad swoim darem.


Pisałem własną ręką,
Rajek, Pierwszy Skryba.


Zaskakujący w smaku, zapachu i kolorze... Rajek. Orzeźwiający a delikatny, słodki a wyrafinowany, piwny a aromatycznie żurawinowy.
Czarny a czerwony.
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Robert Jordan - saga Koło Czasu
PostNapisane: 24 mar 2012, o 19:27  
Avatar użytkownika

Wiedźma
Dołączył(a): 1 lut 2010, o 00:02
Posty: 447
Lokalizacja: miasto czarownic
Offline

Eruanno napisał(a):
To skoro tak bardzo chcesz wiedzieć to od Lewisa. Nie podam co byście mogli sami sobie znaleźć i mieć frajdę :P


A czy to nie było tak, że obaj panowie należeli do jednego kręgu pisarzy i rywalizowali ze sobą? W tym świetle sprawa wyglądałaby nieco inaczej, omalże jak wyścig - kto szybciej wpadnie na... albo kto lepiej odda to i tamto. To jest coś innego, to jest dyskusja między dziełami i autorami. Jednak tylko zarzucam taką opcję, bo nie wiem o czym dokładnie mówisz ;)

Jeśli natomiast chodzi o powtórzenia, to ja powtórzę to znowu: czytałam na bieżąco i miałam serdecznie dość maglowania tych samych akapitów. Można nawiązać do kontekstu, podkreślić coś, ale nie opowiadać przez pół rozdziału poprzednie tomy.


I do believe in fairies! I do! I do!
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Robert Jordan - saga Koło Czasu
PostNapisane: 24 mar 2012, o 19:45  
Avatar użytkownika

Poszukiwacz Prawdy
Dołączył(a): 22 lut 2010, o 23:25
Posty: 3253
Lokalizacja: Kraków
Offline

Wiem wiem Rajku po prostu troche źle napisałem o tym ale miałem to na myśli że Rand jest smokiem odrodzonym i będzie mógł zapanować nad darem.

JDu napisał(a):
Eruanno napisał(a):
To skoro tak bardzo chcesz wiedzieć to od Lewisa. Nie podam co byście mogli sami sobie znaleźć i mieć frajdę :P


A czy to nie było tak, że obaj panowie należeli do jednego kręgu pisarzy i rywalizowali ze sobą? W tym świetle sprawa wyglądałaby nieco inaczej, omalże jak wyścig - kto szybciej wpadnie na... albo kto lepiej odda to i tamto. To jest coś innego, to jest dyskusja między dziełami i autorami. Jednak tylko zarzucam taką opcję, bo nie wiem o czym dokładnie mówisz ;)


A tego to nie wiedziałem. Ale i tak to nie była sytuacja w stylu kto odda daną rzecz lepiej. To była ewidentnie identyczna scena. A że książka Lewisa ukazała się kilka lat wcześniej podejrzewam że to Tolkien zerżnął :D.


Na początku był Eru, Jedyny,
którego na obszarze Ardy nazywają Ilúvatarem;
On to powołał do życia Ainurów,
Istoty Święte, zrodzone z Jego myśli.
Ci byli z Nim wcześniej, niż powstało wszystko inne.
Rozmawiał z nimi i poddawał im tematy muzyczne.
Ainurowie zaś śpiewali dla Niego i On radował się tą muzyką.


Koło Czasu obraca się, a Wieki nadchodzą i mijają, pozostawiając wspomnienia, które stają się legendą. Legenda staje się mitem, ale nawet mit jest już dawno zapomniany, kiedy nadchodzi Wiek, który go zrodził. W jednym z Wieków, zwanym przez niektórych Trzecim Wiekiem, Wiekiem, który dopiero nadejdzie, Wiekiem dawno już minionym, w Górach Przeznaczenia podniósł się wiatr. Wiatr ten nie był prawdziwym początkiem. W obrotach Koła Czasu nie istnieją początki ani zakończenia. Niemniej był to jakiś początek.

Run...Run you clever boy...and remember - Clara Oswin Oswald
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Robert Jordan - saga Koło Czasu
PostNapisane: 24 mar 2012, o 20:05  
Avatar użytkownika

Prorok
Dołączył(a): 25 lip 2011, o 09:26
Posty: 1054
Lokalizacja: Pyrlandia
Offline

Ah, to już wiem o co Ci chodzi. Nie pamiętam konkretnego motywu z Lewisa, jednak czytałam co nieco na ten temat. Historia ma się tak że to było odwrotnie. Tolkien i Lewis należeli do elitarnej grupy pisarskiej Oxfordu Inklingów, spotykali się co tydzień gdzie prezentowali swoje dzieła. Tam też Tolkien pokazał pierwszą wersje Władcy Pierścieni, a dokładnie pewien fragment i ogólny zarys. Było to na długo przed wydaniem oficjalnym trylogii (chyba krótko po wydaniu Hobbita). Po tym Lewis zainspirował się do napisania Narni. Także nie może być możliwości by to było w odwrotną stronę.


"Aure entuluva!" J.R.R.Tolkien

"Miłość, która jest gotowa nawet oddać życie, nie zginie." Jan Paweł II
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Robert Jordan - saga Koło Czasu
PostNapisane: 30 lip 2012, o 13:35  
Avatar użytkownika

Poszukiwacz Prawdy
Dołączył(a): 22 lut 2010, o 23:25
Posty: 3253
Lokalizacja: Kraków
Offline

Po mniej więcej pół rocznym maratonie z cyklem Koło Czasu wreszcie udało mi się dojść do ostatniego wydanego tomu. W związku z tym że jest pisany przez innego autora więc zaczne od niego a potem przejdę do zbiorczej opinii o całym cyklu :D
Jak wiecie (bądź też nie) po śmierci Roberta Jordana dokończenie cyklu (czyli napisanie ostatniego tomu który rozrósł się jednak na trzy) zostało powierzone Brandonowi Sandersowi. Jordan pozostawił wiele notatek na temat fabuły jedyne co musiał zrobić Sanderson to opisać to no i może trochę rzeczy samemu pododawać :D I moim skromnym zdaniem z powierzonego mu zadania wywiązał się znakomicie, co więcej Pomruki Burzy są zdecydowanie lepszym tomem niż poprzednie w których mało się co działo. Pojawiają się również niektóre postacie których od dawna nie widzieliśmy a i u większości bohaterów zachodzą zmiany na lepsze. Perrin wreszcie zaczyna godzić się ze swoją naturą a Nyneave nareszcie zaczyna panować nad swoimi humorami :D
Podsumowując może i nie jest to tom wybitny, akcja dalej wolno się toczy choć nabiera powoli rozpędu, ale zdecydowanie jest to najlepszy tom od bardzo dawna.
A teraz co do oceny ogólnej to jestem jak najbardziej zadowolony z cyklu i na pewno znajdzie się on w mojej pierwszej piątce :D Jak dla mnie największymi plusami tego cyklu oprócz fabuły są mapy (których jest bardzo dużo, nie to co u Terrego ledwie jedna mapa i to bardzo średniej jakości :D ) oraz rozbudowany glosariusz na końcu każdego tomu, jak dla mnie coś takiego mogłoby być w każdej książce ponieważ znacznie pomaga czytelnikowi :D
A Przewodnik po sadze to już istny majstersztyk :D Prawdziwa kopalnia wiedzy o świecie Koła Czasu, w prawdzie zabrakło mi niektórych informacji ale brak ich wynikał chyba z tego jak ten przewodnik został napisany, czyli jak praca naukowa napisana przez uczonego zamieszkującego rzeczony świat. Niemniej jednak dużo możemy dowiedzieć sie jak na tako formę o Wieku legend i Wojnie o moc. Tak więc dla mnie, człowieka który uwielbia rozbudowaną mitologie i historię świata Przewodnik jest wisienką na torcie :D Szkoda tylko że raczej nie doczekamy się żadnej powieści osadzonej w tamtych czasach. Sam Jordan nie zamierzał pisać o tym a wątpię żeby Sanderson się podjął takiej rzeczy a szkoda. Dlatego też zawiodłem się trochę Atakiem na Shayol Ghul. Myślałem że to jest jakieś krótkie opowiadanie a okazało się że to jest ten sam fragment który mamy zamieszczony w przewodniku.
Oczywiście książka miała swoje wady, w tym niektóre często mnie irytowały :D Przykładem jest to że autor chyba wierzył w jakąś wojnę między płciową. Ciągle pojawiają się jakieś utyskiwania na przeciwną płeć (ci mężczyźni to tacy wełnianogłowi idioci, ach te kobiety nie da się ich zrozumieć itp) U mężczyzn pojawia się to jednak w miare rzadko jednak u kobiet ma się wrażenie że cierpią one na ciągły syndrom napięcia przedmiesiączkowego, a już w szczególności króluje w tym Nyneave, więc jej fragmenty często mnie irytowały (na szczęście w PB jej stan się poprawia :D ) Jedyną chyba kobietą która nie cierpiała na ten syndrom była Min, ale może to też wynikać z tego że rzadko ma się okazje czytać fragmenty z jej perspektywy. A szkoda bo to moja ulubiona kobieca postać :D
Kolejną rzeczą jest dynamika akcji, Jordan strasznie szczegółowo opisuje nam rzeczy co strasznie utrudnia czytanie. A już szczególnie jego opisy damskiego ubioru. Co on baba jest że tak to opisuje? Karczki, dekolciki, frędzelki, koronki, kolczyki, krój taki krój siaki ... aaaa Eru łapie się za głowę normalnie przy czytaniu krew zalewa i można zwariować :P
Osobiście mi również przeszkadzało to ze z tomu na tom jest coraz mniej głównego bohatera a za to coraz większą uwagę poświęca się innym bohaterom. Dobrze, nie mam nic przeciwko innym postacią ale niektóre rozdziały były naprawdę nudne np rozdziały Elayne którą z początku lubiłem później nie dość że jej rozdziały były mało ciekawe to jeszcze zaczęła mnie irytować prawie tak bardzo jak Nynaeve :D. Uwaga spoiler z Dchu Zimy Te ciągłe narzekania na Randa przez co to ona musi wycierpieć teraz jak jest w ciąży a Rand sobie lata po świecie. Kurde kobieto wiem że jesteś w ciąży i możesz sobie od czasu do czasu ponarzekać ale bez przesady po za tym nikt cię nie zmuszał do tego być się przespała co więcej sama go do łóżka zaciągnęłaś.
I ostatnią rzeczą która mnie wkurzała było współczesne słownictwo pojawiające się od czasu do czasu w książkach. Nie wiem na ile jest to wina autora na ile wina tłumacza ale zwroty takie jak tajemnica Poliszynela czy inne (były jeszcze bardziej rzucające się w oczy niestety nie zapisałem ich sobie) raczej nie powinny pojawiać się w książce fantasy którego akcja dzieje się w realiach późnego średniowiecza.
To by było chyba na tyle jak już wspomniałem cykl trafia do mojej pierwszej piątki :D
PS tak sobie pomyślałem że skoro mamy osobne działy o Sapkowskim, Tolkienie i Martinie to można by zrobić dział o Jordanie :D


Na początku był Eru, Jedyny,
którego na obszarze Ardy nazywają Ilúvatarem;
On to powołał do życia Ainurów,
Istoty Święte, zrodzone z Jego myśli.
Ci byli z Nim wcześniej, niż powstało wszystko inne.
Rozmawiał z nimi i poddawał im tematy muzyczne.
Ainurowie zaś śpiewali dla Niego i On radował się tą muzyką.


Koło Czasu obraca się, a Wieki nadchodzą i mijają, pozostawiając wspomnienia, które stają się legendą. Legenda staje się mitem, ale nawet mit jest już dawno zapomniany, kiedy nadchodzi Wiek, który go zrodził. W jednym z Wieków, zwanym przez niektórych Trzecim Wiekiem, Wiekiem, który dopiero nadejdzie, Wiekiem dawno już minionym, w Górach Przeznaczenia podniósł się wiatr. Wiatr ten nie był prawdziwym początkiem. W obrotach Koła Czasu nie istnieją początki ani zakończenia. Niemniej był to jakiś początek.

Run...Run you clever boy...and remember - Clara Oswin Oswald
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Robert Jordan - saga Koło Czasu
PostNapisane: 2 sie 2012, o 08:53  
Avatar użytkownika

Prorok
Dołączył(a): 25 lip 2011, o 09:26
Posty: 1054
Lokalizacja: Pyrlandia
Offline

Ja co prawda w szarym polu jeszcze jestem, daleko do końca aczkolwiek co nieco mogę napisać.

Mnie najbardziej u Jordana irytuje ten wszechobecny brak zaufania. Wszyscy walczą o jedno, każdy uważa siebie za najmądrzejszego i musi innymi manipulować... MASAKRA. Wielcy kurna przyjaciele z dzieciństwa a wiecznie próbują sobą kierować. Te baby to ja bym na miejscu Randa już dawno przez okno wyrzuciła i nawet nie zatęskniła!

Rozumiem że czasem ciężko o zdobycie zaufania, gdy się nie zna, no ale bez przesady. Jak już maja cudowne proroctwa że ten i ten zrobi tak i tak i mimo iż próbują sterować on sam wszystko robi żeby się te proroctwa spełniały to chyba mogliby wreszcie wpaść na pomysł że to jednak on ma wygrać tą wojnę a nie oni, sterując nim...
Przez to Rand jest cholernie osamotniony, ma problemy z Lewsem, nikogo o rade nie może zapytać. Zostaje sam!
Do momentu kiedy "drużyna" (na myśli mam ekipe wyruszającą z Dwu Rzek) nie zaczęła się rozsypywać Ci ludzie naprawdę potrafili wzbudzić sympatię. A teraz? Jedyną osobą jaką lubie to Rand, choć mi go straszliwie żal i Perinn którego w książkach jest tyle co kot napłakał..

A i faktycznie Jordan miał chyba jakieś problemy w życiu z kobietami. Relacje kobieta-mężczyzna są nienaturalne, kobiety są sprowadzane do istot które próbują wychowywać facetów, brak jakiegokolwiek partnerstwa.

I chyba za to Goodkind u mnie zyskuje. Może i wziął historię od Jordana, ale tak ją przetrawił ze zrobił z nich historię ludzi a nie jakiś oszołomów... :P


"Aure entuluva!" J.R.R.Tolkien

"Miłość, która jest gotowa nawet oddać życie, nie zginie." Jan Paweł II
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Robert Jordan - saga Koło Czasu
PostNapisane: 16 wrz 2012, o 18:45  
Avatar użytkownika

Łowca
Dołączył(a): 6 sie 2010, o 16:47
Posty: 45
Offline

Cytuj:
A i faktycznie Jordan miał chyba jakieś problemy w życiu z kobietami. Relacje kobieta-mężczyzna są nienaturalne, kobiety są sprowadzane do istot które próbują wychowywać facetów, brak jakiegokolwiek partnerstwa.


Heh, ale zważmy, że to inny świat. Świat w którym podział kobiety - mężczyźni jest dużo silniejszy niż w najbardziej patriarchalnych czasach naszej Ziemi, bo tam płynie z samej natury świata. Saidar i saidin - to rozdzielenie dużo silniejsze niż XX i XY ;)

A przy tym kobiety mają tam nieco inną pozycję bo tylko one mogą zostać Aes Sedai. Więc przez te 3000 lat od Złamania Świata ich rola w rozmaitych społecznościach sukcesywnie rosła. A główne bohaterki cyklu pochodzą z kraju gdzie ten miękki matriarchat był wyraźnie zarysowany.

Cytuj:
Przykładem jest to że autor chyba wierzył w jakąś wojnę między płciową.


Saidin i saidar wiecznie działają razem i przeciwko sobie i to napędza Koło Czasu. To jakby element najgłębszej struktury świata Jordana.


Cytuj:
I ostatnią rzeczą która mnie wkurzała było współczesne słownictwo pojawiające się od czasu do czasu w książkach. Nie wiem na ile jest to wina autora na ile wina tłumacza ale zwroty takie jak tajemnica Poliszynela czy inne (były jeszcze bardziej rzucające się w oczy niestety nie zapisałem ich sobie) raczej nie powinny pojawiać się w książce fantasy którego akcja dzieje się w realiach późnego średniowiecza.


Tłumaczka Koła jest tylko minimalnie lepsza niż tłumaczka Miecza.


Cytuj:
Terry artystą nie jest. Wziął filozofię Rand, powielił jej powieść, przekładając ją na realia własnego świata, użył zapożyczeń z Jordana i zalał to powtórzeniami powtórzeń własnych akapitów. Coś, co stworzył w PPMie, było formą sztuki - bo jeszcze tam wykorzystane elementy służyły oddaniu jego własnych odczuć i nastawienia do życia. Wydaje mi się, że każdy z nas tutaj odczuł tę różnicę.


Z pisarzy klasycznego fantasy artystą to był tylko Tolkien. Martin, Erikson, Jordan to już popkalczer, tam samo Goodkind. A najmniejszym problemem u Terry'ego są wątki które mógł wziąć od Jordana - bo to w dużej mierze elementy które nijak nie są szczególnie oryginalne - klasyka legendy i mitu. Zwłaszcza że nie wiemy nawet czy Terry Roberta czytal. Jak już mam Goodkinda za coś potępiać to za obiektywizm a nie za to, że nie każde wydarzenie w jego książce jest niesamowicie oryginalne. Świat i kultura składa się z toposów, piszemy nimi i myślimy. Nawet wielcy artyści. Ci co próbowali od tego uciec zazwyczaj pisali rzeczy których nie da się dziś czytać.


"Never compromise. Not even in the face of Armageddon" - Walter 'Rorschach' Kovacs

"Nie mam żadnych szans, ale muszę je wykorzystać" - Herbert Achternbrusch

"Bóg jest, nawet jeśli go nie ma" - Emil Cioran

"Człowiek, jak każda małpa, jest zwierzęciem społecznym, a społeczeństwo rządzi się kumoterstwem, nepotyzmem, lewizną i plotkarstwem, uznając je za podstawowe normy postępowania etycznego.(...) To czysta biologia." - Carlos Ruiz Zafon
Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Koło Czasu - temat ogólny
PostNapisane: 21 lip 2014, o 23:00  
Avatar użytkownika

Poszukiwacz Prawdy
Dołączył(a): 22 lut 2010, o 23:25
Posty: 3253
Lokalizacja: Kraków
Offline

Po dwóch latach czekania na Bastiony Mroku wreszcie dorwałem w swoje łapki rzeczoną książkę.
Samą treścią się nie zawiodłem bo ta trzyma poziom Pomruków Burzy, zawiodłem się czymś innym ale o tym poźniej. Książkę czytało mi się bardzo szybko i nawet rozdziały Perrina czy Elayne które w ostatnich tomach mogłem ledwo znieść przyjemnie się czytało. Aczkolwiek ta druga osóbka jest dalej irytująca i pcha się sama w gniazdo węży. Najwyraźniej przygoda z PB niczego jej nie nauczyła bo znowu zrobiła to samo. Jedyne na co mogłem narzekać w kwestii samej fabuły to mało Randa. Autor sprezentował nam tylko jeden krótki fragment z jego perspektywy i to dopiero w epilogu. A ja jakoś tak mam że do głównego bohatera najbardziej się przywiązuje i on nim najbardziej lubie czytać.
A jeszcze budowa fabuły. Nie wiem na ile to jest przemyślana koncepcja czy też to wina tego że Sanderson nie do końca ogarnął notatki Jordana ale w tej części trudno ogarnąć chronologię wydarzeń. Wydarzenia związane z Perrinem dzieją się wcześniej niż reszta (a przynajmniej w stosunku do głównego nurtu wydarzeń związanych z Randem) a są pisane na przemian z tą resztą. Przez to dochodzi do sytuacji że czytelnik ma wrażenie że jeden z bohaterów jest jednocześnie w dwóch miejscach na raz. W jednym rozdziale jest wśród armii Perrina by kilka stron dalej być we Łzie a potem znowu w armii Perrina. Trochę to dezorientujące było.
No to teraz napiszę o wydaniu książki czyli czymś co mnie najbardziej zawiodło. Zysk spie***ielił robotę. Książka jest pełna literówek, najczęściej pojawiają się one w imionach czy też nazwach miejsc. I takie rzeczy jak Gawin zamiast Gawyn można łatwo znieść to czasami pojawiały się takie anagramy imion czy też skrócenia że ciężko się było połapać o kogo chodzi (a ten kto czytał ten wie że postaci tutaj jest nawet więcej niż u Martina i niektóre imiona różnią się w niewielkim stopniu). BA! W niektórych miejscach pojawiły się nawet angielskie nazwy zamiast polskich. Ale i tak najgorszą z najgorszych jest rozmowa Eleyne z Gawynem gdzie zamiast Eleyne nam się nagle pojawia Egwene. Musiałem sobie aż sprawdzić czy przypadkiem nie przeoczyłem jej nagłego pojawienia się przez Bramę. Zwykle takie rzeczy jak literówki mi nie przeszkadzają ale ich ilość oraz fakt że trzeba było czekać na Polskie wydanie dwa lata to już przegięcie. Przecież przez taki okres czasu mogli to dopracować a zamiast tego wydali nam bubla.
To by było na tyle.


Na początku był Eru, Jedyny,
którego na obszarze Ardy nazywają Ilúvatarem;
On to powołał do życia Ainurów,
Istoty Święte, zrodzone z Jego myśli.
Ci byli z Nim wcześniej, niż powstało wszystko inne.
Rozmawiał z nimi i poddawał im tematy muzyczne.
Ainurowie zaś śpiewali dla Niego i On radował się tą muzyką.


Koło Czasu obraca się, a Wieki nadchodzą i mijają, pozostawiając wspomnienia, które stają się legendą. Legenda staje się mitem, ale nawet mit jest już dawno zapomniany, kiedy nadchodzi Wiek, który go zrodził. W jednym z Wieków, zwanym przez niektórych Trzecim Wiekiem, Wiekiem, który dopiero nadejdzie, Wiekiem dawno już minionym, w Górach Przeznaczenia podniósł się wiatr. Wiatr ten nie był prawdziwym początkiem. W obrotach Koła Czasu nie istnieją początki ani zakończenia. Niemniej był to jakiś początek.

Run...Run you clever boy...and remember - Clara Oswin Oswald
Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 30 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron

World of Warcraft phpBB template "WoWMaevahEmpire" created by MAËVAH (ex-MOONCLAW) for EMPIRE guild (v3.0.8.0) - wowcr.net : World of Warcraft styles & videos
© World of Warcraft and Blizzard Entertainment are trademarks or registered trademarks of Blizzard Entertainment, Inc. in the U.S. and/or other countries. wowcr.net is in no way associated with Blizzard Entertainment.
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL